Nie komentując nikogo ani sytuacji, które się wydarzyły, szłam korytarzem na lekcję angielskiego, z którego byłam świetna. Nawet nie chciało mi się patrzeć na tych młodych dorosłych, którzy obgadywali mnie za plecami i to nie było tak, że miałam paranoję, oni naprawdę szeptali sobie na uszy kiedy mnie tylko zobaczyli i gapili się jakbym miała zieloną twarz. Myślałam, że pokonanie Thomasa da mi choć trochę swobody, a chociażby odpoczynek od widzenia tych wszystkich plotkarskich ust - przeliczyłam się. Każdy mówił o mnie, nie do mnie i to bolało. Army Academy nie różniła się w ogóle od innych liceów czy uniwerków, tutejsi uczniowie byli równie niedojrzali jak w innych szkołach, to co było inne to mundurek, bo musiałam nosić spodnie zamiast spódnicy. Nauczyciele, którzy tutaj uczyli przede wszystkich stawiali na to, aby nas nauczyć jak reagować na różnych misjach, w różnych sytuacjach zagrażających nasze życia. Języki, których się uczyliśmy, nie polegały na poznawaniu nazw dań czy przedmiotów, to były słowa, które powinny się przydać na misjach czy w negocjacjach z różnymi osobami, więcej uczyliśmy się czytać i wymowy niż samej pisowni. Mieliśmy też dwie lekcje w tygodniu, które były typowo przygotowujące do samoobrony w ręcz. Wszystkie zajęcia siłowe i bieganie były dla mnie "pryszczem", nie miałam zakwasów na drugi dzień, jako jedyna z pierwszaków. Od kiedy pokonałam Thomasa na biegi, przenieśli mnie do klasy wyżej z zajęć siłowych i biegowych, jako jedyną z "kotów", tylko języki miałam zaliczyć i na koniec lutego miałabym zacząć 2 semestr całkowicie z drugą klasą, co było nawet zadowalające.
Kiedy na lekcji samoobrony powaliłam o rok starszego chłopaka, o czarnym kolorze skóry, który nazywał się Jake, nie mogłam nie zauważyć jak patrzył na mnie, uśmiechnął się do mnie, następnie podał mi rękę, bym go podniosła, co zrobiła odwzajemniając uśmiech.
-Jake.-przedstawił się na koniec zajęć.
-Grace.-zerknęłam na niego idąc do wyjścia.
-Wyjdziesz ze mną i moimi kolegami na pizzę jutro?-zapytał chłopak, jako że jutro miała być sobota.
Byłam lekko zaskoczona, że ktoś mnie zaprosił na wyjście z Akademii, jednakże nie mogłam przełożyć wizyty u psychiatry.
-Umm.. Może po południu, na rano jestem już umówiona.-oznajmiłam..
-No to do zobaczenia o 15 w Domino's pizza, w Willison.-kiwnął do mnie głową i odszedł do swoich kolegów.
Przez moment stałam w miejscu nie mogąc uwierzyć, że ktoś mnie zaprosił, by wyjść stąd, jestem tutaj od 4 tygodni i po raz pierwszy zostałam zaproszona na jakiś wypad. Po kilku sekundach otrząsnęłam się i ruszyłam na kolejną lekcję, język hebrajski, który wcale aż tak bardzo się nie różnił od arabskiego, wydawały mi się równie trudne, jednak to francuskiego najbardziej nie lubiłam, wolałam angielski i hiszpański; nie brałam żadnego dodatkowego języka, wolałam poczekać do 2 klasy, gdzie obowiązkowy już jest jeszcze odłam chińskiego.
* Następnego dnia *
Obserwowałam młodych mężczyzn i dwie dziewczyny, którzy jedli pizzę, rozmawiali o czymś co nie było szczególnie interesujące i pili alkohol w jakimś bunkrze, mieliśmy iść na pizzę, do pizzerii, a nie do bunkru, by nachlać się. Żałowałam, że przystałam na zaproszenie Jake'a.
-Co tak siedzisz z dala od nas?-podszedł do mnie Jake.
Spojrzała na chłopaka, który miał już w sobie kilka piw.
-Nie myślałam, że to będzie takie spotkanie, w sensie alkohol i tak odlegle.-mruknęłam obserwując nastolatków.
-Co miało znaczyć odlegle?
-To, że tutaj nie pasuję, nigdzie nie pasuję.-odpowiedziałam.-Nigdzie nie mogę się wpasować.-popatrzyłam na chłopaka.-Nienawidzę alkoholu, a także nie jadam mięsa, co byś wiedział gdybyś zapytał, kiedy zamawiałeś wszystkie pizze.
Szatyn uśmiechnął się.
-Nie pomyślałem.-przyznał.-Nie musisz pić, ale możesz się bawić, zaraz ma do nas dołączyć Clara i przyniesie jakieś sałatki oraz muzykę do tańca. Będziemy się bawić. Chodź, chociaż trochę ich poznasz.
Ruszyłam za młodym mężczyzną do grupki jego znajomych. Właśnie rozmawiali o tym, że Thomas planuje jaką akcję, by się odegrać na mnie za to, że go niby upokorzyłam. To było żałosne. Zachowanie tego Thomasa było co najmniej dziecinne.
-I co zrobisz?-zapytała jakaś blondynka.
-Nic na razie. Najpierw chcę zobaczyć co przygotuje i wtedy jakoś zadziałam, ale nie spieszy mi się.-odpowiedziałam, na co inna dziewczyna się zaśmiała.
-Wiesz, że on nie żartuje, jeśli chodzi o biegi? To jest jedyna rzecz w akademii jaka mu wychodzi idealnie. Ogólnie chłopak ma coś ze sobą źle poukładane, on chce być najlepszy we wszystkim. Zjawiłaś się ty, nic nie starając się, zajmujesz jego miejsce w biegach, to się chłopak wkurwił.-Jake miał coś do Thomasa więcej niż Thomas do mnie.-Opowiedz jej Dracon.-powiedział do kolegi o blond włosach.
-Kiedyś na zajęciach z samoobrony mój brat go powalił, na co się nieźle wkurzył, podobno tydzień później zaatakował go pod prysznicem z kolegami i wylądował na pięć tygodni w szpitalu, bo miał połamane 3 żebra i ogólnie był nieźle pobijany. Rodzice przenieśli go do West Point, mnie też chcieli, ale powiedziałem im, że już tutaj nawiązałem przyjaźnie i nie chcę, więc mnie pozostawili w spokoju.
-Pobił go, tylko dlatego, że powalił go na zajęcia?-spojrzałam nie dowierzając na chłopaka, na co on kiwnął głową.-Świr.-mruknęłam do samej siebie.-Mimo wszystko wątpię, aby mnie pobił, chyba nie bije się dziewczyn, jeśli nie są zajęcia, prawda? Jeśli się uderzy, to zostaje się wydalonym.
-Thomas nie obawia się niczego.-powiedział Jake.
-Jego ojcem jest jeden z wyżej postawionych wojskowych, więc go nie wydalą, co najwyżej dostanie upomnienie.-powiedział mężczyzna, którego brat został pobity.
*
Wracając do pokoju, natknęłam się na kolegów Thomasa, którzy z ogromnymi uśmiechami na ustach, przywalili mi z barów, tak mocno, że o mało nie straciłam równowagi. Kiedy odeszli ode mnie, nie obejrzałam się, po prostu ruszyłam z wysoko podniesioną głową przed siebie, do mojego lokum.
To było dziecinne, że niby co, miałam się ich bać? Jedną ręką pokonałabym obu dzięki moim mocom, więc raczej nie obawiałam się ich, wręcz chciałam im się wyśmiać w twarz. Mimo wszystko, od czasu, kiedy próbowałam się zabić i cała złość ze mnie uszła, przestałam być tak bardzo wściekła na wszystkich i coraz rzadziej chciałam walczyć o swoje. Wiedziałam, że cokolwiek zrobię, będzie źle i nie ma żadnego sensu się bić, skoro i tak nie zmienię świata. Zdecydowałam się, że zmienię siebie: ze wściekłem i zniecierpliwionej na taką, która ma wyjebane i z wielką radość nie angażuje się w życie.
Ojca reakcja po tym, jak próbowałam odebrać sobie życie, była paskudna, ale można była się takiej spodziewać. Mój ojciec ma syndrom "wszystko się kręci wokół mnie" i kiedy przyjechał z moją rodzicielką do szpitala, zapytał się mnie: "Czy chcesz, aby ludzie o mnie źle mówili? Czy naprawdę chcesz, żeby wszyscy ludzie myśleli, że jest coś z naszą rodziną nie tak? Chciałaś mojej uwagi, tak?! Tylko o to tutaj chodzi!" Mój ojciec mnie złamał, następnie kilkadziesiąt razy słyszałam z jego ust: "Dlaczego nie jesteś taka jaka była mała? Gdzie się podziała moja słodka, uśmiechnięta i wesoła dziewczynka?" No więc odpowiedź jest prosta, ojcze, złamałeś mnie. On mnie złamał, chyba nie rozumiecie znaczenia tego słowa. On czysto filozoficznie pokroił mnie na kawałki, moja psychika jest zrujnowana, nie wiem kim już jestem i boję się ufać ludziom, bo mnie po raz kolejny raz skrzywdzą. On mnie złamał, a teraz chce odzyskać swoją "córeczkę"?! Ha! Zabawne.
Mój humor nie był dobry, miałam chęć się rozpłakać, ale nie potrafiłam wycisnąć z siebie łez, nie mogłam pozwolić komukolwiek zobaczyć, że jestem słaba.
Kiedy na lekcji samoobrony powaliłam o rok starszego chłopaka, o czarnym kolorze skóry, który nazywał się Jake, nie mogłam nie zauważyć jak patrzył na mnie, uśmiechnął się do mnie, następnie podał mi rękę, bym go podniosła, co zrobiła odwzajemniając uśmiech.
-Jake.-przedstawił się na koniec zajęć.
-Grace.-zerknęłam na niego idąc do wyjścia.
-Wyjdziesz ze mną i moimi kolegami na pizzę jutro?-zapytał chłopak, jako że jutro miała być sobota.
Byłam lekko zaskoczona, że ktoś mnie zaprosił na wyjście z Akademii, jednakże nie mogłam przełożyć wizyty u psychiatry.
-Umm.. Może po południu, na rano jestem już umówiona.-oznajmiłam..
-No to do zobaczenia o 15 w Domino's pizza, w Willison.-kiwnął do mnie głową i odszedł do swoich kolegów.
Przez moment stałam w miejscu nie mogąc uwierzyć, że ktoś mnie zaprosił, by wyjść stąd, jestem tutaj od 4 tygodni i po raz pierwszy zostałam zaproszona na jakiś wypad. Po kilku sekundach otrząsnęłam się i ruszyłam na kolejną lekcję, język hebrajski, który wcale aż tak bardzo się nie różnił od arabskiego, wydawały mi się równie trudne, jednak to francuskiego najbardziej nie lubiłam, wolałam angielski i hiszpański; nie brałam żadnego dodatkowego języka, wolałam poczekać do 2 klasy, gdzie obowiązkowy już jest jeszcze odłam chińskiego.
* Następnego dnia *
Obserwowałam młodych mężczyzn i dwie dziewczyny, którzy jedli pizzę, rozmawiali o czymś co nie było szczególnie interesujące i pili alkohol w jakimś bunkrze, mieliśmy iść na pizzę, do pizzerii, a nie do bunkru, by nachlać się. Żałowałam, że przystałam na zaproszenie Jake'a.
-Co tak siedzisz z dala od nas?-podszedł do mnie Jake.
Spojrzała na chłopaka, który miał już w sobie kilka piw.
-Nie myślałam, że to będzie takie spotkanie, w sensie alkohol i tak odlegle.-mruknęłam obserwując nastolatków.
-Co miało znaczyć odlegle?
-To, że tutaj nie pasuję, nigdzie nie pasuję.-odpowiedziałam.-Nigdzie nie mogę się wpasować.-popatrzyłam na chłopaka.-Nienawidzę alkoholu, a także nie jadam mięsa, co byś wiedział gdybyś zapytał, kiedy zamawiałeś wszystkie pizze.
Szatyn uśmiechnął się.
-Nie pomyślałem.-przyznał.-Nie musisz pić, ale możesz się bawić, zaraz ma do nas dołączyć Clara i przyniesie jakieś sałatki oraz muzykę do tańca. Będziemy się bawić. Chodź, chociaż trochę ich poznasz.
Ruszyłam za młodym mężczyzną do grupki jego znajomych. Właśnie rozmawiali o tym, że Thomas planuje jaką akcję, by się odegrać na mnie za to, że go niby upokorzyłam. To było żałosne. Zachowanie tego Thomasa było co najmniej dziecinne.
-I co zrobisz?-zapytała jakaś blondynka.
-Nic na razie. Najpierw chcę zobaczyć co przygotuje i wtedy jakoś zadziałam, ale nie spieszy mi się.-odpowiedziałam, na co inna dziewczyna się zaśmiała.
-Wiesz, że on nie żartuje, jeśli chodzi o biegi? To jest jedyna rzecz w akademii jaka mu wychodzi idealnie. Ogólnie chłopak ma coś ze sobą źle poukładane, on chce być najlepszy we wszystkim. Zjawiłaś się ty, nic nie starając się, zajmujesz jego miejsce w biegach, to się chłopak wkurwił.-Jake miał coś do Thomasa więcej niż Thomas do mnie.-Opowiedz jej Dracon.-powiedział do kolegi o blond włosach.
-Kiedyś na zajęciach z samoobrony mój brat go powalił, na co się nieźle wkurzył, podobno tydzień później zaatakował go pod prysznicem z kolegami i wylądował na pięć tygodni w szpitalu, bo miał połamane 3 żebra i ogólnie był nieźle pobijany. Rodzice przenieśli go do West Point, mnie też chcieli, ale powiedziałem im, że już tutaj nawiązałem przyjaźnie i nie chcę, więc mnie pozostawili w spokoju.
-Pobił go, tylko dlatego, że powalił go na zajęcia?-spojrzałam nie dowierzając na chłopaka, na co on kiwnął głową.-Świr.-mruknęłam do samej siebie.-Mimo wszystko wątpię, aby mnie pobił, chyba nie bije się dziewczyn, jeśli nie są zajęcia, prawda? Jeśli się uderzy, to zostaje się wydalonym.
-Thomas nie obawia się niczego.-powiedział Jake.
-Jego ojcem jest jeden z wyżej postawionych wojskowych, więc go nie wydalą, co najwyżej dostanie upomnienie.-powiedział mężczyzna, którego brat został pobity.
*
Wracając do pokoju, natknęłam się na kolegów Thomasa, którzy z ogromnymi uśmiechami na ustach, przywalili mi z barów, tak mocno, że o mało nie straciłam równowagi. Kiedy odeszli ode mnie, nie obejrzałam się, po prostu ruszyłam z wysoko podniesioną głową przed siebie, do mojego lokum.
To było dziecinne, że niby co, miałam się ich bać? Jedną ręką pokonałabym obu dzięki moim mocom, więc raczej nie obawiałam się ich, wręcz chciałam im się wyśmiać w twarz. Mimo wszystko, od czasu, kiedy próbowałam się zabić i cała złość ze mnie uszła, przestałam być tak bardzo wściekła na wszystkich i coraz rzadziej chciałam walczyć o swoje. Wiedziałam, że cokolwiek zrobię, będzie źle i nie ma żadnego sensu się bić, skoro i tak nie zmienię świata. Zdecydowałam się, że zmienię siebie: ze wściekłem i zniecierpliwionej na taką, która ma wyjebane i z wielką radość nie angażuje się w życie.
I'm giving up on everything.
Because you messed me up.
Don't know how much you scrude it up.
You never listened.
That's just too bad,
Becasue I'm moving on.
I won't forget.
You were the one that was wrong,
I know I need to step up and be strong.
Rezygnuję ze wszystkiego.
Ponieważ spieprzyłeś mnie.
Nie wiesz jak mocno spierdoliłeś.
Nigdy nie słuchasz.
To źle,
Bo ruszam naprzód.
I nie zapomnę,
Że to ty byłeś tym, który się mylił.
Wiem, że muszę ruszyć i być silna.
Ojca reakcja po tym, jak próbowałam odebrać sobie życie, była paskudna, ale można była się takiej spodziewać. Mój ojciec ma syndrom "wszystko się kręci wokół mnie" i kiedy przyjechał z moją rodzicielką do szpitala, zapytał się mnie: "Czy chcesz, aby ludzie o mnie źle mówili? Czy naprawdę chcesz, żeby wszyscy ludzie myśleli, że jest coś z naszą rodziną nie tak? Chciałaś mojej uwagi, tak?! Tylko o to tutaj chodzi!" Mój ojciec mnie złamał, następnie kilkadziesiąt razy słyszałam z jego ust: "Dlaczego nie jesteś taka jaka była mała? Gdzie się podziała moja słodka, uśmiechnięta i wesoła dziewczynka?" No więc odpowiedź jest prosta, ojcze, złamałeś mnie. On mnie złamał, chyba nie rozumiecie znaczenia tego słowa. On czysto filozoficznie pokroił mnie na kawałki, moja psychika jest zrujnowana, nie wiem kim już jestem i boję się ufać ludziom, bo mnie po raz kolejny raz skrzywdzą. On mnie złamał, a teraz chce odzyskać swoją "córeczkę"?! Ha! Zabawne.
Mój humor nie był dobry, miałam chęć się rozpłakać, ale nie potrafiłam wycisnąć z siebie łez, nie mogłam pozwolić komukolwiek zobaczyć, że jestem słaba.
Jestem nienasycona tym rozdziałem, bo był taki świetny.! Jej... to jest to wojsko i kobieta ^^
OdpowiedzUsuńNie wiesz nawet jak się cieszę, że to czytasz! :)
OdpowiedzUsuń