Pragnienie czegoś często nie prowadzi do miłych doświadczeń. Przekonałam się na własnej skórze, że ciekawość, pragnienie oraz dociekliwość prowadzi jedynie do smutku, żalu i zawiedzenia się. Pogodziłam się z moim pechem w życiu i radzę każdemu się pogodzić, że nie zawsze jest pięknie, a często jest szaro, a nasze problemy dopiero się zaczną. Od dziecka byłam ciekawską osobą, uwielbiałam się wtrącać i pomagać, nie oczekiwałam nic w zamian, nie jestem pewna co mnie zmieniło - czy to był ojciec, a może zwyczajnie nasze społeczeństwo. Nie należę do osób, które zwalają winę na innych, jednak to jest inne, tutaj nie miałam się jak bronić przed światem, byłam dzieckiem! Dziecko jest bezbronne, wierzy we wszystko co mu/jej się powie, dlatego tak ważne jest, aby dzieci miały normalne domy, a nie uczucie, które sprawia, że nie czuje się bezpieczny we własnym domu. Życie nauczyło mnie, że nie można wierzyć we wszystko co się widzi i słyszy, ale przede wszystkim w to co inni mówią do nich. Ludzie są egoistami, każdy z nas, łamią obietnice i często nie widzą swoich wad, ale tacy jesteśmy i nie warto się spierać z naszą naturą.
-Kochanie, odeszłam od ojca.-powiedziała do mnie moja matka, kiedy poszłam z nią i Leną na miasto.
To był pierwszy raz od prawie 4 miesięcy, kiedy widziałam i rozmawiałam z moją rodziną. Nie mogłam powiedzieć, że nie cieszyłam się z ich wizyty, jednak czułam się jak obca osoba w ich towarzystwie, czyli tak jak zawsze. Nie powiem, że jestem zaskoczona, ale jestem, nie sądziłam, że to będzie realne.
-Gratuluję, jaki powód?-spytałam cicho.
-Uderzył ją, a ja zrezygnowałam z college'a.-oznajmiła Lena.-Nie będzie musiała się za bardzo martwić o pieniądze.
-Zrezygnowałaś z edukacji, że ona mogła odejść od tyrana?-spojrzałam z obrzydzeniem na matkę.-Co z ciebie za rodzicielka?
-Nie mów tak do mnie.-upomniała mnie kobieta.
Odwróciłam wzrok na siostrę.
-I tak pójdziesz na studia.-obiecałam.-Jeżeli chcesz, abym zrezygnowała ze szkoły wojskowej to nawet nie proś, bo jeśli chodzi o mnie to tak naprawdę to jest jedyna rzecz, którą ojciec zrobił dobrze, poza tym, on płaci za tą szkołę.
Matka z córką westchnęły w tym samym momencie, co sprawiło, że zobaczyłam jak podobne były do siebie. Od zawsze widziałam różnicę w wyglądzie moim a ich: one są blondynkami, ja szatynką, one mają idealne figury, a ja nie, nawet wyraz twarz, min są inne. Byłam podobna do ojca, co było kolejnym powodem mojej nienawiść do niego, nie potrafiłam zaakceptować naszego podobieństwa, brzydziłam się tym.
-Właściwie chciałabym cię prosić o to, abyś jednak przerwała naukę i pomogła mi w nowym domu na wsi.-moja rodzicielka starała się patrzeć mi w oczy.
-Nie prawa o to prosić. Pomogę ci na wakacje, to dwa miesiące, poczekasz, nie przerwę edukacji, dzięki temu moje życie się ułoży i zależy mi na tym. Nie masz prawa prosić o to, abym przerwała naukę tylko dlatego, że masz takie widzimisie.
-Wiedziałam.-szepnęła.-Zawsze myślisz o sobie.
-No dobra, ale to nie zmienia faktu, że też jesteś egoistką.
-Ja?-spojrzała na mnie zaskoczona.
-Przypomnieć ci o co przed chwilą mnie poprosiłaś? Kazałaś mi przerwać naukę tylko dlatego, że chcesz pomocy. Zamiast poczekać półtora miesiące, tobie się dupa już zapaliła. Czekaj albo spierdalaj.-powiedziałam ostro i wyszłam z kawiarni, w której rozmawiałyśmy.
*
-Może i użyłam za mocnych słów, jednakże naprawdę zirytowało mnie to, że przełożyła swoje szczęście nad moim i Leny. Nie mówię o odejściu od ojca, a o to, że chciała, abym przestała się edukować i poszła na farmę robić, tak samo moja siostra, co gorsze, ona uległa. To po prostu głupie.
-A nie sądzisz, że twoja mama nie myślała po prostu tylko o tym, aby stać się jak najszybciej niezależną kobietą i zapewnić wam jakiś dobrobyt?-spytał Nick.
-Dobrobyt? I po to miałybyśmy rezygnować z naszych szkół?
-Może nie ma kogo prosić o pomoc i wolała prosić was, jej córki? Lepsze to niż wynajmowanie kogoś do pomocy.
-To nie zmienia faktu, że my potrzebujemy szkoły, aby znaleźć pracę, aby zarabiać i odciążyć ją od naszego utrzymywania. A kiedy porzucimy szkoły, naszą przyszłość to nic nas nie czeka, prawdopodobnie bieda to nasza rzeczywistość za 10 lat, a kiedy skończymy szkoły, znajdziemy pracę to za 10 lat będziemy mieć już dzieci, facetów i pieniądze, o które nie będziemy musiały się martwić.
-Nie sądzisz, że powinnaś to powiedzieć matce, w dosłownie taki sam sposób?
Spojrzałam na Nicholas'a, który uroczo się uśmiechnął do mnie.
-Dobra-westchnęłam.-Masz rację, zadzwonię do niej później i jej to powiem.
-Na pewno?-przybliżył się do mnie siedząc na kanapie.
-Tak.
-Na pewno?-pocałował mnie w szyję, co sprawiło mi łaskotki.
-Na pewno.-śmiałam się.
Wiedziałam, że ma rację, że muszę zadzwonić do niej, pokazać, że jestem dojrzalsza i nie potrzebuję krzyczeć, że jeśli będzie chciała poznać moje zdanie, usłyszy je nawet, kiedy będę szeptać.
-Kochanie, odeszłam od ojca.-powiedziała do mnie moja matka, kiedy poszłam z nią i Leną na miasto.
To był pierwszy raz od prawie 4 miesięcy, kiedy widziałam i rozmawiałam z moją rodziną. Nie mogłam powiedzieć, że nie cieszyłam się z ich wizyty, jednak czułam się jak obca osoba w ich towarzystwie, czyli tak jak zawsze. Nie powiem, że jestem zaskoczona, ale jestem, nie sądziłam, że to będzie realne.
-Gratuluję, jaki powód?-spytałam cicho.
-Uderzył ją, a ja zrezygnowałam z college'a.-oznajmiła Lena.-Nie będzie musiała się za bardzo martwić o pieniądze.
-Zrezygnowałaś z edukacji, że ona mogła odejść od tyrana?-spojrzałam z obrzydzeniem na matkę.-Co z ciebie za rodzicielka?
-Nie mów tak do mnie.-upomniała mnie kobieta.
Odwróciłam wzrok na siostrę.
-I tak pójdziesz na studia.-obiecałam.-Jeżeli chcesz, abym zrezygnowała ze szkoły wojskowej to nawet nie proś, bo jeśli chodzi o mnie to tak naprawdę to jest jedyna rzecz, którą ojciec zrobił dobrze, poza tym, on płaci za tą szkołę.
Matka z córką westchnęły w tym samym momencie, co sprawiło, że zobaczyłam jak podobne były do siebie. Od zawsze widziałam różnicę w wyglądzie moim a ich: one są blondynkami, ja szatynką, one mają idealne figury, a ja nie, nawet wyraz twarz, min są inne. Byłam podobna do ojca, co było kolejnym powodem mojej nienawiść do niego, nie potrafiłam zaakceptować naszego podobieństwa, brzydziłam się tym.
-Właściwie chciałabym cię prosić o to, abyś jednak przerwała naukę i pomogła mi w nowym domu na wsi.-moja rodzicielka starała się patrzeć mi w oczy.
-Nie prawa o to prosić. Pomogę ci na wakacje, to dwa miesiące, poczekasz, nie przerwę edukacji, dzięki temu moje życie się ułoży i zależy mi na tym. Nie masz prawa prosić o to, abym przerwała naukę tylko dlatego, że masz takie widzimisie.
-Wiedziałam.-szepnęła.-Zawsze myślisz o sobie.
-No dobra, ale to nie zmienia faktu, że też jesteś egoistką.
-Ja?-spojrzała na mnie zaskoczona.
-Przypomnieć ci o co przed chwilą mnie poprosiłaś? Kazałaś mi przerwać naukę tylko dlatego, że chcesz pomocy. Zamiast poczekać półtora miesiące, tobie się dupa już zapaliła. Czekaj albo spierdalaj.-powiedziałam ostro i wyszłam z kawiarni, w której rozmawiałyśmy.
*
-Może i użyłam za mocnych słów, jednakże naprawdę zirytowało mnie to, że przełożyła swoje szczęście nad moim i Leny. Nie mówię o odejściu od ojca, a o to, że chciała, abym przestała się edukować i poszła na farmę robić, tak samo moja siostra, co gorsze, ona uległa. To po prostu głupie.
-A nie sądzisz, że twoja mama nie myślała po prostu tylko o tym, aby stać się jak najszybciej niezależną kobietą i zapewnić wam jakiś dobrobyt?-spytał Nick.
-Dobrobyt? I po to miałybyśmy rezygnować z naszych szkół?
-Może nie ma kogo prosić o pomoc i wolała prosić was, jej córki? Lepsze to niż wynajmowanie kogoś do pomocy.
-To nie zmienia faktu, że my potrzebujemy szkoły, aby znaleźć pracę, aby zarabiać i odciążyć ją od naszego utrzymywania. A kiedy porzucimy szkoły, naszą przyszłość to nic nas nie czeka, prawdopodobnie bieda to nasza rzeczywistość za 10 lat, a kiedy skończymy szkoły, znajdziemy pracę to za 10 lat będziemy mieć już dzieci, facetów i pieniądze, o które nie będziemy musiały się martwić.
-Nie sądzisz, że powinnaś to powiedzieć matce, w dosłownie taki sam sposób?
Spojrzałam na Nicholas'a, który uroczo się uśmiechnął do mnie.
-Dobra-westchnęłam.-Masz rację, zadzwonię do niej później i jej to powiem.
-Na pewno?-przybliżył się do mnie siedząc na kanapie.
-Tak.
-Na pewno?-pocałował mnie w szyję, co sprawiło mi łaskotki.
-Na pewno.-śmiałam się.
Wiedziałam, że ma rację, że muszę zadzwonić do niej, pokazać, że jestem dojrzalsza i nie potrzebuję krzyczeć, że jeśli będzie chciała poznać moje zdanie, usłyszy je nawet, kiedy będę szeptać.
Welcome to the planet.
Welcome to existence.
Everyone's here.
Everybody's watching you now.
Everybody waits for you now.
What happens next.
I dare you to move.
I dare you to move.
I dare you to lift yourself up off the floor.
[...] Welcome to the fallout.
Welcome to resistence.
The tension is here.
Between who you are and you could be.
Between how it is and how it should be.
Maybe redemption has stories to tell.
Maybe forgiveness is right where you fell.
Where can you run to escape from yourself?
Where you gonna go?
Where you gonna go?
Salvation is here!
Witaj na planecie.
Witaj w istnieniu.
Wszyscy są tutaj.
Wszyscy przyglądają ci się.
Wszyscy czekają na ciebie.
Co teraz się wydarzy.
Wyzywam cię, abyś ruszyła się.
Wyzywam cię, abyś ruszyła się.
Wyzywam cię, abyś się podniosła z podłogi.
Witaj w gniewie.
Witaj w życiu.
Napięcie jest tutaj.
Między tym kim jesteś, a tym kim mógłbyś być.
Między tym jak jest, a jak powinno być.
Może odkupienie ma swoją historię.
Może odpuszczenie jest tam, gdzie upadłaś.
Gdzie możesz uciec od samej siebie?
Gdzie zamierzasz uciec?
Gdzie zamierzasz uciec?
Ratunek jest tutaj!
W delikatny sposób zmusił mnie do położenia się na kanapie, chłopak usiadł na mnie, następnie pochylił się i całował pieszczotliwie moją szyję oraz usta.
-Chyba cię lubię.-szepnęłam, na co chłopak podniósł się na łokciach i z wyraźnie uśmiechniętymi oczami spojrzał na mnie.
-Mam nadzieję, bo ja cię lubię i mam pewność.-wyznał.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz