-Słucham?-podszedł do mnie młody mężczyzna, kelner.
-Poproszę latte macchiato.-powiedziałam odkładając menu.
-Z czekoladą czy cynamonem?
-Cynamonem.-uśmiechnęłam się.
-Zaraz wrócę.-odwzajemnił uśmiech i odszedł do lady, gdzie podał moje zamówienie drobnej dziewczynie.
Byłam wykończona, cały tydzień miałam wrażenie, że coś złego się wydarzy, byłam niespokojna w nocy, a w ciągu dnia ciągle myślałam o mojej siostrze. Od dziecka miałam intuicję, wiedziałam, kiedy coś złego się wydarzy, moja prawa noga zawsze mnie wtedy boli, a w nocy nie mogę zmrużyć oka.
-Proszę.-podał mi moją kawę chłopak.
-Dzięki.
Kiedy piłam przez słomkę espresso, mój telefon zadzwonił. Spojrzałam na wyświetlacz, gdzie wyświetliło się zdjęcie mojej siostry, odebrałam i przysunęłam słuchawkę do ucha.
-Możesz po mnie przyjechać?-spytała zrozpaczonym głosem.
-Jasne, gdzie jesteś?
-W szkole, u higienistki.
-Zaraz będę.-rozłączyłam się.
Zapłaciłam szybko za latte i wybiegłam z kawiarni. Wsiadłam do samochodu, odpaliłam silnik, ruszyłam pod szkołę mojej Leny.
*
-Powiesz mi co się stało?-zaczęłam rozmowę z siostrą, kiedy wsiadłyśmy do mojego samochodu.
-To nie ma sensu. Pielęgniarka szkolna wyolbrzymiła sprawę.-blondynka chciała jak najszybciej zakończyć rozmowę.
-Przez telefon rozmawiałam z tobą i nie sądzę, by to była jakaś mała sprawa, brzmiałaś jakbyś była naprawdę przerażona.-nie dawałam za wygraną.
Dziewczyna westchnęła ciężko.
-Nie chcę teraz o tym rozmawiać..-mruczała pod nosem.
-A kiedy będziesz chciała?
-Kiedy będę gotowa.
-A kiedy będziesz gotowa?
-Nie wiem, okay! Nie teraz.-wybuchła, na co zamilkłam.
Chciałam dla niej dobrze, mogłabym jej pomóc, jestem tego pewna. Zaczęłam się zastanawiać grubo czy Drake czasem nie miał racji, może naprawdę się za dużo wtrącam w nie swoje sprawy, może powinnam dać spokój ludziom..
-Przepraszam.-szepnęła.-Po prostu nie mogę teraz o tym rozmawiać.
Nic nie odpowiedziałam, wolałam uniknąć kolejnego wrzasku na mnie czy kłótni.
Dojechałyśmy w ciągu 30 minut do domu, wyszłyśmy z samochodu i weszłyśmy do budynku. Weszłam do kuchni i od razu wstawiłam wodę na makaron. Podeszłam do szafki nad blatem, z której wyjęłam makaron do spaghetti oraz inny mały garnek, by ugotować sos pomidorowy. Nienawidziłam, kiedy miałam zły humor, zawsze gotowałam, piekłam czy sprzątałam i to było coś, co można by nazwać "odstresowaniem się", jednakże moje sprzątanie było takie dokładne, że później nie mogłam niczego znaleźć, kiedy tego naprawdę potrzebowałam.
-Obiad już jest!-krzyknęłam do dziewczyny, która oglądała jakiś serial w TV.
Lena przyszła i spojrzała na sos, który smacznie pachnął, złapała się za usta i pobiegła na górę, po schodach, do łazienki, nie zamknęła drzwi, przez co usłyszałam jak wymiotuje. Wzięłam łyżkę i posmakowałam sosu, był naprawdę dobry, co spowodowało, że już wiedziałam, dlaczego ona wymiotuje, dlaczego ja mam złe przeczucia.
Weszłam spokojnie do łazienki i stanęłam w drzwiach. 14-latka zerkała na mnie, kiedy myła twarz i czekała, aż zacznę krzyczeć, co się nie wydarzyło.
-Zamierzasz powiedzieć mamie?-spytałam opanowana.
-O czym?-udawała głupią.
Spojrzałam wymownie na jej brzuch.
-Co?-próbowała mnie nabrać.
Tym razem pokazałam rękoma powiększający się brzuch na własnej osobie.
-Nie jestem w ciąży.-zaprzeczyła szybko.
-Nie?-zapytałam wątpliwie.
-Nie.
Widziałam po jej oczach jak nieumiejętnie stara się skłamać.
-Kupię ci testy i zrobisz je, bo wątpię, abyś ty je sobie kupiła.-mruknęłam.
-Nie zamierzam robić żadnych testów na ciążę!
-Powiem matce, ona sama cię zmusi do zrobienia testów, ale wiedz, że kiedy ona się dowie, nie będziesz miała żadnych wyjść jak tylko urodzić.
-Skąd wiesz, że chciałabym usunąć?
-A chcesz mieć w wieku 15 lat dziecko?-spytałam.-Jeżeli tak, to spoko, nawet ci pomogę, ale zastanów się. Dziecko to nie jest zabawka, to obowiązki, obowiązki i jeszcze raz obowiązki. Nie będzie imprez czy wypadów na miasto bez dziecka. Obowiązek, odpowiedzialność i wydatki, nie będziesz kupować sobie nowych ubrań w pierwszej kolejności a dziecku, dziecko będzie piorytetem, nie ty.
-Chcesz powiedzieć, że nie dam sobie rady?!-wykrzyczała emocjonalnie.-Udowodnię ci, że się mylisz. Będę świetną matką!-wybiegła z łazienki do swojego pokoju.
Byłam zdruzgotana, moja siostra specjalnie urodzi dziecko, by mi udowodnić, że nie niby mylę? Co to ma być?! Ona ma 14 lat i mówi mi, że będzie "świetną matką" - HA! Już to widzę. Przecież to jeszcze dziecko.
Wyszłam z domu i poszłam do apteki, która była oddalona zaledwie 1 kilometr od naszego mieszkania, gdzie kupiłam 2 testy ciążowe. Wróciłam do domu i wręczyłam je Lenie, dziewczyna wzięła je i poszła do łazienki, po 10 minutach wyszła z uśmiechem na twarzy i złapała za telefon. Zadzwoniła do swojego byłego chłopaka, który jest starszy od niej o 4 lata.:
-Jake, jestem w ciąży z tobą, przyjedź do Chicago, kiedy to odsłuchasz.-nagrała się na sekretarkę chłopaka.
Patrzyłam na nią rozczarowana, myślałam, że moja siostra jest mądrzejsza, ale najwyraźniej pomyliłam się. Lena jest w wieku, gdzie jeszcze nie wie co chce, co dla niej najlepsze i zamierzałam porozmawiać ze Sierr'ą, by zdecydować co zrobić z tym fantem.
Przewróciłam oczami i poszłam do swojego pokoju. Wzięłam swoją komórkę i wykręciłam numer mojej rodzicielki.
-Kiedy będziesz w domu?-spytałam.
-Za godzinę, a co się dzieje?
-Dowiesz się jak przyjedziesz..-rozłączyłam się i położyłam na łóżko.
Leną wstrząsały emocje, nie można było po niej się spodziewać racjonalnego, świeżego podejścia do sytuacji, poza tym, ona jest jeszcze dzieckiem, skąd ona może być pewna, że podoła zadaniu bycia matką?!
*
-Co się stało?-do mojego pokoju weszła zdyszana matka.
-Miałaś być dopiero za 40 minut.-spojrzałam na nią zaskoczona.
-Ale jestem szybciej, wzięłam wolne. Nie dzwonisz do mnie bo lubisz, nigdy do mnie nie dzwonisz bez potrzeby.-wyjaśniła.
-Myślę, że powinnaś usiąść.
Kobieta usiadła na moim łóżku i wpatrywała się we mnie.
-Twoja córka jest w ciąży.-wyjawiłam.-I wpadła na wspaniały pomysł, że zostanie matką, tylko po to, żeby mi coś udowodnić.
Sierra zaśmiała się nerwowo.-To nie jest zabawne.-mruknęła wstając żwawo.-Lena!
Po krótkiej chwili w moim pokoju zjawiła się moja siostra.
-Powiedz mi, że Grace żartuje, że jesteś w ciąży!-patrzyła wyczekująco na blondynkę.
-Będę dobrą mamą.-kiedy tylko dziewczyna powiedziała te słowa, rodzicielka uderzyła ją w twarz.
-Jak mogłaś być tak lekkomyślna!-wykrzyczała.-Nie tak cię wychowałam!
Lena złapała się za prawy polik i wybiegła ze łzami w oczach do swojego pokoju. Sierra usiadła ponownie na moje łóżko.
-Łudziłam się, że żartowałaś.-szepnęła.
-Nie zawsze dostajemy to co chcemy.-odpowiedziałam jej uśmiechając się kpiąco.
-To nie jest śmieszne, jak ona mogła uprawiać seks w tym wieku.
-Seks nie jest ważny. Lepiej pomyśl co zrobimy z jej ciążą.
Kobieta westchnęła ciężko.-Aborcja nie wchodzi w rachubę. Urodzi, ale nie pozwolę, by została matką w tym wieku. Adopcja zamknięta, dziecko będzie szczęśliwsze w domu, gdzie je chcą i rodzice będą w stanie zapewnić mu 100% opiekę. Porozmawiam z rodzicami tego dzieciaka, zgodzą się ze mną, że lepiej oddać to dziecko do adopcji, do jakiejś dobrej rodziny, która chce dziecko, a nie może mieć.
-A Lena?
-Lena nic do gadania nie ma, ani ten jej chłopak, żadne nie jest pełnoletnie, to my, rodzice bierzemy odpowiedzialność za te nienarodzone dziecko i to my zadecydujemy o jego czy jej przyszłości.
-Nie sądzę, by jej się to spodobało.
-Nie musi jej się podobać. Ona zostanie matką po 20, nie wcześniej, chyba, że po moim trupie.
*
-Wyjdź stąd!-wykrzyczała wściekła Lena, kiedy weszłam do jej pokoju, po jej kłótni z matką.
Po raz pierwszy zgodziłam się z rodzicielką od dłuższego czasu, miałyśmy taką samą opinię, oddać dziecko do zamkniętej adopcji i skończyć ten cyrk.
Usiadłam na fotelu w pokoju mojej siostry, blondynka leżała na łóżku wypłakując sobie oczy.
-Będziesz miała dziecko, kiedy będziesz gotowa.-obiecałam jej.
-Chcę je mieć teraz.-powiedziała mi zdenerwowana.
-Zachowujesz się jak rozwydrzony bachor, Lena. Nie jesteś gotowa, dobrze o tym wiesz. Poza tym nie myśl, że nie widzę w tobie tego spojrzenia, tej głupiej myśli, że kiedy Mark się dowie, że jesteś w ciąży, ty i on będziecie razem.
-Będziemy!
-Jesteś naiwna!
-Wcale, że nie. Sam mi powiedział, że kiedy przyjedzie z rodzicami na weekend to zaręczymy się.
-I rodzice "Romea" o tym wiedzą?-zakpiłam.
-Przekonuje ich do tego pomysłu.
Naszą "inteligentną" rozmowę przerwał dzwonek mojego telefonu. Nie spodziewałam się, że zadzwoni do moje mój ojciec, jednak wcale nie zaskoczyło mnie to, jako że moja matka przestała mieć dla niego czas, co było mądrym wyborem.
Niezbyt chętna do rozmowy z moim rodzicielem, odebrałam.
-Halo?
-Grace, tutaj Derek, twój ojciec, mogłabyś się ze mną spotkać jutro?
-Związku z jaką sprawą?
-Twoją..
-Czyli?
-Przyjdź o 15 na stację kolejową.
Stary mężczyzna się rozłączył, a ja miałam ochotę zamknąć się w ciemnym pokoju bez drzwi i okien. Nie wiedziałam czego się spodziewać po moim ojcu, bałam się go, to mnie przerażało, nie miałam nic, aby mi odebrał, ale strach przed spotkaniem nie mijał.
*
Spojrzałam na jego osobę i czułam tą samą odrazę co 5 miesięcy temu, co rok temu, co 3 lata temu, co całe moje życie. Brzydziłam się nim, chciałam uciec, ale było za późno, zauważył mnie stojącą za szybą kawiarni na stacji kolejowej. Pomachał do mnie ręką, co oznaczało, że mam wejść, co zrobiłam powolnym krokiem.
-Witaj, Grace.-chciał mnie przytulić, ale się odsunęłam z wyraźnym grymasem na twarzy.
-Mów co chcesz.-zażądałam oschle.
-Usiądź.-powiedział sam siadając na krześle przy stoliku.
Po krótkiej chwili wykonałam jego polecenie, usiadłam, jednakże gotowa do wyjścia.
-Pragnąłbym, abyś zamieszkała ze mną i moją nową dziewczyną.-to co zaproponował, zupełnie mnie rozkupiło.
-Żartujesz?-czułam się, jakby to całe spotkanie polegało na wkurwieniu i wyprowadzeniu mnie z równowagi.
-Nie, nie żartuję.
-Przez 13 lat mojego życia nienawidziliśmy się, kłóciliśmy się codziennie. Wysłałeś mnie do szkoły wojskowej, bo chciałeś pokazać jak bardzo pogardzasz mną.
-"Nienawidzić" to za duże słowo.
-A ja myślę, że idealnie pasuje.
-Grace, zachowuj się ale się zachowuj.
-Wiesz co, pierdol się.
-Grace, nie denerwuj się..
-Nie rób z siebie wielkiego pana spokoju.
-Grace, wiem jaki byłem, kiedy ja i twoja matka byliśmy małżeństwem, ale ten okres się skończył.
-Co niby masz na myśli?
-To, że się zmieniłem.
-Ha! Zabawne.
-Naprawdę.
-Taki ktoś jak ty, zmienić się nie może, za późno dla ciebie.-powiedziałam pełna jadu.
Zdenerwowana wyszłam z kawiarni, następnie z peronu. Chętnie odjechałam moim samochodem czym prędzej ze stacji kolejowej. Miałam po dziurki w nosie mojej rodziny, każdy na swój sposób był nieznośny, wręcz irytujący i dziecinny.
-Poproszę latte macchiato.-powiedziałam odkładając menu.
-Z czekoladą czy cynamonem?
-Cynamonem.-uśmiechnęłam się.
-Zaraz wrócę.-odwzajemnił uśmiech i odszedł do lady, gdzie podał moje zamówienie drobnej dziewczynie.
Byłam wykończona, cały tydzień miałam wrażenie, że coś złego się wydarzy, byłam niespokojna w nocy, a w ciągu dnia ciągle myślałam o mojej siostrze. Od dziecka miałam intuicję, wiedziałam, kiedy coś złego się wydarzy, moja prawa noga zawsze mnie wtedy boli, a w nocy nie mogę zmrużyć oka.
-Proszę.-podał mi moją kawę chłopak.
-Dzięki.
Kiedy piłam przez słomkę espresso, mój telefon zadzwonił. Spojrzałam na wyświetlacz, gdzie wyświetliło się zdjęcie mojej siostry, odebrałam i przysunęłam słuchawkę do ucha.
-Możesz po mnie przyjechać?-spytała zrozpaczonym głosem.
-Jasne, gdzie jesteś?
-W szkole, u higienistki.
-Zaraz będę.-rozłączyłam się.
Zapłaciłam szybko za latte i wybiegłam z kawiarni. Wsiadłam do samochodu, odpaliłam silnik, ruszyłam pod szkołę mojej Leny.
*
-Powiesz mi co się stało?-zaczęłam rozmowę z siostrą, kiedy wsiadłyśmy do mojego samochodu.
-To nie ma sensu. Pielęgniarka szkolna wyolbrzymiła sprawę.-blondynka chciała jak najszybciej zakończyć rozmowę.
-Przez telefon rozmawiałam z tobą i nie sądzę, by to była jakaś mała sprawa, brzmiałaś jakbyś była naprawdę przerażona.-nie dawałam za wygraną.
Dziewczyna westchnęła ciężko.
-Nie chcę teraz o tym rozmawiać..-mruczała pod nosem.
-A kiedy będziesz chciała?
-Kiedy będę gotowa.
-A kiedy będziesz gotowa?
-Nie wiem, okay! Nie teraz.-wybuchła, na co zamilkłam.
Chciałam dla niej dobrze, mogłabym jej pomóc, jestem tego pewna. Zaczęłam się zastanawiać grubo czy Drake czasem nie miał racji, może naprawdę się za dużo wtrącam w nie swoje sprawy, może powinnam dać spokój ludziom..
-Przepraszam.-szepnęła.-Po prostu nie mogę teraz o tym rozmawiać.
Nic nie odpowiedziałam, wolałam uniknąć kolejnego wrzasku na mnie czy kłótni.
Dojechałyśmy w ciągu 30 minut do domu, wyszłyśmy z samochodu i weszłyśmy do budynku. Weszłam do kuchni i od razu wstawiłam wodę na makaron. Podeszłam do szafki nad blatem, z której wyjęłam makaron do spaghetti oraz inny mały garnek, by ugotować sos pomidorowy. Nienawidziłam, kiedy miałam zły humor, zawsze gotowałam, piekłam czy sprzątałam i to było coś, co można by nazwać "odstresowaniem się", jednakże moje sprzątanie było takie dokładne, że później nie mogłam niczego znaleźć, kiedy tego naprawdę potrzebowałam.
-Obiad już jest!-krzyknęłam do dziewczyny, która oglądała jakiś serial w TV.
Lena przyszła i spojrzała na sos, który smacznie pachnął, złapała się za usta i pobiegła na górę, po schodach, do łazienki, nie zamknęła drzwi, przez co usłyszałam jak wymiotuje. Wzięłam łyżkę i posmakowałam sosu, był naprawdę dobry, co spowodowało, że już wiedziałam, dlaczego ona wymiotuje, dlaczego ja mam złe przeczucia.
Weszłam spokojnie do łazienki i stanęłam w drzwiach. 14-latka zerkała na mnie, kiedy myła twarz i czekała, aż zacznę krzyczeć, co się nie wydarzyło.
-Zamierzasz powiedzieć mamie?-spytałam opanowana.
-O czym?-udawała głupią.
Spojrzałam wymownie na jej brzuch.
-Co?-próbowała mnie nabrać.
Tym razem pokazałam rękoma powiększający się brzuch na własnej osobie.
-Nie jestem w ciąży.-zaprzeczyła szybko.
-Nie?-zapytałam wątpliwie.
-Nie.
Widziałam po jej oczach jak nieumiejętnie stara się skłamać.
-Kupię ci testy i zrobisz je, bo wątpię, abyś ty je sobie kupiła.-mruknęłam.
-Nie zamierzam robić żadnych testów na ciążę!
-Powiem matce, ona sama cię zmusi do zrobienia testów, ale wiedz, że kiedy ona się dowie, nie będziesz miała żadnych wyjść jak tylko urodzić.
-Skąd wiesz, że chciałabym usunąć?
-A chcesz mieć w wieku 15 lat dziecko?-spytałam.-Jeżeli tak, to spoko, nawet ci pomogę, ale zastanów się. Dziecko to nie jest zabawka, to obowiązki, obowiązki i jeszcze raz obowiązki. Nie będzie imprez czy wypadów na miasto bez dziecka. Obowiązek, odpowiedzialność i wydatki, nie będziesz kupować sobie nowych ubrań w pierwszej kolejności a dziecku, dziecko będzie piorytetem, nie ty.
-Chcesz powiedzieć, że nie dam sobie rady?!-wykrzyczała emocjonalnie.-Udowodnię ci, że się mylisz. Będę świetną matką!-wybiegła z łazienki do swojego pokoju.
Byłam zdruzgotana, moja siostra specjalnie urodzi dziecko, by mi udowodnić, że nie niby mylę? Co to ma być?! Ona ma 14 lat i mówi mi, że będzie "świetną matką" - HA! Już to widzę. Przecież to jeszcze dziecko.
Wyszłam z domu i poszłam do apteki, która była oddalona zaledwie 1 kilometr od naszego mieszkania, gdzie kupiłam 2 testy ciążowe. Wróciłam do domu i wręczyłam je Lenie, dziewczyna wzięła je i poszła do łazienki, po 10 minutach wyszła z uśmiechem na twarzy i złapała za telefon. Zadzwoniła do swojego byłego chłopaka, który jest starszy od niej o 4 lata.:
-Jake, jestem w ciąży z tobą, przyjedź do Chicago, kiedy to odsłuchasz.-nagrała się na sekretarkę chłopaka.
Patrzyłam na nią rozczarowana, myślałam, że moja siostra jest mądrzejsza, ale najwyraźniej pomyliłam się. Lena jest w wieku, gdzie jeszcze nie wie co chce, co dla niej najlepsze i zamierzałam porozmawiać ze Sierr'ą, by zdecydować co zrobić z tym fantem.
Przewróciłam oczami i poszłam do swojego pokoju. Wzięłam swoją komórkę i wykręciłam numer mojej rodzicielki.
-Kiedy będziesz w domu?-spytałam.
-Za godzinę, a co się dzieje?
-Dowiesz się jak przyjedziesz..-rozłączyłam się i położyłam na łóżko.
Leną wstrząsały emocje, nie można było po niej się spodziewać racjonalnego, świeżego podejścia do sytuacji, poza tym, ona jest jeszcze dzieckiem, skąd ona może być pewna, że podoła zadaniu bycia matką?!
*
-Co się stało?-do mojego pokoju weszła zdyszana matka.
-Miałaś być dopiero za 40 minut.-spojrzałam na nią zaskoczona.
-Ale jestem szybciej, wzięłam wolne. Nie dzwonisz do mnie bo lubisz, nigdy do mnie nie dzwonisz bez potrzeby.-wyjaśniła.
-Myślę, że powinnaś usiąść.
Kobieta usiadła na moim łóżku i wpatrywała się we mnie.
-Twoja córka jest w ciąży.-wyjawiłam.-I wpadła na wspaniały pomysł, że zostanie matką, tylko po to, żeby mi coś udowodnić.
Sierra zaśmiała się nerwowo.-To nie jest zabawne.-mruknęła wstając żwawo.-Lena!
Po krótkiej chwili w moim pokoju zjawiła się moja siostra.
-Powiedz mi, że Grace żartuje, że jesteś w ciąży!-patrzyła wyczekująco na blondynkę.
-Będę dobrą mamą.-kiedy tylko dziewczyna powiedziała te słowa, rodzicielka uderzyła ją w twarz.
-Jak mogłaś być tak lekkomyślna!-wykrzyczała.-Nie tak cię wychowałam!
Lena złapała się za prawy polik i wybiegła ze łzami w oczach do swojego pokoju. Sierra usiadła ponownie na moje łóżko.
-Łudziłam się, że żartowałaś.-szepnęła.
-Nie zawsze dostajemy to co chcemy.-odpowiedziałam jej uśmiechając się kpiąco.
-To nie jest śmieszne, jak ona mogła uprawiać seks w tym wieku.
-Seks nie jest ważny. Lepiej pomyśl co zrobimy z jej ciążą.
Kobieta westchnęła ciężko.-Aborcja nie wchodzi w rachubę. Urodzi, ale nie pozwolę, by została matką w tym wieku. Adopcja zamknięta, dziecko będzie szczęśliwsze w domu, gdzie je chcą i rodzice będą w stanie zapewnić mu 100% opiekę. Porozmawiam z rodzicami tego dzieciaka, zgodzą się ze mną, że lepiej oddać to dziecko do adopcji, do jakiejś dobrej rodziny, która chce dziecko, a nie może mieć.
-A Lena?
-Lena nic do gadania nie ma, ani ten jej chłopak, żadne nie jest pełnoletnie, to my, rodzice bierzemy odpowiedzialność za te nienarodzone dziecko i to my zadecydujemy o jego czy jej przyszłości.
-Nie sądzę, by jej się to spodobało.
-Nie musi jej się podobać. Ona zostanie matką po 20, nie wcześniej, chyba, że po moim trupie.
*
-Wyjdź stąd!-wykrzyczała wściekła Lena, kiedy weszłam do jej pokoju, po jej kłótni z matką.
Po raz pierwszy zgodziłam się z rodzicielką od dłuższego czasu, miałyśmy taką samą opinię, oddać dziecko do zamkniętej adopcji i skończyć ten cyrk.
Usiadłam na fotelu w pokoju mojej siostry, blondynka leżała na łóżku wypłakując sobie oczy.
-Będziesz miała dziecko, kiedy będziesz gotowa.-obiecałam jej.
-Chcę je mieć teraz.-powiedziała mi zdenerwowana.
-Zachowujesz się jak rozwydrzony bachor, Lena. Nie jesteś gotowa, dobrze o tym wiesz. Poza tym nie myśl, że nie widzę w tobie tego spojrzenia, tej głupiej myśli, że kiedy Mark się dowie, że jesteś w ciąży, ty i on będziecie razem.
-Będziemy!
-Jesteś naiwna!
-Wcale, że nie. Sam mi powiedział, że kiedy przyjedzie z rodzicami na weekend to zaręczymy się.
-I rodzice "Romea" o tym wiedzą?-zakpiłam.
-Przekonuje ich do tego pomysłu.
Naszą "inteligentną" rozmowę przerwał dzwonek mojego telefonu. Nie spodziewałam się, że zadzwoni do moje mój ojciec, jednak wcale nie zaskoczyło mnie to, jako że moja matka przestała mieć dla niego czas, co było mądrym wyborem.
Niezbyt chętna do rozmowy z moim rodzicielem, odebrałam.
-Halo?
-Grace, tutaj Derek, twój ojciec, mogłabyś się ze mną spotkać jutro?
-Związku z jaką sprawą?
-Twoją..
-Czyli?
-Przyjdź o 15 na stację kolejową.
Stary mężczyzna się rozłączył, a ja miałam ochotę zamknąć się w ciemnym pokoju bez drzwi i okien. Nie wiedziałam czego się spodziewać po moim ojcu, bałam się go, to mnie przerażało, nie miałam nic, aby mi odebrał, ale strach przed spotkaniem nie mijał.
*
Spojrzałam na jego osobę i czułam tą samą odrazę co 5 miesięcy temu, co rok temu, co 3 lata temu, co całe moje życie. Brzydziłam się nim, chciałam uciec, ale było za późno, zauważył mnie stojącą za szybą kawiarni na stacji kolejowej. Pomachał do mnie ręką, co oznaczało, że mam wejść, co zrobiłam powolnym krokiem.
-Witaj, Grace.-chciał mnie przytulić, ale się odsunęłam z wyraźnym grymasem na twarzy.
-Mów co chcesz.-zażądałam oschle.
-Usiądź.-powiedział sam siadając na krześle przy stoliku.
Po krótkiej chwili wykonałam jego polecenie, usiadłam, jednakże gotowa do wyjścia.
-Pragnąłbym, abyś zamieszkała ze mną i moją nową dziewczyną.-to co zaproponował, zupełnie mnie rozkupiło.
-Żartujesz?-czułam się, jakby to całe spotkanie polegało na wkurwieniu i wyprowadzeniu mnie z równowagi.
-Nie, nie żartuję.
-Przez 13 lat mojego życia nienawidziliśmy się, kłóciliśmy się codziennie. Wysłałeś mnie do szkoły wojskowej, bo chciałeś pokazać jak bardzo pogardzasz mną.
-"Nienawidzić" to za duże słowo.
-A ja myślę, że idealnie pasuje.
-Grace, zachowuj się ale się zachowuj.
-Wiesz co, pierdol się.
-Grace, nie denerwuj się..
-Nie rób z siebie wielkiego pana spokoju.
-Grace, wiem jaki byłem, kiedy ja i twoja matka byliśmy małżeństwem, ale ten okres się skończył.
-Co niby masz na myśli?
-To, że się zmieniłem.
-Ha! Zabawne.
-Naprawdę.
-Taki ktoś jak ty, zmienić się nie może, za późno dla ciebie.-powiedziałam pełna jadu.
Zdenerwowana wyszłam z kawiarni, następnie z peronu. Chętnie odjechałam moim samochodem czym prędzej ze stacji kolejowej. Miałam po dziurki w nosie mojej rodziny, każdy na swój sposób był nieznośny, wręcz irytujący i dziecinny.
But it’s all the same,
Like I had foreseen.
That you would act like you are.
Oh so cool you seem.
Blending with that scene.
Wearing what you think is hard.
I can see you struggling.
Boy don’t hurt your brain.
Thinking what you’re gonna say.
‘Cause everything’s a game.
Wszystko jest takie same,
Tak jak się domyślałam.
Będziesz zachowywać się tak jak zachowujesz się.
Oh, wyglądasz tak świetnie.
W połączeniu z tą sceną.
Nosisz coś, co uważasz, że jest trudne.
Widzę, że masz trudności.
Chłopcze, nie skrzywdź swojego mózgu.
Myślisz zanim powiesz.
Wszystko jest grą.