poniedziałek, 17 lutego 2014

4. Powiedziałem, abyś przyspieszyła!

Rozejrzałam się po sali, w której było dokładnie 13 osób, wraz z psychiatrą i mną, wszyscy siedzieliśmy na składanych krzesełkach w okręgu. Obserwowaliśmy siebie nawzajem, a by najmniej ja ich bacznie obserwowałam. Na trzynaście osób były tutaj: 2 dziewczyny i jeden chłopak z zaburzeniami odżywiania, 3 chłopaków i 2 dziewczyny z myślami samobójczymi oraz 2 osoby w depresji, i jeden chłopak, który się ciął, był jeszcze rzekomo zdrowy psychiatra, no i ja, zaliczałam się do wszystkich grup. To co każdego z nas łączyło to nienawiść do samych siebie, nienawiść do świata i niemoc z porozumieniem się z innymi ludźmi.
-Andrea, może opowiesz nam o swoim tygodniu?-zaproponował psychiatra jednej z dziewczyn, z problemami odżywania.
Blondynka wzruszyła swoimi kościstymi ramionami i spojrzała na każdego po kolei z nas pozostałych.
-Moi rodzice pilnują mnie jak psa.-powiedziała zirytowanym tonem.-Nie mogę iść do ubikacji i zamknąć drzwi.
Psychiatra spojrzał na nią i zapytał.: "Nie sądzisz, że mają powód, by cię pilnować?"
-Nie.-odpowiedziała.-Nie ważne co zrobią i tak będę wymiotować, głodzić się. Oni mnie nie rozumieją, nikt nie rozumie mnie.
-Może wyjaśnij nam, abyśmy zrozumieli.-ciągnął z nią rozmowę Joey.
-Po co? I tak mnie nie pojmiecie.-mruknęła.
-A może sama siebie nie rozumiesz i nie potrafisz nam sama wyjaśnić siebie?-chciał rozmawiać z nią dłużej, ale dziewczyna o dużych, brązowych oczach już się nie odezwała.-No dobrze, Andrea czuje, że nikt jej nie rozumie. Podnieście ręce, kto też tak czuje.-powiedział do nas.
Większość osób podniosło ręce, w tym i ja. 
-Widzisz, każdy myśli, że świat go nie rozumie, ale jest inaczej, na świecie są osoby, które każdego z was zrozumieją, nie każdy, ale ktoś na pewno.-powiedział do nas wszystkich.
-Jakieś propozycje?-zapytał jeden z chłopaków z myślami samobójczymi.
-Słucham?-zwrócił się ku pytającemu Joey.
-Jakieś propozycje ludzi, którzy nas zrozumieją i nie ocenią nas, ani też nie będą nas podpuszczać, byśmy się ranili. Ja nie znam nikogo normalnego, kto by zrozumiał i nadal chciałby się kolegować ze mną.
-Jeśli ktoś cię nie rozumie, to nie jest twoja wina, to jest ich, że są tacy ograniczeni.-odezwałam się.-A ludzie ograniczeni umysłowo nie są normalni. Normalni ludzie, kiedy dowiadują się co w tobie gra, nie odwracają się od ciebie, a wręcz próbują ci pomóc. Zgodzę się z tym, że jeszcze nie spotkałam w swoim życiu normalnego człowieka, bo każdego kogo poznałam, odwrócił się ode mnie. 
-Wniosek jest taki, że jeśli chcesz mieć przyjaciół musisz ukrywać swoje problemy.-powiedziała druga dziewczyna z zaburzeniami odżywiania.
-Ale przyjaciele, którzy nie wiedzą, że masz problemy to nie przyjaciele, to nawet nie koledzy.-powiedział chłopak, który się tnie.
-Dlatego najlepiej jest się zabić i już nie mieć takich problemów.-powiedział chłopak z myślami samobójczymi o ciemnych włosach.
-Jeśli chcesz się zabić, to zrób to, ale mi nie narzucisz terminu kiedy to zrobię.-odezwał się ostro drugi chłopak z takimi samymi problemami.
-Ej!-krzyknął psychiatra, co zatrzymało rozpoczynającą się awanturę.-Nie można tutaj namawiać kogokolwiek do samobójstwa, wręcz trzeba pokazać, że są inne wyjścia. 
-Ale nie ma innych wyjść.-powiedziała żałośnie dziewczyna, która już nie raz chciała się zabić.
-Są inne wyjścia, Katie.-oznajmił Joey.
-Jakie?-zapytałam.
-Wyzdrowienie z chorób psychicznych.-odpowiedział patrząc na każdego z nas.
-To nie takie proste.-powiedział chłopak z zaburzeniem odżywania.
-Jake, nic nie jest proste, ale musimy się postarać wyzdrowieć, by żyć dalej. Są dwa wyjścia, wyzdrowieć albo umrzeć. Mimo, że teraz widzicie wszystko w czarnych barwach, to możliwe, że jutro wszystko się przejaśni i powiecie, że warto było chwilę pocierpieć.-psychiatra walił jakieś pierdoły.
-Z doświadczenia wiem, że jeśli gówno nas spotkało, to smród za nami ciągnie się do końca naszego życia.-powiedziałam bez cenzury, co wprowadziło niektórych w śmiech.

*

-Jeśli chcesz znaleźć kogoś bliskiego w Army Academy, zacznij uczestniczyć na zajęciach, wyróżniaj się, pokaż im, że zasługujesz na szacunek a nie szepty za plecami.-rzekł do mnie Dyrektor.
Mierzyłam starca wzrokiem, który był pełen niechęci.
-Jeśli chcesz.-powtórzył.
-No właśnie nie wiem czy chcę tam znaleźć kogoś bliskiego. Średnio dogaduję się z ludźmi, więc wątpię, aby ktokolwiek byłby zainteresowany rozmowami za mną, które nie będą błyskotliwe. Kiedy rozmawiam z ludźmi, jestem skrępowana i nie mogę wydusić z siebie ani jednego słowa, które chciałabym powiedzieć. Nie chcę zostać oceniona.-mamrotałam pod nosem.
-Oni teraz też cię oceniają, ale gorzej niż zasługujesz. Uważają, że nie nadajesz się tam, tak jak twój ojciec, który chciał zrobić ci na złość wysyłając cię do tej szkoły. Postaraj się.
I to było na tyle mojej pogawędki z Bogiem, obudziłam się, czyli Dyrektor wyprosił mnie z Wariatkowa. Czasem nie chciało mi się wierzyć, że naprawdę rozmawiam z Bogiem.
Nie minęło nawet pięć minut, a po chwili ktoś zaczął grać na trąbce, aby wszystkich obudzić, mimo, że już nie spałam, miałam chęć krzyczeć. Kiedy śpimy i przenosimy się umysłami do innej krainy, tam nie ma czasu, wszystko ciągnie się w nieskończoność, gdzie tam mija godzina, na Ziemi minęły dopiero 4 sekundy. Takie przenoszenie się umysłem do innej krainy, zastanawia mnie czy na pewno to nie istnieje, a może ktoś nam uniemożliwia zostania tam, ale to nie oznacza, że ta kraina ze snów nie istnieje.
-Wstawaj!-ktoś krzyknął głośno zza drzwi i puknął mocno w moje drzwi.
Westchnęłam i szybko wyskoczyłam z łóżka. Uczesałam włosy w kucyk i błyskawicznie ubrałam się w zielony kombinezon z niebieskimi dodatkami. Miałam chęć zostać w łóżku, ale tutaj nie było czegoś takiego, albo uczestniczenie w zajęciach fizycznych z grupą, albo cały dzień na kuchni; mimo, że lubię gotować, tutejsze bycie w kuchni to nie jest gotowanie a latanie ze szmatą po całej kuchni i dbanie o porządek, nie raz niektórzy kadeci zostali ukarani przez swoją niesubordynację i spędzali nawet tydzień na kuchni i na akademi sprzątając łaźnie i sale treningowe.
-Kadecie George przyspiesz!-krzyczał obok mnie o dwa lata starszy kadet.-To nie jest obóz odchudzający czy inne badziewie, to Army Academy, tutaj się biega a nie truchta!
-Przymknij jadaczkę.-mruknęłam pod nosem, nie przyspieszając.
Chłopak usłyszał moje mamroczenie.
-Powiedziałem, abyś przyspieszyła!-krzyknął nieugięty.
Spojrzałam na niego krzywo.
-A będziesz się ze mną ścigał?-zapytałam.-Jak najszybciej? Sir.
-A nadążysz, kadecie George?
-Sam zobaczysz, ale chcę się o coś założyć, jeśli będę szybsza, sir. Jeśli wygram, odczepisz się i dasz mi biegnąć z tyłu.
Uśmiechnął się pod nosem niczego się nie spodziewając i wskazał dłonią, bym pobiegła przed nim.
-Dam ci chwilę przewagi.-zaśmiał się blondyn z wyższością.
Starając się nie uśmiechnąć, wyprzedziłam go i pozostałych. Stawiałam długie i szybkie kroki, więc dość szybko i bez większego wysiłku przebiegłam błyskawicznie 6 kilometrów. Jak można było się domyśleć, starszy kadet próbował mnie wyprzedzić, ale nie na długo cieszył się miejscem przede mną. Wyprzedziłam go o 10 sekund i z wielkim uśmiechem na ustach spojrzałam w jego zaskoczoną twarz.
-Miło się biegło, Sir!-krzyknęłam z oddaniem szacunku i po chwili odeszłam od chłopaka, jednakże nie na długo się cieszyłam samotnością.
Kadet podszedł do mnie i idąc ze mną przyglądał się mi uważnie.
-Jak to zrobiłaś?-zapytał.-Pokonałaś mnie.
Stanęłam w miejscu i rzuciłam mu mój najbardziej ostry wzrok. Założyłam dłonie na biodra.
-Że niby co, gruba dziewczyna nie może pokonać cię w biegu? Przeliczyłeś się myśląc, że nie umiem biec szybko i z wielką radością ci pokazałam, że się mylisz.-powiedziałam.-Jestem szybka i żal ci, że pokonała cię dziewczyna, do tego gruba.
-Nie jest mi żal.-mruknął.-Nikt mnie nie pokonał w biegu odkąd tutaj jestem, urodziłem się i zacząłem biegać od razu, więc chce wiedzieć jak to możliwe, że pokonałaś mój czas.
-Normalnie.-pokiwałam głową zirytowana.
Kiedy pozostali kadeci do nas dołączyli po swoim spokojnym biegu, przypatrywali się nam z niedalekiej odległości.
-A teraz jeśli nie masz nic mi do zarzucenia, pójdę na siłownie, bo mam zajęcia, sir.-oznajmiłam.
Blondyn patrzył na mnie groźnie i kiwnął jednoznacznie głową. Obróciłam się na pięcie i prostym krokiem poszłam w stronę akademii.
Wiedziałam, że jego duma została naruszona, wiedziałam, że będzie chciał się odegrać na mnie, jednakże myśl, że ujawnię się z nadnaturalną szybkością była dla mnie niezbyt ciekawą myślą. Teraz wszyscy będą o mnie myśleć jak o grubasce, która pokonała Thomas'a, najlepszego biegacza w Army Academy, a nie o grubasce, która nie uczestniczy w zajęciach - żadne z tych nie jest ciekawe. Obawiałam się co zrobi blondyn z tym, że jestem szybsza niż on, byłam już przygotowana na nieprzyjemności z jego strony i jego kolegów. Nie chciałam bawić się w jakieś gierki, polegające na nieumileniu życia w Akademii, tylko z powodu zranionej dumy faceta.



I don’t wanna play this game no more.
I don’t wanna play it.
I don’t wanna stay round here no more.
I don’t wanna stay here.
Like rain on a Monday morning.
Like pain that just keeps on going on.
Look at all the hate they keep on showin.
I don’t wanna see that.
Look at all the stones they keep on throwin.
I don’t wanna feel that.
Like sun that will keep on burning.
And I used to be so discerning.
Nie chcę grać w tę grę już więcej.
Nie chcę grać w to.
Nie chce grać ani jeszcze jednej rundy.
Nie chcę zostać tutaj być.
Jak deszcz w poniedziałkowy ranej.
Jak ból, który ciągle się czuje.
Spójrz na tą nienawiść, którą oni ciągle ukazują.
Nie chcę tego widzieć.
Spójrz na te kamienie, które rzucają.
Nie chcę tego czuć.
Jak słońce, które ciągle promieniej.
A ja przywykłam do bycia bystrą.


Wolałabym skupić się na uczeniu się języków, których jest mnóstwo, a łatwe nie są. Nie jestem fanką przedmiotów ścisłych, jednakże głowy do języków nie mam aż takiej dużej. W akademii jest 7 języków, obowiązkowe jest 5, pozostałe dwa bierzesz jeśli chcesz: język niemiecki, angielski, arabski, hebrajski, hiszpański, łacina i odłam chińskiego. Lekcje trwały od 8 do 17, przerwy są 20 minutowe, co jedną godzinę. Mimo, że jest dużo języków, których trzeba się nauczyć, to jednak więcej uwagi mamy poświęcać na ćwiczenia, by mieć dobrą formę. Army Academy zobowiązuje każdego kadeta, który skończy trzecią klasę, by pojechał na choćby jedną turę na wojnę. Wiedziałam, że ojciec chciał mi pokazać, że ma nade mną władzę; wiedziałam, że chciał mnie tym sposobem ukarać, jednakże mimo wszystko, nie widziałam tutaj aż takich złych stron, dzięki wojsku dostanę się na każde studia za darmo i do tego po jednej turze za granicą, wojsko także zainwestuje w moje mieszkanie; mieszkanie, które nie będzie zależne od mojego ojca.

3 komentarze:

  1. Wciągnęłam się w to ♥ opowiadanie ♥. Grubaska.? Nie sadzę by taka była :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Cieszę się, że ci się podoba, nawet nie wiesz jak bardzo. :) Grubaska, no, nazwałam to tak jak zazwyczaj ludzie mówią na grubsze osoby, a tak się składa, że główna bohaterka ma nadwagę i czasem sama na siebie tal patrzy. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Hah. Fajnie jak zajdzie się coś wspólnego z głównym bohaterem opowiadania. Dociera ono wtedy jeszcze bardziej,

    OdpowiedzUsuń