Nie miałam paranoi, wszyscy kadeci mnie obserwowali na każdej lekcji i przerwie, nawet się nie trudzili, aby ukryć spojrzenia. Ich gapienie się przeszkadzało mi w poprawnym funkcjonowaniu i na zajęciach z samoobrony Daisy "skopała" i tyłek. Jedyna radość, która mnie spotkała dziś to konwersacja z Daisy i jej pytanie: "Czy nie chcę się dowiedzieć kto i dlaczego mnie nie lub, i powoduje spory między mną a innymi kadetami?".
Poszłyśmy do łazienki i zamknęłyśmy ją na klucz. Szatynka przez chwilę wpatrywała się we mnie bez słowa, a po chwili zwyczajnie zaczęła mówić: "Najwięcej do powiedzenia ma Thomas, który nie może się pogodzić, że jakaś laska go pokonała w czym on jest najlepszy. Jego kumple mają problem nie tylko z twoją płcią, konfliktem między tobą a Thomasem, ale także kwestia twojej wagi, po prostu nie tolerują grubych, homoseksualnych ani czarnych. Wszyscy się boją Thomas i jego kumpli ze względu na to, że ich rodzice są wysoko postawieni i nigdy się z nimi nie wygra. To co tutaj się dzieje to tylko początek, uwierz mi, jeśli oni chcą utrudnić komuś życie, idealnie się spisują, większość ich ofiar po prostu się wypisała do innej akademii wojskowej. Może ci sie teraz to wydawać śmieszne, nierealne ale rzeczywistość jest taka, że będziesz chciała się jak najszybciej urwać stąd."
-Nie rozumiesz najwyraźniej.-powiedziałam do niej.-Ja nie mam wyjścia innego niż tutaj być, to mój ojciec zadecydował o tej szkole i ja mam tutaj nic do powiedzenia. Szara rzeczywistość to jest to, co najlepiej znam.
Szatynka o oliwkowej karnacji patrzyła na mnie swoimi ciemnymi oczami i delikatnie się uśmiechnęła.
-Wiem jak to jest nie móc panować nad własnym życiem.-oznajmiła.-Moi rodzice zaplanowali całe moje życie, przez poprzednie lata zawsze robiłam to co oni chcieli, dopiero ta szkoła była moim pomysłem, oni chcieli mnie wysłać do Akademii dla Dam, a ja się zbuntowałam i powiedziałam, że albo ta szkoła albo żadna, więc musieli się zgodzić.-zaśmiała się.-To co dla mnie jest wysoko cenione, dla ciebie to jest kolejny rozkaz ojca, wiem jak się czujesz.
-Nie twierdzę, że nie wiesz co to szara rzeczywistość, ale prawda jest taka, że jednak miałaś tą szansę podjęcia własnej decyzji, a ja nad niczym nie panuję.
-Cięłaś się?-spytała.
-Nie.-skłamałam.
-Po prostu niektóre osoby, które nie panują nad swoim kłopotliwym życiem, zaczynają się ciąć i tym podobne.
-A ty się cięłaś?
-Kilka razy.-przyznała mi się.-Ale delikatnie, tak by nikt nie zauważył, oczywiście nie zawsze mi się udawało, ale te blizny wyglądają jakby mnie tylko kot podrapał, więc jest dobrze.
-Chodziłaś do psychiatry?
-Nie. Moja rodzina jest znana z dobrej reputacji, nie chciałam im tego niszczyć, poza tym i tak nie wysłaliby mnie do psychiatry, mówiliby, że to tylko sposób na zwrócenie ich uwagi.
-Przykro mi.-powiedziałam dotykając jej ramienia prawą ręką i uśmiechając się ciepło.
-A ty chodziłaś do psychiatry?
-Nadal chodzę.-przyznałam.-Powiedzmy, że mam wahania nastrojów.
Dziewczyna pokiwała głową zrozumiale.
-Miło mi się z tobą rozmawia.-wyjawiła.
-Wzajemnie.-oznajmiłam, bo nakazał mi tak instynkt - mimo, że Daisy wydawało mi się sympatyczna, to jednak nie ufałam jej, nie znałam jej.
*
-Wiem, że chcesz mnie pocałować.-powiedział przerywając ciszę Thomas.
Spojrzałam na niego zdezorientowana.
-Do mnie to było?-spytałam.
Kiedy biegałam nad ranem znowu natknęłam się na szatyna w lesie.
-A do kogo innego?-zakpił z uśmiechem.
Zaśmiałam się szyderczo.
-Jesteś idiotą.-oznajmiłam.-Nie masz na co liczyć, szczególnie na moje uczucia.
-Ostra jesteś.-zerknął na mnie kątem oka.
-A ty jesteś głupi, ja widać nie trafiliśmy sobie w gust.
-Lubisz Bring Me The Horizon?-zmienił temat patrząc na moją koszulkę z nazwą zespołu.
-Nie, po prostu uwielbiam nosić koszulkę z nazwą zespołu, którego nie znam.
-Przestań, chcę nawiązać rozmowę.-złapał mnie za ramię i tym samym się zatrzymał, co rozkazało i mi stanąć na żwirowej dróżce.
Kadet stanął wyprostowany i patrzył mi głęboko w oczy, kiedy obniżyłam wzrok, dopiero po raz pierwszy dostrzegłam, że i on ma taką samą koszulkę jak ja, poczuła jak złość się we mnie zbiera.
Ten skończony palant nawet odebrał mi mój gust muzyczny.
-Chcesz porozmawiać?-zirytowałam się.-Może pogadamy o tym jak ty i twoi kumple urządziliście mój pokój, tym samym odbierając mi na niedziele wyjście z Academy.
Thomas westchnął.
-To nie tak, że nad wszystkim panuję, moi przyjaciele są tak samo lubiani jak i ja, więc nad nimi nie sprawuję wielkiej władzy.-chciał się usprawiedliwić.
-Wiesz co, naprawdę nie lubię kiedy ludzie zamiast przyznać jak chujowi są, szukają wymówek, że inni wcale lepsi nie są.-powiedziałam zirytowana.-Nie chcę z tobą gadać, nie chcę cię widzieć - ale to jest nie możliwe. Z wielką chęcią pogadałabym jeszcze o tym jak bardzo jesteś mi potrzebny jak piaskownica na Saharze, ale naprawdę nie mam czasu.
Nie czekając na jego reakcję, zaczęłam szybko biec, a kiedy chłopak zaczął mnie doganiać, przyspieszyłam tempo.
Szatyn był typem chłopaka, który jest pewien siebie; który myśli, że wszystko czeka na niego z otwartymi ramionami; który jest skończonym dupkiem, a mi nie zależy, by mieć kogoś tak niewychowanego w moim otoczeniu.
*
-Jezu co ty za szajsu słuchasz?-zapytałam szczerząc się do Nicholas'a.
Chłopak dał mi delikatnego kuksańca w bok i podkręcił głośniej muzykę.
-To funky rock, nie znasz się.-uśmiechnął się i zamknął oczy, wsłuchując się w melodyjną muzykę z nic nieznaczącym dla mnie tekstem.
-Znam się na prawdziwym rocku i punku.
-Nie ma czegoś takiego jak prawdziwy rock.-mamrotał, nie otwierając oczu.
-Mówisz?-zaśmiałam się.
-Owszem, Grace, uszanuj moje zdanie. Podobno jesteś "otwartym umysłem", jesteś tolerancyjna dla odmiennych ludzi, zacznij też być tolerancyjna dla czyiś opinii.
-Mówisz teraz o swojej nietolerancji dla homoseksualnych?-zirytowałam się.
-Nie.-podniósł się z pozycji leżącej, teraz siedział na turecku oparty o sofę i patrzył na mnie.-Może.. Nie wiem. Mówię ogólnikowo.
-Dlaczego miałabym szanować czyjeś zdanie, jeśli ktoś nie szanuje mojego?
-Żeby być lepszą od innych, żeby udowodnić innym, że jesteś kimś bardziej inteligentnym niż oni myślą. Pokaż na co cię stać.-uśmiechnął się.
-Co jeśli nie chcę być lepsza?
-Nadal będziesz mizerna i nie będziesz lubić samej siebie.-oznajmił.
-Myślisz, że jesteś "głęboki"?
-Nie, od tego to ty jesteś.-patrząc mi w oczy pocałował mnie w usta.
-To od czego jesteś ty?
-Aby zapewnić ci wystarczająco dobrych dni, dopóki sama ich nie będziesz robiła sobie.-odparł.
-I kiedy będziemy wiedzieć, że już sama będę potrafiła poprawić sobie dzień?
-Nie wiem.-powiedział, całując mnie po raz kolejny.-Sama będziesz to wiedzieć i wtedy mi powiesz "wystarczy".-mruczał nie przerywając muskania moich warg.
Nick zaliczał się do tych chłopaków, którzy cię zmieniają, mimo, że starasz się z całych swoich sił, by zmiana w tobie nie nadeszła to jednak jest to nieuniknione. Pragnęłam być szczęśliwa, przy nim miałam tą okazję, kiedy byłam z nim, on od razu zabierał mój zły humor i sprawiał, że się szczerze uśmiechałam, nie musiałam udawać.
Mężczyzna powoli zaczął zjeżdżać z ustami na moją szyję, którą pieścił pocałunkami. Delikatnie nakazał mi bezsłownie, a czynami do położenia się na podłodze. Nicholas wsadził swoje dłonie pod moje plecy i delikatnie jeździł nimi. Po krótkiej chwili znowu wrócił do całowania moich ust.
Szatyn był typem chłopaka, który jest pewien siebie; który myśli, że wszystko czeka na niego z otwartymi ramionami; który jest skończonym dupkiem, a mi nie zależy, by mieć kogoś tak niewychowanego w moim otoczeniu.
*
-Jezu co ty za szajsu słuchasz?-zapytałam szczerząc się do Nicholas'a.
Chłopak dał mi delikatnego kuksańca w bok i podkręcił głośniej muzykę.
-To funky rock, nie znasz się.-uśmiechnął się i zamknął oczy, wsłuchując się w melodyjną muzykę z nic nieznaczącym dla mnie tekstem.
-Znam się na prawdziwym rocku i punku.
-Nie ma czegoś takiego jak prawdziwy rock.-mamrotał, nie otwierając oczu.
-Mówisz?-zaśmiałam się.
-Owszem, Grace, uszanuj moje zdanie. Podobno jesteś "otwartym umysłem", jesteś tolerancyjna dla odmiennych ludzi, zacznij też być tolerancyjna dla czyiś opinii.
-Mówisz teraz o swojej nietolerancji dla homoseksualnych?-zirytowałam się.
-Nie.-podniósł się z pozycji leżącej, teraz siedział na turecku oparty o sofę i patrzył na mnie.-Może.. Nie wiem. Mówię ogólnikowo.
-Dlaczego miałabym szanować czyjeś zdanie, jeśli ktoś nie szanuje mojego?
-Żeby być lepszą od innych, żeby udowodnić innym, że jesteś kimś bardziej inteligentnym niż oni myślą. Pokaż na co cię stać.-uśmiechnął się.
-Co jeśli nie chcę być lepsza?
-Nadal będziesz mizerna i nie będziesz lubić samej siebie.-oznajmił.
-Myślisz, że jesteś "głęboki"?
-Nie, od tego to ty jesteś.-patrząc mi w oczy pocałował mnie w usta.
-To od czego jesteś ty?
-Aby zapewnić ci wystarczająco dobrych dni, dopóki sama ich nie będziesz robiła sobie.-odparł.
-I kiedy będziemy wiedzieć, że już sama będę potrafiła poprawić sobie dzień?
-Nie wiem.-powiedział, całując mnie po raz kolejny.-Sama będziesz to wiedzieć i wtedy mi powiesz "wystarczy".-mruczał nie przerywając muskania moich warg.
Nick zaliczał się do tych chłopaków, którzy cię zmieniają, mimo, że starasz się z całych swoich sił, by zmiana w tobie nie nadeszła to jednak jest to nieuniknione. Pragnęłam być szczęśliwa, przy nim miałam tą okazję, kiedy byłam z nim, on od razu zabierał mój zły humor i sprawiał, że się szczerze uśmiechałam, nie musiałam udawać.
Mężczyzna powoli zaczął zjeżdżać z ustami na moją szyję, którą pieścił pocałunkami. Delikatnie nakazał mi bezsłownie, a czynami do położenia się na podłodze. Nicholas wsadził swoje dłonie pod moje plecy i delikatnie jeździł nimi. Po krótkiej chwili znowu wrócił do całowania moich ust.
Arms around my body.
Kisses on my skin.
I walk away.
I walk away.
But he lingers.
[...] Light as any flower.
You don’t even know.
You pick me up.
You pick me up.
With two fingers.
[...] Careful and with patience.
Hold this tender heart.
[...] And everyone says,
This love will change you.
Well I ask, isn’t that what love’s supposed to do.
It’s same changes.
Dłonie wokół mojego ciała.
Całusy na mojej skórze.
Odchodzę.
Odchodzę.
Ale on ociąga się.
Lekki jak każdy kwiat.
I nawet nie wiesz.
Że wybrałeś mnie.
Wybrałeś mnie.
Dwoma palcami.
Ostrożnie, z cierpliwością.
Trzymaj to czułe serce.
Wszyscy mówią, że,
Miłość cię zmieni.
A ja pytam, czy właśnie miłość nie powinna tego robić.
Całe życie to same zmiany.
Właśnie sobie uświadomiłam, że do Twoich blogów lubię wracać najbardziej. :)
OdpowiedzUsuńNawet nie wiesz jak bardzo cieszą mnie twoje komentarze. :)
OdpowiedzUsuń