-Nie chcę być aniołem!-wykrzyczałam w przeźroczystą postać.
-Nie dyskutuj z nim.-szepnął głos w mojej głowie, który nie należał do mnie.
-Nie masz prawa podnosić na mnie głosu!-patrzył na mnie gniewnie Bóg.-Wynoś się stąd, a aniołem zostajesz i nawet mi nie jęcz, że nie chcesz, nawet nie wiesz jakie masz szczęście, że jesteś nadprzyrodzoną istotą, Grace!
To był moment, w którym obudziłam się, zalana zimnym potem, w środku nocy. Nie mogłam zasnąć ponownie, a zegarek w telefonie pokazywał godzinę 3.40 w nocy. Potrzebowałam snu, ale nie mogłam zasnąć ponownie, co zmotywowało mnie, by iść do kuchni i zaparzyć sobie zieloną herbatę z dodatkiem pomarańczy.
Mój humor się nie poprawił, sen nadal był w mojej głowie. Zaczynałam tracić pewność siebie, wątpiłam w swoje zdrowe zmysły.
Co jeśli mam halucynację, jeśli jestem chora i to jest sposób w jaki mój organizm chce mi to pokazać? Co jeśli jestem chora psychicznie, nie mam depresji, a zwyczajnie oszalałam?
Wzięłam kubek gorącej herbaty i usiadłam przy stole, założyłam nogi na drugie krzesło i wpatrywałam się w parę, która unosiła się coraz wyżej i nikła w ciemności. Czułam się okropnie, ale jednocześnie mój talent ukrywania emocji nawet przed samą sobą powrócił. Udało mi się po raz pierwszy od miesięcy przestać myśleć o tym co mnie gryzie, co jest źle, po prostu "zwisało" mi to, zrobiłam się obojętna dla siebie, za czym naprawdę mocno tęskniłam.
*
Kiedy szłam na spotkanie z Lukasem byłam wyluzowana, pomimo, że czarne szpilki mnie uwierały, wiedziała, że nie warto ich zmieniać, wyglądały cudownie wraz z jeansami i szarą bluzą. Nie zależało mi na wyglądaniu jakoś szczególnie dla blondyna, którego poznałam na przyjęciu zaręczynowym mojego "przyjaciela", z którym się nie odzywam, jednakże musiałam przyznać, że nudziłam się i chciałam jakiegoś zajęcia, a chłopak zalicza się do czynności, nawet jeśli nieszczególnie jest się nim zainteresowaną.
-Witaj, piękna.-uśmiechnął się do mnie flirciarsko Lukas.
-Cześć, piękny?-zaśmiałam się.
Usiedliśmy przy stoliku w kawiarni, obok okna, zamówiliśmy po kawie z mlekiem i rozluźniliśmy się.
-Naukowcy udowodnili, że słowo, które ostatnie usłyszeliśmy ma wpływ na to jak zachowujemy się, więc uważam, że dobrze zacząć dzień od komplementów twojej osoby.-zaczął mówić od rzeczy.
-Fajnie.-zaśmiałam się nie chcąc go urazić.-Jak dzień w pracy?-spytałam, by rozmowa się ciągnęła.
-Dobrze, aczkolwiek Drake dużo mówił o tobie, wiesz?
-Tak?-wcale mnie to nie zaciekawiło, ale starałam się udać inaczej.
-Owszem. Narzekał na twoje fochy, że nie piszesz, że wielce się obraziłaś o nic..
Spojrzałam na niego zakłopotana.
O nic?! Sam mi kazał zająć się własnymi sprawami! Zajęłam się.
-Co o tym myślisz?-wyrwał mnie z myśli Lukas.
-O czym?
-O Emmie Watson w Vogue.-patrzył na mnie jakbym się urwała nie z tej planety.
-"O Emmie Watson w Vogue?"-zaczęłam się poważnie zastanawiać czy on mnie zaprosił na randko-lunch czy na spotkanie towarzyskie i gra w innej drużynie.
-No tak, Vogue wyznaczył Emme jako najlepiej ubierającą się sławną kobietę, zgadza się? Ja tak, ma niesamowite poczucie mody, nie to co Rihanna, która non stop ubiera się w prześwitujące i za małe ubrania, zupełnie jakby zabrała ciuchy młodszym koleżanką z branży.
Byłam zażenowana, mężczyzna - nie ważne jakiej seksualności - wiedział więcej o modzie niż ja, cieszyłam się, że nie skomentował mojego ubioru, czułam się jakbym naprawdę była z kompletnie innej krainy. Rozumiem, że moja siostra interesuje się modą, show-biznesem, jest nastolatką - w sumie i ja jestem nastolatką, ale nie kręci mnie to - ale, żeby dorosły facet uwielbiał takie sprawy?!
-Lukas..-przerwałam jego potok słów.
-Tak?
-Czy ty jesteś gejem?-na moje pytanie chłopak zaśmiał się.
-Nie, ale często ludzi mnie o to posądzają. Niech zgadnę, moja pogadanka o modzie cię zdezorientowała?-patrzył na mnie uśmiechnięty.
-Trochę.-przyznałam.
-Kochanie, jestem 100% aseksualny i uważam cię za nieziemską kobietę.-teraz to on wzbudził we mnie śmiech.
Nie umówiłam się z homoseksualnym, a aseksualnym, jeszcze lepiej..
Śmiałam się z samej siebie.
Grace, lepiej wyjdź na zewnątrz i spójrz na dach szpitala! - Ktoś krzyknął w mojej głowie.
Mój instynkt mówił mi, że powinnam posłuchać tego głosu, więc tak zrobiłam.
-Przepraszam, ale muszę wyjść na chwilę.-powiedziałam i od razu ruszyłam z miejsca.
-Patrzcie!-ktoś krzyknął wskazując na dach szpitala.
-To człowiek!-ktoś inny wykrzyczał przerażony.
Nie byłam pewna kto to jest, ale wiedziałam, że moją rolą jest pojawienie się tam i sprawienie, żeby ta osoba nie skoczyła, by chroniła swoje życie.
*
Wbiegłam po schodach na sam szczyt szpitala, stanęłam na środku dachu i krzyknęłam, dziewczyna stojąca na krawędzi płaskiego dachu, obróciła się, zauważyłam jej czerwone oczy od płaczu i bezradną minę.
Pomóż jej.. - Ponownie ktoś szeptał w mojej głowie.
-Spokojnie..-starałam się ją uspokoić..-Pomogę ci.-podchodziłam małymi krokami do niej.
-Nie podchodź, bo skoczę!-wykrzyczała załamana.
Stanęłam w miejscu, tak jak życzyła sobie.
-Co się stało? Powiedz mi, pomogę ci.-próbowałam nawiązać z nią kontakt.
-Nie możesz mi pomóc, nikt nie może, jestem nieuleczalna.-mówiła żałośnie.
-Nie wiesz tego, spróbuj mnie, może jednak się mylisz.
Widziałam zawahanie na twarzy dziewczyny, aczkolwiek niczego nie zmieniła, jej rude włosy zniknęły poniżej dachu. Poczułam gulę w gardle, płuca oduczyły się napierać powietrza, a w głowie miałam tylko uczucie, które sprawiało, że odechciewało mi się czuć.
Moja głowa zrobiła się ciężka, a nogi zaczęły biec przed siebie. Nie panowałam nad tym, obawiałam się o to, że ktoś zobaczy, ale skoczyłam za dziewczyną.
Spojrzałam na dziewczynę, która stała do mnie plecami. Chciałam coś krzyknąć, ale powstrzymałam się, wiedząc co się stało poprzednio. Szłam w jej stronę bardzo powolnym, cichym krokiem, kiedy była tuż za jej plecami, złapałam ją mocno za klatkę piersiową i ciągnęłam na środek dachu, by nie mogła skoczyć. Dziewczyna starała się wyrwać, jednak ja byłam tak silna, że nikt nie dałby sobie ze mną rady, a co dopiero taka chuda dziewczyna.
-Dlaczego chciałaś skoczyć?-przytrzymywałam jej ciało i pytałam ją.
-Mam swoje powody.. Puść mnie, będzie lepiej, kiedy skoczę.
-Mogę ci pomóc.-zaoferowałam.
-Nie możesz, nikt nie może.
-Dlaczego tak mówisz?
-Jestem nieuleczalnie chora, straciłam dziecko kilka dni temu, poroniłam oraz jestem z tym wszystkim sama.
Widziałam wyraźnie jej ból i chciałam jej pomóc, była warta tego, wiedziałam, że jest dobrym człowiekiem, który się zagubił, a nie kimś, kto chciałby uwagi poprzez skoczenie ze szpitala.
-Na co jesteś chora?-spytałam nie puszczając jej.
-AIDS.
-Nie poddawaj się, może jutro obudzimy się i znajdą na to lekarstwo.-starałam się ją pocieszyć, co mi się nie udawało.
-I tak umrę, pozwól mi zrobić to na moich własnych warunkach.
-Nie mogę.-odpowiedziałam.
-Dlaczego niby?
-Bo twoim zadaniem jest żyć, a moim cię uratować. Nie skoczysz z dachu, nie dziś.
Nasza rozmowa się ucięła, gdy sanitariusze wbiegli na dach a ja wręczyłam im dziewczynę, którą wydawało mi się, że już widziałam. Mężczyźni podziękowali mi za pomoc i poprosili, bym zeszła z dachu szpitala, czemu się nie postawiłam i wykonałam polecenie.
Miałam pytania i nie mogłam się doczekać, kiedy spotkam się z Nim i dostanę moje odpowiedzi.
*
Wpatrywałam się ślepo w telefon komórkowy, nie byłam pewna czy mam napisać do niego. Nie miałam powodu, by walczyć o jego uwagę, by ponownie porozmawiał ze mną i pożartował. Mimo, że Drake jest jednym z niewielu ludzi, na których mało razy się zawiodłam to jednak nie przepadałam za jego arogancją, pomimo, że jest starszy ode mnie, czasem zachowuje się jak nastolatek a za tym nie przepadam.
Zdecydowałam się nie pisać do niego, nie jestem desperatką, a Drake sam chce, a może chciał, bym zajęła się sobą, no więc dobrze, zajmę.
*
-Nie wiedziałam do kogo przyjść.-wyprzedziłam pytanie.-Potrzebuję kogoś, kto nie będzie mnie oceniał, z kim dobrze mi się rozmawia.
-Jeżeli chcesz, wejdź.-otworzono mi bardziej drzwi, przez które po krótkiej chwili weszłam.
-Drake jest mylący, mówi coś a za minute twierdzi, że miał coś innego na myśli, więc nie wierz we wszystko co mówi.-powiedziałam.
-Wiem.-oznajmił z niepokojem.-Coś się stało?-spytał.
-Nie.-zaprzeczyłam szybko.-A może i tak.
-Wydajesz się być w potwornym humorze.
-Jestem.-przytaknęłam.-Ale to dotyczy tej dziewczyny na dachu, jak do cholery możliwe, że cofnęłam czas, że mogłam powtórzyć, a raczej poprawić sytuację?
Mężczyzna patrzył na mnie i uśmiechnął się.
-Twoje moce ewoluują, powinnaś się cieszyć z tego.-odpowiedział.
-Lukas jak to możliwe, że jesteś tutaj i w mojej głowie; że zamiast sam wykonywać zadania, ty mi je zlecasz?
-Jestem twoją pomocą, ale kiedy ty coś źle zrobisz to na mnie spadną odpowiedzialności, dlatego rób wszystko poprawnie. Wolę ci mówić w głowie, co powinnaś zrobić, by najmniej przy ludziach, a nie na głos, wezmą nas za wariatów.
-Nie przyzwyczaję się do faktu, że jesteś Aniołem Stróżem.
-Przyzwyczaisz się z czasem, a teraz powinniśmy popracować nad kolejnymi twoimi mocami.
-Co masz na myśli?
-Sama się dowiedz.-powiedział.
-Mam ci czytać w myślach?-zakpiłam.
-Owszem.-przybliżył się do moich ust, a po chwili odsunął się.
-Igrasz z ogniem.-zaśmialiśmy się wspólnie z tej więzi pomiędzy nami.
-Nie dyskutuj z nim.-szepnął głos w mojej głowie, który nie należał do mnie.
-Nie masz prawa podnosić na mnie głosu!-patrzył na mnie gniewnie Bóg.-Wynoś się stąd, a aniołem zostajesz i nawet mi nie jęcz, że nie chcesz, nawet nie wiesz jakie masz szczęście, że jesteś nadprzyrodzoną istotą, Grace!
To był moment, w którym obudziłam się, zalana zimnym potem, w środku nocy. Nie mogłam zasnąć ponownie, a zegarek w telefonie pokazywał godzinę 3.40 w nocy. Potrzebowałam snu, ale nie mogłam zasnąć ponownie, co zmotywowało mnie, by iść do kuchni i zaparzyć sobie zieloną herbatę z dodatkiem pomarańczy.
Mój humor się nie poprawił, sen nadal był w mojej głowie. Zaczynałam tracić pewność siebie, wątpiłam w swoje zdrowe zmysły.
Co jeśli mam halucynację, jeśli jestem chora i to jest sposób w jaki mój organizm chce mi to pokazać? Co jeśli jestem chora psychicznie, nie mam depresji, a zwyczajnie oszalałam?
Wzięłam kubek gorącej herbaty i usiadłam przy stole, założyłam nogi na drugie krzesło i wpatrywałam się w parę, która unosiła się coraz wyżej i nikła w ciemności. Czułam się okropnie, ale jednocześnie mój talent ukrywania emocji nawet przed samą sobą powrócił. Udało mi się po raz pierwszy od miesięcy przestać myśleć o tym co mnie gryzie, co jest źle, po prostu "zwisało" mi to, zrobiłam się obojętna dla siebie, za czym naprawdę mocno tęskniłam.
*
Kiedy szłam na spotkanie z Lukasem byłam wyluzowana, pomimo, że czarne szpilki mnie uwierały, wiedziała, że nie warto ich zmieniać, wyglądały cudownie wraz z jeansami i szarą bluzą. Nie zależało mi na wyglądaniu jakoś szczególnie dla blondyna, którego poznałam na przyjęciu zaręczynowym mojego "przyjaciela", z którym się nie odzywam, jednakże musiałam przyznać, że nudziłam się i chciałam jakiegoś zajęcia, a chłopak zalicza się do czynności, nawet jeśli nieszczególnie jest się nim zainteresowaną.
-Witaj, piękna.-uśmiechnął się do mnie flirciarsko Lukas.
-Cześć, piękny?-zaśmiałam się.
Usiedliśmy przy stoliku w kawiarni, obok okna, zamówiliśmy po kawie z mlekiem i rozluźniliśmy się.
-Naukowcy udowodnili, że słowo, które ostatnie usłyszeliśmy ma wpływ na to jak zachowujemy się, więc uważam, że dobrze zacząć dzień od komplementów twojej osoby.-zaczął mówić od rzeczy.
-Fajnie.-zaśmiałam się nie chcąc go urazić.-Jak dzień w pracy?-spytałam, by rozmowa się ciągnęła.
-Dobrze, aczkolwiek Drake dużo mówił o tobie, wiesz?
-Tak?-wcale mnie to nie zaciekawiło, ale starałam się udać inaczej.
-Owszem. Narzekał na twoje fochy, że nie piszesz, że wielce się obraziłaś o nic..
Spojrzałam na niego zakłopotana.
O nic?! Sam mi kazał zająć się własnymi sprawami! Zajęłam się.
-Co o tym myślisz?-wyrwał mnie z myśli Lukas.
-O czym?
-O Emmie Watson w Vogue.-patrzył na mnie jakbym się urwała nie z tej planety.
-"O Emmie Watson w Vogue?"-zaczęłam się poważnie zastanawiać czy on mnie zaprosił na randko-lunch czy na spotkanie towarzyskie i gra w innej drużynie.
-No tak, Vogue wyznaczył Emme jako najlepiej ubierającą się sławną kobietę, zgadza się? Ja tak, ma niesamowite poczucie mody, nie to co Rihanna, która non stop ubiera się w prześwitujące i za małe ubrania, zupełnie jakby zabrała ciuchy młodszym koleżanką z branży.
Byłam zażenowana, mężczyzna - nie ważne jakiej seksualności - wiedział więcej o modzie niż ja, cieszyłam się, że nie skomentował mojego ubioru, czułam się jakbym naprawdę była z kompletnie innej krainy. Rozumiem, że moja siostra interesuje się modą, show-biznesem, jest nastolatką - w sumie i ja jestem nastolatką, ale nie kręci mnie to - ale, żeby dorosły facet uwielbiał takie sprawy?!
-Lukas..-przerwałam jego potok słów.
-Tak?
-Czy ty jesteś gejem?-na moje pytanie chłopak zaśmiał się.
-Nie, ale często ludzi mnie o to posądzają. Niech zgadnę, moja pogadanka o modzie cię zdezorientowała?-patrzył na mnie uśmiechnięty.
-Trochę.-przyznałam.
-Kochanie, jestem 100% aseksualny i uważam cię za nieziemską kobietę.-teraz to on wzbudził we mnie śmiech.
Nie umówiłam się z homoseksualnym, a aseksualnym, jeszcze lepiej..
Śmiałam się z samej siebie.
Grace, lepiej wyjdź na zewnątrz i spójrz na dach szpitala! - Ktoś krzyknął w mojej głowie.
Mój instynkt mówił mi, że powinnam posłuchać tego głosu, więc tak zrobiłam.
-Przepraszam, ale muszę wyjść na chwilę.-powiedziałam i od razu ruszyłam z miejsca.
-Patrzcie!-ktoś krzyknął wskazując na dach szpitala.
-To człowiek!-ktoś inny wykrzyczał przerażony.
Nie byłam pewna kto to jest, ale wiedziałam, że moją rolą jest pojawienie się tam i sprawienie, żeby ta osoba nie skoczyła, by chroniła swoje życie.
*
Wbiegłam po schodach na sam szczyt szpitala, stanęłam na środku dachu i krzyknęłam, dziewczyna stojąca na krawędzi płaskiego dachu, obróciła się, zauważyłam jej czerwone oczy od płaczu i bezradną minę.
Pomóż jej.. - Ponownie ktoś szeptał w mojej głowie.
-Spokojnie..-starałam się ją uspokoić..-Pomogę ci.-podchodziłam małymi krokami do niej.
-Nie podchodź, bo skoczę!-wykrzyczała załamana.
Stanęłam w miejscu, tak jak życzyła sobie.
-Co się stało? Powiedz mi, pomogę ci.-próbowałam nawiązać z nią kontakt.
-Nie możesz mi pomóc, nikt nie może, jestem nieuleczalna.-mówiła żałośnie.
-Nie wiesz tego, spróbuj mnie, może jednak się mylisz.
Widziałam zawahanie na twarzy dziewczyny, aczkolwiek niczego nie zmieniła, jej rude włosy zniknęły poniżej dachu. Poczułam gulę w gardle, płuca oduczyły się napierać powietrza, a w głowie miałam tylko uczucie, które sprawiało, że odechciewało mi się czuć.
Moja głowa zrobiła się ciężka, a nogi zaczęły biec przed siebie. Nie panowałam nad tym, obawiałam się o to, że ktoś zobaczy, ale skoczyłam za dziewczyną.
Spojrzałam na dziewczynę, która stała do mnie plecami. Chciałam coś krzyknąć, ale powstrzymałam się, wiedząc co się stało poprzednio. Szłam w jej stronę bardzo powolnym, cichym krokiem, kiedy była tuż za jej plecami, złapałam ją mocno za klatkę piersiową i ciągnęłam na środek dachu, by nie mogła skoczyć. Dziewczyna starała się wyrwać, jednak ja byłam tak silna, że nikt nie dałby sobie ze mną rady, a co dopiero taka chuda dziewczyna.
-Dlaczego chciałaś skoczyć?-przytrzymywałam jej ciało i pytałam ją.
-Mam swoje powody.. Puść mnie, będzie lepiej, kiedy skoczę.
-Mogę ci pomóc.-zaoferowałam.
-Nie możesz, nikt nie może.
-Dlaczego tak mówisz?
-Jestem nieuleczalnie chora, straciłam dziecko kilka dni temu, poroniłam oraz jestem z tym wszystkim sama.
Widziałam wyraźnie jej ból i chciałam jej pomóc, była warta tego, wiedziałam, że jest dobrym człowiekiem, który się zagubił, a nie kimś, kto chciałby uwagi poprzez skoczenie ze szpitala.
-Na co jesteś chora?-spytałam nie puszczając jej.
-AIDS.
-Nie poddawaj się, może jutro obudzimy się i znajdą na to lekarstwo.-starałam się ją pocieszyć, co mi się nie udawało.
-I tak umrę, pozwól mi zrobić to na moich własnych warunkach.
-Nie mogę.-odpowiedziałam.
-Dlaczego niby?
-Bo twoim zadaniem jest żyć, a moim cię uratować. Nie skoczysz z dachu, nie dziś.
Nasza rozmowa się ucięła, gdy sanitariusze wbiegli na dach a ja wręczyłam im dziewczynę, którą wydawało mi się, że już widziałam. Mężczyźni podziękowali mi za pomoc i poprosili, bym zeszła z dachu szpitala, czemu się nie postawiłam i wykonałam polecenie.
Miałam pytania i nie mogłam się doczekać, kiedy spotkam się z Nim i dostanę moje odpowiedzi.
*
Wpatrywałam się ślepo w telefon komórkowy, nie byłam pewna czy mam napisać do niego. Nie miałam powodu, by walczyć o jego uwagę, by ponownie porozmawiał ze mną i pożartował. Mimo, że Drake jest jednym z niewielu ludzi, na których mało razy się zawiodłam to jednak nie przepadałam za jego arogancją, pomimo, że jest starszy ode mnie, czasem zachowuje się jak nastolatek a za tym nie przepadam.
Zdecydowałam się nie pisać do niego, nie jestem desperatką, a Drake sam chce, a może chciał, bym zajęła się sobą, no więc dobrze, zajmę.
I tear my heart open, I sew myself shut.
My weakness is that I care too much.
And my scars remind me that the past is real.
I tear my heart open just to feel.
[...] And I just wanna be alone.
[...] And I can't help you fix yourself.
You're making me insane.
Rozdzieram swoje serce, zamykam się w sobie.
Moją słabością jest to, że zbyt się przejmuję.
Moje blizny przypominają mi o tym, że przeszłość się wydarzyła naprawdę.
Rozdzieram swoje serce, tylko po to, by poczuć.
Chcę być sama.
Nie mogę ci pomóc naprawić samego siebie.
Sprawiasz, że staję się obłąkany.
*
-Nie wiedziałam do kogo przyjść.-wyprzedziłam pytanie.-Potrzebuję kogoś, kto nie będzie mnie oceniał, z kim dobrze mi się rozmawia.
-Jeżeli chcesz, wejdź.-otworzono mi bardziej drzwi, przez które po krótkiej chwili weszłam.
-Drake jest mylący, mówi coś a za minute twierdzi, że miał coś innego na myśli, więc nie wierz we wszystko co mówi.-powiedziałam.
-Wiem.-oznajmił z niepokojem.-Coś się stało?-spytał.
-Nie.-zaprzeczyłam szybko.-A może i tak.
-Wydajesz się być w potwornym humorze.
-Jestem.-przytaknęłam.-Ale to dotyczy tej dziewczyny na dachu, jak do cholery możliwe, że cofnęłam czas, że mogłam powtórzyć, a raczej poprawić sytuację?
Mężczyzna patrzył na mnie i uśmiechnął się.
-Twoje moce ewoluują, powinnaś się cieszyć z tego.-odpowiedział.
-Lukas jak to możliwe, że jesteś tutaj i w mojej głowie; że zamiast sam wykonywać zadania, ty mi je zlecasz?
-Jestem twoją pomocą, ale kiedy ty coś źle zrobisz to na mnie spadną odpowiedzialności, dlatego rób wszystko poprawnie. Wolę ci mówić w głowie, co powinnaś zrobić, by najmniej przy ludziach, a nie na głos, wezmą nas za wariatów.
-Nie przyzwyczaję się do faktu, że jesteś Aniołem Stróżem.
-Przyzwyczaisz się z czasem, a teraz powinniśmy popracować nad kolejnymi twoimi mocami.
-Co masz na myśli?
-Sama się dowiedz.-powiedział.
-Mam ci czytać w myślach?-zakpiłam.
-Owszem.-przybliżył się do moich ust, a po chwili odsunął się.
-Igrasz z ogniem.-zaśmialiśmy się wspólnie z tej więzi pomiędzy nami.
Kocham tą piosenkę! A co do rozdziału - Gratuluje wytrwałości i znów świetnie Ci wyszło. ;)
OdpowiedzUsuńDzięki. :)
OdpowiedzUsuń