czwartek, 29 maja 2014

26. Czy to dziwne, że czułam się tutaj bardziej bezpieczna niż we własnym domu?

3 komentarze:
-Cześć, Gracie.-spojrzał na mnie z góry blondyn o szczerym uśmiechu, wyszczerzając swoje pełne, białe uzębienie.
-Cześć, Damian.-jęknęłam zaskoczona.
-Wiedziałem, że wrócisz.-wyznał. śmiejąc się.
-Co? Wcale, że nie wróciłam.-chciałam jakąś wybrnąć z tej niekomfortowej sytuacji.
-To co tutaj robisz?-nie dowierzał, a jego dobry humor nie mijał, nawet kiedy kolejne krople deszczu spadały na nas i nasze twarze.
-Szczerze? Nie mam zielonego pojęcia. Chciałam się przejść i.. I wyszło tak, że tutaj doszłam.
-No dobra, nie jąkaj się już.-zachichotał.-Chodź, bo się przeziębisz.-wziął mnie pod ramię i zaprowadził do bloku.
-Skąd pomysł, że chcę wejść?-zapytałam, kiedy wchodziliśmy schodami na 3 piętro.
-Bo gdyby tak nie było, poszłabyś już.
Może miał rację, w sumie to nawet nie "może", a na pewno. Coś w nim było, takiego, co zapierało dech w piersiach, nie wygląd, a urok, tok mówienia, uśmiech. Mimo, że nie kochałam go, potrafiłam przyznać, że podobał mi się, nawet bardziej niż Nicholas, o którym chciałabym jak najszybciej zapomnieć.
-Mina ci zrzedła, coś się stało?-zauważył, otwierając drzwi do swojego mieszkania.
-Nie, nic się nie stało, a powinno?-podniosłam głowę i wpatrywałam się w jego błękitne tęczówki.
-Nie powinno. Takiej dziewczynie jak ty powinny się przytrafiać jedynie te dobre rzeczy.
-Kiepski tekst na podryw.-zaśmiałam się nerwowo.
-Myślę, że nie muszę cię podrywać, już jesteś moja.-chłopak zaśmiał się z mojej miny.
-Przestań być taki zuchwały!-dałam mu kuksańca w bok i rozsiadłam się na barowym krześle przy wysepce, w kuchni, gdzie mnie zaprowadził.
-Dobra, dobra!-podniósł dłonie w geście poddania się.-Herbaty?-spytał.
-Nie, ręcznik - tak.-pokazałam na siebie prawą ręką.
Blondyn przyjrzał się, a zadziorny uśmieszek wkradł mu się na twarz. Wyszedł z kuchni i po krótkiej chwili wrócił w samych bokserkach, wycierając się jednym ręcznikiem, a drugi podał mi.
-Żartujesz?-zmierzyłam go wzrokiem z szerokim półksiężycem na ustach.
Mężczyzna zbliżył się, oddychał ciepło w moje ucho i szepnął.: "Czemu tak myślisz?"
Jego ciepła buzia przy moim poliku sprawiła, że dostałam dreszczu, który przebiegł przez całe ciało. Wiedziałam, że Damian to zauważył, a nawet sprawiło mu to satysfakcję. Odsunął się odrobinę ode mnie, był nadal blisko mnie, tyle, że teraz był blisko moich ust, do których delikatnie przylegał. Nie całował mnie, ale był tak blisko, że jego miętowy, ciepły oddech uderzał w moje nozdrza. Nie wiem jak długo byliśmy w takiej pozycji, trwało to tak długo. Jego błękitne oczy wpatrywały się w moje brązowe bez żadnych skrupułów, co więcej, pozwalał mi spojrzeć w swoje i czułam, że był gotowy, bym spojrzała mu w umysł.
Nie chciałam tego robić, w końcu zaczął się stawał dla mnie kimś bliskim, ale jednocześnie powód przeciwko, był też powodem za. Nie chciałam, by osoba, która chce się zabawić moim kosztem, była dla mnie ważna. Nie myślałam o tym za długo, zwyczajnie weszłam mu do głowy, to co się stało, zaskoczyło mnie.
Nie widziałam nic, jakby młody mężczyzna nie miał wspomnień, nie mogłam nawet dostrzec jego imienia, tak jak kiedyś to zrobiłam. Byłam zmieszana, nie chciałam o tym myśleć ani chwili dłużej.
Wiedziałam, że chłopak czekał na mój ruch, więc odważyłam się i wpiłam się w jego usta. Nie czekałam długo, by odwzajemnił pocałunek, wsunął język do mojej jamy ustnej i zaczął się ta panoszyć, jakby to była jego stała miejscówka.

*

Czułam jego dłoń na moim lekko odstającym brzuchu, który był moją zmorą, ale nie potrafiłam otworzyć ust, by zabrał rękę. Zamknęłam oczy i starałam się uspokoić oddech. Zdecydowałam się, by nie mówić nikomu o moich problemach, zostawić to dla siebie, dostałam już po nosie w Williston i wystarcza mi te kilka pstryknięć. Dostałam nauczkę, nie wyjawię moich sekretów, będę sama dla siebie.
-O czym myślisz?-jak zawsze otworzył buzię pierwszy.
-Niczym.-nawet nie miałam siły spojrzeć na niego, mimo, że czułam jego wzrok na sobie.
-Na pewno?-przeniósł swoją prawą dłoń na moją pierś, nie mogłam nic innego począć niż otworzyć oczy.
-Jeszcze ci mało?-zaśmiałam się podnosząc się i siadając na materacu.
Chłopak nie puścił mojej pełnej, lewej piersi, tylko nadal ją pieścił z uśmiechem na ustach.
-Zawsze można zrobić powtórkę.-zaśmiał się.
-Nie mam ochoty.-zdjęłam jego dłoń i ruszyłam do łazienki, do której znałam idealnie drogę.
-Mogę dołączyć?-krzyknął za mną dławiąc się śmiechem.
Nie odpowiedziałam, wiedziałam, że Damian tylko się ze mną droczy. Chłopak pomimo, naszej krótkiej znajomości, dobrze wiedział, że romantyczne prysznice to nie moja działka, wiedział, co tutaj robiłam, zapominałam problemy, a mu to nie przeszkadzało.
Zamknęłam drzwi za sobą i weszłam pod prysznic. Nie lubiłam swojego ciała, ale bardziej nie przepadałam za mówieniem o tym ludziom. Każdy ma jakieś kompleksy, ja jestem z nich zbudowana, ale prawda jest taka, że kiedy powiesz komuś o swoich niepewnościach dotyczących ciała, oni cię wyśmieją, bądź specjalnie skomplementują. Nienawidziłam takich zachowań u ludzi, mimo, że były ludzkie i pocieszne. Czasem społeczeństwo dowiadując się o naszej niskiej samoocenie, dobijają nas nawet bardziej, wykorzystują nasze zwierzenia przeciwko nam, wszystko zależy na kogo trafisz. Nie mogłam wejść do głowy Domianowi, który z jakiegoś powodu był na mnie odporny i nie mogłam sprawdzić, czy był oceniającym mnie człowiekiem, czy takim, który pocieszy.
Wyszłam spod strumienia chłodnej wody i owinęłam się ręcznikiem, który leżał złożony na białej szafce. Uwielbiałam przebywać w kawalerce blondyna, było tutaj tak czysto, świeżo i bardzo domowo, czułam się tutaj dobrze. Czy to dziwne, że czułam się tutaj bardziej bezpieczna niż we własnym domu?
Wyszłam z łazienki i weszłam do sypialni, w której przebywał chłopak, siedział w bokserkach i serfował po internecie, nawet nie zauważył, kiedy weszłam do pokoju. Wzięłam z podłogi moją bieliznę, wytarte jeansy i czerwony  t-shirt z nadrukami białych napisów w języku francuskim. Nie myśląc wiele, przebrałam się, nawet nie myśląc o Damianie, który siedział plecami do mnie.
-Jesteś naprawdę piękna.-poczułam jego oddech tuż przy moim uchu, przez co dostałam prawie zawału, nie wiedziałam, że mnie zauważył, a on tym czasem stał z tyłu.
-Odsuń się.-zażądałam, kiedy wciskałam się w jeansy, ale co było do przewidzenia, niebieskooki nawet o tym nie myślał.
-Ciii..-szepnął i złożył delikatny pocałunek na mojej szyi, przez co dostałam łaskotek, tak, kolejna rzecz, z której byłam "zbudowana", miałam je prawie wszędzie.
-Przestań, dopiero co się umyłam.-zaśmiałam się, kiedy chłopak ponownie złożył całusa na moim ciele, tym razem na obojczyku.
-To umyjesz się po raz kolejny.-odsunął moje włosy, by mieć lepszy widok na co całuje.
-Damian, dlaczego masz pisane imię przez "a" a nie "e"?-zmieniłam temat, obracając się do niego przodem, chłopak zaśmiał się na moje uniknięcie kolejnego stosunku.
-Moi rodzice pochodzą z Polski.-odpowiedział.-Ale jestem Amerykaninem.
-Nie musisz mi się tłumaczyć z obywatelstwa, wierzę, że nim jesteś, mówisz normalnie, bez akcentu.-zauważyłam.-Czy twoja propozycja z herbatą aktualna?
-Jasne.-posłał mi uśmiech i przepuścił mnie przodem.
-Gentleman się znalazł.-zakpiłam, idąc przed nim.
-Rodzice nauczyli mnie jak traktować kobiety, więc nie kpij.-mimo, że mówił poważne, słyszałam w jego tonie nutkę śmiechu oraz mogłabym przysiąść, że się uśmiecha.
-Deszcz w maju.-westchnęłam, zmieniając temat.
Mężczyzna od razu zwrócił wzrok ku oknu znad elektrycznego czajnika. Jego błękitne jak ocean oczy wpatrywały się w krople deszczu uderzające o szybę, prawie w ogóle nie mrugał, był taki spokojny.
-Uwielbiam deszcz.-ciągnęłam.-Niektórzy wielce narzekają na niego, że znowu zmokli, ale tak naprawdę to to oni wybrali taki moment na wyjście z domu.
-Gadasz jak najęta.-zauważył odwracając wzrok od okna, by spojrzeć na mnie, ale po chwili odwrócił się tyłem i zaczął robić herbatę z cytrynowym sokiem.
-Masz coś przeciwko?-podniosłam lewą brew wpatrując się w jego nagie plecy.
-Nie mam nic przeciwko, jeśli nie chcesz, żebym miał.-powiedział z uśmiechem obracając się z przygotowanymi kubkami.
-Chcę, żebyś miał swoje zdanie.-wyjaśniłam.
-W takim razie, nie mam nic przeciwko, byś gadała bez końca.-puścił do mnie oczko zalewając gorącą wodą napoje.
Zaśmiałam się na jego "podboje" i wzięłam od niego ciepły kubek. Czułam się wyjątkowo dobrze w jego towarzystwie, pomijając fakt, że nadal musiałam udawać normalną, śmiejącą się z wszystkiego nastolatkę, kiedy tak naprawdę miałam ochotę zacząć krzyczeć zdesperowana z bólu w klatce piersiowej, którą powodowała ogromna pustka, którą czułam od tygodni.
-Zamilkłaś.-zauważył wpatrując się we mnie, natychmiastowo uśmiechnęłam się sztucznie.
-Myślałam o szkole, wydaje mi się, że tęsknię za armią.-powiedziałam półprawdę.
-Naprawdę lubisz Army Academy?-zmierzył mnie.-Znam cię trochę i od razu dałaś się poznać od strony, że to ty rządzisz innymi, a nie inni tobą.
-Bo tak jest.-zaśmiałam się.
-To za czym tęsknisz? Chłopakiem? A może za wyciskiem fizycznym, czego tutaj nie możesz zaznać?
-Za chłopakiem raczej nie.-wyznałam.
-Dlaczego? Podobno w wojsku same "ciacha".-wymawiając ostatnie słowo zmienił głos na dziewczęcy, na co szczerze zachichotałam.
-Och, błagam.-przestałam się śmiać i tylko obdarzyłam go uśmiechem.-Nie patrzę na wygląd, ich zachowanie mrozi krew tak bardzo, że mam ochotę kogoś rozpierdolić.-wyznałam, a chłopak patrzył na mnie pytającym wzrokiem.-Kobiety traktują jako płeć słabszą, typowi imbecyle.
-Ale ty się stawiasz.-zgadł.
-Oczywiście!-zapiszczałam.-Żadem facet nie będzie wydawał mi komend, nie jestem psem.
Widziałam coś w jego oczach, coś na wyraz uznania, spodobało mi się to. Nie mogłam przestać się do niego uśmiechać, był taki otwarty na ludzi.
-Chyba muszę już iść.-powiedziałam odwracając wzrok i patrząc na zegarek w iphonie.
-Zostań jeszcze.-zbliżył się bliżej, by pocałować mnie w usta, ale się odsunęłam w mgnieniu oka, nie chciałam ponownie zanurzyć się w jego słodkich pocałunkach oraz błękitnych jak ocean oczach.
-Muszę iść.-wstałam z krzesła i szybko ubrałam niskie obuwie, tenisówki.
-Wpadnij kiedyś.-zaproponował odprowadzając mnie do drzwi.
-Na pewno.-obdarzyłam go kolejnym uśmiechem i wyszłam z jego mieszkania.
Kiedy tylko wyszłam z jego apartamentu, na moje usta, jak i oczy, wkradł się smutek. Byłam załamana wszystkim co się mi przydarzyło i tym, co miało się wydarzyć już niedługo.

*

Siedziałam cicho w swoim pokoju, zamknięte drzwi na klucz, słuchawki z grającym rockiem i punkiem na uszach. Wpatrywałam się w burzę, która szalała za niedomkniętym oknem, uspokajała mnie, a mimo to, wypłakiwałam sobie oczy, dusząc szloch w gardle.
W końcu zrozumiałam dlaczego byłam taka przybita i nie należało to do najprzyjemniejszych myśli. Od dziecka nienawidziłam zmian, a jednocześnie ich potrzebowałam. Wbrew mojej woli wszystko ulegało zmianom, najbardziej mnie bolało to, że nigdy nie byłam na nie gotowa. Coś się kończy i coś zaczyna, zawsze tak jest, tym razem nie było inaczej. Traciłam przyjaciela przyjaciół, zyskiwałam jednego, którego nie darzyłam zaufaniem, podchodziłam do niego z dystansem i nieprzyjemne było to, że nie potrafiłam zbliżyć się do niego psychicznie, bałam się. Bałam się, że to kolejna osoba, która tylko czeka, by wbić mi nóż w plecy, aby mnie zabolało jak najbardziej. Chciałam zapomnieć o Drake'u, Daisy, Nick'u, a nie potrafiłam, non-stop miałam ich twarze przed oczyma, chwile, kiedy coś pękało we mnie, gdy ranili mnie. Nie ufam nikomu, nawet im nie zaufałam, ale wykształciło się między nami coś, co nazwać można "nicią porozumienia", a oni to spierdolili. Nie należę do osób, które wybaczają, zapominają i to był kolejny powód, by nienawidzić samej siebie.



Life, it seems, will fade away.
Drifting further every day.
Getting lost within myself.
Nothing matters, no one else.
I have lost the will to live.
Simply nothing more to give.
There is nothing more for me.
Need the end to set me free.
Things not what they used to be.
Missing one inside of me.
Deathly lost, this can't be real.
Cannot stand this hell I feel.
Emptiness is filling me.
To the point of agony.
Growing darkness taking dawn.
I was me, but now he's gone.
No one but me can save myself, but it's too late.
Now I can't think, think why I should even try.
Yesterday seems as though it never existed.
Death greets me warm.
Now I will just say goodbye.
Wygląda, jakby życie miało odejść.
Każdego dnia odpływa coraz dalej.
Gubię się wewnątrz siebie.
Nic nie ma znaczenia, nikt się nie liczy .
Straciłem jakąkolwiek wolę.
Nie mam już nic do dodania.
I nie ma już nic dla mnie.
Potrzebuję końca, aby zesłał wyzwolenie.
Nic nie jest tym, czym było wcześniej.
Zniknął ten, który we mnie mieszkał.
Śmiertelnie zagubiony, nie, to nie może być realne, 
Nie mogę znieść piekła, które czuję.
Wypełnia mnie pustka,
Prowadząca do agonii.
Rozszerzająca się ciemność przysłoniła świt.
Kiedyś to byłem ja, ale teraz go już nie ma.
Tylko ja mogę ocalić siebie, ale jest już za późno.
Nie mogę nawet myśleć,myśleć po co miałbym próbować.
Wydaje się, że wczoraj nigdy nie istniało.
A śmierć wita mnie ciepło.
I pozostało powiedzieć "żegnaj".



______________

Emily, i inni, którzy nie komentują a nabijają wejścia, co myślisz o zaczęciu opisywać sytuacje, które sama się krępuję zacząć opisywać? Mam wstyd, co jeśli ktoś ze znajomych (boże, tylko nie rodzina) wejdzie i zobaczy, a tutaj - BUM - seks? :/ No nie wiem, nie wiem, ale coraz częściej się spotykam z opisami, choćby początków takich sytuacji, czuję się jak zakonnica nie robiąc tego samego. :) To jak?

wtorek, 27 maja 2014

25. Od kiedy jakaś religia może być ciekawa?

Brak komentarzy:
Uwielbiałam przebywać na lotnisku, przypatrywać się ludziom, ich powitaniom i pożegnaniom z bliskimi, spieszyło się wszystkim, nie mieli czasu samemu się wpatrywać w innych - to było moje miejsce, w którym mogłam spokojnie pomyśleć. Pomijając, że byłam na lotnisku z powodu czekania na kuzynkę, to i tak świetnie się bawiłam będąc tutaj, jedni nienawidzą być samemu w tak ogromnym miejscu, a drudzy uwielbiają - byłam w drugiej grupie, szczególnie biorąc pod uwagę, że nikt nie zwracał na mnie uwagi, co podobało mi się.
Podczas, gdy opanowana przyglądałam się mijającym mnie osobą i starałam się wejść im do głowy w ramach treningu, podeszła do mnie moja kuzynka z okrzykiem radości, przywitałyśmy się pocałunkiem w poliki i udałyśmy się do mojego auta.
-Jak podróż?-spytałam.
-Dobrze.-odpowiedziała przeglądając zdjęcia w telefonie.-To jest właśnie mój chłopak, o którym ci mówiłam.-pokazała mi zdjęcie chłopaka o egzotycznej urodzie.
-Przystojny.-przyznałam z uśmiechem, starając się jednocześnie skupić na jeździe.-Skąd pochodzi?
-Urodził się w Los Angeles, mieszka w London'ie ze mną, ale jego rodzicie są z Indii, sympatyczni, ale wierzący, trochę za bardzo, chcą, abym przeszła na ich wiarę.-zaczęła opowiadać.-Nie jestem pewna czy chcę, całe życie jestem katoliczką, a hinduizm nie wydaje mi się religią dla mnie pomijając fakt, że naprawdę jest barwna i ciekawa.
-Od kiedy jakaś religia może być ciekawa?-zmarszczyłam czoło.-Stek bzdur i tyle.
-Oh, Gracie, ty i twój ateizm.. Kiedy ma się złe humory to nic innego nie pozostaje jak wierzenie w jakąś religię, daje to jakąś nadzieję.
-Dobrze wiesz, Emily, że wolę wiedzieć prawdę niż mieć złudne nadzieje, wiara w boga czy coś podobnego nie pomoże mi, a tylko nada mojemu życiu dodatkową frustrację, że ten na górze mi nie pomaga.
Nie lubiłam rozmawiać z innymi, że nawróciłam się, bo skłamałabym. Wiedziałam, że Bóg istnieje, ale w niego nie wierzyłam, on i tak skazał mnie na bycie samotną, na życie na Ziemi.
-Bambie, denerwujesz mnie.
-Bo wiesz, że mam rację.
-Niekoniecznie.-zaśmiała się.
-Yhm..-zaakcentowałam jęknięcie.-Twój facet, kiedy dołączy?-zmieniłam temat.
-Jutro, dziś zdawał egzamin wstępny, by dostać się na studia medyczne. Chcę cię ostrzec przed nim.
-To znaczy?
-To znaczy, że Philip często się droczy, uwielbia denerwować ludzi, takie małe hobby jego. Phil ma to do siebie, że potrafi bardzo dobrze udawać mało inteligentnego.
-Na pewno udaje, a nie jest?
-Na pewno.-zachichotała blondynka.

*

-Nie masz czasem dość ćwiczenia?-podeszłam do Emily, która próbowała pobić swój rekord w zrobieniu 500 brzuszków bez przerw.
-Nie.-odpowiedziała szybko bez przerywania.
-Przynieść ci wodę?
-Mogłabyś.
Podeszłam spokojnym krokiem do kuchni i nalałam z butelki wodę do szklanki, wzięłam ją do ręki i wróciłam do salonu, w którym moja kuzynka nabijała sobie mięśni brzucha. Położyłam szklankę z napojem na stoliku, włączyłam TV i rozsiadłam się na kanapie. Wzięłam pilota i zaczęłam uprawiać sport nazywany "leniuchowaniem", przełączałam kanały, dopóki nie doleciałam do MTV, muzyka, którą puszczali niespecjalnie mnie zachwycała, ale to nic dziwnego, skoro słucham rock i punk, czasem acoustic, a każdy program woli trafić do większej widowni a nie pojedynczych osób. Przyznaję, że raz wkręciłam się w zespół, który śpiewa pop, ale po roku mi przeszło, kiedy spostrzegłam, że chłopaki się zmienili i nie są tymi samymi wyluzowanymi młodymi piosenkarzami, teraz się przejmują każdą plotką na swój temat, a przecież nikt nie lubi tchórzów, prawda? One Direction, nazwa coś mówi? Mi tak i żałuję.
Kiedy piosenka Rihanny i Shakiry się skończyła, nastał czas, by puścili "You And I" One Direction, moje oczy zabłysnęły. W tym teledysku widziałam moich dawnych idoli, wolnych duchów, ale jednocześnie wiedziałam, że to było tylko złudzenie.
-Może poćwiczysz ze mną?-spytała kuzynka starając się nie przerywać ćwiczeń, kiedy mówiła.
-Emily, chodzę do wojskowej szkoły, myślę, że nie mam ochoty męczyć się ćwiczeniami w wakacje.-pominęłam prawdę, że wcale ćwiczenia nie sprawiają mi problemu, moja niechęć do ćwiczenia była spowodowana niehumorem.
Mój nastrój był naprawdę zły ostatnimi dniami, nie mogłam się skupić na czymkolwiek, nie miałam szczególnego apetytu i ciągle byłam niewyspana. Pragnęłam snu, ale zawsze jakoś wychodziło, że się budziła w środku nocy i nie mogłam zasnąć z powrotem. Non-stop myślałam o wydarzeniu sprzed kilku nocy, nie chłopaku, z którym spędziłam noc, a o chłopaku, który się do mnie przystawiał, co skończyło się na tym, że wylądował na chodniku bez oddechu. Wiedziałam, że żył, miałam pewność, jednak nie potrafiłam pojąć jak zabrakło mu powietrza, nie chciało mi nawet przez myśl przejść, że ja to zrobiłam, brzydziłabym się sobą jeszcze bardziej.

*

-Dlaczego ja w ogóle z tobą rozmawiam?-jęknął.-Jestem zbyt zajebisty, by przebywać z kimś takim jak ty.
Wpatrywałam się ślepo w chłopaka i doznałam szoku. Po usłyszeniu wypowiedzianych przez niego słów, czułam jakby poziom inteligencji wokół nas natychmiastowo się obniżył.
Pokłóciłam się z chłopakiem mojej kuzynki o obiad, niby temat nie do kłótni, a jednak, najwyraźniej wybór dania był zbyt trudny. Mężczyzna udawał takiego idiotę, ale to nie zmieniało faktu, że nie rozumiałam jego poczucia humoru. Pomimo uprzedzeń Em, ja chciałam trzymać się z dala od bruneta, nie miałam poczucia humoru, by przebywać w towarzystwie takich ludzi. Należałam do poważnych osób, nie za bardzo, ale jednak. Nie potrafiłam żartować, a kiedy nie miałam ochoty na śmiech, zwyczajnie milczałam.

*

Były moje urodziny, a nie czułam ich, dzisiejszy dzień nie wyróżniał się, nie był inny od wielu lat. Zawsze to samo, samotnie przemierzałam ulice w poszukiwaniu szczęścia, które najwyraźniej zgubiło drogę do mnie. Nikt nie pamiętał o moich urodzinach, ale nie robiłam z tego problemu, sama nie lubiłam tego dnia, w końcu jakbym mogła go lubić, skoro tylko przypominał mi o tym, że dorastam? Że za dwa lata będę miała 18, co sprawi, że będę dorosła według prawa, nie czułam się gotowa. Byłam coraz bliżej wieku, czasu, w którym miałam wyjechać na wojnę, by służyć mojemu kraju, w końcu miałam "dług" wobec mojej szkoły, a dzięki temu będę miała zagwarantowaną przyszłość. Nie miałam problemu z walczeniem, ale powody, dla których w ogóle była ta wojna w Afganistanie, sprawiały, że uważałam, iż wojna nie powinna mieć miejsca. Wierzę, w co widzę, a oni walczą o wiarę, która - jak w moim mniemaniu - nie jest tego warta, ludzie umierają z powodu innych ideologii, to sprawiało, że czułam się naprawdę źle. Pomijając fakt, że nie chciałam żyć, nie chciałam też umrzeć, nie teraz. Miałam nadzieję, że kiedy nadejdzie czas, by spłacić mój "dług", będę gotowa na śmierć, jakby coś miało się wydarzyć, jeśli nie będę, nie wiem co pocznę..



People are strange when you're a stranger.
[...] Streets are uneven when you're down.
When you're strange,
Faces come out of the rain.
When you're strange,
No one remembers your name.
When you're strange.
Ludzie są dziwni, kiedy jesteś inny.
Ulice są nierówne, kiedy masz zły humor.
Kiedy jesteś dziwny, 
Twarze wyłaniają spośród deszczu.
Nikt nie pamięta twojego imienia,
Kiedy jesteś inny.


Cudowny deszcz pokrył całe Chicago, nawet moją osobę, nie przeszkadzało mi to, uwielbiałam, kiedy chłodne krople wody uderzały o moje ciało, a ubranie je wchłaniały. Mijałam wielu ludzi, którzy wyglądali być przeraźliwie zdenerwowani ulewą, która ich spotkała. Chciałam się uśmiechnąć na widok ich zmoczonych głów i nerwowych kroków, ale zaniemówiłam. Stałam pod blokiem, w którym mieszka blondyn-barman, zdziwiłam się tym, bo wcale nie miałam zamiar tu wylądować. Nie myśląc wiele, chciałam odejść spod bloku, ale na moje "szczęście", wpadłam na kogoś. Podniosłam głowę z zakłopotaną miną i ujrzałam młodego mężczyznę z ogromnym uśmiechem.

piątek, 23 maja 2014

24. [...] Złota rada - kiedy wkradasz się komuś do głowy, nie mamrocz pod nosem o nich, ziemianie nie lubią, gdy ktoś wie o nich za dużo.

Brak komentarzy:
Przemierzałam ulice w poszukiwaniu szkoły dla przyszłych matek i na tym się skończyło, jak co dzień. Już od tygodnia chodzę po Chicago i szukam tej szkoły, ale nie mogę znaleźć. Zdenerwowana wzięłam moją komórkę telefoniczną i weszłam w mapę Google, wpisałam nazwę szkoły i spojrzałam na mapie jak dostać się tam. Okazało się, że budynek nie jest daleko mnie, ruszyłam tam bezzwłocznie.
Chciałam dopytać się pewnych kwestii w sprawie wychowywania dzieci, oddania dzieci do adopcji. Można było uznać mój czyn za "dobry", "wspaniałomyślny", ale nie czułam się jakbym robiła coś szczególnego, uważałam to za zwykłą przysługę dla mojej siostry. Pomimo, że wiedziałam, iż moja siostra nie będzie cudowną matką na samym początku, kto wie jak będzie za kilka miesięcy po porodzie? Sierra mogłaby pomóc, przecież nie stałoby się nic strasznego, gdy spędzałaby czas na pokazywaniu Lenie jak wychować dziecko na mądrego człowieka.
-Witam, byłam umówiona na spotkanie z dr. Jenny Brick.-podeszłam do recepcji.
-Nazwisko?
-George.
-Tak, tak, przełożone spotkanie, proszę poczekać.-wskazała dłonią na siedzenia przy oknie.-Doktor Brick za chwilę panią przyjmie.-powiedziała i zniknęła za drzwiami od gabinetu.
Usiadłam na jedno ze składanych siedzeń i wzięłam do ręki czasopismo z małym dzieckiem na okładce i wpatrywałam się w niemowlaka. Nie przepadałam za małymi dziećmi, no, może inaczej, za ich płaczem, dostawałam od razu migreny, wiem, że z własnym dzieckiem jest inaczej, ale to nie zmieniało faktu, że wolałam dać nauczkę Lenie, że nic nie jest takie proste, szczególnie jeśli chodzi o dzieci. Byłam pewna, że Jake nie wróci do niej, tylko dlatego, że urodzi mu dziecko, a nawet jeśli to nie z "miłości", a dlatego, że rodzice mu rozkażą. Może i to źle z mojej strony, że chcę podarować jej przysłowiowy morał używając małego dziecka do tego, ale pragnęłam nauczyć ją, że wszystko ma swoją cenę, może wyciągnie coś z tego?
-Dr. Brick panią prosi do środka.-powiedziała recepcjonistka przerywając mi patrzenie na bobasa na okładce.
Podniosłam się z krzesła, odłożyłam czasopismo i weszłam do gabinetu kobiety. Pokój należący do lekarki od razu pokazywał, że ma się do czynienia z lekarzem, który zajmuje się dziećmi, cały pokój był ozdobiony zabawkami i pluszakami, nawet pani doktor miała naszyty na kitlu kolorowego misia.
-A więc twoja siostra spodziewa się dziecka?-zaczęła prowadzić rozmowę.-Myślę, że dzieciom najlepiej jest ze swoimi matkami, w sensie biologicznymi rodzicami, a o ile mi wiadomo, wasza matka jest pielęgniarką i miałaby czas pomóc twojej siostrze, kiedy ciebie nie byłoby.
-Chyba tak, raczej mogłaby. Jednak nie mogę się zgodzić z kwestią, że dzieciom jest najlepiej z biologicznymi rodzicami, jeśli rodziciele są naprawdę felerni to wątpię, by dziecko było dobrze wychowane i szczęśliwe.-wtrąciłam.
-No tak, ale kiedy rodzice otrzymują pomoc, nauczą się jak wychować szczęśliwe, zdrowe dziecko. Decyzję powinnaś z waszą mamą ponownie obgadać, a jeśli ona będzie nie ustępliwa, spróbuj z rodzicami niepełnoletniego ojca.
-Yhm.. Czy jest możliwe, by rodzice adopcyjni pozwalali młodej matce odwiedzać dziecko? Czy mieliby coś przeciwko?
-To adopcja otwarta, to jest do uzgodnienia z adopcyjnymi rodzicami. Niektórzy rodzice są przychylni matce i pozwalają się widzieć z dzieckiem raz na pół roku czy coś podobnego, jednak niektórzy tylko wysyłają zdjęcia dorastającego dziecka i nic więcej. To wszystko zależy jakich rodziców weźmiecie dla dziecka.
-Dziękuję.-powiedziałam.-Do widzenia.-wyszłam z gabinetu kobiety i udałam się do kawiarni, by przyswoić wszystkie myśli.

*

Lena nie jest gotowa.. Aczkolwiek może jednak się nauczy być matką, przecież Rzym nie został zbudowany w jeden dzień. Chciałam wierzyć, że moja siostra zostanie wspaniałą rodzicielką, że uda jej się wychować dziecko na porządnego człowieka.
-Lena, jutro jesteś umówiona do ginekologa na badania kontrolne, pojadę z tobą.-weszłam do pokoju młodej dziewczyny.
Blondynka podniosła głowę znad laptopa.
-O której mam być gotowa?-spytała.
-Wizyta jest o 14, więc najlepiej byłoby, gdybyś była gotowa o 13, bo mogą być korki, więc wyjedziemy wcześniej.
-Dlaczego się mną zajmujesz?-zapytała zaskoczona.
-Bo jesteś moją siostrą.-powiedziałam nerwowo, gdyż nie spodziewałam się takiego pytania.
-Po co się mną zajmujesz? Może nie chcę.
-Nie masz nic do gadania, mała. Jestem starsza od ciebie i czy chcesz tego, czy nie, na mnie spada odpowiedzialność, kiedy rodziców nie ma.
Dziewczyna westchnęła głęboko i wróciła do przeglądania swojego facebook'a. Wyszłam z pokoju mojej siostry, by za chwilę wejść do mojej nory i oprzeć się ociężale o zamknięte drzwi.
Nie rozumiałam mojej siostry, jej zmienne humorki, chęć kłócenia się o nic szczególnego - to wszystko mnie przerastało, Lena nie była skomplikowana, ona po prostu lubi tak o sobie myśleć, jako o "trudnej" osobie, w sumie to lubi. Znam jeszcze jedną osobę, która uwielbia myśleć o sobie jak o wielowarstwowej osobie, a tak naprawdę jest prosty jak pieprzona mąka, Drake. Nie miałam ochoty się poddawać, wiedziałam, że nie będę pierwszą, która zadzwoni, zechce się pogodzić, nie jestem desperatką.

*

-Czy to jest normalne, by człowiek "wyrzucił" mnie ze swojej głowy?-spojrzałam pytająco na Lukasa.
-Teoretycznie tak, ale w praktyce się to nigdy nie zdarza. Może fakt, że jesteś jeszcze amatorką i twoje moce są na niskim poziomie pozwala decydować o tym czego chcą ludzie.
-A jest możliwe, że to był anioł?
Chłopak zaśmiał się na moje słowa, parząc herbatę.
-Wątpię, Gracie, znam każdego anioła w pobliżu mnie i żaden barman nie przychodzi mi do głowy, szczególnie blondyn.-oznajmił podając mi kubek z naparem.
-Czyli to niemożliwe?-chciałam się upewnić.
-Oczywiście, że jest to możliwe, aczkolwiek szczerze am wątpliwość codo tego. Myślę, że masz za słabo mocy i dlatego zostałaś wytrącona z jego głowy. A tak poza ty, złota rada -  kiedy wkradasz się komuś do głowy, nie mamrocz pod nosem o nich, ziemianie nie lubią, gdy ktoś wie o nich za dużo.
-Yhm..-przytaknęłam, odbierając telefon.
-Czemu się nie odzywasz?-usłyszałam głos Drake'a.
-Sam przecież powiedziałeś, żebym zajęła się sobą!-krzyknęłam zdezorientowana.
-Nie chodziło mi, żebyś przestała się do mnie odzywać, tylko, żebyś mniej wchodziła w brudnymi butami w moje życie.-próbował się usprawiedliwić, a tylko bardziej się pogrążał.
-Człowieku, ogarnij się! Obrażasz mnie i zapominasz o tym, jak ty to ująłeś. Nie chce mi się cytować twoich słów, bo pewnie zaraziłabym się głupotą od ciebie.
-Czyli tak to teraz będzie?!
-Niby jak?!
-Będziesz stroić fochy o nic..
-Nie stroję fochów, zdecyduj się sam. Kiedy ogarniesz dupę, zadzwoń.-rozłączyłam się.
-Nie pytaj.-mruknęłam do Lukas'a, widząc jego wzrok.
-Co to, dzień telefonów od gburów?!-odebrałam kolejny telefon, tym razem od ojca.
-Co?-zapytał roztargniony.
-Nic, mów co chcesz.-starałam się uspokoić.
-Chcę cię powiadomić, zanim usłysz to od swojej siostry, że biorę ślub.
-I co mi do tego?-grymas wpłynął mi na usta po usłyszeniu wieści.
-Zapraszam was.
-Nie żebym miała zamiar przyjść, ale dopóki nie dostanę pisemnego zaproszenia, nie będę cię traktować poważnie.
-Okay, wyślę je jeszcze dziś.
-Świetnie.
-Świetnie.-powtórzył po mnie słowo.-Przyjdziesz?
-Raczej nie.
-Dlaczego?
-Bo.. Czekaj, daj mi się zastanowić.-zrobiłam dwu sekundową przerwę.-A już wiem, może dlatego, że nie mam ochoty cię widzieć i kłócić się, psuć sobie humor?
-Bambie..
-Nie mów tak do mnie i w ogóle to nie dzwoń do mnie nigdy więcej.-wymruczałam szeptem zdenerwowana, rozłączyłam się.
Jak on śmiał zadzwonić do mnie? Z takimi wieściami? Niech się wali na ryj i kwiczy jak biedronka.
-Jak tam humorek?-spojrzał na mnie uśmiechnięty blondyn.
-Błagam cię.-nie miałam ochoty odpowiadać na to pytanie, bo odpowiedź była oczywista.-Jestem wykończona, kiedy będę chciała się związać z jakimś chłopakiem na dłużej, przypomnij mi jacy oni są pojebani, okay?
-Masz to jak w banku.-uśmiechnął się szczerzej.

*

-Kolejnego drinka?-patrzył na mnie Damian.
-Mógłbyś.-uśmiechnęłam się.
Nie byłam pewna co jak się potoczyło, ale wylądowałam w jego mieszkaniu, łóżku, z nim i nie żałowałam tego, w końcu dobrze się bawiłam tym. Chciałam tego, a jak można kiedyś żałować czegoś, czego się niedawno chciało? Można, prawda, ale nie u mnie, ja jak coś chcę i dostaję to, nie żałuję.




It’s late in the evening.
Glass on the side I’ve been sat with you.
For most of the night,
Ignoring everybody here.
We wish they would disappear.
So maybe we could get down now.
I don’t wanna know,
If you’re getting ahead of the program.
I want you to be mine,
To hold your body close.
Take another step into the no-man’s land.
Jest późny wieczór.
Szklanka po stronie baru, po której siedziałam z tobą.
Przez większość nocy,
Ignoruję wszystkich innych.
Pragniemy, żeby oni zniknęli.
Żeby mogliśmy uciec.
Nie chcę wiedzieć, 
Jeśli pospieszasz grę*.
Chcę, żebyś był mój,
By trzymać me ciało blisko.
Postaw kolejny krok w stronę niczyjej ziemi.


*Grę, w sensie grę wstępną.


-Jak się spało?-przywitał mnie blondyn z uśmiechem na twarzy, kiedy weszłam do kuchni.
-Masz wygodne łóżko.-przyznałam pozwalając uśmiechowi zawitać na mojej twarzy.-Zrobisz śniadanie?-spytałam.
-Nie masz rąk? Mam pomysł, zrobisz sobie i mi.-droczył się udając poważnego, jednak to iskierki śmiechu w jego oczach zdradzały go.
-Wolę, kiedy mężczyźni zajmują się rolą kury domowej.-wyznałam, co sprawiło, że chłopak zaśmiał się i włączył miser, by za chwilę wylać ciasto na omlety na rozgrzaną patelnię.
-Jesteś szczera.-uznał.-Lubię takie.-chciał mnie pocałować, ale się odsunęłam, na co patrzył zaskoczony.
-Noc się skończyła.-wytłumaczyłam.
-A więc jeszcze jesteś tylko na jedną noc? To intrygujące.-wpatrywał się we mnie, co chwilę zerkając na smażącego się naleśnika z pomidorem, bakłażanem i szynką.
-Nie jest to "intrygujące", a praktyczne. Po co się przyzwyczajać do ludzi? Oni znikają w najważniejszych momentach życia.
-Hmm.. Wydajesz się wiedzieć coś na ten temat, ale chyba podejmę ryzyko udowodnienia ci, że niektórzy zostają cokolwiek, by się nie stało.
-Nie obiecuj czegoś, czego nie jesteś w stanie dotrzymać.
-Skąd wiesz, że nie jestem?
-Bo jesteś człowiekiem, Damian, każdy odchodzi, taki proces życia w społeczeństwie.

sobota, 17 maja 2014

23. Pieprz się sam.

3 komentarze:
Czy można być szczęśliwym będąc samemu? Chyba nie. Przecież to ludzie sprawiają, że nasze życie idzie naprzód. Ludzie potrafią zbrzydzić nam życie, jak i polepszyć humor. Będąc sam na sam, człowiek wariuje, stoi w miejscu bądź jest nieszczęśliwy. Niektórzy lubią samotność, ja także, jednak, kiedy za długo jestem sama, czuję się niechciana i mam chęć umrzeć bardziej niż zazwyczaj.
-Barman!-zawołałam.-Jeszcze jednego.-wskazałam na pusty kieliszek od drinka.
Mężczyzna wypełnił moje polecenie, a ja obserwowałam imprezę, która odbywała się w klubie. Nie jestem jedną z tych dziewczyn, które lubią dyskoteki, ale alkoholu nie pijam w domu, nienawidzę pić przy rodzinie, przed samą sobą. Mój ojciec jest alkoholikiem, sama nie lubię smaku tego napoju, ale pomaga zapomnieć, a to jest właśnie to czego potrzebuję teraz. Nie chcę pamiętać tego smutku jaki mnie otacza, który jest głęboko we mnie.
-Cześć.-podszedł do mnie młody mężczyzna o ciemnych włosach.-Postawić ci drinka?
Podniosłam delikatnie lewą brew i zmierzyłam go.
-Nie, dzięki.-odparłam przypatrując się jego ciemnym oczom, które miały w sobie głęboką pustkę.
-Czemu, mała?-podszedł bliżej i dotknął swoją prawą ręką mojego nagiego lewego ramienia.
-Bo nie jestem mała.-strzepałam jego dłoń.
-Ej, ej, spokojnie, mała, zrobimy to za zgodą bądź odmową.-ponownie chciał mnie dotknąć, ale odsunęłam się.
-Pieprz się sam.-syknęłam w jego stronę.
-Nie mów tak do mnie.-złapał mnie mocno za rękę.
Barman słysząc naszą rozmowę wtrącił się.-Pani prosiła byś się pieprzył sam, odsuń się od niej albo sam cię wyprowadzę.-mężczyźni mierzyli się ostro, ale po chwili natarczywy brunet ustąpił i odszedł ode mnie, by zacząć nagabywać jaką inną dziewczyną.
-Nie potrzebowałam pomocy.-mruknęłam podnosząc wzrok na barmana z blond włosami.
-Oczywiście.-uśmiechnął się nalewając mi kolejnego drinka.
Nie kłóciłam się z chłopakiem, nie miałam powodu, by to robić, nie byłam dziecinna, aby się kłócić o moje możliwości przywaleniu temu brunetowi.
Wzięłam do ręki drinka i upiłam łyka z niego, patrząc głęboko w oczy blondynowi. Młody barman przyciągnął moją uwagę, był przystojny, opiekuńczy względem całkowicie obcej dziewczyny oraz jego zielone oczy były pełne wyrazu, którego nie potrafiłam opisać.
-Damian..-szepnęłam wchodząc w jego głowę, jednak kiedy chłopak usłyszał swoje imię wytrącił mnie jakoś ze swojej głowy.
-Co?-zapytał zaskoczony.-Znamy się?-przypatrywał mi się.
-Nie.-ucięłam i wyciągnęłam szybko pieniądze za drinki.
-Na mój koszt.-powiedział nadal obserwując mnie.
-Dzięki.-szepnęłam i wyszłam z baru błyskawicznym krokiem.
Nie byłam pewna czy normalny człowiek może mnie "wyrzucić" z głowy, ale to właśnie się wydarzyło i byłam tym zszokowana. Jedyne co zobaczyła w jego głowie to drobne dane, które wcale nie były pomocne w razie odnalezienia go.
-To jak, mała, zabawimy się?-stanął przede mną brunet, który wcześniej już stanął mi na drodze.
-Odwal się i zajmij swoimi sprawami.-mruknęłam próbując go ominąć, jednak ten nadal stał naprzeciw mnie.
-To jest moja sprawa, żeby zanurzyć się w tobie.-jego słowa mnie zwyczajnie obrzydziły.
Nie wiedziałam co robię, czy w ogóle ja to robię, jeśli nie to kto, co się dzieje, po jego reakcji wywnioskowałam, że zaczęła go mocno boleć głowa. Mężczyzna złapał się za swoją czuprynę i runął w na chodnik.
-Co się dzieje?!-krzyknął wystraszony.
-Najwyraźniej dostajesz to, na co zasługujesz.-odpowiedziałam mu idąc przed siebie niewzruszona, jednak poczułam na sobie spojrzenie, więc odwróciłam się, aczkolwiek jedyne co zastałam to ciemny kąt, w którym nikogo nie było.

*

-Wyjeżdżasz? Na trzy miesiące do Europy?-spojrzałam zirytowana na matkę.
-No tak.-mówiła podekscytowana.-Zajmiesz się Leną pod moją nie obecność?
-Po co jedziesz?-nie odpowiedziałam jej, a zadałam pytanie.
-Moja matka odnalazła mojego brata i chce go ponownie przyjąć do rodziny, po tym jak się ujawnił ze swoją orientacją seksualną. To już 20 lat, kiedy nie odzywał się do nas, twoja babka czuje się winna.
-Uważasz, że twoja matka i brat są ważniejsi niż córki i przyszły wnuk? Wiesz, że dużo cię ominie? Mnie nie będzie, za dwa i pół miesiąca, kto się zajmie później nią?
-Ojciec powiedział, że przyjedzie na te dwa tygodnie.
-No to szerokiej drogi.-powiedziałam zrezygnowana, wstając od stołu odwróciłam od niej wzrok.
Zaskoczyła mnie jej wiadomość, że za dwa dni jej już nie będzie, że zostanę sama, kiedy nareszcie zaczęłyśmy się dogadywać. Zraniło mnie to, że jest taka chętna do wyjazdu.
-Wiesz, że potrzebuję tego. Muszę odpocząć od sytuacji z waszym ojcem, pobędę z rodziną i poprawi mi się humor.-chciała usprawiedliwić swoje decyzje.
-Yhm..-mruknęłam pod nosem i weszłam po schodach do swojego pokoju.
Nie byłam gotowa, by zostać sama, by zająć się Leną i jej ciążą. Nie potrafię się sobą zająć, taka prawda, a teraz mam zająć się siostrą.

*

-Powodzenia w rozmowie o pracę, kochanie.-pocałowała mnie mama żegnając się ze mną.-Nie zapominaj się uśmiechać.-szepnęła przytulając się do mnie.
Nie lubiłam się uśmiechać bez powodu, czasem nawet kiedy miałam powodu do szczerzenia się, nie robiłam tego, a Sierra wiedziała o tym.
-Yhm.-mruknęłam.-Zadzwoń, kiedy dojdziesz.
-Mamo, może obgadamy jeszcze sprawę dzidziusia?-Lena wpatrywała się maślanymi oczami w swój brzuch.
-Nie ma o czym rozmawiać.-ucięła ostro.-Nie jesteś gotowa na bycie matką.
Ruda kobieta wzięła w rękę swoją walizkę na kółkach i włożyła ją do taksówki, po czym wsiadła do niej machając do nas. Gdy tylko matka odjechała, Lena spojrzała na mnie błagalnie.
-Przekonasz ją, by zmieniła zdanie?-spytała.-Jake wróci do mnie tylko jeśli będziemy mieć dziecko..
Nie chciałam się kłócić z młodszą siostrą, zwyczajnie wywróciłam oczami i poszłam do domu. Wiedziałam, że blondynka jest w stanie zrobić wszystko dla chłopaka, ale to nie jest miłość, a zauroczenie, to mija, szybko. Odkąd pamiętam zawsze podchodziłam do związku, miłości, uczuć jak do kwiatków, albo przeżyją albo nie, nie ma straty, to tylko kwiaty. Mój sposób patrzenia na to wszystko wyniosłam z domu, nigdy mój ojciec nie zachował się romantycznie wobec swojej żony, zawsze był ostry i chłodny. Oboje zachowywali się jakby nie byli w związku, jakby zwyczajnie nie zależało im na sobie nawzajem. Jestem zdania, że miłość nie istnieje; że jest tylko w naszych głowach; że lubimy wierzyć w te bzdety, tylko po to, by lepiej się czuć.



When you're talkin to yourself. 
And nobody's home. 
You can fool yourself.
You came in this world alone. 
So nobody ever told you baby, 
How it was gonna be. 
So what'll happen to you baby. 
Guess we'll have to wait and see. 
[...] And I'm much too young. 
To let love break my heart. 
Young at heart but it's getting much too late.
To find ourselves so far apart.
Kiedy mówisz do samego siebie.
I nikogo nie ma w domu.
Możesz oszukiwać samego siebie,
Że przyszedłeś sam na ten świat.
A więc, nikt nie powiedział ci, kochanie,
Jak to będzie wyglądać.
Co ci się przydarzy, kochanie.
Myślę, że musimy poczekać i zobaczyć.
Jestem za młoda,
By pozwolić miłości złamać moje serce.
Młody w sercu, ale zaczyna się robić za późno,
By znaleźć swoją połówkę*.


*połówkę, w sensie 2 połówkę, często się mówi, że dusza jest rozdzielona w dwa ciała.

sobota, 10 maja 2014

22. I tak umrę, pozwól mi zrobić to na moich własnych warunkach.

2 komentarze:
-Nie chcę być aniołem!-wykrzyczałam w przeźroczystą postać.
-Nie dyskutuj z nim.-szepnął głos w mojej głowie, który nie należał do mnie.
-Nie masz prawa podnosić na mnie głosu!-patrzył na mnie gniewnie Bóg.-Wynoś się stąd, a aniołem zostajesz i nawet mi nie jęcz, że nie chcesz, nawet nie wiesz jakie masz szczęście, że jesteś nadprzyrodzoną istotą, Grace!
To był moment, w którym obudziłam się, zalana zimnym potem, w środku nocy. Nie mogłam zasnąć ponownie, a zegarek w telefonie pokazywał godzinę 3.40 w nocy. Potrzebowałam snu, ale nie mogłam zasnąć ponownie, co zmotywowało mnie, by iść do kuchni i zaparzyć sobie zieloną herbatę z dodatkiem pomarańczy.
Mój humor się nie poprawił, sen nadal był w mojej głowie. Zaczynałam tracić pewność siebie, wątpiłam w swoje zdrowe zmysły.
Co jeśli mam halucynację, jeśli jestem chora i to jest sposób w jaki mój organizm chce mi to pokazać? Co jeśli jestem chora psychicznie, nie mam depresji, a zwyczajnie oszalałam?
Wzięłam kubek gorącej herbaty i usiadłam przy stole, założyłam nogi na drugie krzesło i wpatrywałam się w parę, która unosiła się coraz wyżej i nikła w ciemności. Czułam się okropnie, ale jednocześnie mój talent ukrywania emocji nawet przed samą sobą powrócił. Udało mi się po raz pierwszy od miesięcy przestać myśleć o tym co mnie gryzie, co jest źle, po prostu "zwisało" mi to, zrobiłam się obojętna dla siebie, za czym naprawdę mocno tęskniłam.

*

Kiedy szłam na spotkanie z Lukasem byłam wyluzowana, pomimo, że czarne szpilki mnie uwierały, wiedziała, że nie warto ich zmieniać, wyglądały cudownie wraz z jeansami i szarą bluzą. Nie zależało mi na wyglądaniu jakoś szczególnie dla blondyna, którego poznałam na przyjęciu zaręczynowym mojego "przyjaciela", z którym się nie odzywam, jednakże musiałam przyznać, że nudziłam się i chciałam jakiegoś zajęcia, a chłopak zalicza się do czynności, nawet jeśli nieszczególnie jest się nim zainteresowaną.
-Witaj, piękna.-uśmiechnął się do mnie flirciarsko Lukas.
-Cześć, piękny?-zaśmiałam się.
Usiedliśmy przy stoliku w kawiarni, obok okna, zamówiliśmy po kawie z mlekiem i rozluźniliśmy się.
-Naukowcy udowodnili, że słowo, które ostatnie usłyszeliśmy ma wpływ na to jak zachowujemy się, więc uważam, że dobrze zacząć dzień od komplementów twojej osoby.-zaczął mówić od rzeczy.
-Fajnie.-zaśmiałam się nie chcąc go urazić.-Jak dzień w pracy?-spytałam, by rozmowa się ciągnęła.
-Dobrze, aczkolwiek Drake dużo mówił o tobie, wiesz?
-Tak?-wcale mnie to nie zaciekawiło, ale starałam się udać inaczej.
-Owszem. Narzekał na twoje fochy, że nie piszesz, że wielce się obraziłaś o nic..
Spojrzałam na niego zakłopotana.
O nic?! Sam mi kazał zająć się własnymi sprawami! Zajęłam się.
-Co o tym myślisz?-wyrwał mnie z myśli Lukas.
-O czym?
-O Emmie Watson w Vogue.-patrzył na mnie jakbym się urwała nie z tej planety.
-"O Emmie Watson w Vogue?"-zaczęłam się poważnie zastanawiać czy on mnie zaprosił na randko-lunch czy na spotkanie towarzyskie i gra w innej drużynie.
-No tak, Vogue wyznaczył Emme jako najlepiej ubierającą się sławną kobietę, zgadza się? Ja tak, ma niesamowite poczucie mody, nie to co Rihanna, która non stop ubiera się w prześwitujące i za małe ubrania, zupełnie jakby zabrała ciuchy młodszym koleżanką z branży.
Byłam zażenowana, mężczyzna - nie ważne jakiej seksualności - wiedział więcej o modzie niż ja, cieszyłam się, że nie skomentował mojego ubioru, czułam się jakbym naprawdę była z kompletnie innej krainy. Rozumiem, że moja siostra interesuje się modą, show-biznesem, jest nastolatką - w sumie i ja jestem nastolatką, ale nie kręci mnie to - ale, żeby dorosły facet uwielbiał takie sprawy?!
-Lukas..-przerwałam jego potok słów.
-Tak?
-Czy ty jesteś gejem?-na moje pytanie chłopak zaśmiał się.
-Nie, ale często ludzi mnie o to posądzają. Niech zgadnę, moja pogadanka o modzie cię zdezorientowała?-patrzył na mnie uśmiechnięty.
-Trochę.-przyznałam.
-Kochanie, jestem 100% aseksualny i uważam cię za nieziemską kobietę.-teraz to on wzbudził we mnie śmiech.
Nie umówiłam się z homoseksualnym, a aseksualnym, jeszcze lepiej.. 
Śmiałam się z samej siebie.
Grace, lepiej wyjdź na zewnątrz i spójrz na dach szpitala! - Ktoś krzyknął w mojej głowie.
Mój instynkt mówił mi, że powinnam posłuchać tego głosu, więc tak zrobiłam.
-Przepraszam, ale muszę wyjść na chwilę.-powiedziałam i od razu ruszyłam z miejsca.
-Patrzcie!-ktoś krzyknął wskazując na dach szpitala.
-To człowiek!-ktoś inny wykrzyczał przerażony.
Nie byłam pewna kto to jest, ale wiedziałam, że moją rolą jest pojawienie się tam i sprawienie, żeby ta osoba nie skoczyła, by chroniła swoje życie.

*

Wbiegłam po schodach na sam szczyt szpitala, stanęłam na środku dachu i krzyknęłam, dziewczyna stojąca na krawędzi płaskiego dachu, obróciła się, zauważyłam jej czerwone oczy od płaczu i bezradną minę.
Pomóż jej.. - Ponownie ktoś szeptał w mojej głowie.
-Spokojnie..-starałam się ją uspokoić..-Pomogę ci.-podchodziłam małymi krokami do niej.
-Nie podchodź, bo skoczę!-wykrzyczała załamana.
Stanęłam w miejscu, tak jak życzyła sobie.
-Co się stało? Powiedz mi, pomogę ci.-próbowałam nawiązać z nią kontakt.
-Nie możesz mi pomóc, nikt nie może, jestem nieuleczalna.-mówiła żałośnie.
-Nie wiesz tego, spróbuj mnie, może jednak się mylisz.
Widziałam zawahanie na twarzy dziewczyny, aczkolwiek niczego nie zmieniła, jej rude włosy zniknęły poniżej dachu. Poczułam gulę w gardle, płuca oduczyły się napierać powietrza, a w głowie miałam tylko uczucie, które sprawiało, że odechciewało mi się czuć.
Moja głowa zrobiła się ciężka, a nogi zaczęły biec przed siebie. Nie panowałam nad tym, obawiałam się o to, że ktoś zobaczy, ale skoczyłam za dziewczyną.

Spojrzałam na dziewczynę, która stała do mnie plecami. Chciałam coś krzyknąć, ale powstrzymałam się, wiedząc co się stało poprzednio. Szłam w jej stronę bardzo powolnym, cichym krokiem, kiedy była tuż za jej plecami, złapałam ją mocno za klatkę piersiową i ciągnęłam na środek dachu, by nie mogła skoczyć. Dziewczyna starała się wyrwać, jednak ja byłam tak silna, że nikt nie dałby sobie ze mną rady, a co dopiero taka chuda dziewczyna.
-Dlaczego chciałaś skoczyć?-przytrzymywałam jej ciało i pytałam ją.
-Mam swoje powody.. Puść mnie, będzie lepiej, kiedy skoczę.
-Mogę ci pomóc.-zaoferowałam.
-Nie możesz, nikt nie może.
-Dlaczego tak mówisz?
-Jestem nieuleczalnie chora, straciłam dziecko kilka dni temu, poroniłam oraz jestem z tym wszystkim sama.
Widziałam wyraźnie jej ból i chciałam jej pomóc, była warta tego, wiedziałam, że jest dobrym człowiekiem, który się zagubił, a nie kimś, kto chciałby uwagi poprzez skoczenie ze szpitala.
-Na co jesteś chora?-spytałam nie puszczając jej.
-AIDS.
-Nie poddawaj się, może jutro obudzimy się i znajdą na to lekarstwo.-starałam się ją pocieszyć, co mi się nie udawało.
-I tak umrę, pozwól mi zrobić to na moich własnych warunkach.
-Nie mogę.-odpowiedziałam.
-Dlaczego niby?
-Bo twoim zadaniem jest żyć, a moim cię uratować. Nie skoczysz z dachu, nie dziś.
Nasza rozmowa się ucięła, gdy sanitariusze wbiegli na dach a ja wręczyłam im dziewczynę, którą wydawało mi się, że już widziałam. Mężczyźni podziękowali mi za pomoc i poprosili, bym zeszła z dachu szpitala, czemu się nie postawiłam i wykonałam polecenie.
Miałam pytania i nie mogłam się doczekać, kiedy spotkam się z Nim i dostanę moje odpowiedzi.

*

Wpatrywałam się ślepo w telefon komórkowy, nie byłam pewna czy mam napisać do niego. Nie miałam powodu, by walczyć o jego uwagę, by ponownie porozmawiał ze mną i pożartował. Mimo, że Drake jest jednym z niewielu ludzi, na których mało razy się zawiodłam to jednak nie przepadałam za jego arogancją, pomimo, że jest starszy ode mnie, czasem zachowuje się jak nastolatek a za tym nie przepadam.
Zdecydowałam się nie pisać do niego, nie jestem desperatką, a Drake sam chce, a może chciał, bym zajęła się sobą, no więc dobrze, zajmę.



I tear my heart open, I sew myself shut.
My weakness is that I care too much.
And my scars remind me that the past is real.
I tear my heart open just to feel.
[...] And I just wanna be alone.
[...] And I can't help you fix yourself.
You're making me insane.
Rozdzieram swoje serce, zamykam się w sobie.
Moją słabością jest to, że zbyt się przejmuję.
Moje blizny przypominają mi o tym, że przeszłość się wydarzyła naprawdę.
Rozdzieram swoje serce, tylko po to, by poczuć.
Chcę być sama.
Nie mogę ci pomóc naprawić samego siebie.
Sprawiasz, że staję się obłąkany.



*

-Nie wiedziałam do kogo przyjść.-wyprzedziłam pytanie.-Potrzebuję kogoś, kto nie będzie mnie oceniał, z kim dobrze mi się rozmawia.
-Jeżeli chcesz, wejdź.-otworzono mi bardziej drzwi, przez które po krótkiej chwili weszłam.
-Drake jest mylący, mówi coś a za minute twierdzi, że miał coś innego na myśli, więc nie wierz we wszystko co mówi.-powiedziałam.
-Wiem.-oznajmił z niepokojem.-Coś się stało?-spytał.
-Nie.-zaprzeczyłam szybko.-A może i tak.
-Wydajesz się być w potwornym humorze.
-Jestem.-przytaknęłam.-Ale to dotyczy tej dziewczyny na dachu, jak do cholery możliwe, że cofnęłam czas, że mogłam powtórzyć, a raczej poprawić sytuację?
Mężczyzna patrzył na mnie i uśmiechnął się.
-Twoje moce ewoluują, powinnaś się cieszyć z tego.-odpowiedział.
-Lukas jak to możliwe, że jesteś tutaj i w mojej głowie; że zamiast sam wykonywać zadania, ty mi je zlecasz?
-Jestem twoją pomocą, ale kiedy ty coś źle zrobisz to na mnie spadną odpowiedzialności, dlatego rób wszystko poprawnie. Wolę ci mówić w głowie, co powinnaś zrobić, by najmniej przy ludziach, a nie na głos, wezmą nas za wariatów.
-Nie przyzwyczaję się do faktu, że jesteś Aniołem Stróżem.
-Przyzwyczaisz się z czasem, a teraz powinniśmy popracować nad kolejnymi twoimi mocami.
-Co masz na myśli?
-Sama się dowiedz.-powiedział.
-Mam ci czytać w myślach?-zakpiłam.
-Owszem.-przybliżył się do moich ust, a po chwili odsunął się.
-Igrasz z ogniem.-zaśmialiśmy się wspólnie z tej więzi pomiędzy nami.