-Co chcesz dziś robić?-spytał od progu Drake.
Spojrzałam poważnie na jego uśmiech.
-Wybieliłeś zęby!-zaczęłam się śmiać, jednakże młody mężczyzna zmarszczył brwi spoglądając na mnie z góry.
Nie mogłam zrozumieć jego głupoty, szkliwo się niszczy przez takie wybielanie, a poza tym, po co? Po jaką cholerę wybielać zęby? Wystarczy myć zęby pastą do zębów dwa razy dziennie, a zęby będą białe, nie śnieżne, ale białe, aczkolwiek zdrowe..
-Przestań..-mruknął spięty.
-Oh, no, przestań.-dałam mu delikatnego kuksańca, a następnie zaprosiłam go do środka.-Napijesz się herbaty?-przestałam się śmiać i nabrałam dystansu.
-Tak, ale wolałbym nie zostawać długo..-rozejrzał się po salonie.
-Spokojnie, moja matka i siostra są w centrum miasta. Matka na rozmowie kwalifikacyjnej, a Lena w szkole.-uprzedziłam.-Mamy co najmniej 4 godziny wolne.
Nie byłam pewna czy od samego początku wiedziałam, że coś takiego mogłoby się wydarzyć, czy może sama byłam zaskoczona. Nie przyjemna była mi myśl, że spotykałam się ponownie z Drake'm zaledwie przez 3 dni, a skończyliśmy w tym miejscu.
Przywarł do mnie ciałem i całował namiętnie. Wsunęłam swoje dłonie w jego włosy na głowie i odwzajemniałam jego pocałunki. Mężczyzna dotykał każdej partii mojego ciała, nie przerywając pieszczot, położył mnie na sofie, gdzie zaczęliśmy zdejmować z siebie ubrania.
"Ochrzciliśmy miejsce" i nie czułam się z tym świetnie, biorąc uwagę choćby to, że jeszcze dwa tygodnie temu byłam zauroczona w innym facecie i spałam z nim, nieważne, że ze złości poszłam z nim do łóżka, ważne, iż to zrobiłam. Nie nazwałabym siebie dziwką czy puszczalską, ale nie brakowało mi dużo, by zacząć o sobie tak myśleć i nie sprawiało mi to przyjemności.
Tęskniłam za dawną sobą; sobą, która spędzała czas przed laptopem i traciła rachubę czasu oglądając filmy; sobą, która wolała się wyciszyć niż znajdować nowe problemy.
-Uwielbiam cię..-wysapał z siebie Drake, kiedy skończyliśmy uprawiać seks.
Nie wierzyłam w jego słowa, wiedziałam, że mnie lubi, ale nie wielbił mnie, jako dzieci tylko się lubiliśmy, teraz nie będzie inaczej.
-Fajnie.-szepnęłam z uśmiechem, udając, że uwierzyłam mu.
Pocałowałam go w polik i zaczęłam się ubierać w bieliznę. Brunet leżał na sofie, kiedy ja ubierałam czarny t-shirt i jeansy, on przyglądał mi się uważnie.
-Jesteś piękna, wiesz o tym?-zaczął mi prawić komplementy, na co odwrócona plecami do niego zrobiłam zniesmaczoną minę.
Nienawidzę być komplementowana, ale co bardziej nienawidzę, to to, że muszę udawać, że jest inaczej.
-Dzięki.-uśmiechnęłam się odwracając do niego twarzą.-Może pójdziemy do centrum handlowego? Muszę kupić sobie nowe buty, bo te nadają się tylko na śmietnik.-spojrzałam na moje buty, które leżały w pod ścianą, koło okna, całe w błocie.
-Co ty z nimi robiłaś?-spytał śmiejąc się i ubierając się jednocześnie.
-Szkoła wojskowa, ot co.-powiedziałam mu.
-Co? Gdzie ty chodzisz do szkoły?-patrzył na mnie zaskoczony.
-Ojciec..-mruknęłam.-Mimo wszystko, to niezła szkoła, a ojciec podjął jedyną słuszną decyzję, pomijając fakt, że ze złych pobudek.-podeszłam do szafki z butami Leny i wyjęłam jedną parę tenisówek.
-Możemy iść i kupić ci buty, ale ja chcę zajść też na pizzę, więc..-zmienił temat.
-Ograniczam węglowodany.-zapowiedziałam.
-Możesz zamówić sałatkę, nie naciskam.
Spojrzałam na kanapę, która była czysta, jakby w ogóle nie odbył przed chwilą tam stosunek.
Mężczyzna położył swoją dłoń na moją talię i zaczął iść przed siebie. Zaśmiałam się i ściągnęłam z siebie jego dłoń, następnie wyszłam za nim z domu.
*
Patrzyłam otumaniona, kiedy matka robiła obiad, a jej córka jej w tym pomagała. Wiedziałam, że mają więź, której ja nie miałam z rodzicielką, akceptowałam to, więc moją nieobecnością psychiczną nie był ten moment powodem.
Ludzie lubią wpakowywać się w różne sytuacje, szczególnie w te skomplikowane. Docierało do mnie to, co zrobiłam wraz z Drake'm, on przecież miał poznać dziewczynę, Kelly, za którą ma wyjść za mąż, już na zimę. Moje zachowanie było lekkomyślne, nieprzemyślne, zwyczajnie głupie i dziecinne, wstydziłam się za samą siebie.
-Coś cię trapi?-spytała matka wstawiając pieczeń do piecyka.
-Nic związane z wami.-mruknęłam.-Dlaczego robisz taką dużo kolację? Ktoś przyjdzie?-zmieniłam temat rozmowy i spojrzałam na nie obie uważnie.
-Przyjedzie mój kolega.-odpowiedziała Sierra.
-Chciała powiedzieć chłopak.-wtrąciła śmiejąc się Lena.
Zmierzyłam sceptycznie wzrokiem moją rodzicielkę i prychnęłam pod nosem.
-Kolejny? Dopiero podpisałaś papiery rozwodowe i już masz faceta?-zakpiłam.
-Grace, to jest tylko i wyłączenie moja sprawa.
-No właśnie nie. Masz dwoje dzieci, chcesz, abyśmy go poznały, więc to jest nasza sprawa, dotyczy to nas. Chcę dla ciebie dobrze, ale czy nie uważasz, że to za wcześnie?-mierzyłam ją wzrokiem.
-Grace, weź nie marudź.-Lena chciała zacząć bronić kobietę.
-Cicho, Lena. Nie rozumiesz, że to nasza sprawa? Skąd masz pewność, że to nie jest kolejny idiota, jak twój były mąż, z którym spędziłaś większą połowę swojego życia?!
-John chodzi wraz ze mną na zebrania AA, więc mam pewność, że chce się wziąć za siebie!-wykrzyczała.
Ucichłam i wyprostowałam się na krześle. Najwyraźniej nie jestem sama w wybieraniu złych facetów, mam to po mamuśce, fajna cecha, sama sobie gratuluję. Byłam wściekła i nie miałam zamiaru tego ukrywać.
-Gratuluję wzoru facetów, twój typ to mężczyzna z problemami.-wstałam z krzesła i trzasnęłam nim o ziemię.
-Czemu aż tak bardzo się wściekasz?!-zapytała mnie matka.
-Bo mam to po tobie, okay?! To, że wybieramy pojebanych facetów, przekazałaś mi to i wiesz co najgorsze, że nawet nie chcę tego zmienić!
-I to moja wina?!
-Tak! To ty mnie urodziłaś, dałaś połowę swoich genów, a preferencje nauczyłam się w domu, kurwa, nawet nie w domu, tego budynku nie można było nazwać domem. Ojciec spierdolił mi psychikę, a ty wcale nie ułatwiasz!
-Dlaczego zawsze zwalasz te twoje problemy na mnie i na ojca?!-krzyczała.
-Może dlatego, że to prawda! Nie wiesz jak to było budzić się w środku nocy, bo się kłóciliście! Nie wiesz jak to było, kiedy zaczynaliście awantury, któreś z was wychodziło z domu i płakało się bezgłośnie, przeraźliwie cicho w poduszkę, bojąc się, że nie wrócicie! Nie wiesz jak to jest, wiedzieć, że mój własny ojciec brzydzi się mną, nie chce mnie! Matka i siostra są dla siebie, a ja jestem sama dla siebie! Po jaką cholerę mnie zatrzymaliście? Nie chcieliście mnie! Po co ci byłam! O wiele lepiej byłoby mi w domu dziecka lub gdybym była nieżywa!
-Nie mów tak do mnie! Nie ja próbowałam cię zabić, sama chciałaś to zrobić! To, że ty uważasz, że lepiej byłoby bez ciebie, nie oznacza, że to prawda!
-A powiedz mi, że zmieniłoby się coś! Powiedz!
Nasza kłótnia ucichła, by ustąpić miejsca ciszy, która była wystarczająco napięta, by Lena wybiegła z kuchni do swojego pokoju. Matka i ja patrzyłyśmy na siebie i nie mogłyśmy nic powiedzieć, otwierałyśmy usta na przemian, ale nic z nich nie wylatywało, żadne słowa, a nasze oddechy stały się płytkie.
Może i przesadziła, nie można być całkowicie szczerym, nawet wobec rodziny. Tak naprawdę nie obwiniałam jej, a ojca, i nie za wszystko, tylko za niektóre sytuacje, za poszczególne szkody w moim umyśle. Dziwię się, że Lena nie ma większych problemów niż pokazuje, wychowywała się w tym samym domu co ja, a lepiej się trzyma. Miałam uraz do własnej rodziny i nie potrafiłam im tego wybaczyć, zapomnieć, nawet nie chciałam dopuszczać takiej myśli, że mogłabym puścić w niepamięć to wszystko.
-Grace, masz swój świat, zawsze miałaś.-zaczęła cicho.-To nie jest złe, ale problem w tym, że zamiast wziąć życie w swoje ręce, obwiniasz mnie i ojca o swoje problemu.
-Bo gdyby nie ty i on, gdybyście nie mieszali mi w głowie od dziecka, byłabym normalna!-krzyknęłam wściekła.
-Nie przerywaj mi..
-Myślisz, że miałam jakikolwiek na was wpływ?! Nie miałam żadnej kontroli nad tym co robiliście, co mówiliście, jak mnie traktowaliście!
-Ale teraz jesteś prawie dorosła, zacznij panować nad swoim życiem, skoro tak bardzo tego chcesz, możesz wszystko zmienić, przede wszystkim siebie.
-Nie mogę wszystkiego zmienić.-powiedziałam sceptycznie.-Nie jestem dzieckiem, wiem, że to co mnie otacza to nie mogę tego zmienić, jedyne na co mam wpływ to na siebie. Przyzwyczaiłam się.
-Bambie..
-Nie mów tak do mnie.-spojrzałam na nią oschle.-Mam dość tej rozmowy, ona i tak prowadzi donikąd, a poznać twojego nowego faceta nie zamierzam.
Nie czekałam na jej reakcję, od razu odwróciłam się na pięcie i weszłam po schodach do mojego nowego pokoju, zamknęłam za sobą drzwi i włączyłam laptopa na łóżku, gdzie się położyłam. Kiedy próbowałam uruchomić serial "Reign", do mojego pokoju weszła moja siostra. Podniosłam na nią wzrok, dziewczyna usiadła obok mnie na łóżku i westchnęła.
-Dlaczego tak negatywnie podchodzisz do wszystkiego co się dzieje?-zapytała.
Podniosłam się z pozycji leżącej, by usiąść po turecku.
-To znaczy?-chciałam, by podała przykład.
-Wszystko i wszyscy. Nie znasz jej faceta, a już powiedziałaś, że to może być taki wariat jak ojciec. Do swoich dawnych znajomych, nie chcesz się z nimi zobaczyć. A Sierrę? Ją nieustannie traktujesz jak wroga, a to twoja matka.-wyjaśniła cicho.
Wiedziałam, że ma rację i źle się czułam z tym, że Lena jest mądrzejsza niż ja w kwestiach uczuciowych, ja, starsza siostra.
-Jeśli chodzi o jej nowego mężczyznę to powiedziałam może, a może być nie musi. Moi dawni znajomi zranili mnie, dobrze, Lena? Dlatego nie chcę mieć do czynienia z Caroline oraz Mary, a jeśli chodzi o Drake'a to się z nim spotykam od samego przyjazdu.
-Masz odpowiedź na wszystko, prawda?-spojrzała na mnie sceptycznie.
-Nie, nie mam na wszystko odpowiedzi.-mruknęłam z uśmiechem.-Jeśli chodzi o Sierrę to masz rację, Lena, jest ona naszą matką i jaka by nie była, jest lepsza niż ojciec i zasługuje na jakiś szacunek. Zgodzę się, że moje zachowanie było złe, aczkolwiek miało uzasadnienie.
-Gratuluję ci, Grace, zrobiłaś krok do przodu.-uśmiechnęła się do mnie moja siostra.
-Nie kpij..
-Nie kpię!-zapiszczała zaprzeczając.-Mówię szczerze. Przeprosisz mamę?
-Nie przesadzaj, mała.-zaśmiałam się.-Mam zamiar spędzić dzisiejszy wieczór na oglądaniu serialów, nic innego. Nie mam ochoty poznawać ludzi, a tym bardziej Sierry facetów.
-Twój wybór.-wyszła uśmiechnięta z mojego pokoju.
Czułam się dziwnie, lepiej, a jednak nadal nieoczekiwanie chłodno. Mimo, że nie udawałam przyznania się do winy, że źle postąpiłam wobec rodzicielki, to jednak miałam wrażenie, że moja osoba nie wierzy w moje własne słowa, jakbym była za szkłem i osoba, która przeprosiła, nie była mną.
Przywarł do mnie ciałem i całował namiętnie. Wsunęłam swoje dłonie w jego włosy na głowie i odwzajemniałam jego pocałunki. Mężczyzna dotykał każdej partii mojego ciała, nie przerywając pieszczot, położył mnie na sofie, gdzie zaczęliśmy zdejmować z siebie ubrania.
"Ochrzciliśmy miejsce" i nie czułam się z tym świetnie, biorąc uwagę choćby to, że jeszcze dwa tygodnie temu byłam zauroczona w innym facecie i spałam z nim, nieważne, że ze złości poszłam z nim do łóżka, ważne, iż to zrobiłam. Nie nazwałabym siebie dziwką czy puszczalską, ale nie brakowało mi dużo, by zacząć o sobie tak myśleć i nie sprawiało mi to przyjemności.
Tęskniłam za dawną sobą; sobą, która spędzała czas przed laptopem i traciła rachubę czasu oglądając filmy; sobą, która wolała się wyciszyć niż znajdować nowe problemy.
-Uwielbiam cię..-wysapał z siebie Drake, kiedy skończyliśmy uprawiać seks.
Nie wierzyłam w jego słowa, wiedziałam, że mnie lubi, ale nie wielbił mnie, jako dzieci tylko się lubiliśmy, teraz nie będzie inaczej.
-Fajnie.-szepnęłam z uśmiechem, udając, że uwierzyłam mu.
Pocałowałam go w polik i zaczęłam się ubierać w bieliznę. Brunet leżał na sofie, kiedy ja ubierałam czarny t-shirt i jeansy, on przyglądał mi się uważnie.
-Jesteś piękna, wiesz o tym?-zaczął mi prawić komplementy, na co odwrócona plecami do niego zrobiłam zniesmaczoną minę.
Nienawidzę być komplementowana, ale co bardziej nienawidzę, to to, że muszę udawać, że jest inaczej.
-Dzięki.-uśmiechnęłam się odwracając do niego twarzą.-Może pójdziemy do centrum handlowego? Muszę kupić sobie nowe buty, bo te nadają się tylko na śmietnik.-spojrzałam na moje buty, które leżały w pod ścianą, koło okna, całe w błocie.
-Co ty z nimi robiłaś?-spytał śmiejąc się i ubierając się jednocześnie.
-Szkoła wojskowa, ot co.-powiedziałam mu.
-Co? Gdzie ty chodzisz do szkoły?-patrzył na mnie zaskoczony.
-Ojciec..-mruknęłam.-Mimo wszystko, to niezła szkoła, a ojciec podjął jedyną słuszną decyzję, pomijając fakt, że ze złych pobudek.-podeszłam do szafki z butami Leny i wyjęłam jedną parę tenisówek.
-Możemy iść i kupić ci buty, ale ja chcę zajść też na pizzę, więc..-zmienił temat.
-Ograniczam węglowodany.-zapowiedziałam.
-Możesz zamówić sałatkę, nie naciskam.
Spojrzałam na kanapę, która była czysta, jakby w ogóle nie odbył przed chwilą tam stosunek.
Mężczyzna położył swoją dłoń na moją talię i zaczął iść przed siebie. Zaśmiałam się i ściągnęłam z siebie jego dłoń, następnie wyszłam za nim z domu.
*
Patrzyłam otumaniona, kiedy matka robiła obiad, a jej córka jej w tym pomagała. Wiedziałam, że mają więź, której ja nie miałam z rodzicielką, akceptowałam to, więc moją nieobecnością psychiczną nie był ten moment powodem.
Ludzie lubią wpakowywać się w różne sytuacje, szczególnie w te skomplikowane. Docierało do mnie to, co zrobiłam wraz z Drake'm, on przecież miał poznać dziewczynę, Kelly, za którą ma wyjść za mąż, już na zimę. Moje zachowanie było lekkomyślne, nieprzemyślne, zwyczajnie głupie i dziecinne, wstydziłam się za samą siebie.
-Coś cię trapi?-spytała matka wstawiając pieczeń do piecyka.
-Nic związane z wami.-mruknęłam.-Dlaczego robisz taką dużo kolację? Ktoś przyjdzie?-zmieniłam temat rozmowy i spojrzałam na nie obie uważnie.
-Przyjedzie mój kolega.-odpowiedziała Sierra.
-Chciała powiedzieć chłopak.-wtrąciła śmiejąc się Lena.
Zmierzyłam sceptycznie wzrokiem moją rodzicielkę i prychnęłam pod nosem.
-Kolejny? Dopiero podpisałaś papiery rozwodowe i już masz faceta?-zakpiłam.
-Grace, to jest tylko i wyłączenie moja sprawa.
-No właśnie nie. Masz dwoje dzieci, chcesz, abyśmy go poznały, więc to jest nasza sprawa, dotyczy to nas. Chcę dla ciebie dobrze, ale czy nie uważasz, że to za wcześnie?-mierzyłam ją wzrokiem.
-Grace, weź nie marudź.-Lena chciała zacząć bronić kobietę.
-Cicho, Lena. Nie rozumiesz, że to nasza sprawa? Skąd masz pewność, że to nie jest kolejny idiota, jak twój były mąż, z którym spędziłaś większą połowę swojego życia?!
-John chodzi wraz ze mną na zebrania AA, więc mam pewność, że chce się wziąć za siebie!-wykrzyczała.
Ucichłam i wyprostowałam się na krześle. Najwyraźniej nie jestem sama w wybieraniu złych facetów, mam to po mamuśce, fajna cecha, sama sobie gratuluję. Byłam wściekła i nie miałam zamiaru tego ukrywać.
-Gratuluję wzoru facetów, twój typ to mężczyzna z problemami.-wstałam z krzesła i trzasnęłam nim o ziemię.
-Czemu aż tak bardzo się wściekasz?!-zapytała mnie matka.
-Bo mam to po tobie, okay?! To, że wybieramy pojebanych facetów, przekazałaś mi to i wiesz co najgorsze, że nawet nie chcę tego zmienić!
-I to moja wina?!
-Tak! To ty mnie urodziłaś, dałaś połowę swoich genów, a preferencje nauczyłam się w domu, kurwa, nawet nie w domu, tego budynku nie można było nazwać domem. Ojciec spierdolił mi psychikę, a ty wcale nie ułatwiasz!
-Dlaczego zawsze zwalasz te twoje problemy na mnie i na ojca?!-krzyczała.
-Może dlatego, że to prawda! Nie wiesz jak to było budzić się w środku nocy, bo się kłóciliście! Nie wiesz jak to było, kiedy zaczynaliście awantury, któreś z was wychodziło z domu i płakało się bezgłośnie, przeraźliwie cicho w poduszkę, bojąc się, że nie wrócicie! Nie wiesz jak to jest, wiedzieć, że mój własny ojciec brzydzi się mną, nie chce mnie! Matka i siostra są dla siebie, a ja jestem sama dla siebie! Po jaką cholerę mnie zatrzymaliście? Nie chcieliście mnie! Po co ci byłam! O wiele lepiej byłoby mi w domu dziecka lub gdybym była nieżywa!
-Nie mów tak do mnie! Nie ja próbowałam cię zabić, sama chciałaś to zrobić! To, że ty uważasz, że lepiej byłoby bez ciebie, nie oznacza, że to prawda!
-A powiedz mi, że zmieniłoby się coś! Powiedz!
Nasza kłótnia ucichła, by ustąpić miejsca ciszy, która była wystarczająco napięta, by Lena wybiegła z kuchni do swojego pokoju. Matka i ja patrzyłyśmy na siebie i nie mogłyśmy nic powiedzieć, otwierałyśmy usta na przemian, ale nic z nich nie wylatywało, żadne słowa, a nasze oddechy stały się płytkie.
Może i przesadziła, nie można być całkowicie szczerym, nawet wobec rodziny. Tak naprawdę nie obwiniałam jej, a ojca, i nie za wszystko, tylko za niektóre sytuacje, za poszczególne szkody w moim umyśle. Dziwię się, że Lena nie ma większych problemów niż pokazuje, wychowywała się w tym samym domu co ja, a lepiej się trzyma. Miałam uraz do własnej rodziny i nie potrafiłam im tego wybaczyć, zapomnieć, nawet nie chciałam dopuszczać takiej myśli, że mogłabym puścić w niepamięć to wszystko.
-Grace, masz swój świat, zawsze miałaś.-zaczęła cicho.-To nie jest złe, ale problem w tym, że zamiast wziąć życie w swoje ręce, obwiniasz mnie i ojca o swoje problemu.
-Nie przerywaj mi..
-Myślisz, że miałam jakikolwiek na was wpływ?! Nie miałam żadnej kontroli nad tym co robiliście, co mówiliście, jak mnie traktowaliście!
-Ale teraz jesteś prawie dorosła, zacznij panować nad swoim życiem, skoro tak bardzo tego chcesz, możesz wszystko zmienić, przede wszystkim siebie.
-Nie mogę wszystkiego zmienić.-powiedziałam sceptycznie.-Nie jestem dzieckiem, wiem, że to co mnie otacza to nie mogę tego zmienić, jedyne na co mam wpływ to na siebie. Przyzwyczaiłam się.
-Bambie..
-Nie mów tak do mnie.-spojrzałam na nią oschle.-Mam dość tej rozmowy, ona i tak prowadzi donikąd, a poznać twojego nowego faceta nie zamierzam.
Nie czekałam na jej reakcję, od razu odwróciłam się na pięcie i weszłam po schodach do mojego nowego pokoju, zamknęłam za sobą drzwi i włączyłam laptopa na łóżku, gdzie się położyłam. Kiedy próbowałam uruchomić serial "Reign", do mojego pokoju weszła moja siostra. Podniosłam na nią wzrok, dziewczyna usiadła obok mnie na łóżku i westchnęła.
-Dlaczego tak negatywnie podchodzisz do wszystkiego co się dzieje?-zapytała.
Podniosłam się z pozycji leżącej, by usiąść po turecku.
-To znaczy?-chciałam, by podała przykład.
-Wszystko i wszyscy. Nie znasz jej faceta, a już powiedziałaś, że to może być taki wariat jak ojciec. Do swoich dawnych znajomych, nie chcesz się z nimi zobaczyć. A Sierrę? Ją nieustannie traktujesz jak wroga, a to twoja matka.-wyjaśniła cicho.
Wiedziałam, że ma rację i źle się czułam z tym, że Lena jest mądrzejsza niż ja w kwestiach uczuciowych, ja, starsza siostra.
-Jeśli chodzi o jej nowego mężczyznę to powiedziałam może, a może być nie musi. Moi dawni znajomi zranili mnie, dobrze, Lena? Dlatego nie chcę mieć do czynienia z Caroline oraz Mary, a jeśli chodzi o Drake'a to się z nim spotykam od samego przyjazdu.
-Masz odpowiedź na wszystko, prawda?-spojrzała na mnie sceptycznie.
-Nie, nie mam na wszystko odpowiedzi.-mruknęłam z uśmiechem.-Jeśli chodzi o Sierrę to masz rację, Lena, jest ona naszą matką i jaka by nie była, jest lepsza niż ojciec i zasługuje na jakiś szacunek. Zgodzę się, że moje zachowanie było złe, aczkolwiek miało uzasadnienie.
-Gratuluję ci, Grace, zrobiłaś krok do przodu.-uśmiechnęła się do mnie moja siostra.
Take to the sky.
Open up your eyes and see how far you get in just one day.
Take to the sea.
And open up your heart and see how far you get atop this place.
And it's a big old world we live in now.
And how mighty it can be.
[...] Oh and all your days you live life on the run.
But now you see your time is finally gone.
To live your life just one day by one.
Udaj się do nieba.
Otwórz oczy i zobacz jak daleko znalazłeś się w ciągu tylko jednego dnia.
Udaj się nad morze.
I otwórz swoje serce, zobacz jak daleko na szczyt.
A to jest ogromny świat, w którym żyjemy.
I jaki potężny może być.
Oh, i wszystkie twoje dni, które przeżyłeś w biegu.
Ale teraz widzisz, że twój czas dobiegł końca.
Czas, by zacząć żyć dzień po dniu.
-Nie kpij..
-Nie kpię!-zapiszczała zaprzeczając.-Mówię szczerze. Przeprosisz mamę?
-Nie przesadzaj, mała.-zaśmiałam się.-Mam zamiar spędzić dzisiejszy wieczór na oglądaniu serialów, nic innego. Nie mam ochoty poznawać ludzi, a tym bardziej Sierry facetów.
-Twój wybór.-wyszła uśmiechnięta z mojego pokoju.
Czułam się dziwnie, lepiej, a jednak nadal nieoczekiwanie chłodno. Mimo, że nie udawałam przyznania się do winy, że źle postąpiłam wobec rodzicielki, to jednak miałam wrażenie, że moja osoba nie wierzy w moje własne słowa, jakbym była za szkłem i osoba, która przeprosiła, nie była mną.
Merci ^^ tym razem tylko tyle.
OdpowiedzUsuń