poniedziałek, 28 kwietnia 2014

21. Jake, jestem w ciąży z tobą, przyjedź do Chicago, kiedy to odsłuchasz.

3 komentarze:
-Słucham?-podszedł do mnie młody mężczyzna, kelner.
-Poproszę latte macchiato.-powiedziałam odkładając menu.
-Z czekoladą czy cynamonem?
-Cynamonem.-uśmiechnęłam się.
-Zaraz wrócę.-odwzajemnił uśmiech i odszedł do lady, gdzie podał moje zamówienie drobnej dziewczynie.
Byłam wykończona, cały tydzień miałam wrażenie, że coś złego się wydarzy, byłam niespokojna w nocy, a w ciągu dnia ciągle myślałam o mojej siostrze. Od dziecka miałam intuicję, wiedziałam, kiedy coś złego się wydarzy, moja prawa noga zawsze mnie wtedy boli, a w nocy nie mogę zmrużyć oka.
-Proszę.-podał mi moją kawę chłopak.
-Dzięki.
Kiedy piłam przez słomkę espresso, mój telefon zadzwonił. Spojrzałam na wyświetlacz, gdzie wyświetliło się zdjęcie mojej siostry, odebrałam i przysunęłam słuchawkę do ucha.
-Możesz po mnie przyjechać?-spytała zrozpaczonym głosem.
-Jasne, gdzie jesteś?
-W szkole, u higienistki.
-Zaraz będę.-rozłączyłam się.
Zapłaciłam szybko za latte i wybiegłam z kawiarni. Wsiadłam do samochodu, odpaliłam silnik, ruszyłam pod szkołę mojej Leny.

*

-Powiesz mi co się stało?-zaczęłam rozmowę z siostrą, kiedy wsiadłyśmy do mojego samochodu.
-To nie ma sensu. Pielęgniarka szkolna wyolbrzymiła sprawę.-blondynka chciała jak najszybciej zakończyć rozmowę.
-Przez telefon rozmawiałam z tobą i nie sądzę, by to była jakaś mała sprawa, brzmiałaś jakbyś była naprawdę przerażona.-nie dawałam za wygraną.
Dziewczyna westchnęła ciężko.
-Nie chcę teraz o tym rozmawiać..-mruczała pod nosem.
-A kiedy będziesz chciała?
-Kiedy będę gotowa.
-A kiedy będziesz gotowa?
-Nie wiem, okay! Nie teraz.-wybuchła, na co zamilkłam.
Chciałam dla niej dobrze, mogłabym jej pomóc, jestem tego pewna. Zaczęłam się zastanawiać grubo czy Drake czasem nie miał racji, może naprawdę się za dużo wtrącam w nie swoje sprawy, może powinnam dać spokój ludziom..
-Przepraszam.-szepnęła.-Po prostu nie mogę teraz o tym rozmawiać.
Nic nie odpowiedziałam, wolałam uniknąć kolejnego wrzasku na mnie czy kłótni.
Dojechałyśmy w ciągu 30 minut do domu, wyszłyśmy z samochodu i weszłyśmy do budynku. Weszłam do kuchni i od razu wstawiłam wodę na makaron. Podeszłam do szafki nad blatem, z której wyjęłam makaron do spaghetti oraz inny mały garnek, by ugotować sos pomidorowy. Nienawidziłam, kiedy miałam zły humor, zawsze gotowałam, piekłam czy sprzątałam i to było coś, co można by nazwać "odstresowaniem  się", jednakże moje sprzątanie było takie dokładne, że później nie mogłam niczego znaleźć, kiedy tego naprawdę potrzebowałam.
-Obiad już jest!-krzyknęłam do dziewczyny, która oglądała jakiś serial w TV.
Lena przyszła i spojrzała na sos, który smacznie pachnął, złapała się za usta i pobiegła na górę, po schodach, do łazienki, nie zamknęła drzwi, przez co usłyszałam jak wymiotuje. Wzięłam łyżkę i posmakowałam sosu, był naprawdę dobry, co spowodowało, że już wiedziałam, dlaczego ona wymiotuje, dlaczego ja mam złe przeczucia.
Weszłam spokojnie do łazienki i stanęłam w drzwiach. 14-latka zerkała na mnie, kiedy myła twarz i czekała, aż zacznę krzyczeć, co się nie wydarzyło.
-Zamierzasz powiedzieć mamie?-spytałam opanowana.
-O czym?-udawała głupią.
Spojrzałam wymownie na jej brzuch.
-Co?-próbowała mnie nabrać.
Tym razem pokazałam rękoma powiększający się brzuch na własnej osobie.
-Nie jestem w ciąży.-zaprzeczyła szybko.
-Nie?-zapytałam wątpliwie.
-Nie.
Widziałam po jej oczach jak nieumiejętnie stara się skłamać.
-Kupię ci testy i zrobisz je, bo wątpię, abyś ty je sobie kupiła.-mruknęłam.
-Nie zamierzam robić żadnych testów na ciążę!
-Powiem matce, ona sama cię zmusi do zrobienia testów, ale wiedz, że kiedy ona się dowie, nie będziesz miała żadnych wyjść jak tylko urodzić.
-Skąd wiesz, że chciałabym usunąć?
-A chcesz mieć w wieku 15 lat dziecko?-spytałam.-Jeżeli tak, to spoko, nawet ci pomogę, ale zastanów się. Dziecko to nie jest zabawka, to obowiązki, obowiązki i jeszcze raz obowiązki. Nie będzie imprez czy wypadów na miasto bez dziecka. Obowiązek, odpowiedzialność i wydatki, nie będziesz kupować sobie nowych ubrań w pierwszej kolejności a dziecku, dziecko będzie piorytetem, nie ty.
-Chcesz powiedzieć, że nie dam sobie rady?!-wykrzyczała emocjonalnie.-Udowodnię ci, że się mylisz. Będę świetną matką!-wybiegła z łazienki do swojego pokoju.
Byłam zdruzgotana, moja siostra specjalnie urodzi dziecko, by mi udowodnić, że nie niby mylę? Co to ma być?! Ona ma 14 lat i mówi mi, że będzie "świetną matką" - HA! Już to widzę. Przecież to jeszcze dziecko.
Wyszłam z domu i poszłam do apteki, która była oddalona zaledwie 1 kilometr od naszego mieszkania, gdzie kupiłam 2 testy ciążowe. Wróciłam do domu i wręczyłam je Lenie, dziewczyna wzięła je i poszła do łazienki, po 10 minutach wyszła z uśmiechem na twarzy i złapała za telefon. Zadzwoniła do swojego byłego chłopaka, który jest starszy od niej o 4 lata.:
-Jake, jestem w ciąży z tobą, przyjedź do Chicago, kiedy to odsłuchasz.-nagrała się na sekretarkę chłopaka.
Patrzyłam na nią rozczarowana, myślałam, że moja siostra jest mądrzejsza, ale najwyraźniej pomyliłam się. Lena jest w wieku, gdzie jeszcze nie wie co chce, co dla niej najlepsze i zamierzałam porozmawiać ze Sierr'ą, by zdecydować co zrobić z tym fantem.
Przewróciłam oczami i poszłam do swojego pokoju. Wzięłam swoją komórkę i wykręciłam numer mojej rodzicielki.
-Kiedy będziesz w domu?-spytałam.
-Za godzinę, a co się dzieje?
-Dowiesz się jak przyjedziesz..-rozłączyłam się i położyłam na łóżko.
Leną wstrząsały emocje, nie można było po niej się spodziewać racjonalnego, świeżego podejścia do sytuacji, poza tym, ona jest jeszcze dzieckiem, skąd ona może być pewna, że podoła zadaniu bycia matką?!

*

-Co się stało?-do mojego pokoju weszła zdyszana matka.
-Miałaś być dopiero za 40 minut.-spojrzałam na nią zaskoczona.
-Ale jestem szybciej, wzięłam wolne. Nie dzwonisz do mnie bo lubisz, nigdy do mnie nie dzwonisz bez potrzeby.-wyjaśniła.
-Myślę, że powinnaś usiąść.
Kobieta usiadła na moim łóżku i wpatrywała się we mnie.
-Twoja córka jest w ciąży.-wyjawiłam.-I wpadła na wspaniały pomysł, że zostanie matką, tylko po to, żeby mi coś udowodnić.
Sierra zaśmiała się nerwowo.-To nie jest zabawne.-mruknęła wstając żwawo.-Lena!
Po krótkiej chwili w moim pokoju zjawiła się moja siostra.
-Powiedz mi, że Grace żartuje, że jesteś w ciąży!-patrzyła wyczekująco na blondynkę.
-Będę dobrą mamą.-kiedy tylko dziewczyna powiedziała te słowa, rodzicielka uderzyła ją w twarz.
-Jak mogłaś być tak lekkomyślna!-wykrzyczała.-Nie tak cię wychowałam!
Lena złapała się za prawy polik i wybiegła ze łzami w oczach do swojego pokoju. Sierra usiadła ponownie na moje łóżko.
-Łudziłam się, że żartowałaś.-szepnęła.
-Nie zawsze dostajemy to co chcemy.-odpowiedziałam jej uśmiechając się kpiąco.
-To nie jest śmieszne, jak ona mogła uprawiać seks w tym wieku.
-Seks nie jest ważny. Lepiej pomyśl co zrobimy z jej ciążą.
Kobieta westchnęła ciężko.-Aborcja nie wchodzi w rachubę. Urodzi, ale nie pozwolę, by została matką w tym wieku. Adopcja zamknięta, dziecko będzie szczęśliwsze w domu, gdzie je chcą i rodzice będą w stanie zapewnić mu 100% opiekę. Porozmawiam z rodzicami tego dzieciaka, zgodzą się ze mną, że lepiej oddać to dziecko do adopcji, do jakiejś dobrej rodziny, która chce dziecko, a nie może mieć.
-A Lena?
-Lena nic do gadania nie ma, ani ten jej chłopak, żadne nie jest pełnoletnie, to my, rodzice bierzemy odpowiedzialność za te nienarodzone dziecko i to my zadecydujemy o jego czy jej przyszłości.
-Nie sądzę, by jej się to spodobało.
-Nie musi jej się podobać. Ona zostanie matką po 20, nie wcześniej, chyba, że po moim trupie.

*

-Wyjdź stąd!-wykrzyczała wściekła Lena, kiedy weszłam do jej pokoju, po jej kłótni z matką.
Po raz pierwszy zgodziłam się z rodzicielką od dłuższego czasu, miałyśmy taką samą opinię, oddać dziecko do zamkniętej adopcji i skończyć ten cyrk.
Usiadłam na fotelu w pokoju mojej siostry, blondynka leżała na łóżku wypłakując sobie oczy.
-Będziesz miała dziecko, kiedy będziesz gotowa.-obiecałam jej.
-Chcę je mieć teraz.-powiedziała mi zdenerwowana.
-Zachowujesz się jak rozwydrzony bachor, Lena. Nie jesteś gotowa, dobrze o tym wiesz. Poza tym nie myśl, że nie widzę w tobie tego spojrzenia, tej głupiej myśli, że kiedy Mark się dowie, że jesteś w ciąży, ty i on będziecie razem.
-Będziemy!
-Jesteś naiwna!
-Wcale, że nie. Sam mi powiedział, że kiedy przyjedzie z rodzicami na weekend to zaręczymy się.
-I rodzice "Romea" o tym wiedzą?-zakpiłam.
-Przekonuje ich do tego pomysłu.
Naszą "inteligentną" rozmowę przerwał dzwonek mojego telefonu. Nie spodziewałam się, że zadzwoni do moje mój ojciec, jednak wcale nie zaskoczyło mnie to, jako że moja matka przestała mieć dla niego czas, co było mądrym wyborem.
Niezbyt chętna do rozmowy z moim rodzicielem, odebrałam.
-Halo?
-Grace, tutaj Derek, twój ojciec, mogłabyś się ze mną spotkać jutro?
-Związku z jaką sprawą?
-Twoją..
-Czyli?
-Przyjdź o 15 na stację kolejową.
Stary mężczyzna się rozłączył, a ja miałam ochotę zamknąć się w ciemnym pokoju bez drzwi i okien. Nie wiedziałam czego się spodziewać po moim ojcu, bałam się go, to mnie przerażało, nie miałam nic, aby mi odebrał, ale strach przed spotkaniem nie mijał.

*

Spojrzałam na jego osobę i czułam tą samą odrazę co 5 miesięcy temu, co rok temu, co 3 lata temu, co całe moje życie. Brzydziłam się nim, chciałam uciec, ale było za późno, zauważył mnie stojącą za szybą kawiarni na stacji kolejowej. Pomachał do mnie ręką, co oznaczało, że mam wejść, co zrobiłam powolnym krokiem.
-Witaj, Grace.-chciał mnie przytulić, ale się odsunęłam z wyraźnym grymasem na twarzy.
-Mów co chcesz.-zażądałam oschle.
-Usiądź.-powiedział sam siadając na krześle przy stoliku.
Po krótkiej chwili wykonałam jego polecenie, usiadłam, jednakże gotowa do wyjścia.
-Pragnąłbym, abyś zamieszkała ze mną i moją nową dziewczyną.-to co zaproponował, zupełnie mnie rozkupiło.
-Żartujesz?-czułam się, jakby to całe spotkanie polegało na wkurwieniu i wyprowadzeniu mnie z równowagi.
-Nie, nie żartuję.
-Przez 13 lat mojego życia nienawidziliśmy się, kłóciliśmy się codziennie. Wysłałeś mnie do szkoły wojskowej, bo chciałeś pokazać jak bardzo pogardzasz mną.
-"Nienawidzić" to za duże słowo.
-A ja myślę, że idealnie pasuje.
-Grace, zachowuj się ale się zachowuj.
-Wiesz co, pierdol się.
-Grace, nie denerwuj się..
-Nie rób z siebie wielkiego pana spokoju.
-Grace, wiem jaki byłem, kiedy ja i twoja matka byliśmy małżeństwem, ale ten okres się skończył.
-Co niby masz na myśli?
-To, że się zmieniłem.
-Ha! Zabawne.
-Naprawdę.
-Taki ktoś jak ty, zmienić się nie może, za późno dla ciebie.-powiedziałam pełna jadu.
Zdenerwowana wyszłam z kawiarni, następnie z peronu. Chętnie odjechałam moim samochodem czym prędzej ze stacji kolejowej. Miałam po dziurki w nosie mojej rodziny, każdy na swój sposób był nieznośny, wręcz irytujący i dziecinny.



But it’s all the same,
Like I had foreseen.
That you would act like you are.
Oh so cool you seem.
Blending with that scene.
Wearing what you think is hard.
I can see you struggling.
Boy don’t hurt your brain.
Thinking what you’re gonna say.
‘Cause everything’s a game.
Wszystko jest takie same,
Tak jak się domyślałam.
Będziesz zachowywać się tak jak zachowujesz się.
Oh, wyglądasz tak świetnie.
W połączeniu z tą sceną.
Nosisz coś, co uważasz, że jest trudne.
Widzę, że masz trudności.
Chłopcze, nie skrzywdź swojego mózgu.
Myślisz zanim powiesz.
Wszystko jest grą.


sobota, 26 kwietnia 2014

20. Nie można ufać ludziom, nawet samemu sobie, każdy zawodzi.

3 komentarze:
Obserwowałam spragniona - jak małe dziecko lizaka - jego osobę, kiedy on poznawał Kelly. Wiedziałam, że nie mam z nią szans, mimo, że Drake nie palił się do tego małżeństwa, znałam go dość dobrze i wiedziałam, że nie sprzeciwi się rodzicom - rodzicom, którzy za mną nie przepadają.
Młody mężczyzna poprawił kosmyk włosów blondynki, na co dziewczyna się uśmiechnęła szeroko. Widziałam w ich oczach zadowolenie, byłam niemal pewna, że do ślubu dojdzie, co więcej, będą ze sobą szczęśliwi.
Nie łudziłam się, że kiedykolwiek będę miała szczęście w miłości. Pogodziłam się z tym już dawno temu i nie było to kiedy trafiłam do "załogi aniołów stróży", a już mając 14 lat, kiedy zobaczyłam, że ludzie to kurwy. Nie można ufać ludziom, nawet samemu sobie, każdy zawodzi. Nie mówię, że sama jestem godna zaufania, bo nie jestem, może i nie mam długiego języka, więc sekretów nie wygaduję, jednakże często mówię za dużo o sobie, nie jestem egoistką, ale zapominam czasem, że mam do czynienia z ludźmi a nie maszynami, że inni też potrzebują uwagi. Jestem leniwa, więc jestem typem "zróbmy coś", nie lubię zaczynać pierwsza rozmowy, chyba, że znam idealnie daną osobę i nie boję się, że mnie odtrąci. Nie wybaczam za drugim razem, kiedy poczuję się skrzywdzona, moja największa wada oraz drugą w największej kolejności wada, moja duma - nie przepraszam pierwsza, oczywiście są wyjątki, aczkolwiek rzadko. Moją największą zaletą jest to, że kiedy mi zależy, to mi zależy i naprawdę się wkręcam w dane "coś" lub "kogoś" i jestem najlepsza, perfekcyjna, jednak żebym się czymś lub kimś zainteresowała, potrzeba cudu.
-Cześć, Lukas.-podszedł do mnie blondyn o nieprzeciętnej twarz.
-Yhm.-mruknęłam, nadal wpatrując się w dwójkę ludzi flirtujących ze sobą.
-Co cię sprowadza na to przyjęcie?-próbował zacząć rozmowę.
-Niechęć rodziców przyszłego pana młodego do mnie.-oznajmiłam poważnie.
Chłopak się roześmiał, przez co spojrzał na mnie i na niego Drake. Nie chcąc pokazać brunetowi, że obserwuję go, odwróciłam się do Lukasa i zaczęłam sama chichotać.
Od dziecka wiem, że byłabym świetną aktorką, po prostu umiem grać, potrafię okazać emocje z takim przekonaniem, że nawet geniusz by się na to nabrał.
-Czym się zajmujesz?-przejęłam rozmowę.
-Jestem asystentem Drake'a.-wyznał.-A ty?
-Jeszcze się uczę.
-Na kogo?
-Jestem w szkole wojskowej, 3 klasa, przedostatnia. A czym zajmujesz się, kiedy pracujesz u Drake'a?-udawałam prawdziwe zainteresowanie, wiedząc, że brunet przygląda się mojej osobie, zerkając w moją stronę, co chwilę.
-Załatwiam różne papiery, umawiam na różne konferencje, zarządzam kalendarzem.
-Czyli jesteś sekretarką?-zaśmiałam się.
-Tak, można to tak nazwać, ale zarobki są dobre, więc nie narzekam.-szczerzył swoje białe zęby.-Umówisz się ze mną?-spytał.
-Muszę się zastanowić.-szepnęłam mu na ucho, co sprawiło, że oblał się rumieńcem.
Mężczyzna miał 20 lat, a wydawał się być gorszy w tych kwestiach niż ja. Lukas wydawał się być naprawdę miły, ale jednocześnie przeciętny. Przeciętność nigdy nie była pożądaną cechą w moim guście wobec ludzi.
-Przynieść ci coś do picia?-spytał.
-Mógłbyś.-odparłam uśmiechając się.
Chłopak kiwnął głowę i odszedł ode mnie. Odetchnęłam zmęczona, miałam ochotę wykorzystać, że poszedł i uciec z tego "świetnego" przyjęcia.
Po jaką cholerę zaprosił mnie tutaj Drake?
Pech chciał, żeby Drake zaprosił Caroline i Marry na swoje przyjęcie zaręczynowe, a one mnie zobaczyły i rozpoznały, następnie podeszły do mojej osoby.
-Wiedziałam, że cię widziałam.-odezwała się pierwsza Marry, tym głosem, który od dziecka miała, dźwięczny oraz wyróżniający się akcent.
-Wołałyśmy cię tydzień temu, nie słyszałaś?-Caroline od zawsze miała w sobie podejrzliwość, zawsze i do każdego.
Caroline była osobą, którą nie udawało się oszukać łatwymi sposobami, za to Marry potrafiła być tak naiwna - jak ja podczas zawierania znajomości. Dziewczyny uzupełniały się, ich przyjaźń była nie do rozłączenia. Potrafiły się dogadać ze sobą nawet po największej sprzeczce.
-Nie słyszałam.-skłamałam, udając rozkojarzoną.
Caroline prychnęła pod nosem przyglądając się mi.
-Schudłaś?-spytała Marry.
-Nie, po prostu ta sukienka ma gorset, który mam chęć z siebie zedrzeć.-mruknęłam, na co zachichotała brunetka.
-Rozumiem cię, tak samo miewam, kiedy moi rodzice urządzają przyjęcia i nie mam innego wyjścia jak założyć gorset.-przyznała się.
-Jeżeli ktoś nie lubi gorsetu, niech go nie nosi.-Caroline przyuważyła blondyna, z którym wcześniej rozmawiałam i zaczęła się głupio szczerzyć.
-Przyniosłem ci szampana, w sumie to go wyszarpałem.-powiedział do mnie podając mi kieliszek.
-"Wyszarpałeś"?-zacytowałam go.
-No tak, białe wino się skończyło, została jedna butelka, rozumiesz to?
-Jak może zabraknąć białego wina na takim przyjęciu?-skomentowała zaskoczona Marry.
-Przecież rodzina Zen jest bogata, jak mogli kupić za mało szampana?-Caroline czuła, że musiała coś wtrącić.
-Fajnie.-spojrzałam na kieliszek białego wina z bąbelkami i wzięłam łyk.
Zwróciłam wzrok ku Drake'owi, brunet wreszcie był wolny, a ja miałam niesamowitą ochotę przypomnieć jego rodzicom o mojej obecności. Przechyliłam kieliszek i cały szampan znalazł się w moich ustach, połknęłam napój, wręczyłam kieliszek Lukas'owi i odeszłam od trójki młodzieży, by po chwili powitać Drake'a oraz jego rodziców.
-Cześć Drake, słyszałam, że białe wino ci wyszło.-uwielbiałam mówić slangiem oraz rynsztokiem w obecności rodziców przyjaciela, którzy byli "uczuleni" na takie zachowanie.
-"Wyszło"?-spojrzała na mnie pani Zen.-Wyjść to można z mieszkania, białe wino się kończy, co i tak jest nieprawdą.
-To interesujące, skoro Lukas powiedział, że skończyło się. Albo popracujcie nad szczerością u pracowników, albo kupujcie więcej gorzały.
-Boże, dziecko, wysławiaj się jak przystało.-kobietę wyraźnie zirytowało moje zachowanie, za to, Drake się śmiał cicho.
Matka bruneta po skończeniu swojego zdania, poszła w stronę barku. Pan Zen nigdy nie okazywał mi swojej niechęci, jeśli chodzi o moją przyjaźń z jego synem, jednakże kiedy tylko zaczęliśmy się spotykać, on nagle zrobił się wrogi i mówił, że nie jestem wystarczająca dla Drake'a, że on musi poślubić kogoś, z kim będzie mu lepiej a nie gorzej - wyszło na jego i nie zamierzam się kłócić o tą kwestię.
Wystarczyło, że małżonka odeszła od naszych osób, a i on pognał za nią, jakby miała za chwilę zacząć się palić. Odwróciłam się w stronę bruneta, który szczerzył się niemiłosiernie do mnie.
-Uwielbiasz ich denerwować.-odezwał się.
-Owszem, to chyba moje hobby, tęskniłam za tym.-zaśmiałam się.-A więc, jaka jest Kelly?-zmieniłam temat.
-Kelly ma podobne nastawienie do mnie codo tego małżeństwa, ale spróbujemy, może jednak coś z tego wyjdzie. Ogólnie jest sympatyczna i ambitna, uczy się w szkole prawniczej w Washington'ie, przyjechała tutaj tylko, by mnie poznać.
Widziałam w jego oczach iskierki szczęścia, co pozwoliło mi odetchnąć z ulgą.
Przynajmniej nie trafił na jakąś wredną sukę. - Przeszło mi przez myśl.
-A więc powodzenia.-powiedziałam szczerze.
-Mam nadzieję, że wyjdzie nam, bo ojciec od razu powiedział, że albo to małżeństwo, albo wydziedzicza mnie, co równa się, jego banki w rękach Rachel bądź nie rodziny, co żadna opcja nie jest pomalowana na kolorowo.
-Czyli weźmiesz ślub z nią tylko dla pieniędzy?-zakpiłam.-Gdzie podział się prawdziwy Drake?
-To nie jest tak, że podoba mi się ten pomysł.-chciał się wytłumaczyć.
Nasze spojrzenia nabrały ostrości i chłodu, wiedziałam, że brunet nie miał ochoty drążyć tego tematu, a tym bardziej przyznać się, że nie przeszkadza mu myśl, że będzie nadal ciągnął bogate życie.
-Ale też nie jest tak, że będziesz się zapierać rękoma i nogami.-mruknęłam.
Nie chciałam ciągnąć z nim tej głupiej rozmowy, więc odeszłam od jego osoby i podeszłam do Lukas'a, który przez cały czas obserwował mnie jak wierny pies, co schlebiało mi. Nie myśląc wiele, pocałowałam go w usta z języczkiem, po chwili odsunęłam się od niego. Blondyn uśmiechnął się szeroko.
-Czyli umówisz się ze mną?-chciał potwierdzić.
-Czemu nie?-zaśmiałam się.-Drake da ci mój numer, ja muszę już iść.-pożegnałam się z nim pocałunkiem w policzek.
Pomachałam dłonią do dwóch dziewczyn, które dawniej były moimi przyjaciółkami, teraz wyglądały jakby chciały mnie zabić za pocałunek z przystojniakiem, u którego one nie mają szans. Nie żegnając się z Drake'm, wyszłam z jego domu. Wsiadłam do taksówki i pojechałam do domu.
Weszłam cicho do budynku, który powinnam nazywać domem, jednakże wstrzymywałam się jako, że nie czułam się tutaj wystarczająco komfortowo. Delikatnie wspięłam się po schodach do mojego pokoju, gdzie zamknęłam drzwi i zaświeciłam światło od razu, kiedy weszłam do niego. Podeszłam do łóżka z fioletową pościelą i runęłam jak kołek drewna na materac.
Nie miałam nastroju na myślenie, na analizowanie moich działań ani innych osób, nie potrafiłam się przemóc, aby pokazać jakiekolwiek emocje, po prostu leżałam na łóżku i patrzyłam w śnieżnobiały sufit. Byłam zmęczona, ale niesenna, to było zmęczenie, które nie mogło zostać wyleczone przez sen, by najmniej nie taki, w jaki popadają wszyscy ludzie co noc. Byłam wykończona życiem, jak co dzień, najgorsza była ta niemoc porozmawiania z kimś o tym co czuję, co robię i jak zamierzam działać. Byłam sama, co gorsze, nie chciałam tego zmieniać. Wiedziałam, że lepiej jest mi samej, aczkolwiek nie czułam się, jakby to była prawda. Potrzebowałam kogoś, ale wiedziałam, że liczyć mogę jedynie na siebie, w sumie, to nawet nie na siebie. Nie ufam sobie od dłuższego czasu, szczególnie od czasu, kiedy moje własne emocje targnęły na moje życie. To jest trauma, mimo że sama sobie to wyrządziłam, planowałam to kilka tygodni, to jednak sama siebie przeraziłam. Każda osoba, która próbuje się zabić, nie chce zabić siebie, a ten ból, pustkę, którą odczuwa - ze mną nie było inaczej. Kiedy wspomnienia z tej nocy przychodzą do mnie późnym wieczorem, chcę płakać, to boli samą mnie, mam odczucie, jakbym miała już taka popaprana zostać na zawsze. Nie mam nikogo, nawet Daisy nie dzwoniła do mnie, co było dla mnie odczuwalne, a to sprawiało, że czułam się jak desperatka, chcąc porozmawiać z nią, pomimo naszej kłótni, tęskniłam za nią.
Drake nie był już sobą, zmienił się, czego mogłam się spodziewać, jednakże jego okłamywanie samego siebie jest takie łudzące, że może nie zmienił się, że jedynie się zgubił.
Usłyszałam dźwięk przychodzącej wiadomości w telefonie, więc wyciągnęłam komórkę i spojrzałam na zawartość.
-To ty wyjechałaś. Nie powinnaś oczekiwać ode mnie, że będę zawsze taki sam, sama się nie zmieniłaś, a może powinnaś? - Jego sms był agresywny mimo, że nie nie dawł wykrzykników czy caps'a. Wiedział, że dotrze do mnie ta wiadomość, że jego słowa wywołają między nami chłód jaki jeszcze nigdy nie nastał. Zdenerwowana wcisnęłam opcję, by odpisać.
-Nie miałam innego wyjścia jak wyjechać, idioto. A co do zmienienia siebie, wątpię, aby kiedykolwiek to nastąpiło. Nie udaję nikogo kim nie jestem, wiem czego chcę i co sprawia, że mam chęć kogoś uderzyć. Tworzysz wokół siebie problemy, mam wrażenie, że lubisz to zamieszanie dookoła siebie.
Byłam wściekła i chciałam wtargnąć w jego myśli, równie agresywnie jak i on w moje.
Nie musiałam długo czekać na odpowiedź.
-Nie tworzę problemów, nie stworzyłem ciebie, Grace. Zajmij się sobą. Mam dość twojego wtrącania się.
Nie odpisałam na jego kolejną zaczepkę, nie potrafiłam kłócić się przez telefon, uznawałam to za tchórzostwo - kiedy ktoś ma coś mi do powiedzenia, niech powie mi to w twarz. Jeżeli Drake chce, abym się zajęła samą sobą, zrobię to, nie zamierzam się naprzykrzać komuś.



If I'm a bad person, you don't like me.
Well, I guess I'll make my own way.
It's a circle, a mean cycle.
I can't excite you anymore.
Where's your gavel? Your jury?
What's my offense this time?
You're not a judge but if you're gonna judge me,
Well, sentence me to another life.
Don't wanna hear your sad songs.
I don't wanna feel your pain,
When you swear it's all my fault.
'Cause you know we're not the same.
[...] The friends who stuck together.
We wrote our names in blood.
[...] Well, you treat me just like another stranger.
Well, it's nice to meet you, sir.
I guess I'll go, I best be on my way out.
Gdybym była złą osobą, nie lubiłbyś mnie.
Myślę, że już pójdę i stworzę własną drogę.
To jest okrąg, mam na myśli błędne koło.
Nie mogę dłużej cię zabawiać.
Gdzie twój młotek sędziego? Gdzie ława przysięgłych? 
Jaka tym razem jest moja zbrodnia? 
Nie jesteś sędzią, ale jeśli zamierzasz mnie osądzać,
Skaż mnie na inne życie.
Nie chcę już słuchać twych smutnych piosenek.
Nie chcę czuć twojego bólu,
Kiedy mówisz, że to wszystko to moja wina.
Dobrze wiesz, że nie jesteśmy tacy sami.
Przyjaciele, którzy trzymali się razem.
Pisaliśmy swoje imiona krwią.
Traktujesz mnie jak kolejnego nieznajomego.
No więc, miło mi cię poznać, sir.
Myślę, że już pójdę, będzie mi lepiej na mojej własnej drodze.


środa, 23 kwietnia 2014

19. Gratuluję ci, Grace, zrobiłaś krok do przodu.

1 komentarz:
-Co chcesz dziś robić?-spytał od progu Drake.
Spojrzałam poważnie na jego uśmiech.
-Wybieliłeś zęby!-zaczęłam się śmiać, jednakże młody mężczyzna zmarszczył brwi spoglądając na mnie z góry.
Nie mogłam zrozumieć jego głupoty, szkliwo się niszczy przez takie wybielanie, a poza tym, po co? Po jaką cholerę wybielać zęby? Wystarczy myć zęby pastą do zębów dwa razy dziennie, a zęby będą białe, nie śnieżne, ale białe, aczkolwiek zdrowe..
-Przestań..-mruknął spięty.
-Oh, no, przestań.-dałam mu delikatnego kuksańca, a następnie zaprosiłam go do środka.-Napijesz się herbaty?-przestałam się śmiać i nabrałam dystansu.
-Tak, ale wolałbym nie zostawać długo..-rozejrzał się po salonie.
-Spokojnie, moja matka i siostra są w centrum miasta. Matka na rozmowie kwalifikacyjnej, a Lena w szkole.-uprzedziłam.-Mamy co najmniej 4 godziny wolne.
Nie byłam pewna czy od samego początku wiedziałam, że coś takiego mogłoby się wydarzyć, czy może sama byłam zaskoczona. Nie przyjemna była mi myśl, że spotykałam się ponownie z Drake'm zaledwie przez 3 dni, a skończyliśmy w tym miejscu.
Przywarł do mnie ciałem i całował namiętnie. Wsunęłam swoje dłonie w jego włosy na głowie i odwzajemniałam jego pocałunki. Mężczyzna dotykał każdej partii mojego ciała, nie przerywając pieszczot, położył mnie na sofie, gdzie zaczęliśmy zdejmować z siebie ubrania.
"Ochrzciliśmy miejsce" i nie czułam się z tym świetnie, biorąc uwagę choćby to, że jeszcze dwa tygodnie temu byłam zauroczona w innym facecie i spałam z nim, nieważne, że ze złości poszłam z nim do łóżka, ważne, iż to zrobiłam. Nie nazwałabym siebie dziwką czy puszczalską, ale nie brakowało mi dużo, by zacząć o sobie tak myśleć i nie sprawiało mi to przyjemności.
Tęskniłam za dawną sobą; sobą, która spędzała czas przed laptopem i traciła rachubę czasu oglądając filmy; sobą, która wolała się wyciszyć niż znajdować nowe problemy.
-Uwielbiam cię..-wysapał z siebie Drake, kiedy skończyliśmy uprawiać seks.
Nie wierzyłam w jego słowa, wiedziałam, że mnie lubi, ale nie wielbił mnie, jako dzieci tylko się lubiliśmy, teraz nie będzie inaczej.
-Fajnie.-szepnęłam z uśmiechem, udając, że uwierzyłam mu.
Pocałowałam go w polik i zaczęłam się ubierać w bieliznę. Brunet leżał na sofie, kiedy ja ubierałam czarny t-shirt i jeansy, on przyglądał mi się uważnie.
-Jesteś piękna, wiesz o tym?-zaczął mi prawić komplementy, na co odwrócona plecami do niego zrobiłam zniesmaczoną minę.
Nienawidzę być komplementowana, ale co bardziej nienawidzę, to to, że muszę udawać, że jest inaczej.
-Dzięki.-uśmiechnęłam się odwracając do niego twarzą.-Może pójdziemy do centrum handlowego? Muszę kupić sobie nowe buty, bo te nadają się tylko na śmietnik.-spojrzałam na moje buty, które leżały w pod ścianą, koło okna, całe w błocie.
-Co ty z nimi robiłaś?-spytał śmiejąc się i ubierając się jednocześnie.
-Szkoła wojskowa, ot co.-powiedziałam mu.
-Co? Gdzie ty chodzisz do szkoły?-patrzył na mnie zaskoczony.
-Ojciec..-mruknęłam.-Mimo wszystko, to niezła szkoła, a ojciec podjął jedyną słuszną decyzję, pomijając fakt, że ze złych pobudek.-podeszłam do szafki z butami Leny i wyjęłam jedną parę tenisówek.
-Możemy iść i kupić ci buty, ale ja chcę zajść też na pizzę, więc..-zmienił temat.
-Ograniczam węglowodany.-zapowiedziałam.
-Możesz zamówić sałatkę, nie naciskam.
Spojrzałam na kanapę, która była czysta, jakby w ogóle nie odbył przed chwilą tam stosunek.
Mężczyzna położył swoją dłoń na moją talię i zaczął iść przed siebie. Zaśmiałam się i ściągnęłam z siebie jego dłoń, następnie wyszłam za nim z domu.

*

Patrzyłam otumaniona, kiedy matka robiła obiad, a jej córka jej w tym pomagała. Wiedziałam, że mają więź, której ja nie miałam z rodzicielką, akceptowałam to, więc moją nieobecnością psychiczną nie był ten moment powodem.
Ludzie lubią wpakowywać się w różne sytuacje, szczególnie w te skomplikowane. Docierało do mnie to, co zrobiłam wraz z Drake'm, on przecież miał poznać dziewczynę, Kelly, za którą ma wyjść za mąż, już na zimę. Moje zachowanie było lekkomyślne, nieprzemyślne, zwyczajnie głupie i dziecinne, wstydziłam się za samą siebie.
-Coś cię trapi?-spytała matka wstawiając pieczeń do piecyka.
-Nic związane z wami.-mruknęłam.-Dlaczego robisz taką dużo kolację? Ktoś przyjdzie?-zmieniłam temat rozmowy i spojrzałam na nie obie uważnie.
-Przyjedzie mój kolega.-odpowiedziała Sierra.
-Chciała powiedzieć chłopak.-wtrąciła śmiejąc się Lena.
Zmierzyłam sceptycznie wzrokiem moją rodzicielkę i prychnęłam pod nosem.
-Kolejny? Dopiero podpisałaś papiery rozwodowe i już masz faceta?-zakpiłam.
-Grace, to jest tylko i wyłączenie moja sprawa.
-No właśnie nie. Masz dwoje dzieci, chcesz, abyśmy go poznały, więc to jest nasza sprawa, dotyczy to nas. Chcę dla ciebie dobrze, ale czy nie uważasz, że to za wcześnie?-mierzyłam ją wzrokiem.
-Grace, weź nie marudź.-Lena chciała zacząć bronić kobietę.
-Cicho, Lena. Nie rozumiesz, że to nasza sprawa? Skąd masz pewność, że to nie jest kolejny idiota, jak twój były mąż, z którym spędziłaś większą połowę swojego życia?!
-John chodzi wraz ze mną na zebrania AA, więc mam pewność, że chce się wziąć za siebie!-wykrzyczała.
Ucichłam i wyprostowałam się na krześle. Najwyraźniej nie jestem sama w wybieraniu złych facetów, mam to po mamuśce, fajna cecha, sama sobie gratuluję. Byłam wściekła i nie miałam zamiaru tego ukrywać.
-Gratuluję wzoru facetów, twój typ to mężczyzna z problemami.-wstałam z krzesła i trzasnęłam nim o ziemię.
-Czemu aż tak bardzo się wściekasz?!-zapytała mnie matka.
-Bo mam to po tobie, okay?! To, że wybieramy pojebanych facetów, przekazałaś mi to i wiesz co najgorsze, że nawet nie chcę tego zmienić!
-I to moja wina?!
-Tak! To ty mnie urodziłaś, dałaś połowę swoich genów, a preferencje nauczyłam się w domu, kurwa, nawet nie w domu, tego budynku nie można było nazwać domem. Ojciec spierdolił mi psychikę, a ty wcale nie ułatwiasz!
-Dlaczego zawsze zwalasz te twoje problemy na mnie i na ojca?!-krzyczała.
-Może dlatego, że to prawda! Nie wiesz jak to było budzić się w środku nocy, bo się kłóciliście! Nie wiesz jak to było, kiedy zaczynaliście awantury, któreś z was wychodziło z domu i płakało się bezgłośnie, przeraźliwie cicho w poduszkę, bojąc się, że nie wrócicie! Nie wiesz jak to jest, wiedzieć, że mój własny ojciec brzydzi się mną, nie chce mnie! Matka i siostra są dla siebie, a ja jestem sama dla siebie! Po jaką cholerę mnie zatrzymaliście? Nie chcieliście mnie! Po co ci byłam! O wiele lepiej byłoby mi w domu dziecka lub gdybym była nieżywa!
-Nie mów tak do mnie! Nie ja próbowałam cię zabić, sama chciałaś to zrobić! To, że ty uważasz, że lepiej byłoby bez ciebie, nie oznacza, że to prawda!
-A powiedz mi, że zmieniłoby się coś! Powiedz!
Nasza kłótnia ucichła, by ustąpić miejsca ciszy, która była wystarczająco napięta, by Lena wybiegła z kuchni do swojego pokoju. Matka i ja patrzyłyśmy na siebie i nie mogłyśmy nic powiedzieć, otwierałyśmy usta na przemian, ale nic z nich nie wylatywało, żadne słowa, a nasze oddechy stały się płytkie.
Może i przesadziła, nie można być całkowicie szczerym, nawet wobec rodziny. Tak naprawdę nie obwiniałam jej, a ojca, i nie za wszystko, tylko za niektóre sytuacje, za poszczególne szkody w moim umyśle. Dziwię się, że Lena nie ma większych problemów niż pokazuje, wychowywała się w tym samym domu co ja, a lepiej się trzyma. Miałam uraz do własnej rodziny i nie potrafiłam im tego wybaczyć, zapomnieć, nawet nie chciałam dopuszczać takiej myśli, że mogłabym puścić w niepamięć to wszystko.
-Grace, masz swój świat, zawsze miałaś.-zaczęła cicho.-To nie jest złe, ale problem w tym, że zamiast wziąć życie w swoje ręce, obwiniasz mnie i ojca o swoje problemu.

-Bo gdyby nie ty i on, gdybyście nie mieszali mi w głowie od dziecka, byłabym normalna!-krzyknęłam wściekła.
-Nie przerywaj mi..
-Myślisz, że miałam jakikolwiek na was wpływ?! Nie miałam żadnej kontroli nad tym co robiliście, co mówiliście, jak mnie traktowaliście!
-Ale teraz jesteś prawie dorosła, zacznij panować nad swoim życiem, skoro tak bardzo tego chcesz, możesz wszystko zmienić, przede wszystkim siebie.
-Nie mogę wszystkiego zmienić.-powiedziałam sceptycznie.-Nie jestem dzieckiem, wiem, że to co mnie otacza to nie mogę tego zmienić, jedyne na co mam wpływ to na siebie. Przyzwyczaiłam się.
-Bambie..
-Nie mów tak do mnie.-spojrzałam na nią oschle.-Mam dość tej rozmowy, ona i tak prowadzi donikąd, a poznać twojego nowego faceta nie zamierzam.
Nie czekałam na jej reakcję, od razu odwróciłam się na pięcie i weszłam po schodach do mojego nowego pokoju, zamknęłam za sobą drzwi i włączyłam laptopa na łóżku, gdzie się położyłam. Kiedy próbowałam uruchomić serial "Reign", do mojego pokoju weszła moja siostra. Podniosłam na nią wzrok, dziewczyna usiadła obok mnie na łóżku i westchnęła.
-Dlaczego tak negatywnie podchodzisz do wszystkiego co się dzieje?-zapytała.
Podniosłam się z pozycji leżącej, by usiąść po turecku.
-To znaczy?-chciałam, by podała przykład.
-Wszystko i wszyscy. Nie znasz jej faceta, a już powiedziałaś, że to może być taki wariat jak ojciec. Do swoich dawnych znajomych, nie chcesz się z nimi zobaczyć. A Sierrę? Ją nieustannie traktujesz jak wroga, a to twoja matka.-wyjaśniła cicho.
Wiedziałam, że ma rację i źle się czułam z tym, że Lena jest mądrzejsza niż ja w kwestiach uczuciowych, ja, starsza siostra.
-Jeśli chodzi o jej nowego mężczyznę to powiedziałam może, a może być nie musi. Moi dawni znajomi zranili mnie, dobrze, Lena? Dlatego nie chcę mieć do czynienia z Caroline oraz Mary, a jeśli chodzi o Drake'a to się z nim spotykam od samego przyjazdu.
-Masz odpowiedź na wszystko, prawda?-spojrzała na mnie sceptycznie.
-Nie, nie mam na wszystko odpowiedzi.-mruknęłam z uśmiechem.-Jeśli chodzi o Sierrę to masz rację, Lena, jest ona naszą matką i jaka by nie była, jest lepsza niż ojciec i zasługuje na jakiś szacunek. Zgodzę się, że moje zachowanie było złe, aczkolwiek miało uzasadnienie.
-Gratuluję ci, Grace, zrobiłaś krok do przodu.-uśmiechnęła się do mnie moja siostra.



Take to the sky.
Open up your eyes and see how far you get in just one day.
Take to the sea.
And open up your heart and see how far you get atop this place.
And it's a big old world we live in now.
And how mighty it can be.
[...] Oh and all your days you live life on the run.
But now you see your time is finally gone.
To live your life just one day by one.
Udaj się do nieba.
Otwórz oczy i zobacz jak daleko znalazłeś się w ciągu tylko jednego dnia.
Udaj się nad morze.
I otwórz swoje serce, zobacz jak daleko na szczyt.
A to jest ogromny świat, w którym żyjemy.
I jaki potężny może być.
Oh, i wszystkie twoje dni, które przeżyłeś w biegu.
Ale teraz widzisz, że twój czas dobiegł końca.
Czas, by zacząć żyć dzień po dniu.


-Nie kpij..
-Nie kpię!-zapiszczała zaprzeczając.-Mówię szczerze. Przeprosisz mamę?
-Nie przesadzaj, mała.-zaśmiałam się.-Mam zamiar spędzić dzisiejszy wieczór na oglądaniu serialów, nic innego. Nie mam ochoty poznawać ludzi, a tym bardziej Sierry facetów.
-Twój wybór.-wyszła uśmiechnięta z mojego pokoju.
Czułam się dziwnie, lepiej, a jednak nadal nieoczekiwanie chłodno. Mimo, że nie udawałam przyznania się do winy, że źle postąpiłam wobec rodzicielki, to jednak miałam wrażenie, że moja osoba nie wierzy w moje własne słowa, jakbym była za szkłem i osoba, która przeprosiła, nie była mną. 

piątek, 18 kwietnia 2014

18. Tęskniłem za tobą i twoją bezpośrednią szczerością.

1 komentarz:
Widziałam je stojące na skrzyżowaniu, szczerzące się do przejeżdżających i śmiejące się do samych siebie z przechodniów. Nic się nie zmieniły, ani w wyglądzie, anie w zachowaniu, a to, że trzymały ciągle ze sobą, nie zaskoczyło mnie. Często są takie wieloosobowe "przyjaźnie", gdzie tak naprawdę tylko dwie osoby siebie bardzo lubią i wzajemnie ufają a inni to zwyczajnie 5-te koła u wozu. Taka była właśnie nasza "przyjaźń", kiedy tutaj mieszkałam.
Nie rozpoznały mnie, kiedy je mijałam i chyba byłam wdzięczna za to. Nie chciałam przeżywać tego wszystkiego ponownie, nie chciałam zostać skrzywdzona przez nie ponownie.
-Grace!-krzyknęły za mną.
Myliłam się.. One rozpoznały mnie.
Przyspieszyłam w kroku, udając, że nie usłyszałam ich. Nie uznałabym tego za szczęście, że nie były natarczywe; że poddały się i nie goniły mnie. Poddały się, myśląc, że pomyliły osoby.
Szłam na spotkanie z Nim, musiałam go zobaczyć, dowiedzieć się co u niego.

*

-Wszystko w porządku?-zobaczyłam mojego dawnego przyjaciela, Drake'a.
-Potrzebowałam chwili dla siebie, żeby pomyśleć.-odpowiedziałam cicho, wspominając w duchu co się dzieje w moim nowym domu..
-Ja też.-wyznał, dosiadając się do mnie na huśtawce, na placu zabaw, który jako dzieci często odwiedzaliśmy.-Możemy być przez chwilę sami razem?-spytał.
Nie odpowiedziałam, lekko kiwnęłam głową.
-Wyglądasz, jakby coś cię martwiło.-zerknęłam na bruneta.
-Bo się martwię.-przyznał.-Moje przeznaczenie zbliża się szybciej niżbym chciał tego.
-To znaczy?
-Mam przejąć kierownictwo trzema bankami po ojcu, który niedługo przechodzi na emeryturę. Moi rodzice znaleźli mi żonę, mam się ożenić w ciągu najbliższych dwóch lat, z nią.-mówił chłodno.
-"Z nią"?-zacytowałam.-Dlaczego odbierają ci prawdo do wybrania żony samodzielnie i dlaczego w tak krótkim czasie ma nastać małżeństwo? Przecież dopiero masz 18 lat.
-Kelly jest córką jednego z ministrów w rządzie US. Ojciec z matką uważają, że to idealna okazja zaistnieć w rządzie, tym bardziej, że jesteśmy w tym samym wieku. Najgorsze jest to, że nawet jej jeszcze nie poznałem. Czuję się jakbym żył w XV wieku, kiedy to rodzice wybierają dzieciom partnerów.
-Nieciekawie ci się przydarzyło.-przyznałam.
-A co z tobą? Co u ciebie?-zmienił temat, wpatrując się we mnie.
-Oh, nic nowego. Zawsze to samo. Ludzie to egoistyczni faszyści, którzy tylko czekają, by wpoić ci swoje własne wierzenia, nie liczą się z twoimi uczuciami i przede wszystkim, nie są mili bez powodu, zawsze chcą coś w zamian.-oznajmiłam zirytowana wszystkim, co mi się przydarzyło.
-Tęskniłem za tobą i twoją bezpośrednią szczerością.-brunet szeroko uśmiechnął się do mnie, przy czym przytulił ciasno, jakbyśmy mieli za chwilę umrzeć i nigdy nie zobaczyć się ponownie.-Mam nadzieję, że nie opuścisz Chicago tak szybko jak kilka lat temu.
W mój umysł wtargnęło wspomnienie o dniu, w którym się przeprowadzałam, kiedy żegnałam się z nim. Drake nie był tylko moim przyjacielem, był kimś więcej. Mieliśmy po 15 i 13 lat, kiedy zrobiliśmy "to" i mimo naszego młodego wieku, nie żałowałam mojej straty dziewictwa, nadal nie żałuję; Drake był jednym z tych, którzy byli tego warci. Kiedy się żegnaliśmy, wyznaliśmy sobie miłość, takie dziecinne zachowanie, myśląc, że miłość coś zmieni.  Uczucie minęło i nie jestem pewna czy rozpaczam za tym prawdziwym zauroczeniem, czy może pragnę mieć Go ponownie bliżej niż przyjaciele się trzymają.



[...] I guess I have to warn you I might die for a day.
[...] I feel like the ghost in your tragedy.
[...] You found this spot on a wall and you just stared all day.
And it felt so comfortable until I made you look away.
And your eyes were crossed and glazed and in that moment you lost.
Maybe it's for the best that you're not here at all.
[...] I've got your warmth on my back.
And your tears in my blood.
And whatever it is, it is never enough.
Until I'm no longer human and you're no longer sane.
My face is hard with anger but I want you just the same.
You were right, it's easy to see.
Chyba muszę cię ostrzec, że mogę umrzeć za kilka dni.
Czuję się jak duch w twojej tragedii.
Znalazłeś to miejsce na ścianie i po prostu patrzyłeś na nie cały dzień.
I czułam się z tym komfortowo do czasu, kiedy sprawiłam, że odwróciłeś wzrok.
I twoje oczy przeszywające oraz zaszklone, w tym momencie coś straciłeś.
Może to dobrze, że cię tutaj nie ma.
Mam twoje ciepło na moich plecach.
I twoje łzy we własnej krwi.
I cokolwiek to jest, nie jest wystarczające.
Dopóki nie jestem już człowiekiem, ty nie jesteś już rozsądny.
Moja twarz jest ciężka ze złości, ale pragnę cię tak samo.
Miałeś rację, to jest łatwe do dostrzegnięcia.


poniedziałek, 7 kwietnia 2014

17. [...] same wyposażenie budynku nie świadczy, że jest on domem.

2 komentarze:
-Przyznaję, że oceniłem cię za szybko. Myślałem, że sobie nie poradzisz, ale jednak, kadecie George.-powiedział do mnie dyrektor szkoły.-Zdałaś, co więcej, na testach z języków obcych osiągnęłaś średnią 88%, z matematyki 79%, z geografii 98%. Z samoobrony oraz biegów dostałaś najwyższą ocenę z ostatnich 2 lat, więc gratuluję ci, kadecie George. Zdałaś i w listopadzie zaczynasz 3 klasę, jako jedyna przeskoczyłaś 2 lata nauki w ciągu 4 miesięcy, nie było takie wydarzenia od 10 lat.
-Dziękuję, sir.-stałam przed nim wyprostowana.
-Czy mam ci zamówić taksówkę?
-Nie trzeba. Moja rodzicielka przyjedzie za niecałe dwie godziny po mnie.-oznajmiłam.
-W takim razie idź się spakować i do widzenia w listopadzie.
Wyszłam z gabinetu dyrektora zadowolona ze swoich wyników.

*

-Lena została w domu, przygotowuje się do nowej szkoły. Zdecydowałam się iść do sądu, by przydzielono mi alimenty na was obie.-powiedziała do mnie moja matka, kiedy jechałyśmy samochodem do naszego nowego domu.-Będziesz zadowolona ze swojego pokoju w Chicago.
-Chicago?-spytałam.-A co z twoim pomysłem "kupmy sobie dom na wsi"?-byłam zirytowana i nawet nie myślałam o tym, by ukryć to.
-Jesteś na mnie zdenerwowana?
-Owszem.
-Czemu? Myślałam, że się ucieszysz, że nie będziesz musiała pracować przy kurach, krowach i koniach.
-Nie chodzi o to. Rzecz w tym, że nigdy nie mówisz mi o tym co się dzieje w domu. Wiesz ile razy zadzwoniłaś do mnie w ciągu tych czterech miesięcy, kiedy nie byłam w domu?
-Ile?
-Dwa razy. Tylko dwa jebane razy zadzwoniłaś do mnie. Powiedz mi jak mam się czuć?!
Kobieta wydawała się mnie nie rozumieć.
-Jestem twoją córką, a traktujesz mnie, jakbym była obcą osobą! Zero interesowania się mną, zero wkładu w moją edukację, zero jakichkolwiek nici porozumienia ze mną. Nie wiem czy ty widzisz jak mnie zwyczajnie ignorujesz czy jesteś taka zaślepiona i zajęta czymś innym.
-Sorry, okay?!-krzyknęła, by zagłuszyć moje słowa.
-Nie, nie jest ci przykro, gdybyś żałowała swoich czynów, chciałabyś to zmienić, ale tak naprawdę masz to w dupie! Wcale nie jesteś lepsza niż twój ex mąż.-odparłam pełna goryczy, która siedziała we mnie całe dzieciństwo.
Skończyło się na tym, że rodzicielka nic nie mówiła, a ja straciłam ochotę na dalszą rozmowę, jako, że i tak zawsze się kończy to kłótnią. Wzięłam swojego iphona i słuchawki, które nałożyłam na uszy, włączyłam muzykę rocka i zamknęłam się w sobie, tak jak zwykłam robić.

*

Dojechałyśmy do dość dużego domu o kremowym kolorze w ciągu dziesięciu godzin. Jazda nie minęła przyjaźnie, atmosfera, która wisiała w pojeździe była napięta i duszna tak bardzo, że nie mogłam oddychać.
-Cześć, Bambie.-pocałowała mnie w polik Lena.
Nie chciałam jej odepchnąć od siebie, ale nie mogłam powstrzymać grymasu na twarzy.
-Dobrze wiesz, że nie lubię takiej bliskości.-mruknęłam.
-No tak, wiem, wiem.-uśmiechnęła się do mnie siostra.-Będziesz wniebowzięta widząc swój nowy pokój.
-Weźmiesz swoje torby, czy mam ci pomóc?-spytała chłodno matka.
-Poradzę sobie.-odpowiedziała wcale nie cieplej niż ona.
-Coś się stało?-zapytała blondynka.
-Nie.-skłamałam, biorąc swoje torby z bagażnika samochodu.
Dziewczyna podbiegła do matki próbując się dowiedzieć, co między nami zaszło w aucie. Weszłam po schodach do mojego pokoju, mając trzy torby na ramionach. Miały rację, mimo że nie urządzałam tego pomieszczenia, to jednak jego wygląd całkowicie przypadł mi do gustu. Ściany fioletowe z czarnymi motylami. Meble z jasnego, aczkolwiek nie białego drewna idealnie pasowały do wielkiego łóżka o beżowej ramie przy głowie.
Położyłam walizki na łóżku i wyszłam z pokoju. Zeszłam schodami do salonu, a przez szklane drzwi wyszłam do ogrodu. Nasze podwórko miało taras, na którym były dwa składane krzesła z ławką, przyozdobione poduszkami przed tym stał drewniany, ogrodowy stolik. Przy płocie stała huśtawka z ciemnego drewna wisząca na łańcuchach, która mogłaby pomieścić co najmniej 4 osoby. W kącie podwórka stał duży grill, obok którego stało metalowe krzesło.
Czułam się tutaj dobrze, jeśli chodzi o wygodę, jednakże same wyposażenie budynku nie świadczy, że jest on domem. Dopóki nie skończyłam 13 lat, mieszkałam w Chicago, przeprowadziliśmy się do Nowego Jorku, bo ojciec dostał awans, co wymagało przeprowadzki. Miałam tutaj znajomych, za którymi nieszczególnie tęskniłam. Nie chciałam ich spotkać dziś, ani kiedykolwiek, ale biorąc pod uwagę moje "szczęście", wiedziałam, że w szybkim tempie staną mi na drodze.
-O czym myślisz?-usiadła obok mnie Lena.
-Niczym wartym uwagi.-odpowiedziałam.-Co robi Matka?
-Obiad.-szepnęła.-Masz zamiar spotkać się z Caroline, Drake i Marry?
Kiedy moja młodsza siostra wspomniała imiona moich byłych przyjaciół, chciałam zacząć krzyczeć: "Jak ona śmiała?! Ona nic nie wie!", jednakże powstrzymałam się. Nałożyłam maskę na swoją twarz i spojrzałam w dal.
-Nie mam ochoty odnawiać kontaktu z nimi.-odpowiedziałam jej.
-Dlaczego?-była zaskoczona.
-Lena, to jest moja sprawa, więc to zostaw.-ucięłam i wstałam z huśtawki.
Dziewczyna coś do mnie mówiła, jednak ja nie chciałam tego słuchać, zwyczajnie nie mogłam się zmusić, by rozmawiać o tym, co się kiedyś wydarzyło, kiedy nie rozmawiam o tym z moim psychiatrą.
Co do psychiatry... To szczerze myślę o jego zmianie. Nie chcę, aby osoba, która obgadywała mnie z Nickiem, oceniła mnie, mimo, że nie powinna, przede wszystkim nie chcę, by Joey był w moim pobliżu.
Czułam się upokorzona i chciałam, żeby to uczucie się skończyło. Weszłam do mojego nowego pokoju i wyciągnęłam z mojej torby tabletki oraz wodę w butelce. Wzięłam jedną małą, białą tabletkę do buzi i popiłam ją wodą mineralną. Jedyna dobra strona psychiatry, przepisuje leki, które pomagają, takie "happy pills".
Ponownie zeszłam z pierwszego piętra na parter, tym razem jednak usiadłam na sofę w salonie i włączyłam TV. Musiałam zająć czymś umysł, jako, że nie miałam dobrego humoru, wręcz byłam w histerycznym nastroju.
W głowie ciągle miałam myśli dotyczące Nick'a, Daisy i Joey'a, chciałam raz na zawsze zapomnieć ich, całą trójkę zwyczajnie wymazać z mojego umysłu, nie byli bowiem warci mojego smutku. Za dużo razy byłam przygnębiona z powodu innych ludzi. Ogrom ludzi mówi, że po pewnym czasie przyzwyczaisz się do bólu, jednakże mnie, zawsze boli tak samo.

*

-Grace..-podeszła do mnie siostra.
Spojrzałam w jej stronę i natychmiastowo wyłączyłam telewizor. Widziałam w jej oczach łzy, cierpienie.
-Co się stało?-spytałam zaniepokojona.
Blondynka usiadła obok mnie i wtuliła się we mnie.
-Dannie całowała się z moim byłym chłopakiem, powiedziała mi, że i tak nie wrócę do Nowego Jorku, więc nie uważa, że to jakiś problem, aby była z nim.-wyznała.
-Oh, Lena.. Najwyraźniej Dannie nie jest twoją prawdziwą przyjaciółką.
-Ale przyjaźniłam się z nią od ponad 3 lat..
-Ludzie zawodzą nas i musimy się z tym pogodzić, Lena.-potarłam jej ramię.
-Wiem, ale to jest takie trudne, by się przyzwyczaić do tej myśli.
Minęło 20 minut ciszy, kiedy Lena podjęła próbę rozmowy o mnie.
-Mama powiedziała, że masz problem z odżywianiem.-zaczęła cicho.-Wiem, że nie zawsze osoby muszą być chude z takimi zaburzeniami, ale dlaczego ty nie jesteś?
-Bo więcej wymiotuję niż się głodzę.-uznałam, że nie będę owijać w bawełnę i od razu wyznam.-Jednakże myślę, że powinnaś wiedzieć, że nie wymiotuję dlatego, aby zrzucić wagę, a po to, by samą siebie ukarać. Nie lubię o tym rozmawiać, Lena, ale wydaje mi się, że jesteś w takim wieku, że powinnaś być już świadoma co świat może ci wyrządzić.
-To znaczy?
-Ludzie oceniają, cokolwiek powiesz i zrobisz, zawsze będziesz na czyiś językach. Nienawidzę szkoły nie z powodu nauki, a z powodu uczniów i nauczycieli, którzy czekają, by zakpić z ciebie i gnębić twoją osobę. Nasze społeczeństwo dąży do tego, byśmy się okaleczali, sami nas krzywdzą.
-Sami okaleczali? A czasem nie cięcie się jest samookaleczaniem siebie?
-Cięcie się to jeden ze sposobów okaleczania siebie. Są przypadki gdzie ludzie biją samych siebie, oparzają wodą oraz nawet nie uczą się, by zdobyć złe stopnie. Ja wymiotuję, jednakże głodówki mają dużo do zaburzeń odżywiania. Lena, nie chcę, byś myślała, że takie zachowanie jest jakimś wyjściem, bo nie jest.
-To dlaczego to robisz?-spojrzała na mnie wyprostowana.
-Właśnie po to chodzę na terapię, aby się dowiedzieć.-uśmiechnęłam się sztucznie.-Aby sposoby jakimi reaguję na stres zmieniły się na zdrowsze.
-Próbowałam wymiotować.-wyznała szeptem.
-Dlaczego?-zapytałam najciszej jak potrafiłam, nie chcąc, by matka dowiedziała się.
-Dla samego spróbowania. Dlaczego miałabym tego nie robić, skoro ty to robisz?
-No to idź ze mną do psychiatry, bądź.. Jeśli będziesz miała chęć zwymiotowania, przyjdź do mnie i wtedy porozmawiamy, rozproszę cię.-pocieszyłam ją.
-Okay, porozmawiam z tobą, ale leczyć się nie będę..-zgodziła się.



[...] You can't be too careful anymore.
When all that is waiting for you,
Won't come any closer.
You've got to reach out a little more.
Open your eyes like I opened mine.
It's only the real world:
A life you will never know.
Shifting your weight to throw off the pain.
Well, you can ignore it,
But only for so long.
You look like I did.
You resist me just like this:
"You can't tell me to heal!"
And it hurts remembering how it felt to shut down.
[...] Truth never set me free.
Truth never set me free.
Truth never set me free
So I'll do it myself.
Nie możesz być zbyt ostrożny nigdy więcej,
Kiedy to wszystko, co na ciebie czeka,
Nie przyjdzie bliżej.
Musisz sięgnąć po trochę więcej.
Otwórz swoje oczy, tak jak ja otworzyłam moje.
To tylko prawdziwy świat:
Życie, którego nigdy nie poznasz.
Przesuwasz swój ciężar, by odrzucić ból.
No, możesz to ignorować,
Ale nie na długo.
Wyglądasz tak jak ja.
Opierasz mi się:
"Nie możesz mi mówić, aby się leczyć."
I to boli, pamiętanie jak to jest, aby być zamkniętym w sobie.
Prawda nigdy mnie nie wyzwoliła. 
Prawda nigdy mnie nie wyzwoliła. 
Prawda nigdy mnie nie wyzwoliła. 
Więc zrobię to dla siebie.


sobota, 5 kwietnia 2014

16. [...] obudź się, nie zawsze dostajemy to co chcemy, czas się z tym pogodzić.

2 komentarze:
Często robimy głupstwa, wiedząc, że to błędy, ale i tak nie powstrzymujemy samych siebie. Wiedziałam, że będę tego żałować, ale w tym samym czasie chciałam samą siebie ukarać. Zaufałam osobie, która mi wbiła nóż w plecy i nie widziałam tego, kiedy zawsze umiałam dostrzec intencje innych ludzi, teraz zupełnie zapomniałam się i pozwoliłam sobie mu zaufać. Byłam taka głupia.
-Myślałem, że cię już nigdy nie zobaczę.-powiedział w drzwiach.
-Też tak myślałam.-oznajmiłam szybko, po czym wpiłam mu się w usta.
Weszliśmy do salonu, położyliśmy się na sofie. Nasze dłonie ściągały z siebie nawzajem ubrania, pieściły ciała. Pocałunki stały się żywsze, dzikie. Chłopak przejął inicjatywę, wiedząc, co chcę zrobić. Zdjął z siebie bieliznę, następnie ze mnie i wszedł we mnie żwawo swoim członkiem.

*

Nic nie mówiąc po skończonym seksie, który zakończył się dla nas obojga orgazmami, wstałam z sofy i zaczęłam się ubierać. Chłopak wpatrywał się we mnie zaskoczony moim zachowaniem.
-Co to było?-zapytał.
-Dałam ci to, czego chciałeś, a teraz się ode mnie odpierdol, raz na zawsze.-powiedziałam bez emocji.
-Dlaczego się tak zachowujesz?
-Nie bądź głupi.-mruknęłam odwracając się do niego twarzą, kiedy zapinałam jeansy.-Wiem wszystko, więc daruj sobie.
-Wiem, że wiesz, ale pytanie co tutaj robisz?
-Zaprzeczysz, że tego chciałeś?-zakpiłam.
-Chciałem, ale w inny sposób.
-Nick, obudź się, nie zawsze dostajemy to co chcemy, czas się z tym pogodzić.
Ubrałam tenisówki i wyszłam z jego mieszkania. Byłam zdenerwowana i wiedziałam, że nerwy były spowodowane moją głupotą.

*

Wyciągnęłam iphona z kieszeni z jeansów i wybrałam numer mojej rodzicielki.
-Halo?-usłyszałam głos mojej matki.
-Dużo myślałam o tym, o czym rozmawiałyśmy i przyjadę już w następnym tygodniu do nowego domu, pomogę wam. Aczkolwiek wraz z nastaniem listopada, ja wracam do Army Academy, by nadal się kształcić.-odpowiedziałam poważnym tonem, na co usłyszałam odetchnięcie ulgi rodzica.
-Cieszę się, że zmieniłaś zdanie i nie będę musiała radzić sobie sama z tym bajzlem.
-Nie ma sprawy. Adres przyślij mi sms'em.-powiedziałam i rozłączyłam się.
Wiedziałam, że zmieniłam zdanie z powodu Nick'a, jednakże nie potrafiłam poradzić sobie z tym, jak chłopak mnie oszukał. Wiedziałam, że nie mogę się przywiązywać do ludzi, a na pewno ludzie nie mogą się przywiązywać do mnie. Ja i Nick nigdy tak naprawdę nie mieliśmy szansy, aby być razem, a to, że teraz to wszystko się ujawniło, chyba dobrze zrobiło nam. Lepiej było teraz to zakończyć niż za dwa miesiące, gdzie na pewno byłabym w nim zakochana po uszy. Głupio się przyznać, ale naprawdę wierzyłam w jego uczucia do mnie, byłam taka naiwna.
Przebrałam się w mundur i ruszyłam do gabinetu dyrektora Akademii.

*

-Czyli chcesz zmarnować okazję przeskoczenia do następnej klasy, bo twoja rodzina "wielce potrzebuje twojej pomocy", kadecie George?-zapytał mnie absolwent, który objął kierowanie szkołą.
-Tak jest, sir. Rodzina potrzebuje mnie niezwłocznie, jednakże liczyłam na to, że mogłabym w tym tygodniu zaliczyć wszystko, by mimo mój przedwczesny wyjazd, jednak mogłabym w listopadzie zacząć 3 klasę, sir.
Mężczyzna spojrzał na mnie zadumany.
-Uważasz, że podołasz?-spytał.
-Tak jest, sir.
-No dobrze. W poniedziałek będziesz mieć testy z biegów oraz samoobrony, w środę języki obce, a w piątek matematyka i geografia. Przygotuj się, musisz zdobyć co najmniej 70%.
-Dziękuję za szansę, sir.-podałam mu dłoń i wyszłam z gabinetu.
Poszłam do mojego pokoju, gdzie usiadłam na podłodze i zaczęłam się uczyć z języków obcych oraz matematyki i geografii. Musiałam się poduczyć, jeśli chciałam zdać na dobrych wynikach.

*

Wyszłam z budynku akademii w dresie i poszłam w stronę lasu, gdzie rozpoczęłam biec. Nie mogłam pozbyć się natarczywych myśli z mojej głowy. Ciągle myślałam o Nicku, o tym jak mnie oszukał, w pewien sposób brunet przypominał mi mojego ojca. Zawsze kiedy nie patrzyłam do tyłu, ktoś mi wbijał nóż w plecy, zawsze.



You swear you recall nothing at all, 
That could make you come back down. 
You made up your mind to leave it all behind. 
Now you're forced to fight it out. 
[...] You left something undone, it's now your rerun. 
It's the one you can't erase. 
You should have made it right, so you wouldn't have to fight. 
To put a smile back on your face. 
[...] Something I've done that I can't outrun. 
Maybe you should wait. 
Maybe you should run. 
But there's something you've said that can't be undone. 
And you fall away from your past. 
But It's following you.
Przysięgasz, że nie wspominasz niczego,
Co mogłoby sprawić, że poczujesz się źle.
Zmusiłaś swój umysł, by zostawił wszystko za sobą.
A teraz jesteś zmuszona, by zmierzyć się z tym.
Zostawiłaś coś niedokończonego i teraz to do ciebie wraca.
To jest to, czego nie możesz wymazać.
Powinnaś to była zakończyć dobrze, teraz nie musiałabyś do tego wracać.
Mogłabyś nałożyć uśmiech z powrotem na swoją twarz.
Coś co zrobiłaś, nie możesz odwrócić.
Może powinnaś przeczekać.
Może powinnaś uciekać.
Ale jest coś tak, powiedziałaś i nie może być niedokończone.
Uciekasz przed swoją przeszłością.
Ale ona cię ściga.


-Znowu tutaj.-zaśmiał się do mnie Thomas.
Spojrzałam na niego wymijająco i nic się nie odezwałam, jednakże nawet przez myśl mi nie przeleciało, aby przyspieszyć w biegu, by zgubić jego osobę.
-Dlaczego mnie ignorujesz?-spytał.
-Bo nie mam ochoty na towarzystwo.
-Jaki tego powód?
-Czemu miałabym akurat tobie mówić?
-Czemu nie?
-Może dlatego, że nie zdradzam swoich prywatnych spraw komuś, kto czeka na mój błąd?
-Co masz na myśli?
Zatrzymałam się, na co chłopak także przystanął. Podniosłam wzrok na jego osobę.
-Myślisz, że nie wiem, że chcesz mi zaszkodzić? No więc nie licz na to, że pozwolę ci mnie zniszczyć.-powiedziałam do niego.
Thomas się roześmiał.-Naprawdę wierzysz w te plotki co o mnie gadają?
-Może teraz mi powiesz, że się mylę?
-Owszem. Mylisz się. Jakbym ja ufał plotkom, ufałbym też myśli, że chodzisz do psychiatry.
Moja mina zrzedła. Jest tylko jedna osoba, której mówiłam o tym. Ten dzień był naprawdę okropny i zapowiadał się na gorszy.
-Faktycznie, może nie warto wierzyć we wszystko, co się słyszy.-przytaknęłam, ukrywając fakt, że plotka o mnie jest prawdziwa.-Ale to nie zmienia faktu, że nie mam ochoty na towarzystwo.
Nie czekając na jego reakcję, ruszyłam przed siebie.

*

Weszłam do pokoju Daisy.
-Jak mogłaś powiedzieć wszystkim o psychiatrze!-krzyknęłam cicho na dziewczynę.
Szatynka podniosła się z łóżka, patrząc na mnie zaskoczona.
-O czym ty mówisz?-spytała.
-Biegłam przez las i idiota Thomas opowiada mi o tym jak niektóre plotki po szkole roznoszą się szybko. Powiedział mi o tym, że słyszał, że niby chodzę do psychiatry. Zgadnij komu mówiłam o tym? Tylko tobie. Jestem zawiedziona tobą, Daisy, naprawdę jestem tobą rozczarowana.
-Ale ja nawet nie wiem o czym ty mówisz, ja nikomu nic nie mówiłam!
-Nie kłam, chociaż tyle zrób i trzymaj się z dala ode mnie.-powiedziałam i wyszłam z jej sypialni.
Moje kroki były błyskawicznie szybkie, nim się obejrzałam, byłam w moim pokoju, zamknięta na klucz i wypłakiwałam sobie cicho oczy, chcąc, by wszystko co się wydarzyło w ciągu tych dwu dni, nigdy nie spotkało mnie.

piątek, 4 kwietnia 2014

15. Kiedy nie możemy czegoś mieć, pragniemy to zdobyć jeszcze bardziej; A kiedy już dopniemy swego, nasze zainteresowanie mija.

Brak komentarzy:
Ukrywamy rzeczy, mamy sekrety, nie po to, aby ktoś je znalazł, a żeby zostało to w ukryciu, nie ważny powód, ważne jest to, że mimo wszystko, robimy wszystko w naszej mocy, aby utrzymać niektóre sprawy w tajemnicy, przed każdym, kto się napatoczy. Nie raz starałam się ukryć coś, co było mi bliskie, jednakże wiedziałam, że inni tego nie zobaczą jak ja to widzę i nigdy nikt tego nie odnalazł. Wiem, że niektórzy patrzą na sekrety jak na kłamstwo, jednak ja tego tak nie postrzegam. Sekrety są po to, aby nimi pozostać, a osoba, która ma tajemnice, najwyraźniej ma jakiś powód, a nie nam decydować, czy dana osoba powinna czy nie powinna taić różne sprawy. Ciekawość ludzka jest często niebezpieczna. Kiedy człowiek jest czymś nadzwyczajnie zainteresowany, zrobi wszystko, aby odkryć to, co zostało schowane. I nie możemy panować nad tym, nasze instynkty biorą górę.
Weszłam do jego sypialni i zerknęłam na biurko, które stało przy oknie. Na drewnianym biurku stał wyłączony laptop, mnóstwo książek i zeszytów o grubości ponad 120 kartek. Podeszłam do zeszytu o czarnej okładce, otworzyłam go i zaczęłam wertować kartki.

Dzień 1
Znowu mam złe dni. Śmierć znowu jest w moich myślach.

Dzień 2
Byłem na terapii grupowej, nie spodziewałem się, że tam spotkam Ją. Ją, dziewczynę o długich, ciemnych włosach, pięknych czekoladowych oczach i o posturze kobiety, nie chudziny, z jakimi mam na co dzień do czynienia. Grace, jej imię idealnie nadaje elegancji do jej ostrego, poważnego charakteru. Widziałem w jej oczach coś, co przypomina smutek, ale jednocześnie dystans i niechęć pokazywania emocji. Widziałem, że ma chęć zamknąć się w czarnym pokoju, bez okien, bez drzwi, sama - zupełnie tak jak ja. Moje dni stają się lepsze, kiedy znajduję się przy niej.

Nie mogłam zrozumieć, co przed chwilą przeczytałam. Coś sprawiło, że musiałam przewertować kolejne strony.

Dzień 23
Moje pragnienie poznać ją bliżej wzrasta. Nocami śnię o jej osobie, a w dzień, kiedy jej nie widzę, czuję się wyobcowany, tęsknię za nią. 

Dzień 40
Moi rodzice chcą mnie widzieć, ale nie zostawię jej, ona mnie potrzebuje. Życie ją zniszczyło, a raczej jej ojciec, który jest psychopatą. Mój brat chce się żenić, a presja spada na mnie, chcę, aby rodzina ją poznała, jednakże ona opowiada, jak bardzo stresuje się w kontaktach międzyludzkich. Pragnę przedstawić ją każdemu, żeby zobaczył, jakie mam szczęście będąc blisko niej. Życie staje się dla mnie łatwiejsze.

Dzień 53
Moja miłość wzrasta, tym czasem ona mi mówi, że potrzebujemy czasu osobno; że przyzwyczajamy się do siebie - chyba ma rację. Chciałbym mieć kogoś, z kim mógłbym porozmawiać o niej, ale to nigdy się nie wydarzy. Nie mam znajomych, a rodzina mówi, abym wracał do Washington'u, a więc podsumowując nikt nie będzie chętny do rozmowy o mnie i niej. Moja rodzina pragnie, abym zostawił ją na rzecz szkoły, wiedzą, że mam w planach wrócić do szkoły w listopadzie, ale chyba uważają, że zmienię zdanie w ostatniej chwili i będę jednym z tych, którzy wolą dziewczyny od kariery. Kocham Grace, ale świat na niej się nie kończy, by najmniej tak powiedział do mnie psychiatra, że jedna dziewczyna nie zmieni mojego świata, i że jestem lepiej bez niej. Nie wierzę w jego słowa, ale jednocześnie wiem, że nie powinienem rzucać szkoły dla dziewczyny. Ukończę szkołę, ale chcę, abyśmy razem z Grace byli nadal parą.

-Co robisz?-do pokoju wszedł Nick, a więc błyskawicznie zamknęłam zeszyt i odłożyłam go na swoje miejsce i wzięłam jakąś książkę do ręki.
-Patrzę jakich przedmiotów się uczysz.-skłamałam.
Brunet zmierzył mnie nie pewnie wzrokiem i podszedł do mnie. Wszystkie zeszyty po chwili wylądowały w zamkniętej szafce, a książki ułożył chronologicznie od trudności.
-Chodź stąd.-pocałował mnie w usta i pociągnął za prawą rękę do salonu.
Chciałam się wyrwać, czytać więcej, dowiedzieć się czy psychiatra, o którym pisał Nick, jest moim psychiatrą. Musiałam się dowiedzieć, co jeszcze napisał o mnie Nicholas. Moja desperacja wrastała z sekundy na sekundę.

*

-Spięta jesteś.-skomentował chłopak uśmiechając się do mnie, kiedy oglądaliśmy komedię w TV.-Wydaje mi się czy nie chcesz oglądać tego filmu?
Obróciłam się do niego roztargniona. Czułam się źle, podejrzewałam, że przeziębienie mnie dopadło. Siedziałam leżąc na sofie Nicka, przykryta kocem.
-Nie mam ochoty na filmy.-oznajmiłam.
-Mogę pójść do sklepu po jakieś owoce i warzywa, jeśli chcesz.-zaproponował.
-Jabłka i marchewki są dość interesującą pokusą.-zaśmiałam się.
-No to wrócę za 10 minut.-pocałował mnie w czoło, poprawił koc i wyszedł z mieszkania.
Nie uważam, że planowałam to, myślę, że to było zwyczajnie instynktowe.
Zdjęłam z siebie koc i poszłam do sypialni Nicholas'a. Otworzyłam szufladkę i wzięłam do ręki jego dziennik.

Dzień 57
To staje się dla mnie obsesją. Jej zapach sprawia, że czuję się lepiej, a barwa głosu wywołuje dreszcze. Joey mówi, że powinien przestać myśleć o niej jako o kimś, kto zostanie dłużej w moim życiu, że zostanę ponownie zraniony, że powinienem jej ufać, ale podchodzić z dystansem. Nie potrafię wprowadzić jego rady w życie. Kiedy kogoś poznam, kogoś interesującego, po prostu wpadam po uszy. 

Dzień 69
Joey wątpi w moje zdolności społeczne, czasem ma dni, gdzie insynuuje, że to jest dla mnie grą. Moje uczucia do Grace nie są prawdziwe, a by najmniej teraz zminimalizowały się. Sam zaczynam wątpić, aby to była miłość. Myślę, że pochopnie oceniłem moje uczucia do niej.

Dzień 72
Lubię ją, pociąga mnie fizycznie, a jednak przestaję mieć większe uczucie do niej, chyba się jedynie zauroczyłem. Nie wiem czy jej powiedzieć, że to nie ma sensu.

Dzień 76
Pragnę jej wyznać, że wolałbym być z nią przyjacielem, ale coś mi nie pozwala. Joey powiedział mi, że może moje uczucia się zmniejszyły ze względu na to, że nie jestem tutaj na stałe, nie sądzę, aby miał rację..

Dzień 80
Zastanawiam się czy nie stałem się czasem jednym z wielu chłopaków, którzy chcą po prostu zaliczyć. Mimo, że wiem, że ją tylko i wyłącznie lubię jako koleżankę, czuję się jakbym nie mógł jej wyznać prawdy. Mimo, iż czuję się źle z tym, że nie mam odwagi przerwać tego co się dzieje między nami to jednak nadal przekonanie samego siebie, by powiedzieć jej, że nic z nas nie będzie nie nadchodzi. 

Dzień 88
Wydaje mi się, że tylko u mnie zauroczenie przeszło, a ona nadal tkwi w uczuciu mgły co do mnie. Kiedy prawie doszło do zbliżenia, Grace nie potrafiła zdjąć koszulki z siebie, była zawstydzona, widziałem to w jej oczach. Nie odczułem obrzydzenia do siebie, gdy próbowałem ją namówić do kontynuowania pieszczot, choć wiem, że powinienem. Ona się wstydzi swojego ciała, dlatego wiem, że to będzie całkiem fajna zabawa zdobyć ją. Kiedy nie możemy czegoś mieć, pragniemy to zdobyć jeszcze bardziej; A kiedy już dopniemy swego, nasze zainteresowanie mija.


Czułam się zdradzona, Nicholas tak dobrze się ukrywał. Moje myśli natłoczyły się w mojej głowie, oddech zrobił się płytki, co utrudniało oddychanie, a oczy zaszły łzami. To było przerażające, że znowu ktoś mnie oszukał i nawet nie zdawałam sobie sprawy z tego.



I feel a little lost in this world.
I try a little noise and choke.
I've honestly never felt this alone.
I just need someone.
I need a little room to breathe.
You're making this harder for me.
When all I need is to be set free.
I need a little time to think.
And if you ever really loved me.
Then all I need is a little room to breathe.
I've been through and seen a lot.
Lived at the bottom and the top.
We're on borrowed time, 
But time isn't enough.
I'm just trying to be, the best me I can be.
When I fall down,
It's just me and the ground.
I am no king, I have no throne.
Czuję się trochę zagubiona w tym świecie.
Próbuję stworzyć trochę hałasu i dławię się.
Nigdy przedtem nie czułam się aż tak samotnie.
Po prostu potrzebuję kogoś.
Potrzebuję mały pokój, by oddychać.
Utrudniasz to mi.
Kiedy wszystko co potrzebuję to być uwolniony.
Potrzebuję odrobinę czasu, aby pomyśleć.
I gdybyś naprawdę mnie kochał.
Potrzebowałabym tylko małego pokoju, by oddychać.
Przechodziłam to, widziałam wiele.
Żyłam na dole i na górze.
Wykorzystujemy pożyczony czas,
Jednakże on nie jest wystarczający.
Staram się być najlepszym sobą.
Kiedy spadam,
Jestem tutaj tylko ja i ziemia.
Nie jestem królem, nie mam żadnego tronu.


Wzięłam dziennik w ręce i poszłam z nim do pokoju, rzuciłam nim mocno o szklany stolik, który się rozbił pod siłą uderzenia zeszytu. Założyłam buty na moje stopy i wybiegłam błyskawicznie z jego mieszkania. Nie chciałam go widzieć, chciałam zapomnieć jego osobę, a tym bardziej to, jak bardzo naiwna byłam, myśląc, że znalazłam kogoś, kto jest normalny.