Uwielbiałam przebywać na lotnisku, przypatrywać się ludziom, ich powitaniom i pożegnaniom z bliskimi, spieszyło się wszystkim, nie mieli czasu samemu się wpatrywać w innych - to było moje miejsce, w którym mogłam spokojnie pomyśleć. Pomijając, że byłam na lotnisku z powodu czekania na kuzynkę, to i tak świetnie się bawiłam będąc tutaj, jedni nienawidzą być samemu w tak ogromnym miejscu, a drudzy uwielbiają - byłam w drugiej grupie, szczególnie biorąc pod uwagę, że nikt nie zwracał na mnie uwagi, co podobało mi się.
Podczas, gdy opanowana przyglądałam się mijającym mnie osobą i starałam się wejść im do głowy w ramach treningu, podeszła do mnie moja kuzynka z okrzykiem radości, przywitałyśmy się pocałunkiem w poliki i udałyśmy się do mojego auta.
-Jak podróż?-spytałam.
-Dobrze.-odpowiedziała przeglądając zdjęcia w telefonie.-To jest właśnie mój chłopak, o którym ci mówiłam.-pokazała mi zdjęcie chłopaka o egzotycznej urodzie.
-Przystojny.-przyznałam z uśmiechem, starając się jednocześnie skupić na jeździe.-Skąd pochodzi?
-Urodził się w Los Angeles, mieszka w London'ie ze mną, ale jego rodzicie są z Indii, sympatyczni, ale wierzący, trochę za bardzo, chcą, abym przeszła na ich wiarę.-zaczęła opowiadać.-Nie jestem pewna czy chcę, całe życie jestem katoliczką, a hinduizm nie wydaje mi się religią dla mnie pomijając fakt, że naprawdę jest barwna i ciekawa.
-Od kiedy jakaś religia może być ciekawa?-zmarszczyłam czoło.-Stek bzdur i tyle.
-Oh, Gracie, ty i twój ateizm.. Kiedy ma się złe humory to nic innego nie pozostaje jak wierzenie w jakąś religię, daje to jakąś nadzieję.
-Dobrze wiesz, Emily, że wolę wiedzieć prawdę niż mieć złudne nadzieje, wiara w boga czy coś podobnego nie pomoże mi, a tylko nada mojemu życiu dodatkową frustrację, że ten na górze mi nie pomaga.
Nie lubiłam rozmawiać z innymi, że nawróciłam się, bo skłamałabym. Wiedziałam, że Bóg istnieje, ale w niego nie wierzyłam, on i tak skazał mnie na bycie samotną, na życie na Ziemi.
-Bambie, denerwujesz mnie.
-Bo wiesz, że mam rację.
-Niekoniecznie.-zaśmiała się.
-Yhm..-zaakcentowałam jęknięcie.-Twój facet, kiedy dołączy?-zmieniłam temat.
-Jutro, dziś zdawał egzamin wstępny, by dostać się na studia medyczne. Chcę cię ostrzec przed nim.
-To znaczy?
-To znaczy, że Philip często się droczy, uwielbia denerwować ludzi, takie małe hobby jego. Phil ma to do siebie, że potrafi bardzo dobrze udawać mało inteligentnego.
-Na pewno udaje, a nie jest?
-Na pewno.-zachichotała blondynka.
*
-Nie masz czasem dość ćwiczenia?-podeszłam do Emily, która próbowała pobić swój rekord w zrobieniu 500 brzuszków bez przerw.
-Nie.-odpowiedziała szybko bez przerywania.
-Przynieść ci wodę?
-Mogłabyś.
Podeszłam spokojnym krokiem do kuchni i nalałam z butelki wodę do szklanki, wzięłam ją do ręki i wróciłam do salonu, w którym moja kuzynka nabijała sobie mięśni brzucha. Położyłam szklankę z napojem na stoliku, włączyłam TV i rozsiadłam się na kanapie. Wzięłam pilota i zaczęłam uprawiać sport nazywany "leniuchowaniem", przełączałam kanały, dopóki nie doleciałam do MTV, muzyka, którą puszczali niespecjalnie mnie zachwycała, ale to nic dziwnego, skoro słucham rock i punk, czasem acoustic, a każdy program woli trafić do większej widowni a nie pojedynczych osób. Przyznaję, że raz wkręciłam się w zespół, który śpiewa pop, ale po roku mi przeszło, kiedy spostrzegłam, że chłopaki się zmienili i nie są tymi samymi wyluzowanymi młodymi piosenkarzami, teraz się przejmują każdą plotką na swój temat, a przecież nikt nie lubi tchórzów, prawda? One Direction, nazwa coś mówi? Mi tak i żałuję.
Kiedy piosenka Rihanny i Shakiry się skończyła, nastał czas, by puścili "You And I" One Direction, moje oczy zabłysnęły. W tym teledysku widziałam moich dawnych idoli, wolnych duchów, ale jednocześnie wiedziałam, że to było tylko złudzenie.
-Może poćwiczysz ze mną?-spytała kuzynka starając się nie przerywać ćwiczeń, kiedy mówiła.
-Emily, chodzę do wojskowej szkoły, myślę, że nie mam ochoty męczyć się ćwiczeniami w wakacje.-pominęłam prawdę, że wcale ćwiczenia nie sprawiają mi problemu, moja niechęć do ćwiczenia była spowodowana niehumorem.
Mój nastrój był naprawdę zły ostatnimi dniami, nie mogłam się skupić na czymkolwiek, nie miałam szczególnego apetytu i ciągle byłam niewyspana. Pragnęłam snu, ale zawsze jakoś wychodziło, że się budziła w środku nocy i nie mogłam zasnąć z powrotem. Non-stop myślałam o wydarzeniu sprzed kilku nocy, nie chłopaku, z którym spędziłam noc, a o chłopaku, który się do mnie przystawiał, co skończyło się na tym, że wylądował na chodniku bez oddechu. Wiedziałam, że żył, miałam pewność, jednak nie potrafiłam pojąć jak zabrakło mu powietrza, nie chciało mi nawet przez myśl przejść, że ja to zrobiłam, brzydziłabym się sobą jeszcze bardziej.
*
-Dlaczego ja w ogóle z tobą rozmawiam?-jęknął.-Jestem zbyt zajebisty, by przebywać z kimś takim jak ty.
Wpatrywałam się ślepo w chłopaka i doznałam szoku. Po usłyszeniu wypowiedzianych przez niego słów, czułam jakby poziom inteligencji wokół nas natychmiastowo się obniżył.
Pokłóciłam się z chłopakiem mojej kuzynki o obiad, niby temat nie do kłótni, a jednak, najwyraźniej wybór dania był zbyt trudny. Mężczyzna udawał takiego idiotę, ale to nie zmieniało faktu, że nie rozumiałam jego poczucia humoru. Pomimo uprzedzeń Em, ja chciałam trzymać się z dala od bruneta, nie miałam poczucia humoru, by przebywać w towarzystwie takich ludzi. Należałam do poważnych osób, nie za bardzo, ale jednak. Nie potrafiłam żartować, a kiedy nie miałam ochoty na śmiech, zwyczajnie milczałam.
*
Były moje urodziny, a nie czułam ich, dzisiejszy dzień nie wyróżniał się, nie był inny od wielu lat. Zawsze to samo, samotnie przemierzałam ulice w poszukiwaniu szczęścia, które najwyraźniej zgubiło drogę do mnie. Nikt nie pamiętał o moich urodzinach, ale nie robiłam z tego problemu, sama nie lubiłam tego dnia, w końcu jakbym mogła go lubić, skoro tylko przypominał mi o tym, że dorastam? Że za dwa lata będę miała 18, co sprawi, że będę dorosła według prawa, nie czułam się gotowa. Byłam coraz bliżej wieku, czasu, w którym miałam wyjechać na wojnę, by służyć mojemu kraju, w końcu miałam "dług" wobec mojej szkoły, a dzięki temu będę miała zagwarantowaną przyszłość. Nie miałam problemu z walczeniem, ale powody, dla których w ogóle była ta wojna w Afganistanie, sprawiały, że uważałam, iż wojna nie powinna mieć miejsca. Wierzę, w co widzę, a oni walczą o wiarę, która - jak w moim mniemaniu - nie jest tego warta, ludzie umierają z powodu innych ideologii, to sprawiało, że czułam się naprawdę źle. Pomijając fakt, że nie chciałam żyć, nie chciałam też umrzeć, nie teraz. Miałam nadzieję, że kiedy nadejdzie czas, by spłacić mój "dług", będę gotowa na śmierć, jakby coś miało się wydarzyć, jeśli nie będę, nie wiem co pocznę..
Podczas, gdy opanowana przyglądałam się mijającym mnie osobą i starałam się wejść im do głowy w ramach treningu, podeszła do mnie moja kuzynka z okrzykiem radości, przywitałyśmy się pocałunkiem w poliki i udałyśmy się do mojego auta.
-Jak podróż?-spytałam.
-Dobrze.-odpowiedziała przeglądając zdjęcia w telefonie.-To jest właśnie mój chłopak, o którym ci mówiłam.-pokazała mi zdjęcie chłopaka o egzotycznej urodzie.
-Przystojny.-przyznałam z uśmiechem, starając się jednocześnie skupić na jeździe.-Skąd pochodzi?
-Urodził się w Los Angeles, mieszka w London'ie ze mną, ale jego rodzicie są z Indii, sympatyczni, ale wierzący, trochę za bardzo, chcą, abym przeszła na ich wiarę.-zaczęła opowiadać.-Nie jestem pewna czy chcę, całe życie jestem katoliczką, a hinduizm nie wydaje mi się religią dla mnie pomijając fakt, że naprawdę jest barwna i ciekawa.
-Od kiedy jakaś religia może być ciekawa?-zmarszczyłam czoło.-Stek bzdur i tyle.
-Oh, Gracie, ty i twój ateizm.. Kiedy ma się złe humory to nic innego nie pozostaje jak wierzenie w jakąś religię, daje to jakąś nadzieję.
-Dobrze wiesz, Emily, że wolę wiedzieć prawdę niż mieć złudne nadzieje, wiara w boga czy coś podobnego nie pomoże mi, a tylko nada mojemu życiu dodatkową frustrację, że ten na górze mi nie pomaga.
Nie lubiłam rozmawiać z innymi, że nawróciłam się, bo skłamałabym. Wiedziałam, że Bóg istnieje, ale w niego nie wierzyłam, on i tak skazał mnie na bycie samotną, na życie na Ziemi.
-Bambie, denerwujesz mnie.
-Bo wiesz, że mam rację.
-Niekoniecznie.-zaśmiała się.
-Yhm..-zaakcentowałam jęknięcie.-Twój facet, kiedy dołączy?-zmieniłam temat.
-Jutro, dziś zdawał egzamin wstępny, by dostać się na studia medyczne. Chcę cię ostrzec przed nim.
-To znaczy?
-To znaczy, że Philip często się droczy, uwielbia denerwować ludzi, takie małe hobby jego. Phil ma to do siebie, że potrafi bardzo dobrze udawać mało inteligentnego.
-Na pewno udaje, a nie jest?
-Na pewno.-zachichotała blondynka.
*
-Nie masz czasem dość ćwiczenia?-podeszłam do Emily, która próbowała pobić swój rekord w zrobieniu 500 brzuszków bez przerw.
-Nie.-odpowiedziała szybko bez przerywania.
-Przynieść ci wodę?
-Mogłabyś.
Podeszłam spokojnym krokiem do kuchni i nalałam z butelki wodę do szklanki, wzięłam ją do ręki i wróciłam do salonu, w którym moja kuzynka nabijała sobie mięśni brzucha. Położyłam szklankę z napojem na stoliku, włączyłam TV i rozsiadłam się na kanapie. Wzięłam pilota i zaczęłam uprawiać sport nazywany "leniuchowaniem", przełączałam kanały, dopóki nie doleciałam do MTV, muzyka, którą puszczali niespecjalnie mnie zachwycała, ale to nic dziwnego, skoro słucham rock i punk, czasem acoustic, a każdy program woli trafić do większej widowni a nie pojedynczych osób. Przyznaję, że raz wkręciłam się w zespół, który śpiewa pop, ale po roku mi przeszło, kiedy spostrzegłam, że chłopaki się zmienili i nie są tymi samymi wyluzowanymi młodymi piosenkarzami, teraz się przejmują każdą plotką na swój temat, a przecież nikt nie lubi tchórzów, prawda? One Direction, nazwa coś mówi? Mi tak i żałuję.
Kiedy piosenka Rihanny i Shakiry się skończyła, nastał czas, by puścili "You And I" One Direction, moje oczy zabłysnęły. W tym teledysku widziałam moich dawnych idoli, wolnych duchów, ale jednocześnie wiedziałam, że to było tylko złudzenie.
-Może poćwiczysz ze mną?-spytała kuzynka starając się nie przerywać ćwiczeń, kiedy mówiła.
-Emily, chodzę do wojskowej szkoły, myślę, że nie mam ochoty męczyć się ćwiczeniami w wakacje.-pominęłam prawdę, że wcale ćwiczenia nie sprawiają mi problemu, moja niechęć do ćwiczenia była spowodowana niehumorem.
Mój nastrój był naprawdę zły ostatnimi dniami, nie mogłam się skupić na czymkolwiek, nie miałam szczególnego apetytu i ciągle byłam niewyspana. Pragnęłam snu, ale zawsze jakoś wychodziło, że się budziła w środku nocy i nie mogłam zasnąć z powrotem. Non-stop myślałam o wydarzeniu sprzed kilku nocy, nie chłopaku, z którym spędziłam noc, a o chłopaku, który się do mnie przystawiał, co skończyło się na tym, że wylądował na chodniku bez oddechu. Wiedziałam, że żył, miałam pewność, jednak nie potrafiłam pojąć jak zabrakło mu powietrza, nie chciało mi nawet przez myśl przejść, że ja to zrobiłam, brzydziłabym się sobą jeszcze bardziej.
*
-Dlaczego ja w ogóle z tobą rozmawiam?-jęknął.-Jestem zbyt zajebisty, by przebywać z kimś takim jak ty.
Wpatrywałam się ślepo w chłopaka i doznałam szoku. Po usłyszeniu wypowiedzianych przez niego słów, czułam jakby poziom inteligencji wokół nas natychmiastowo się obniżył.
Pokłóciłam się z chłopakiem mojej kuzynki o obiad, niby temat nie do kłótni, a jednak, najwyraźniej wybór dania był zbyt trudny. Mężczyzna udawał takiego idiotę, ale to nie zmieniało faktu, że nie rozumiałam jego poczucia humoru. Pomimo uprzedzeń Em, ja chciałam trzymać się z dala od bruneta, nie miałam poczucia humoru, by przebywać w towarzystwie takich ludzi. Należałam do poważnych osób, nie za bardzo, ale jednak. Nie potrafiłam żartować, a kiedy nie miałam ochoty na śmiech, zwyczajnie milczałam.
*
Były moje urodziny, a nie czułam ich, dzisiejszy dzień nie wyróżniał się, nie był inny od wielu lat. Zawsze to samo, samotnie przemierzałam ulice w poszukiwaniu szczęścia, które najwyraźniej zgubiło drogę do mnie. Nikt nie pamiętał o moich urodzinach, ale nie robiłam z tego problemu, sama nie lubiłam tego dnia, w końcu jakbym mogła go lubić, skoro tylko przypominał mi o tym, że dorastam? Że za dwa lata będę miała 18, co sprawi, że będę dorosła według prawa, nie czułam się gotowa. Byłam coraz bliżej wieku, czasu, w którym miałam wyjechać na wojnę, by służyć mojemu kraju, w końcu miałam "dług" wobec mojej szkoły, a dzięki temu będę miała zagwarantowaną przyszłość. Nie miałam problemu z walczeniem, ale powody, dla których w ogóle była ta wojna w Afganistanie, sprawiały, że uważałam, iż wojna nie powinna mieć miejsca. Wierzę, w co widzę, a oni walczą o wiarę, która - jak w moim mniemaniu - nie jest tego warta, ludzie umierają z powodu innych ideologii, to sprawiało, że czułam się naprawdę źle. Pomijając fakt, że nie chciałam żyć, nie chciałam też umrzeć, nie teraz. Miałam nadzieję, że kiedy nadejdzie czas, by spłacić mój "dług", będę gotowa na śmierć, jakby coś miało się wydarzyć, jeśli nie będę, nie wiem co pocznę..
People are strange when you're a stranger.
[...] Streets are uneven when you're down.
When you're strange,
Faces come out of the rain.
When you're strange,
No one remembers your name.
When you're strange.
Ludzie są dziwni, kiedy jesteś inny.
Ulice są nierówne, kiedy masz zły humor.
Kiedy jesteś dziwny,
Twarze wyłaniają spośród deszczu.
Nikt nie pamięta twojego imienia,
Kiedy jesteś inny.
Cudowny deszcz pokrył całe Chicago, nawet moją osobę, nie przeszkadzało mi to, uwielbiałam, kiedy chłodne krople wody uderzały o moje ciało, a ubranie je wchłaniały. Mijałam wielu ludzi, którzy wyglądali być przeraźliwie zdenerwowani ulewą, która ich spotkała. Chciałam się uśmiechnąć na widok ich zmoczonych głów i nerwowych kroków, ale zaniemówiłam. Stałam pod blokiem, w którym mieszka blondyn-barman, zdziwiłam się tym, bo wcale nie miałam zamiar tu wylądować. Nie myśląc wiele, chciałam odejść spod bloku, ale na moje "szczęście", wpadłam na kogoś. Podniosłam głowę z zakłopotaną miną i ujrzałam młodego mężczyznę z ogromnym uśmiechem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz