-"Kochaj siebie, żeby nikt inny nie musiał", podoba mi się.-uśmiechnęłam się do Daisy.-Skąd znasz tą "radę" czy przysłowie?
-Taką radę dała mi moja mama rok temu, kiedy zerwałam ze swoim chłopakiem.-dziewczyna siedziała ze mną na stołówce i nie przejmowałam się natarczywymi i oceniającymi wzrokami innych kadetów.
-Miałaś chłopaka? Dlaczego zerwałaś z nim?
-Zdradził mnie z moją najlepszą przyjaciółką, czyli kompletny idiota.
-No to gratuluję, że wyszłaś z takiego związku.
-Dzięki.-uśmiechnęła się wesoło.-A jak z twoim stanem związkowym?
-Ogólnie tylko raz byłam w związku i chyba nadal jestem w nim, ale nie jestem pewna jak określić to.
-Czyli nie nazywacie tego związku?
-Nie, jakoś średnio nam przychodzą nazewnictwa. Spędzamy czas w weekendy.
-Czyli on nie jest stąd?
-Nie.-zaprzeczyłam szybko.-Tutaj to sami świry, którzy nie potrafią zaakceptować kobiety, która chce zajmować się tym co oni.
-Nie wszyscy.
-Nie wymień mi Jake'a, bo zacznę się śmiać.
-No dobra, może i on czasem też jest nietolerancyjny, ale na pewno są tutaj jacyś wyluzowani faceci, którzy nie mają nic przeciwko kobiecie w wojsku i na wojnie.
-Może i nie mają, ale tylko do czasu, bo żaden mężczyzna nie chce, by jakaś kobieta była wyższą rangą od niego i wydawała mu rozkazy, chyba, że w łóżku.-moje słowa rozbawiły dziewczynę.
-Masz rację.-zapiszczała szczerząc się.-Nie wiem po co prowadzę dyskusję z tobą.-To kim on jest?-spytała.
-Nazywa się Nick i jest płci męskiej.
-A coś więcej?-dziewczyna uśmiechnęła się.
-Powiedzmy, że takich ciężko znaleźć; Nick zna mnie całkiem dobrze, a nadal chce być przy mnie i stara się nie oceniać.
-Czyli prawdziwy, silny facet, który mówi, że kobiety mają charakter a nie, że są "trudne".
-Owszem.-uśmiechnęłyśmy się do siebie nawzajem.
-Jak go poznałaś?-spytała.
-Na spotkaniu grupowym u psychiatry.-wyjawiłam.
-Czyli też ma problemy?
-Nick ma zmiany nastrojów, chociaż przy mnie zdaje się kontrolować to, ciągle jest niesamowicie sympatyczny.
-Jak to możliwe, że nie obchodzi cię co inni o tobie pomyślą, kiedy mówisz otwarcie o tym, że chodzisz na spotkania do psychiatry?
-Staram się nie zwracać uwagi na to jak inni mnie postrzegają, ważne co ja o sobie myślę.-wyjawiłam.
-Jak ty to robisz?
-Nie wiem, od dziecka uwielbiałam nie być kimś kim chcieli, abym była inni ludzi, od dziecka kocham ten stan, w którym zaskakuję innych moją osobą, bo wiesz, ludzie patrzą na ciebie i myślą, że cię znają, a ja lubię im uświadamiać, że gówno wiedzą.
*
-Kompletnie nie rozumiem jak to możliwe, że ich jeszcze nie złapali, przecież, któraś z dziewczyn musiała iść na skargę do dyrektora.-powiedział do mnie Nicholas, kiedy opowiedziałam mu o "bosej nocy z plecakami".
-Rodzice kadetów, szczególnie chłopaków są wysoko postawieni, więc dyrektor się w to nie wpierdala, pomijając fakt, że pewnie sam jest szowinistą.-oznajmiłam cicho, leżąc na kanapie Nick'a z nogami na jego kolanach.
-Wiesz, że mogłabyś ich pozwać o dyskryminację? Zapłaciliby wszystkim kobietą i pewnie mieliby odsiadkę, jeśli doszło między wami do przemocy fizycznej.
-Wiem, że mogłabym im zrobić "smrodu przy dupie", ale nie jestem chętna, aby uciekać się do prawa.
-To znaczy?
-Może zemszczę się z dziewczynami..
-Nie będziesz lepsza niż oni.
-Wiem..-mruknęłam.-Po prostu nie chcę być postrzegana jako dziewczyna, która zaczęła płakać tylko dlatego, że zrobiło się trudniej.
-Grace, oni i tak cię postrzegają w taki sposób, tylko dlatego, że masz kobiecą anatomię a nie męską. Uważam, że powinnaś iść do sądu, a nie bawić się w zemsty, które narobią tobie - a nie im - problemów.
-Może masz racę.-przyznałam, na co on się uśmiechnął.-Ale poczekam na ich kolejny wybryk i tym razem zdobędę dowód ich winy.
-Taką radę dała mi moja mama rok temu, kiedy zerwałam ze swoim chłopakiem.-dziewczyna siedziała ze mną na stołówce i nie przejmowałam się natarczywymi i oceniającymi wzrokami innych kadetów.
-Miałaś chłopaka? Dlaczego zerwałaś z nim?
-Zdradził mnie z moją najlepszą przyjaciółką, czyli kompletny idiota.
-No to gratuluję, że wyszłaś z takiego związku.
-Dzięki.-uśmiechnęła się wesoło.-A jak z twoim stanem związkowym?
-Ogólnie tylko raz byłam w związku i chyba nadal jestem w nim, ale nie jestem pewna jak określić to.
-Czyli nie nazywacie tego związku?
-Nie, jakoś średnio nam przychodzą nazewnictwa. Spędzamy czas w weekendy.
-Czyli on nie jest stąd?
-Nie.-zaprzeczyłam szybko.-Tutaj to sami świry, którzy nie potrafią zaakceptować kobiety, która chce zajmować się tym co oni.
-Nie wszyscy.
-Nie wymień mi Jake'a, bo zacznę się śmiać.
-No dobra, może i on czasem też jest nietolerancyjny, ale na pewno są tutaj jacyś wyluzowani faceci, którzy nie mają nic przeciwko kobiecie w wojsku i na wojnie.
-Może i nie mają, ale tylko do czasu, bo żaden mężczyzna nie chce, by jakaś kobieta była wyższą rangą od niego i wydawała mu rozkazy, chyba, że w łóżku.-moje słowa rozbawiły dziewczynę.
-Masz rację.-zapiszczała szczerząc się.-Nie wiem po co prowadzę dyskusję z tobą.-To kim on jest?-spytała.
-Nazywa się Nick i jest płci męskiej.
-A coś więcej?-dziewczyna uśmiechnęła się.
-Powiedzmy, że takich ciężko znaleźć; Nick zna mnie całkiem dobrze, a nadal chce być przy mnie i stara się nie oceniać.
-Czyli prawdziwy, silny facet, który mówi, że kobiety mają charakter a nie, że są "trudne".
-Owszem.-uśmiechnęłyśmy się do siebie nawzajem.
-Jak go poznałaś?-spytała.
-Na spotkaniu grupowym u psychiatry.-wyjawiłam.
-Czyli też ma problemy?
-Nick ma zmiany nastrojów, chociaż przy mnie zdaje się kontrolować to, ciągle jest niesamowicie sympatyczny.
-Jak to możliwe, że nie obchodzi cię co inni o tobie pomyślą, kiedy mówisz otwarcie o tym, że chodzisz na spotkania do psychiatry?
-Staram się nie zwracać uwagi na to jak inni mnie postrzegają, ważne co ja o sobie myślę.-wyjawiłam.
-Jak ty to robisz?
-Nie wiem, od dziecka uwielbiałam nie być kimś kim chcieli, abym była inni ludzi, od dziecka kocham ten stan, w którym zaskakuję innych moją osobą, bo wiesz, ludzie patrzą na ciebie i myślą, że cię znają, a ja lubię im uświadamiać, że gówno wiedzą.
*
-Kompletnie nie rozumiem jak to możliwe, że ich jeszcze nie złapali, przecież, któraś z dziewczyn musiała iść na skargę do dyrektora.-powiedział do mnie Nicholas, kiedy opowiedziałam mu o "bosej nocy z plecakami".
-Rodzice kadetów, szczególnie chłopaków są wysoko postawieni, więc dyrektor się w to nie wpierdala, pomijając fakt, że pewnie sam jest szowinistą.-oznajmiłam cicho, leżąc na kanapie Nick'a z nogami na jego kolanach.
-Wiesz, że mogłabyś ich pozwać o dyskryminację? Zapłaciliby wszystkim kobietą i pewnie mieliby odsiadkę, jeśli doszło między wami do przemocy fizycznej.
-Wiem, że mogłabym im zrobić "smrodu przy dupie", ale nie jestem chętna, aby uciekać się do prawa.
-To znaczy?
-Może zemszczę się z dziewczynami..
-Nie będziesz lepsza niż oni.
-Wiem..-mruknęłam.-Po prostu nie chcę być postrzegana jako dziewczyna, która zaczęła płakać tylko dlatego, że zrobiło się trudniej.
-Grace, oni i tak cię postrzegają w taki sposób, tylko dlatego, że masz kobiecą anatomię a nie męską. Uważam, że powinnaś iść do sądu, a nie bawić się w zemsty, które narobią tobie - a nie im - problemów.
-Może masz racę.-przyznałam, na co on się uśmiechnął.-Ale poczekam na ich kolejny wybryk i tym razem zdobędę dowód ich winy.
[...] Your hope dangling by a string.
I'll share in your suffering.
To make you well, to make you well.
Give me reasons to believe.
That you would do the same for me.
And I would do it for you, for you.
Baby I'm not moving on.
[...] I'll love you long after you're gone.
And long after you're gone gone gone.
[...] When you fall like a statue.
I'm gon' be there to catch you.
Put you on your feet.
Twoja nadzieja wisząca na włosku
Podzielę twoje cierpienie.
By sprawić, abyś lepiej się poczuła, by sprawić, abyś lepiej się poczuła.
Daj mi powód, by uwierzyć.
Że zrobiłabyś to samo dla mnie.
A zrobię to dla ciebie, dla ciebie.
Kochanie, ja nie mam zamiaru ruszyć naprzód.
Będę cię kochać długo po tym jak odejdziesz.
Długo po tym jak odejdziesz, odejdziesz, odejdziesz.
Kiedy będziesz spadać jak posąg.
Będę tam, by cię złapać.
Postawić się na nogi.
Patrzyłam na niego i czułam motyle w brzuchu, i mimo, że wydawało mi się te uczucie być oklepane i przereklamowane, to jednak odczuwałam je i sprawiało mi to radość.
Chyba o tym nie wspomniałam, ale wybierasz świetne piosenki. Niesamowity gust. A ta tutaj ↑ jest boska. ♫♪ ♥
OdpowiedzUsuńWiesz, że jesteś jedyną osobą, która ciągle mnie komplementuje? :) To miłe i dziękuję. :)
OdpowiedzUsuń