piątek, 23 maja 2014

24. [...] Złota rada - kiedy wkradasz się komuś do głowy, nie mamrocz pod nosem o nich, ziemianie nie lubią, gdy ktoś wie o nich za dużo.

Przemierzałam ulice w poszukiwaniu szkoły dla przyszłych matek i na tym się skończyło, jak co dzień. Już od tygodnia chodzę po Chicago i szukam tej szkoły, ale nie mogę znaleźć. Zdenerwowana wzięłam moją komórkę telefoniczną i weszłam w mapę Google, wpisałam nazwę szkoły i spojrzałam na mapie jak dostać się tam. Okazało się, że budynek nie jest daleko mnie, ruszyłam tam bezzwłocznie.
Chciałam dopytać się pewnych kwestii w sprawie wychowywania dzieci, oddania dzieci do adopcji. Można było uznać mój czyn za "dobry", "wspaniałomyślny", ale nie czułam się jakbym robiła coś szczególnego, uważałam to za zwykłą przysługę dla mojej siostry. Pomimo, że wiedziałam, iż moja siostra nie będzie cudowną matką na samym początku, kto wie jak będzie za kilka miesięcy po porodzie? Sierra mogłaby pomóc, przecież nie stałoby się nic strasznego, gdy spędzałaby czas na pokazywaniu Lenie jak wychować dziecko na mądrego człowieka.
-Witam, byłam umówiona na spotkanie z dr. Jenny Brick.-podeszłam do recepcji.
-Nazwisko?
-George.
-Tak, tak, przełożone spotkanie, proszę poczekać.-wskazała dłonią na siedzenia przy oknie.-Doktor Brick za chwilę panią przyjmie.-powiedziała i zniknęła za drzwiami od gabinetu.
Usiadłam na jedno ze składanych siedzeń i wzięłam do ręki czasopismo z małym dzieckiem na okładce i wpatrywałam się w niemowlaka. Nie przepadałam za małymi dziećmi, no, może inaczej, za ich płaczem, dostawałam od razu migreny, wiem, że z własnym dzieckiem jest inaczej, ale to nie zmieniało faktu, że wolałam dać nauczkę Lenie, że nic nie jest takie proste, szczególnie jeśli chodzi o dzieci. Byłam pewna, że Jake nie wróci do niej, tylko dlatego, że urodzi mu dziecko, a nawet jeśli to nie z "miłości", a dlatego, że rodzice mu rozkażą. Może i to źle z mojej strony, że chcę podarować jej przysłowiowy morał używając małego dziecka do tego, ale pragnęłam nauczyć ją, że wszystko ma swoją cenę, może wyciągnie coś z tego?
-Dr. Brick panią prosi do środka.-powiedziała recepcjonistka przerywając mi patrzenie na bobasa na okładce.
Podniosłam się z krzesła, odłożyłam czasopismo i weszłam do gabinetu kobiety. Pokój należący do lekarki od razu pokazywał, że ma się do czynienia z lekarzem, który zajmuje się dziećmi, cały pokój był ozdobiony zabawkami i pluszakami, nawet pani doktor miała naszyty na kitlu kolorowego misia.
-A więc twoja siostra spodziewa się dziecka?-zaczęła prowadzić rozmowę.-Myślę, że dzieciom najlepiej jest ze swoimi matkami, w sensie biologicznymi rodzicami, a o ile mi wiadomo, wasza matka jest pielęgniarką i miałaby czas pomóc twojej siostrze, kiedy ciebie nie byłoby.
-Chyba tak, raczej mogłaby. Jednak nie mogę się zgodzić z kwestią, że dzieciom jest najlepiej z biologicznymi rodzicami, jeśli rodziciele są naprawdę felerni to wątpię, by dziecko było dobrze wychowane i szczęśliwe.-wtrąciłam.
-No tak, ale kiedy rodzice otrzymują pomoc, nauczą się jak wychować szczęśliwe, zdrowe dziecko. Decyzję powinnaś z waszą mamą ponownie obgadać, a jeśli ona będzie nie ustępliwa, spróbuj z rodzicami niepełnoletniego ojca.
-Yhm.. Czy jest możliwe, by rodzice adopcyjni pozwalali młodej matce odwiedzać dziecko? Czy mieliby coś przeciwko?
-To adopcja otwarta, to jest do uzgodnienia z adopcyjnymi rodzicami. Niektórzy rodzice są przychylni matce i pozwalają się widzieć z dzieckiem raz na pół roku czy coś podobnego, jednak niektórzy tylko wysyłają zdjęcia dorastającego dziecka i nic więcej. To wszystko zależy jakich rodziców weźmiecie dla dziecka.
-Dziękuję.-powiedziałam.-Do widzenia.-wyszłam z gabinetu kobiety i udałam się do kawiarni, by przyswoić wszystkie myśli.

*

Lena nie jest gotowa.. Aczkolwiek może jednak się nauczy być matką, przecież Rzym nie został zbudowany w jeden dzień. Chciałam wierzyć, że moja siostra zostanie wspaniałą rodzicielką, że uda jej się wychować dziecko na porządnego człowieka.
-Lena, jutro jesteś umówiona do ginekologa na badania kontrolne, pojadę z tobą.-weszłam do pokoju młodej dziewczyny.
Blondynka podniosła głowę znad laptopa.
-O której mam być gotowa?-spytała.
-Wizyta jest o 14, więc najlepiej byłoby, gdybyś była gotowa o 13, bo mogą być korki, więc wyjedziemy wcześniej.
-Dlaczego się mną zajmujesz?-zapytała zaskoczona.
-Bo jesteś moją siostrą.-powiedziałam nerwowo, gdyż nie spodziewałam się takiego pytania.
-Po co się mną zajmujesz? Może nie chcę.
-Nie masz nic do gadania, mała. Jestem starsza od ciebie i czy chcesz tego, czy nie, na mnie spada odpowiedzialność, kiedy rodziców nie ma.
Dziewczyna westchnęła głęboko i wróciła do przeglądania swojego facebook'a. Wyszłam z pokoju mojej siostry, by za chwilę wejść do mojej nory i oprzeć się ociężale o zamknięte drzwi.
Nie rozumiałam mojej siostry, jej zmienne humorki, chęć kłócenia się o nic szczególnego - to wszystko mnie przerastało, Lena nie była skomplikowana, ona po prostu lubi tak o sobie myśleć, jako o "trudnej" osobie, w sumie to lubi. Znam jeszcze jedną osobę, która uwielbia myśleć o sobie jak o wielowarstwowej osobie, a tak naprawdę jest prosty jak pieprzona mąka, Drake. Nie miałam ochoty się poddawać, wiedziałam, że nie będę pierwszą, która zadzwoni, zechce się pogodzić, nie jestem desperatką.

*

-Czy to jest normalne, by człowiek "wyrzucił" mnie ze swojej głowy?-spojrzałam pytająco na Lukasa.
-Teoretycznie tak, ale w praktyce się to nigdy nie zdarza. Może fakt, że jesteś jeszcze amatorką i twoje moce są na niskim poziomie pozwala decydować o tym czego chcą ludzie.
-A jest możliwe, że to był anioł?
Chłopak zaśmiał się na moje słowa, parząc herbatę.
-Wątpię, Gracie, znam każdego anioła w pobliżu mnie i żaden barman nie przychodzi mi do głowy, szczególnie blondyn.-oznajmił podając mi kubek z naparem.
-Czyli to niemożliwe?-chciałam się upewnić.
-Oczywiście, że jest to możliwe, aczkolwiek szczerze am wątpliwość codo tego. Myślę, że masz za słabo mocy i dlatego zostałaś wytrącona z jego głowy. A tak poza ty, złota rada -  kiedy wkradasz się komuś do głowy, nie mamrocz pod nosem o nich, ziemianie nie lubią, gdy ktoś wie o nich za dużo.
-Yhm..-przytaknęłam, odbierając telefon.
-Czemu się nie odzywasz?-usłyszałam głos Drake'a.
-Sam przecież powiedziałeś, żebym zajęła się sobą!-krzyknęłam zdezorientowana.
-Nie chodziło mi, żebyś przestała się do mnie odzywać, tylko, żebyś mniej wchodziła w brudnymi butami w moje życie.-próbował się usprawiedliwić, a tylko bardziej się pogrążał.
-Człowieku, ogarnij się! Obrażasz mnie i zapominasz o tym, jak ty to ująłeś. Nie chce mi się cytować twoich słów, bo pewnie zaraziłabym się głupotą od ciebie.
-Czyli tak to teraz będzie?!
-Niby jak?!
-Będziesz stroić fochy o nic..
-Nie stroję fochów, zdecyduj się sam. Kiedy ogarniesz dupę, zadzwoń.-rozłączyłam się.
-Nie pytaj.-mruknęłam do Lukas'a, widząc jego wzrok.
-Co to, dzień telefonów od gburów?!-odebrałam kolejny telefon, tym razem od ojca.
-Co?-zapytał roztargniony.
-Nic, mów co chcesz.-starałam się uspokoić.
-Chcę cię powiadomić, zanim usłysz to od swojej siostry, że biorę ślub.
-I co mi do tego?-grymas wpłynął mi na usta po usłyszeniu wieści.
-Zapraszam was.
-Nie żebym miała zamiar przyjść, ale dopóki nie dostanę pisemnego zaproszenia, nie będę cię traktować poważnie.
-Okay, wyślę je jeszcze dziś.
-Świetnie.
-Świetnie.-powtórzył po mnie słowo.-Przyjdziesz?
-Raczej nie.
-Dlaczego?
-Bo.. Czekaj, daj mi się zastanowić.-zrobiłam dwu sekundową przerwę.-A już wiem, może dlatego, że nie mam ochoty cię widzieć i kłócić się, psuć sobie humor?
-Bambie..
-Nie mów tak do mnie i w ogóle to nie dzwoń do mnie nigdy więcej.-wymruczałam szeptem zdenerwowana, rozłączyłam się.
Jak on śmiał zadzwonić do mnie? Z takimi wieściami? Niech się wali na ryj i kwiczy jak biedronka.
-Jak tam humorek?-spojrzał na mnie uśmiechnięty blondyn.
-Błagam cię.-nie miałam ochoty odpowiadać na to pytanie, bo odpowiedź była oczywista.-Jestem wykończona, kiedy będę chciała się związać z jakimś chłopakiem na dłużej, przypomnij mi jacy oni są pojebani, okay?
-Masz to jak w banku.-uśmiechnął się szczerzej.

*

-Kolejnego drinka?-patrzył na mnie Damian.
-Mógłbyś.-uśmiechnęłam się.
Nie byłam pewna co jak się potoczyło, ale wylądowałam w jego mieszkaniu, łóżku, z nim i nie żałowałam tego, w końcu dobrze się bawiłam tym. Chciałam tego, a jak można kiedyś żałować czegoś, czego się niedawno chciało? Można, prawda, ale nie u mnie, ja jak coś chcę i dostaję to, nie żałuję.




It’s late in the evening.
Glass on the side I’ve been sat with you.
For most of the night,
Ignoring everybody here.
We wish they would disappear.
So maybe we could get down now.
I don’t wanna know,
If you’re getting ahead of the program.
I want you to be mine,
To hold your body close.
Take another step into the no-man’s land.
Jest późny wieczór.
Szklanka po stronie baru, po której siedziałam z tobą.
Przez większość nocy,
Ignoruję wszystkich innych.
Pragniemy, żeby oni zniknęli.
Żeby mogliśmy uciec.
Nie chcę wiedzieć, 
Jeśli pospieszasz grę*.
Chcę, żebyś był mój,
By trzymać me ciało blisko.
Postaw kolejny krok w stronę niczyjej ziemi.


*Grę, w sensie grę wstępną.


-Jak się spało?-przywitał mnie blondyn z uśmiechem na twarzy, kiedy weszłam do kuchni.
-Masz wygodne łóżko.-przyznałam pozwalając uśmiechowi zawitać na mojej twarzy.-Zrobisz śniadanie?-spytałam.
-Nie masz rąk? Mam pomysł, zrobisz sobie i mi.-droczył się udając poważnego, jednak to iskierki śmiechu w jego oczach zdradzały go.
-Wolę, kiedy mężczyźni zajmują się rolą kury domowej.-wyznałam, co sprawiło, że chłopak zaśmiał się i włączył miser, by za chwilę wylać ciasto na omlety na rozgrzaną patelnię.
-Jesteś szczera.-uznał.-Lubię takie.-chciał mnie pocałować, ale się odsunęłam, na co patrzył zaskoczony.
-Noc się skończyła.-wytłumaczyłam.
-A więc jeszcze jesteś tylko na jedną noc? To intrygujące.-wpatrywał się we mnie, co chwilę zerkając na smażącego się naleśnika z pomidorem, bakłażanem i szynką.
-Nie jest to "intrygujące", a praktyczne. Po co się przyzwyczajać do ludzi? Oni znikają w najważniejszych momentach życia.
-Hmm.. Wydajesz się wiedzieć coś na ten temat, ale chyba podejmę ryzyko udowodnienia ci, że niektórzy zostają cokolwiek, by się nie stało.
-Nie obiecuj czegoś, czego nie jesteś w stanie dotrzymać.
-Skąd wiesz, że nie jestem?
-Bo jesteś człowiekiem, Damian, każdy odchodzi, taki proces życia w społeczeństwie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz