-Przyznaję, że oceniłem cię za szybko. Myślałem, że sobie nie poradzisz, ale jednak, kadecie George.-powiedział do mnie dyrektor szkoły.-Zdałaś, co więcej, na testach z języków obcych osiągnęłaś średnią 88%, z matematyki 79%, z geografii 98%. Z samoobrony oraz biegów dostałaś najwyższą ocenę z ostatnich 2 lat, więc gratuluję ci, kadecie George. Zdałaś i w listopadzie zaczynasz 3 klasę, jako jedyna przeskoczyłaś 2 lata nauki w ciągu 4 miesięcy, nie było takie wydarzenia od 10 lat.
-Dziękuję, sir.-stałam przed nim wyprostowana.
-Czy mam ci zamówić taksówkę?
-Nie trzeba. Moja rodzicielka przyjedzie za niecałe dwie godziny po mnie.-oznajmiłam.
-W takim razie idź się spakować i do widzenia w listopadzie.
Wyszłam z gabinetu dyrektora zadowolona ze swoich wyników.
*
-Lena została w domu, przygotowuje się do nowej szkoły. Zdecydowałam się iść do sądu, by przydzielono mi alimenty na was obie.-powiedziała do mnie moja matka, kiedy jechałyśmy samochodem do naszego nowego domu.-Będziesz zadowolona ze swojego pokoju w Chicago.
-Chicago?-spytałam.-A co z twoim pomysłem "kupmy sobie dom na wsi"?-byłam zirytowana i nawet nie myślałam o tym, by ukryć to.
-Jesteś na mnie zdenerwowana?
-Owszem.
-Czemu? Myślałam, że się ucieszysz, że nie będziesz musiała pracować przy kurach, krowach i koniach.
-Nie chodzi o to. Rzecz w tym, że nigdy nie mówisz mi o tym co się dzieje w domu. Wiesz ile razy zadzwoniłaś do mnie w ciągu tych czterech miesięcy, kiedy nie byłam w domu?
-Ile?
-Dwa razy. Tylko dwa jebane razy zadzwoniłaś do mnie. Powiedz mi jak mam się czuć?!
Kobieta wydawała się mnie nie rozumieć.
-Jestem twoją córką, a traktujesz mnie, jakbym była obcą osobą! Zero interesowania się mną, zero wkładu w moją edukację, zero jakichkolwiek nici porozumienia ze mną. Nie wiem czy ty widzisz jak mnie zwyczajnie ignorujesz czy jesteś taka zaślepiona i zajęta czymś innym.
-Sorry, okay?!-krzyknęła, by zagłuszyć moje słowa.
-Nie, nie jest ci przykro, gdybyś żałowała swoich czynów, chciałabyś to zmienić, ale tak naprawdę masz to w dupie! Wcale nie jesteś lepsza niż twój ex mąż.-odparłam pełna goryczy, która siedziała we mnie całe dzieciństwo.
Skończyło się na tym, że rodzicielka nic nie mówiła, a ja straciłam ochotę na dalszą rozmowę, jako, że i tak zawsze się kończy to kłótnią. Wzięłam swojego iphona i słuchawki, które nałożyłam na uszy, włączyłam muzykę rocka i zamknęłam się w sobie, tak jak zwykłam robić.
*
Dojechałyśmy do dość dużego domu o kremowym kolorze w ciągu dziesięciu godzin. Jazda nie minęła przyjaźnie, atmosfera, która wisiała w pojeździe była napięta i duszna tak bardzo, że nie mogłam oddychać.
-Cześć, Bambie.-pocałowała mnie w polik Lena.
Nie chciałam jej odepchnąć od siebie, ale nie mogłam powstrzymać grymasu na twarzy.
-Dobrze wiesz, że nie lubię takiej bliskości.-mruknęłam.
-No tak, wiem, wiem.-uśmiechnęła się do mnie siostra.-Będziesz wniebowzięta widząc swój nowy pokój.
-Weźmiesz swoje torby, czy mam ci pomóc?-spytała chłodno matka.
-Poradzę sobie.-odpowiedziała wcale nie cieplej niż ona.
-Coś się stało?-zapytała blondynka.
-Nie.-skłamałam, biorąc swoje torby z bagażnika samochodu.
Dziewczyna podbiegła do matki próbując się dowiedzieć, co między nami zaszło w aucie. Weszłam po schodach do mojego pokoju, mając trzy torby na ramionach. Miały rację, mimo że nie urządzałam tego pomieszczenia, to jednak jego wygląd całkowicie przypadł mi do gustu. Ściany fioletowe z czarnymi motylami. Meble z jasnego, aczkolwiek nie białego drewna idealnie pasowały do wielkiego łóżka o beżowej ramie przy głowie.
Położyłam walizki na łóżku i wyszłam z pokoju. Zeszłam schodami do salonu, a przez szklane drzwi wyszłam do ogrodu. Nasze podwórko miało taras, na którym były dwa składane krzesła z ławką, przyozdobione poduszkami przed tym stał drewniany, ogrodowy stolik. Przy płocie stała huśtawka z ciemnego drewna wisząca na łańcuchach, która mogłaby pomieścić co najmniej 4 osoby. W kącie podwórka stał duży grill, obok którego stało metalowe krzesło.
Czułam się tutaj dobrze, jeśli chodzi o wygodę, jednakże same wyposażenie budynku nie świadczy, że jest on domem. Dopóki nie skończyłam 13 lat, mieszkałam w Chicago, przeprowadziliśmy się do Nowego Jorku, bo ojciec dostał awans, co wymagało przeprowadzki. Miałam tutaj znajomych, za którymi nieszczególnie tęskniłam. Nie chciałam ich spotkać dziś, ani kiedykolwiek, ale biorąc pod uwagę moje "szczęście", wiedziałam, że w szybkim tempie staną mi na drodze.
-O czym myślisz?-usiadła obok mnie Lena.
-Niczym wartym uwagi.-odpowiedziałam.-Co robi Matka?
-Obiad.-szepnęła.-Masz zamiar spotkać się z Caroline, Drake i Marry?
Kiedy moja młodsza siostra wspomniała imiona moich byłych przyjaciół, chciałam zacząć krzyczeć: "Jak ona śmiała?! Ona nic nie wie!", jednakże powstrzymałam się. Nałożyłam maskę na swoją twarz i spojrzałam w dal.
-Nie mam ochoty odnawiać kontaktu z nimi.-odpowiedziałam jej.
-Dlaczego?-była zaskoczona.
-Lena, to jest moja sprawa, więc to zostaw.-ucięłam i wstałam z huśtawki.
Dziewczyna coś do mnie mówiła, jednak ja nie chciałam tego słuchać, zwyczajnie nie mogłam się zmusić, by rozmawiać o tym, co się kiedyś wydarzyło, kiedy nie rozmawiam o tym z moim psychiatrą.
Co do psychiatry... To szczerze myślę o jego zmianie. Nie chcę, aby osoba, która obgadywała mnie z Nickiem, oceniła mnie, mimo, że nie powinna, przede wszystkim nie chcę, by Joey był w moim pobliżu.
Czułam się upokorzona i chciałam, żeby to uczucie się skończyło. Weszłam do mojego nowego pokoju i wyciągnęłam z mojej torby tabletki oraz wodę w butelce. Wzięłam jedną małą, białą tabletkę do buzi i popiłam ją wodą mineralną. Jedyna dobra strona psychiatry, przepisuje leki, które pomagają, takie "happy pills".
Ponownie zeszłam z pierwszego piętra na parter, tym razem jednak usiadłam na sofę w salonie i włączyłam TV. Musiałam zająć czymś umysł, jako, że nie miałam dobrego humoru, wręcz byłam w histerycznym nastroju.
W głowie ciągle miałam myśli dotyczące Nick'a, Daisy i Joey'a, chciałam raz na zawsze zapomnieć ich, całą trójkę zwyczajnie wymazać z mojego umysłu, nie byli bowiem warci mojego smutku. Za dużo razy byłam przygnębiona z powodu innych ludzi. Ogrom ludzi mówi, że po pewnym czasie przyzwyczaisz się do bólu, jednakże mnie, zawsze boli tak samo.
*
-Grace..-podeszła do mnie siostra.
Spojrzałam w jej stronę i natychmiastowo wyłączyłam telewizor. Widziałam w jej oczach łzy, cierpienie.
-Co się stało?-spytałam zaniepokojona.
Blondynka usiadła obok mnie i wtuliła się we mnie.
-Dannie całowała się z moim byłym chłopakiem, powiedziała mi, że i tak nie wrócę do Nowego Jorku, więc nie uważa, że to jakiś problem, aby była z nim.-wyznała.
-Oh, Lena.. Najwyraźniej Dannie nie jest twoją prawdziwą przyjaciółką.
-Ale przyjaźniłam się z nią od ponad 3 lat..
-Ludzie zawodzą nas i musimy się z tym pogodzić, Lena.-potarłam jej ramię.
-Wiem, ale to jest takie trudne, by się przyzwyczaić do tej myśli.
Minęło 20 minut ciszy, kiedy Lena podjęła próbę rozmowy o mnie.
-Mama powiedziała, że masz problem z odżywianiem.-zaczęła cicho.-Wiem, że nie zawsze osoby muszą być chude z takimi zaburzeniami, ale dlaczego ty nie jesteś?
-Bo więcej wymiotuję niż się głodzę.-uznałam, że nie będę owijać w bawełnę i od razu wyznam.-Jednakże myślę, że powinnaś wiedzieć, że nie wymiotuję dlatego, aby zrzucić wagę, a po to, by samą siebie ukarać. Nie lubię o tym rozmawiać, Lena, ale wydaje mi się, że jesteś w takim wieku, że powinnaś być już świadoma co świat może ci wyrządzić.
-To znaczy?
-Ludzie oceniają, cokolwiek powiesz i zrobisz, zawsze będziesz na czyiś językach. Nienawidzę szkoły nie z powodu nauki, a z powodu uczniów i nauczycieli, którzy czekają, by zakpić z ciebie i gnębić twoją osobę. Nasze społeczeństwo dąży do tego, byśmy się okaleczali, sami nas krzywdzą.
-Sami okaleczali? A czasem nie cięcie się jest samookaleczaniem siebie?
-Cięcie się to jeden ze sposobów okaleczania siebie. Są przypadki gdzie ludzie biją samych siebie, oparzają wodą oraz nawet nie uczą się, by zdobyć złe stopnie. Ja wymiotuję, jednakże głodówki mają dużo do zaburzeń odżywiania. Lena, nie chcę, byś myślała, że takie zachowanie jest jakimś wyjściem, bo nie jest.
-To dlaczego to robisz?-spojrzała na mnie wyprostowana.
-Właśnie po to chodzę na terapię, aby się dowiedzieć.-uśmiechnęłam się sztucznie.-Aby sposoby jakimi reaguję na stres zmieniły się na zdrowsze.
-Próbowałam wymiotować.-wyznała szeptem.
-Dlaczego?-zapytałam najciszej jak potrafiłam, nie chcąc, by matka dowiedziała się.
-Dla samego spróbowania. Dlaczego miałabym tego nie robić, skoro ty to robisz?
-No to idź ze mną do psychiatry, bądź.. Jeśli będziesz miała chęć zwymiotowania, przyjdź do mnie i wtedy porozmawiamy, rozproszę cię.-pocieszyłam ją.
-Okay, porozmawiam z tobą, ale leczyć się nie będę..-zgodziła się.
-Dziękuję, sir.-stałam przed nim wyprostowana.
-Czy mam ci zamówić taksówkę?
-Nie trzeba. Moja rodzicielka przyjedzie za niecałe dwie godziny po mnie.-oznajmiłam.
-W takim razie idź się spakować i do widzenia w listopadzie.
Wyszłam z gabinetu dyrektora zadowolona ze swoich wyników.
*
-Lena została w domu, przygotowuje się do nowej szkoły. Zdecydowałam się iść do sądu, by przydzielono mi alimenty na was obie.-powiedziała do mnie moja matka, kiedy jechałyśmy samochodem do naszego nowego domu.-Będziesz zadowolona ze swojego pokoju w Chicago.
-Chicago?-spytałam.-A co z twoim pomysłem "kupmy sobie dom na wsi"?-byłam zirytowana i nawet nie myślałam o tym, by ukryć to.
-Jesteś na mnie zdenerwowana?
-Owszem.
-Czemu? Myślałam, że się ucieszysz, że nie będziesz musiała pracować przy kurach, krowach i koniach.
-Nie chodzi o to. Rzecz w tym, że nigdy nie mówisz mi o tym co się dzieje w domu. Wiesz ile razy zadzwoniłaś do mnie w ciągu tych czterech miesięcy, kiedy nie byłam w domu?
-Ile?
-Dwa razy. Tylko dwa jebane razy zadzwoniłaś do mnie. Powiedz mi jak mam się czuć?!
Kobieta wydawała się mnie nie rozumieć.
-Jestem twoją córką, a traktujesz mnie, jakbym była obcą osobą! Zero interesowania się mną, zero wkładu w moją edukację, zero jakichkolwiek nici porozumienia ze mną. Nie wiem czy ty widzisz jak mnie zwyczajnie ignorujesz czy jesteś taka zaślepiona i zajęta czymś innym.
-Sorry, okay?!-krzyknęła, by zagłuszyć moje słowa.
-Nie, nie jest ci przykro, gdybyś żałowała swoich czynów, chciałabyś to zmienić, ale tak naprawdę masz to w dupie! Wcale nie jesteś lepsza niż twój ex mąż.-odparłam pełna goryczy, która siedziała we mnie całe dzieciństwo.
Skończyło się na tym, że rodzicielka nic nie mówiła, a ja straciłam ochotę na dalszą rozmowę, jako, że i tak zawsze się kończy to kłótnią. Wzięłam swojego iphona i słuchawki, które nałożyłam na uszy, włączyłam muzykę rocka i zamknęłam się w sobie, tak jak zwykłam robić.
*
Dojechałyśmy do dość dużego domu o kremowym kolorze w ciągu dziesięciu godzin. Jazda nie minęła przyjaźnie, atmosfera, która wisiała w pojeździe była napięta i duszna tak bardzo, że nie mogłam oddychać.
-Cześć, Bambie.-pocałowała mnie w polik Lena.
Nie chciałam jej odepchnąć od siebie, ale nie mogłam powstrzymać grymasu na twarzy.
-Dobrze wiesz, że nie lubię takiej bliskości.-mruknęłam.
-No tak, wiem, wiem.-uśmiechnęła się do mnie siostra.-Będziesz wniebowzięta widząc swój nowy pokój.
-Weźmiesz swoje torby, czy mam ci pomóc?-spytała chłodno matka.
-Poradzę sobie.-odpowiedziała wcale nie cieplej niż ona.
-Coś się stało?-zapytała blondynka.
-Nie.-skłamałam, biorąc swoje torby z bagażnika samochodu.
Dziewczyna podbiegła do matki próbując się dowiedzieć, co między nami zaszło w aucie. Weszłam po schodach do mojego pokoju, mając trzy torby na ramionach. Miały rację, mimo że nie urządzałam tego pomieszczenia, to jednak jego wygląd całkowicie przypadł mi do gustu. Ściany fioletowe z czarnymi motylami. Meble z jasnego, aczkolwiek nie białego drewna idealnie pasowały do wielkiego łóżka o beżowej ramie przy głowie.
Położyłam walizki na łóżku i wyszłam z pokoju. Zeszłam schodami do salonu, a przez szklane drzwi wyszłam do ogrodu. Nasze podwórko miało taras, na którym były dwa składane krzesła z ławką, przyozdobione poduszkami przed tym stał drewniany, ogrodowy stolik. Przy płocie stała huśtawka z ciemnego drewna wisząca na łańcuchach, która mogłaby pomieścić co najmniej 4 osoby. W kącie podwórka stał duży grill, obok którego stało metalowe krzesło.
Czułam się tutaj dobrze, jeśli chodzi o wygodę, jednakże same wyposażenie budynku nie świadczy, że jest on domem. Dopóki nie skończyłam 13 lat, mieszkałam w Chicago, przeprowadziliśmy się do Nowego Jorku, bo ojciec dostał awans, co wymagało przeprowadzki. Miałam tutaj znajomych, za którymi nieszczególnie tęskniłam. Nie chciałam ich spotkać dziś, ani kiedykolwiek, ale biorąc pod uwagę moje "szczęście", wiedziałam, że w szybkim tempie staną mi na drodze.
-O czym myślisz?-usiadła obok mnie Lena.
-Niczym wartym uwagi.-odpowiedziałam.-Co robi Matka?
-Obiad.-szepnęła.-Masz zamiar spotkać się z Caroline, Drake i Marry?
Kiedy moja młodsza siostra wspomniała imiona moich byłych przyjaciół, chciałam zacząć krzyczeć: "Jak ona śmiała?! Ona nic nie wie!", jednakże powstrzymałam się. Nałożyłam maskę na swoją twarz i spojrzałam w dal.
-Nie mam ochoty odnawiać kontaktu z nimi.-odpowiedziałam jej.
-Dlaczego?-była zaskoczona.
-Lena, to jest moja sprawa, więc to zostaw.-ucięłam i wstałam z huśtawki.
Dziewczyna coś do mnie mówiła, jednak ja nie chciałam tego słuchać, zwyczajnie nie mogłam się zmusić, by rozmawiać o tym, co się kiedyś wydarzyło, kiedy nie rozmawiam o tym z moim psychiatrą.
Co do psychiatry... To szczerze myślę o jego zmianie. Nie chcę, aby osoba, która obgadywała mnie z Nickiem, oceniła mnie, mimo, że nie powinna, przede wszystkim nie chcę, by Joey był w moim pobliżu.
Czułam się upokorzona i chciałam, żeby to uczucie się skończyło. Weszłam do mojego nowego pokoju i wyciągnęłam z mojej torby tabletki oraz wodę w butelce. Wzięłam jedną małą, białą tabletkę do buzi i popiłam ją wodą mineralną. Jedyna dobra strona psychiatry, przepisuje leki, które pomagają, takie "happy pills".
Ponownie zeszłam z pierwszego piętra na parter, tym razem jednak usiadłam na sofę w salonie i włączyłam TV. Musiałam zająć czymś umysł, jako, że nie miałam dobrego humoru, wręcz byłam w histerycznym nastroju.
W głowie ciągle miałam myśli dotyczące Nick'a, Daisy i Joey'a, chciałam raz na zawsze zapomnieć ich, całą trójkę zwyczajnie wymazać z mojego umysłu, nie byli bowiem warci mojego smutku. Za dużo razy byłam przygnębiona z powodu innych ludzi. Ogrom ludzi mówi, że po pewnym czasie przyzwyczaisz się do bólu, jednakże mnie, zawsze boli tak samo.
*
-Grace..-podeszła do mnie siostra.
Spojrzałam w jej stronę i natychmiastowo wyłączyłam telewizor. Widziałam w jej oczach łzy, cierpienie.
-Co się stało?-spytałam zaniepokojona.
Blondynka usiadła obok mnie i wtuliła się we mnie.
-Dannie całowała się z moim byłym chłopakiem, powiedziała mi, że i tak nie wrócę do Nowego Jorku, więc nie uważa, że to jakiś problem, aby była z nim.-wyznała.
-Oh, Lena.. Najwyraźniej Dannie nie jest twoją prawdziwą przyjaciółką.
-Ale przyjaźniłam się z nią od ponad 3 lat..
-Ludzie zawodzą nas i musimy się z tym pogodzić, Lena.-potarłam jej ramię.
-Wiem, ale to jest takie trudne, by się przyzwyczaić do tej myśli.
Minęło 20 minut ciszy, kiedy Lena podjęła próbę rozmowy o mnie.
-Mama powiedziała, że masz problem z odżywianiem.-zaczęła cicho.-Wiem, że nie zawsze osoby muszą być chude z takimi zaburzeniami, ale dlaczego ty nie jesteś?
-Bo więcej wymiotuję niż się głodzę.-uznałam, że nie będę owijać w bawełnę i od razu wyznam.-Jednakże myślę, że powinnaś wiedzieć, że nie wymiotuję dlatego, aby zrzucić wagę, a po to, by samą siebie ukarać. Nie lubię o tym rozmawiać, Lena, ale wydaje mi się, że jesteś w takim wieku, że powinnaś być już świadoma co świat może ci wyrządzić.
-To znaczy?
-Ludzie oceniają, cokolwiek powiesz i zrobisz, zawsze będziesz na czyiś językach. Nienawidzę szkoły nie z powodu nauki, a z powodu uczniów i nauczycieli, którzy czekają, by zakpić z ciebie i gnębić twoją osobę. Nasze społeczeństwo dąży do tego, byśmy się okaleczali, sami nas krzywdzą.
-Sami okaleczali? A czasem nie cięcie się jest samookaleczaniem siebie?
-Cięcie się to jeden ze sposobów okaleczania siebie. Są przypadki gdzie ludzie biją samych siebie, oparzają wodą oraz nawet nie uczą się, by zdobyć złe stopnie. Ja wymiotuję, jednakże głodówki mają dużo do zaburzeń odżywiania. Lena, nie chcę, byś myślała, że takie zachowanie jest jakimś wyjściem, bo nie jest.
-To dlaczego to robisz?-spojrzała na mnie wyprostowana.
-Właśnie po to chodzę na terapię, aby się dowiedzieć.-uśmiechnęłam się sztucznie.-Aby sposoby jakimi reaguję na stres zmieniły się na zdrowsze.
-Próbowałam wymiotować.-wyznała szeptem.
-Dlaczego?-zapytałam najciszej jak potrafiłam, nie chcąc, by matka dowiedziała się.
-Dla samego spróbowania. Dlaczego miałabym tego nie robić, skoro ty to robisz?
-No to idź ze mną do psychiatry, bądź.. Jeśli będziesz miała chęć zwymiotowania, przyjdź do mnie i wtedy porozmawiamy, rozproszę cię.-pocieszyłam ją.
-Okay, porozmawiam z tobą, ale leczyć się nie będę..-zgodziła się.
[...] You can't be too careful anymore.
When all that is waiting for you,
Won't come any closer.
You've got to reach out a little more.
Open your eyes like I opened mine.
It's only the real world:
A life you will never know.
Shifting your weight to throw off the pain.
Well, you can ignore it,
But only for so long.
You look like I did.
You resist me just like this:
"You can't tell me to heal!"
And it hurts remembering how it felt to shut down.
[...] Truth never set me free.
Truth never set me free.
Truth never set me free
So I'll do it myself.
Nie możesz być zbyt ostrożny nigdy więcej,
Kiedy to wszystko, co na ciebie czeka,
Nie przyjdzie bliżej.
Musisz sięgnąć po trochę więcej.
Otwórz swoje oczy, tak jak ja otworzyłam moje.
To tylko prawdziwy świat:
Życie, którego nigdy nie poznasz.
Przesuwasz swój ciężar, by odrzucić ból.
No, możesz to ignorować,
Ale nie na długo.
Wyglądasz tak jak ja.
Opierasz mi się:
"Nie możesz mi mówić, aby się leczyć."
I to boli, pamiętanie jak to jest, aby być zamkniętym w sobie.
Prawda nigdy mnie nie wyzwoliła.
Prawda nigdy mnie nie wyzwoliła.
Prawda nigdy mnie nie wyzwoliła.
Więc zrobię to dla siebie.
Zmiana otoczenia *.* Dobry zwrot akcji. Mam pytanko będą pojawiać się jeszcze bohaterowie z Army Academy ?
OdpowiedzUsuńBędą się jeszcze pojawiać. :) Jednakże to chwilę potrwa.
OdpowiedzUsuń