sobota, 8 marca 2014

11. Nie myśl nawet o nich, nie są tego warci.

Każdy ma tą potrzebę, aby być z kimś, blisko, niekoniecznie uprawiać seks, a zwyczajnie móc porozmawiać na każdy temat i nie zostać ocenionym, by najmniej nie zostać odrzuconym przez tę osobę. Spotykałam się z Nickiem przez kolejne cztery weekendy i nie żałuję, nie myślę, że zmarnowałam czas, znalazłam wreszcie osobę, która uwielbia mnie słuchać i mówi też o sobie, możemy rozmawiać o wszystkim, wszędzie i nie sprawia mu to jakiegoś problemu. Potrzebowałam "bohatera" i chyba go znalazłam.



[...] He's gotta be sure.
And it's gotta be soon.
And he's gotta be larger than life!
Larger than life.
Somewhere after midnight,
In my wildest fantasy.
Somewhere just beyond my reach,
There's someone reaching back for me.
Racing on the thunder and rising with the heat.
It's gonna take a superman to sweep me off my feet.
I need a hero.
Musi być pewien siebie.
I musi przybyć szybko.
Musi być bardziej niezwykły niż życie.
Bardziej niezwykły niż życie.
Gdzieś po północy,
W moim najbardziej dzikich fantazjach.
Gdzieś poza moim zasięgiem,
Musi być ktoś poszukujący mnie.
Pędzący na piorunie i wzrastający wraz z żarem pożądania.
Potrzeba mi supermena, by zwalić mnie z nóg.
Potrzebuję superbohatera.


Uśmiechnęłam się do samej siebie wpatrując się w bruneta, który rzucał balonikami z farbą w duże białe płótno oddalone od nas o 10 metrów, które zaczynało mieć na sobie różnokolorowe plamy.
-Spróbuj sama.-zaproponował wkładając mi w prawą dłoń jeden z baloników.
Zaśmiałam się i rzuciłam w sam środek, na co Nicholas zaklaskał. Odwinął swoją prawą rękę i także jego balon z farmą uderzył w sam środek. Jego salon, w którym było płótno, stało się dość brudnym miejscem, na panelach były farby, mimo, że pod płótnem było kilka foli, to jednak na podłodze pozostawały plamy z farbek.
W pewnym momencie sami siebie zaczęliśmy obsmarowywać różnymi farbami, było śmiesznie. Nie jestem romantyczną osobą, ale taka zabawa wpłynęła na mnie dość pozytywnie, więc kiedy chłopak był blisko mnie i chciał mnie pocałować, nie potrafiłam zapobiec temu, po prostu zamknęłam oczy. Jego miękkość ust sprawiała, że pragnęłam jego bliskości jeszcze więcej, a miętowy oddech sprawiał, że między nami świeżość od razu zaczęła się unosić. 
Młody mężczyzna nie włożył mi języka do ust, tylko delikatnie i subtelnie muskał moje wargi, co wywołało u mnie "motyle w brzuchu". Po chwili odsunęliśmy się do siebie, otworzyliśmy oczy i uśmiechnęliśmy się szeroko. To było coś niesamowitego, ta więź, która nas łączyła, wydawała się być nieprzerywalna i straszliwie pragnęłam, by nigdy to nie minęło.
-Naprawdę cię lubię.-oznajmił wpatrując się we mnie swoimi czekoladowymi oczami.
-Ja ciebie też lubię.-siedząc na podłodze, opierając się o tył kanapy, przyciągnęłam do biustu moje kolana i owinęłam je dłońmi.
-A ufasz mi?
-Nie przyspieszaj niczego, okay?
-Dobrze.-skradł mi szybkiego całusa i zostawił mnie, by następnie pójść do łazienki i wejść pod prysznic.
Nie czułam żadnej presji między nami i to najbardziej mi się spodobało. Nick nie należał do rodzaju chłopaków, którym zależy na opinii innych ludzi, on był wyluzowany i świetnie się bawił nie udając kogoś, kim nie jest. Jego swoboda była zarażająca, przy nim czułam się jak wolna osoba, kiedy tylko znalazłam się obok niego - zapominałam o moich problemach, o mojej rodzinie, o szkole i tym jak bardzo popaprana jestem.
Kiedy woda przestała lecieć, a z ubikacji wyszedł chłopak owinięty ręcznikiem, ja poszłam do łazienki i także się starałam doprowadzić do porządku. Najgorzej było z ubraniami, bluzka i jeansy były całe w farbkach. Rozebrałam się z ubrań, zostałam w samej bieliźnie, włożyłam je do umywalki, następnie nachyliłam się nad wanną i zaczęłam moczyć włosy, które umyłam szamponem Nicholas'a, ale nie wpłynął źle na moje włosy, powiedziałabym, że nawet nadały im blasku. Owinęłam biały ręcznik na włosach i zaczęłam się zastanawiać co zrobić z ciuchami. Po krótkiej chwili usłyszałam pukanie do drzwi.
-Mogę wejść?-spytał szatyn przez drzwi.
Spojrzałam na swoje półnagie ciało.
-Raczej nie.-odpowiedziałam.
-Mogę ci jakoś pomóc?-czekając na zewnątrz pokoju.
-Wątpię.
-A coś jest nie tak?
-Muszę wyprać jeansy i bluzkę, a muszę za niecałe dwie godziny stawić się w Army Academy i one nie zdążą wyschnąć.-oznajmiłam siadając na bok wanny.
-Mogę ci pożyczyć jakieś moje ubranie.-zaproponował, na co się zaśmiałam.
-Nie miałabym życia, gdybym poszła w męskim ubraniu do Academy, oni tylko czekają na taki moment.
-Ej, mówiłaś, że stawiasz się im, no to pokaż im, że masz ich głęboko w poważaniu i tyle. Nie myśl nawet o nich, nie są tego warci.
-Dobra, może masz rację.-owinęłam się ręcznikiem wokół ciała i wyszłam z łazienki.-Pokaż mi swoje ubrania.
Chłopak uśmiechnął się szeroko i poszedł ze mną do swojej sypialni, otworzył szafę z bluzami i spodniami i zaczęłam przebierać. Wybrałam białą bluzkę na długi rękaw oraz trochę większe jeansy, które podwinęłam na nogawkach. Ubiór sprawiał, że wyglądałam na modelkę plus size, która urwała si z wybiegu, dosłownie. 
-Ładnemu we wszystkim ładnie.-szepnął brunet.
Spojrzałam na niego zniesmaczona.
-Nie mów tak.-powiedziałam cicho.
Mimo, że widziałam, że nie wyglądam najgorzej, to jednak coś sprawiało, że nie potrafiłam przyznać racji człowiekowi, który ocenia mój wygląd. 
-Do zobaczenia.-pożegnałam się i wyszłam z mieszkania Nick'a.

*

Czułam się kiepsko ze względu na ciągły ból brzucha i nawet mięta nie pomagała. Okres mi się spóźniał, wiedziałam więc, że kiedy już się pojawi, będzie bolesny, tak bardzo, że będę chciała tylko leżeć w łóżku z termoforem przy brzuchu. To jest straszliwy ból i nie polecam tego nikomu innemu, a szczególnie kobietom w Army Academy, już tylko czekałam aż znajdzie się ktoś, kto będzie się nabijał z mojej kobiecości. 
-Witamy cię, kadecie George!-krzyknął niezadowolony dyrektor szkoły stojąc u moich drzwi od pokoju.-Minuta spóźnienia!-wyjaśnił widząc mój wzrok.
Chcąc, nie chcąc, musiałam oddać mu szacunek i wyprostowałam się z ręką u czoła.
-Spocznij, kadecie George!-wykrzyczał przybliżając się do mnie.-Może wyjaśnisz, dlaczego masz bałagan w pokoju?!
Podeszłam do drzwi, prowadzących do mojego pokoju i zobaczyłam syf, po prostu totalny syf.
-To nie ja, sir!-krzyknęłam wyprostowana, patrząc na niego.
-W takim razie kto dostał się do twojego pokoju, George? Nikt inny nie ma klucza.
-Woźny ma, a pozostali kadeci mężczyźni nie przepadają za mną, sir!
-Czy chcesz powiedzieć, że jesteś gnębiona, kadecie George?-zapytał poważnie.
Wiedziałam, że to mężczyzna, wiedziałam, że się tutaj uczył i byłam niemal pewna, że też należał do osób, które nie chcą tutaj kobiet, ale ze względów finansowych są na to skazani.
-Nie, sir!-krzyknęłam.
-Posprzątaj tutaj i żebym nigdy więcej nie zastał tutaj tego bałaganu, a jutro masz zakaz wyjścia ze szkoły kadecie, George!-wykrzyczał i odszedł.
Weszłam do pokoju i zamknęłam drzwi za sobą. Wiedziałam czyja to sprawka, miałam zamiar coś z tym zrobić, ale wolałam poczekać na odpowiedni moment.

1 komentarz: