-No to zrób wszystkim przysługę, na co czekasz?!-wykrzyczałam wściekła do ojca.-Od dawna chciałeś, bym się wyniosła z domu, teraz to nawet mi to odpowiada, przynajmniej nie będę cię widziała! Brzydzę się tobą!
Kiedy mężczyzna chciał mnie spoliczkować złapałam jego dłoń dosłownie przy mojej twarz i wygięłam mu rękę tak, że znalazła się za jego plecami, a on charakterystycznie sapał. To nie była "super moc", to była jedna z lekcji samoobrony, na którą chodziłam rok temu z nudów.
-Nigdy więcej mnie nie uderzysz, rozumiesz?-mówiłam groźniej.
-Jeszcze zobaczymy.-wycharczał wyrywając się z mojego uścisku.
Zmierzyłam go wzrokiem.
-To groźba?-zapytałam.
Mój rodziciel zwyczajnie odszedł ode mnie, na koniec posłał mi, mojej siostrze i mojej matce wzrok, którego należałoby się bać. Kiedy tylko mężczyzna zniknął za ścianą, obie spojrzały na mnie wrogo.
-Coś ty zrobiła?-szepnęła wściekła do mnie matka.-Jeśli chcesz się wyprowadzić, trzeba było porozmawiać ze mną na osobności, dam ci pieniądze i idź.
Kobieta sięgnęła po swój portfel i podała mi kartę kredytową.
-Debetu nie ma, jeśli skończą ci się pieniądze, w co wątpię, skontaktuj się z naszym prawnikiem.-moja własna matka odwróciła się ode mnie, nie powiem, że byłam zaskoczona.
Kiedy rodzicielka pobiegła za mężem, moja siostra spojrzała na mnie jak zbity pies.
-Dlaczego mnie zostawiasz?!-była w histerycznym nastroju.-Przecież jak nic ci nie zrobiłam!
-Mogę cię zabrać ze sobą.-zaoferowałam jej.
-Oszalałaś? Oni prędzej mnie zabiją niż pozwolą mi odejść z tobą.
-Wiesz, że zawsze możesz ze mną porozmawiać, a jeśli zmienisz zdanie znasz mój numer.
-Wątpię, aby oni zmienili swoje zdanie, a wiesz, że jestem od nich zależna.
-Nie jesteś zależna, a uzależniona od nich, już tak ci namieszali w głowie, że nie widzisz różnicy między normalnymi rodzinami a tymi pojebanymi, jak nasza.
-Grace, skoro tak dobrze wiesz jak normalna rodzina wygląda, dlaczego naszej nie zmienisz?
-Bo nasza rodzina nigdy nie powinna powstać, nie rozumiesz? Nasi rodzice to dwoje ludzi, którzy nigdy nie powinni mieć dzieci, a na pewno nie ze sobą. Nasza rodzina jest chora i nie ma antidotum na to.
-Już idź się spakować i idź z tego domu. Może rodzice mają rację, może to ty jesteś problemem.
Usłyszeć takie coś od siostry do ogromny nóż w plecy, ale nie należę do osób, które od razu zaczynają ryczeć i użalać się nad sobą.
Podniosłam głowę i złożyłam usta w linijkę. Nie patrząc więcej na nią, poszłam schodami na pierwsze piętro i spakowałam wszystkie moje ubrania w dwie torby. Kiedy miałam wyjść z pokoju, moi rodzice weszli do mojego pokoju. Ojciec spojrzał na mnie pełen pogardy i wściekłości.
-Zdecydowałem z matką, że najlepiej będzie jeśli pójdziesz do wojskowej szkoły.-powiedział do mnie twardo.-Nie wyprowadzasz się, ale nie rozpakowuj się, bo wyjeżdżasz za trzy dni do szkoły wojskowej. West Point jest najlepszą akademią i najwyraźniej nie chcą kogoś takiego jak ty, ale na moje szczęście jest jeszcze kilka szkół, które nie mają problemu z przyjęciem kobiety, w takim wieku i takiej nie wychowanej. Okazało się, że Army Academy w stanie Północnej Dakoty nad rzeką Missouri cię przyjmie jako pierwszoroczniaka. Wojskowa szkoła przyda ci się dzieciaku, może wreszcie zrozumiesz, że dyscyplina i wychowanie to jest najważniejsze.
Wyprostowałam się.
-Jestem wychowana, ale nie kłaniam głowy nisko przed takim skończonym idiotą tak ty.-odparłam jadowicie.
Starzec zaczął mamrotać pod nosem i wyszedł z pokoju, tak samo jak matka. Zamknęłam za nimi drzwi i uderzyłam z całej sił w torbę z moimi ubraniami.
-Army Academy?!-krzyknęłam szeptem do samej siebie.
Tylko tego mi brakowało, wojskowej szkoły. Nie spodziewałam się takiego obrotu sprawy. Wiedziałam, że ojciec ma jeszcze jakieś prawa nade mną, dopóki nie skończę 18, ale wybór za mnie szkoły?! W sumie to nawet przeniesienie ze zwykłego high school do wojskowej akademii.
Nie chciałam zaczynać czegoś nowego, ale wiedziałam, że nie mam nic do gadania. Jego rząd nade mną skończy się wraz z nastaniem 18 lat w moim dowodzie osobistym, czyli za dwa lata, dokładnie 16 miesięcy. Mam nadzieję, że się tam odnajdę i nie będę obiektem plotek czy żartów, jak zawsze. Nienawidzę szkół, a raczej ludzi w szkołach, a taki internat wojskowy to chyba kilkakrotnie większe piekło.
Ojciec wiedział co zrobić, by mnie zabolało i udało mu się. Miałam chęć zacząć krzyczeć z całych sił, jednakże wiem, że to pokazałoby mu, że jestem słaba, że boli mnie jego nienawiść do mnie - a tego nie chcę. Nie chcę nawet myśleć, że poznałby moje słabości i wiedziałby jak bardzo krucha jestem, a udaję silną. Wiem, że popełniam błędy, ale do cholery, to nie jest wadą, to tylko świadczy o mnie, że jestem człowiekiem a nie maszyną. Mój ojciec jest idealnym sędzią, ocenia każdego w najgorszych skalach, a siebie nie potrafi, nie widzi jak bardzo omylny jest; nie widzi, że jest tyranem i nie potrafi pojąć drugiego człowieka. Mój rodziciel uważa, że wszyscy są jak on, a przynajmniej być powinni.
_________
Od razu ostrzegam, że to co będzie się działo w akademii ( której nawet nazwę wymyśliłam) jest jedynie moją wyobraźnią. Powiedzmy, że to będzie mój wymyślony Hogwart. :)
Kiedy mężczyzna chciał mnie spoliczkować złapałam jego dłoń dosłownie przy mojej twarz i wygięłam mu rękę tak, że znalazła się za jego plecami, a on charakterystycznie sapał. To nie była "super moc", to była jedna z lekcji samoobrony, na którą chodziłam rok temu z nudów.
-Nigdy więcej mnie nie uderzysz, rozumiesz?-mówiłam groźniej.
-Jeszcze zobaczymy.-wycharczał wyrywając się z mojego uścisku.
Zmierzyłam go wzrokiem.
-To groźba?-zapytałam.
Mój rodziciel zwyczajnie odszedł ode mnie, na koniec posłał mi, mojej siostrze i mojej matce wzrok, którego należałoby się bać. Kiedy tylko mężczyzna zniknął za ścianą, obie spojrzały na mnie wrogo.
-Coś ty zrobiła?-szepnęła wściekła do mnie matka.-Jeśli chcesz się wyprowadzić, trzeba było porozmawiać ze mną na osobności, dam ci pieniądze i idź.
Kobieta sięgnęła po swój portfel i podała mi kartę kredytową.
-Debetu nie ma, jeśli skończą ci się pieniądze, w co wątpię, skontaktuj się z naszym prawnikiem.-moja własna matka odwróciła się ode mnie, nie powiem, że byłam zaskoczona.
Kiedy rodzicielka pobiegła za mężem, moja siostra spojrzała na mnie jak zbity pies.
-Dlaczego mnie zostawiasz?!-była w histerycznym nastroju.-Przecież jak nic ci nie zrobiłam!
-Mogę cię zabrać ze sobą.-zaoferowałam jej.
-Oszalałaś? Oni prędzej mnie zabiją niż pozwolą mi odejść z tobą.
-Wiesz, że zawsze możesz ze mną porozmawiać, a jeśli zmienisz zdanie znasz mój numer.
-Wątpię, aby oni zmienili swoje zdanie, a wiesz, że jestem od nich zależna.
-Nie jesteś zależna, a uzależniona od nich, już tak ci namieszali w głowie, że nie widzisz różnicy między normalnymi rodzinami a tymi pojebanymi, jak nasza.
-Grace, skoro tak dobrze wiesz jak normalna rodzina wygląda, dlaczego naszej nie zmienisz?
-Bo nasza rodzina nigdy nie powinna powstać, nie rozumiesz? Nasi rodzice to dwoje ludzi, którzy nigdy nie powinni mieć dzieci, a na pewno nie ze sobą. Nasza rodzina jest chora i nie ma antidotum na to.
-Już idź się spakować i idź z tego domu. Może rodzice mają rację, może to ty jesteś problemem.
Usłyszeć takie coś od siostry do ogromny nóż w plecy, ale nie należę do osób, które od razu zaczynają ryczeć i użalać się nad sobą.
Podniosłam głowę i złożyłam usta w linijkę. Nie patrząc więcej na nią, poszłam schodami na pierwsze piętro i spakowałam wszystkie moje ubrania w dwie torby. Kiedy miałam wyjść z pokoju, moi rodzice weszli do mojego pokoju. Ojciec spojrzał na mnie pełen pogardy i wściekłości.
-Zdecydowałem z matką, że najlepiej będzie jeśli pójdziesz do wojskowej szkoły.-powiedział do mnie twardo.-Nie wyprowadzasz się, ale nie rozpakowuj się, bo wyjeżdżasz za trzy dni do szkoły wojskowej. West Point jest najlepszą akademią i najwyraźniej nie chcą kogoś takiego jak ty, ale na moje szczęście jest jeszcze kilka szkół, które nie mają problemu z przyjęciem kobiety, w takim wieku i takiej nie wychowanej. Okazało się, że Army Academy w stanie Północnej Dakoty nad rzeką Missouri cię przyjmie jako pierwszoroczniaka. Wojskowa szkoła przyda ci się dzieciaku, może wreszcie zrozumiesz, że dyscyplina i wychowanie to jest najważniejsze.
Wyprostowałam się.
-Jestem wychowana, ale nie kłaniam głowy nisko przed takim skończonym idiotą tak ty.-odparłam jadowicie.
Starzec zaczął mamrotać pod nosem i wyszedł z pokoju, tak samo jak matka. Zamknęłam za nimi drzwi i uderzyłam z całej sił w torbę z moimi ubraniami.
-Army Academy?!-krzyknęłam szeptem do samej siebie.
Tylko tego mi brakowało, wojskowej szkoły. Nie spodziewałam się takiego obrotu sprawy. Wiedziałam, że ojciec ma jeszcze jakieś prawa nade mną, dopóki nie skończę 18, ale wybór za mnie szkoły?! W sumie to nawet przeniesienie ze zwykłego high school do wojskowej akademii.
Nie chciałam zaczynać czegoś nowego, ale wiedziałam, że nie mam nic do gadania. Jego rząd nade mną skończy się wraz z nastaniem 18 lat w moim dowodzie osobistym, czyli za dwa lata, dokładnie 16 miesięcy. Mam nadzieję, że się tam odnajdę i nie będę obiektem plotek czy żartów, jak zawsze. Nienawidzę szkół, a raczej ludzi w szkołach, a taki internat wojskowy to chyba kilkakrotnie większe piekło.
Ojciec wiedział co zrobić, by mnie zabolało i udało mu się. Miałam chęć zacząć krzyczeć z całych sił, jednakże wiem, że to pokazałoby mu, że jestem słaba, że boli mnie jego nienawiść do mnie - a tego nie chcę. Nie chcę nawet myśleć, że poznałby moje słabości i wiedziałby jak bardzo krucha jestem, a udaję silną. Wiem, że popełniam błędy, ale do cholery, to nie jest wadą, to tylko świadczy o mnie, że jestem człowiekiem a nie maszyną. Mój ojciec jest idealnym sędzią, ocenia każdego w najgorszych skalach, a siebie nie potrafi, nie widzi jak bardzo omylny jest; nie widzi, że jest tyranem i nie potrafi pojąć drugiego człowieka. Mój rodziciel uważa, że wszyscy są jak on, a przynajmniej być powinni.
This fire is raging.
I can't find the door.
I just wanna die here.
But you want it more.
[...] This fire is blazing.
But i'm still inside.
I just wanna die here.
You won’t let me out alive.
You want me to burn.
Want me to burn.
Want me to hurt.
And maybe I will finally learn.
Ogień szaleje.
Nie mogę znaleźć drzwi.
Chcę tylko tutaj umrzeć.
Ale ty chcesz więcej.
Ten ogień płonie.
A ja nadal jestem w środku.
Chcę tylko turaj umrzeć.
Ale ty nie pozwolisz, bym wyszła z tego żywa.
Chcesz mnie spalić.
Chcesz, abym spłonęła.
Chcesz, abym cierpiałam.
I może, abym czegoś wreszcie się czegoś nauczyła.
_________
Od razu ostrzegam, że to co będzie się działo w akademii ( której nawet nazwę wymyśliłam) jest jedynie moją wyobraźnią. Powiedzmy, że to będzie mój wymyślony Hogwart. :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz