Wiedziałam, że nie mam tutaj przyjaciół, ale wieść, że już mam wrogów - zaskoczyła mnie. Nie będę robić z siebie kozła ofiarnego, bo nie byłam sama jedyna w tej chorej zabawie; w tym czymś uczestniczyły wszystkie dziewczyny, niezależnie od klasy, w której były.
Obudzono nas o 2 w nocy, w sumie to zwalono nas z łóżek i oblano lodowatą wodą. Przypuszczałam, że sprawcami byli koledzy Thomas'a, oraz i on, ale mieli na głowach kominiarki, co nie pozwalało mi ujrzeć twarz tych psychopatów, kiedy coś mówili mogłam jedynie usłyszeć głosy obcych mi młodych mężczyzn oraz przyjaciół Thomas'a. Wyciągnęli każdą dziewczynę z pokoju i nałożyli nam na plecy plecaki o ciężkiej zawartości, a następnie kazali nam wyjść szybko z budynku i biec najdłuższą drogą w las, przez las i z powrotem do szkoły. Kiedy któraś dziewczyna wywróciła się, bo biegłyśmy boso, wykrzykiwali głośno jak bardzo jesteśmy do bani. Musiałyśmy biec szybko i nie było przerw na oddech, plecaki wżynały nam się w łopatki, co powodowało mocny ból w plecach. Mimo mojej "super mocy", zmęczyłam się, ale nadal biegłam, jako jedyna nie przewróciłam się, nie zatrzymałam się na oddech, nawet nie patrzyłam na mężczyzn w kominiarkach, po prostu biegłam przed siebie uważając, by nie pokaleczyć nóg.
-Myślisz, że jak jesteś najlepsza z dziewczyn, to się tutaj nadajesz?!-wrzeszczał mi do ucha jeden z kolegów Thomas'a.-Mylisz się! Jesteś niczym, jesteś zwykłą dziwką, która myśli, że jak będzie w wojsku, to wszystko się jej należy!
Byłam oburzona, cieszyłam się, że wreszcie ten idiotyczny bieg dobiegł końca, jednak najwięcej radości sprawiło mi to, jak zrzuciłam z pleców plecak, następnie odwinęłam się i z całej siły przywaliłam z pięści chłopakowi, który mnie obrażał podczas biegu. Moje zachowanie zaskoczyło wszystkich kadetów, ale najbardziej młodego mężczyzny, którego uderzyłam. Nie trzeba być geniuszem, by wiedzieć, że chłopak zdjął kominiarkę, otarł swój nos, z którego sączyła się krew, spojrzał na mnie wściekły i chciał mi oddać, jednakże nie byłam osobą, która pozwalała innym na przemoc wobec mojej osoby. Walka, która zaistniała między mną a kolegą chłopaka, którego pokonałam w biegu na lekcji, ciągła się w nieskończoność, aż w końcu ktoś wszedł między mnie a niego, kiedy obróciłam twarzy, by spojrzeć na niego, okazało się, że to Thomas, we własnej osobie.
-Idiota.-mruknęłam pod nosem, jednakże wystarczająco głośno, aby wszyscy usłyszeli.
Nie czekając na kolejną walkę pomiędzy mną a świrem, który darł się w moje ucho, poszłam do mojego pokoju, skąd zabrałam ręcznik i czysty mundur szkolny, następnie poszłam pod prysznic w łaźni dla dziewczyn, gdzie każda kadetka już była i obmywała się z brudu.
Kiedy kadetki mnie zobaczyły, zaczęły klaskać i uśmiechać się w moją stronę, jakbym zrobiła coś dobrego. Uśmiechnęłam się sztywno, mimo, że nie wiedziałam nawet o co im chodzi, wolałam udawać, że wiem. Kiedy wchodzisz między wrony, lepiej kracz jak one. Nie chciałam mieć problemów nawet z dziewczynami z tej szkoły, wystarczyła mi nienawiść chłopaków, która wydawała mi się całkowicie niezasłużona.
*
-Pomyślcie o czymś, co sprawia wam przyjemność i powiedzcie co to jest całej grupie.-powiedział psychiatra na zbiorowym spotkaniu.
Obudzono nas o 2 w nocy, w sumie to zwalono nas z łóżek i oblano lodowatą wodą. Przypuszczałam, że sprawcami byli koledzy Thomas'a, oraz i on, ale mieli na głowach kominiarki, co nie pozwalało mi ujrzeć twarz tych psychopatów, kiedy coś mówili mogłam jedynie usłyszeć głosy obcych mi młodych mężczyzn oraz przyjaciół Thomas'a. Wyciągnęli każdą dziewczynę z pokoju i nałożyli nam na plecy plecaki o ciężkiej zawartości, a następnie kazali nam wyjść szybko z budynku i biec najdłuższą drogą w las, przez las i z powrotem do szkoły. Kiedy któraś dziewczyna wywróciła się, bo biegłyśmy boso, wykrzykiwali głośno jak bardzo jesteśmy do bani. Musiałyśmy biec szybko i nie było przerw na oddech, plecaki wżynały nam się w łopatki, co powodowało mocny ból w plecach. Mimo mojej "super mocy", zmęczyłam się, ale nadal biegłam, jako jedyna nie przewróciłam się, nie zatrzymałam się na oddech, nawet nie patrzyłam na mężczyzn w kominiarkach, po prostu biegłam przed siebie uważając, by nie pokaleczyć nóg.
-Myślisz, że jak jesteś najlepsza z dziewczyn, to się tutaj nadajesz?!-wrzeszczał mi do ucha jeden z kolegów Thomas'a.-Mylisz się! Jesteś niczym, jesteś zwykłą dziwką, która myśli, że jak będzie w wojsku, to wszystko się jej należy!
Byłam oburzona, cieszyłam się, że wreszcie ten idiotyczny bieg dobiegł końca, jednak najwięcej radości sprawiło mi to, jak zrzuciłam z pleców plecak, następnie odwinęłam się i z całej siły przywaliłam z pięści chłopakowi, który mnie obrażał podczas biegu. Moje zachowanie zaskoczyło wszystkich kadetów, ale najbardziej młodego mężczyzny, którego uderzyłam. Nie trzeba być geniuszem, by wiedzieć, że chłopak zdjął kominiarkę, otarł swój nos, z którego sączyła się krew, spojrzał na mnie wściekły i chciał mi oddać, jednakże nie byłam osobą, która pozwalała innym na przemoc wobec mojej osoby. Walka, która zaistniała między mną a kolegą chłopaka, którego pokonałam w biegu na lekcji, ciągła się w nieskończoność, aż w końcu ktoś wszedł między mnie a niego, kiedy obróciłam twarzy, by spojrzeć na niego, okazało się, że to Thomas, we własnej osobie.
-Idiota.-mruknęłam pod nosem, jednakże wystarczająco głośno, aby wszyscy usłyszeli.
Nie czekając na kolejną walkę pomiędzy mną a świrem, który darł się w moje ucho, poszłam do mojego pokoju, skąd zabrałam ręcznik i czysty mundur szkolny, następnie poszłam pod prysznic w łaźni dla dziewczyn, gdzie każda kadetka już była i obmywała się z brudu.
Kiedy kadetki mnie zobaczyły, zaczęły klaskać i uśmiechać się w moją stronę, jakbym zrobiła coś dobrego. Uśmiechnęłam się sztywno, mimo, że nie wiedziałam nawet o co im chodzi, wolałam udawać, że wiem. Kiedy wchodzisz między wrony, lepiej kracz jak one. Nie chciałam mieć problemów nawet z dziewczynami z tej szkoły, wystarczyła mi nienawiść chłopaków, która wydawała mi się całkowicie niezasłużona.
*
-Pomyślcie o czymś, co sprawia wam przyjemność i powiedzcie co to jest całej grupie.-powiedział psychiatra na zbiorowym spotkaniu.
Młodzież popatrzyła się po sobie, żadne nie chciało mówić pierwsze. Drzwi otworzyły się z hukiem, przez które wszedł do pokoju chłopak, który przyciągał uwagę, a raczej jego bujne, lokowane włosy. Mężczyzna był po raz pierwszy na naszych wspólnych zajęciach, a wydawało mi się, że już go kiedyś poznałam, jednakże to było niemal niemożliwe, bo takich włosów nie da się przegapić, w sumie to nawet jego wieku - chłopak był najstarszy z nas, powiedziałabym, że ma około 20 lat, choć jego włosy umniejszały jego dojrzałość fizyczną.
-Myślałem, że już nie przyjdziesz.-przywitał psychiatra nowego osobnika uczęszczającego na nasze spotkania.-To jest Nicolas.-wskazał na chłopaka.-Usiądź.
-Może się przedstawicie?-zapytał nowy uczestnik wpatrując się w każdego po kolei.
Widziałam spojrzenie dziewczyn i chciało mi się śmiać, jednak powstrzymywałam się, by nie wyjść za jakiegoś świrusa.
Wymienili swoje imiona kolejno, tak jak i ja; dziewczyny szczerzyły się do nowego chłopaka, jednakże moja i pozostałych chłopaków, chęć zawierania przyjaciół była minimalna. Ciągle czułam na sobie jego spojrzenie, co rozpraszało mnie, jednakże coś sprawiało, że nie miałam nic przeciwko jego spojrzeniom.
-Grace, a może ty masz czym się możesz podzielić?-spytał mnie psychiatra, a oczy wszystkich pacjentów skierowały się na mnie.
Zagryzłam wnętrze prawego polika, nie wiedząc co odpowiedzieć.
-To znaczy?-chciałam uzyskać coś bardziej szczegółowego z pytania.
-Czy coś się ostatnio wydarzyło, co wyjątkowo cię zadowoliło?-zmienił pytanie.
Przypomniałam sobie sytuację sprzed kilku dni, na co się uśmiechnęłam.
-Przywaliłam chłopakowi, który się znęca nad kobietami, co niezwykle zaspokoiło moją chęć zamordowania całej ludności na świecie.-oznajmiłam.
Widziałam oczy młodzieży i ich emocje, które nie były ukryte, wszyscy byli albo zaskoczeni albo zaniepokojeni, oprócz Nicolas'a, który odwzajemniał mój szeroki uśmiech.
-Czyli wykorzystałaś swoją złość, by zwalczyć gnębiciela, to dobrze, jednak może słowa wystarczyłyby.-powiedział psychiatra.
-Wątpię, to jest jeden z typów chłopaków: "tyran, czyli jaki to ja nie jestem", a więc krótko mówiąc, cios w nos z pięści był jedynym wyjściem.
-No to w takim razie gratulujemy ci odwagi, by przeciwstawić się dręczycielowi.
Nie czułam się jak bohaterka, ale też nie mogłam powiedzieć, że nie widziałam jak dobrą rzecz zrobiłam. Takie typy mężczyzn mnie obrzydzają, mój ojciec jest takim typem, a go nienawidzę. Może i nie jesteśmy kimś więcej, by kogoś oceniać, ale co do mojego ojca, to wydaje mi się, że mam to prawo, by powiedzieć, że jest potworem, a wszyscy inni, którzy są podobni do niego w jakimś stopniu, równie źli.
Zagryzłam wnętrze prawego polika, nie wiedząc co odpowiedzieć.
-To znaczy?-chciałam uzyskać coś bardziej szczegółowego z pytania.
-Czy coś się ostatnio wydarzyło, co wyjątkowo cię zadowoliło?-zmienił pytanie.
Przypomniałam sobie sytuację sprzed kilku dni, na co się uśmiechnęłam.
-Przywaliłam chłopakowi, który się znęca nad kobietami, co niezwykle zaspokoiło moją chęć zamordowania całej ludności na świecie.-oznajmiłam.
Widziałam oczy młodzieży i ich emocje, które nie były ukryte, wszyscy byli albo zaskoczeni albo zaniepokojeni, oprócz Nicolas'a, który odwzajemniał mój szeroki uśmiech.
-Czyli wykorzystałaś swoją złość, by zwalczyć gnębiciela, to dobrze, jednak może słowa wystarczyłyby.-powiedział psychiatra.
-Wątpię, to jest jeden z typów chłopaków: "tyran, czyli jaki to ja nie jestem", a więc krótko mówiąc, cios w nos z pięści był jedynym wyjściem.
-No to w takim razie gratulujemy ci odwagi, by przeciwstawić się dręczycielowi.
Nie czułam się jak bohaterka, ale też nie mogłam powiedzieć, że nie widziałam jak dobrą rzecz zrobiłam. Takie typy mężczyzn mnie obrzydzają, mój ojciec jest takim typem, a go nienawidzę. Może i nie jesteśmy kimś więcej, by kogoś oceniać, ale co do mojego ojca, to wydaje mi się, że mam to prawo, by powiedzieć, że jest potworem, a wszyscy inni, którzy są podobni do niego w jakimś stopniu, równie źli.
You've thrown the worst fear.
That can ever be hurled.
[...] How much do I know,
To talk out of turn.
You might say that I'm young.
You might say I'm unlearned.
But there's one thing I know.
Though I'm younger than you,
That even Jesus would never,
Forgive what you do.
Let me ask you one question.
Is your money that good?
Will it buy you forgiveness?
Do you think that it could?
I think you will find,
When your death takes its toll,
All the money you made,
Will never buy back your soul.
And I hope that you die.
And your death'll come soon.
I will follow your casket,
In the pale afternoon.
And I'll watch while you're lowered,
Down to your deathbed.
And I'll stand over your grave,
'Til I'm sure that you're dead.
Wzbudzasz najgorszy strach.
Strach, który kiedykolwiek dręczył ludzkość.
Wystarczająco dużo wiem,
By nie mówić nietaktownie.
Możesz powiedzieć, że jestem młoda.
Możesz powiedzieć, że jestem niedouczona.
Mimo, że jestem młodsza niż ty,
Wiem, że nawet Jezus,
Nigdy nie wybaczyłby co robisz.
Pozwól mi zadać ci jedno pytanie.
Czy twoje pieniądze są aż tak dobre?
Czy kupią ci przebaczenie?
Myślisz, że mogłyby?
Uważam, że zdasz sobie sprawę,
Kiedy twoja śmierć zbierze żniwo,
I wszystkie pieniądze, które zarobiłeś,
Nigdy nie odkupią twojej duszy.
Mam nadzieję, że umrzesz.
I twoja śmierć nadejdzie szybko.
Będę podążał za konduktem pogrzebowym,
Bladym popołudniem.
I będę obserwował, kiedy będziesz spuszczany,
W dół, na łoże śmierci.
I będę stał nad twym grobem,
Dopóki nie upewnię się, że jesteś martwy.