niedziela, 2 marca 2014

9. Ja nie miewam przyjaciół i nie chichoczę, tylko dlatego, że jakiś chłopak rozmawia ze mną.

-Nie widzisz, że staram się z tobą zaprzyjaźnić?-zapytał uśmiechając się Nick.
Spojrzałam na niego zza maski bez emocji.
-Ja nie miewam przyjaciół i nie chichoczę, tylko dlatego, że jakiś chłopak rozmawia ze mną..-odpowiedziałam mu.
-Nie musisz chichotać.-oznajmił wesoło.-Wystarczy uśmiech, bo podejrzewam, że musi ci pasować do oczu.
-To był kiepski tekst na podryw.-mruknęłam pod nosem.
-No dobra, to co powiesz na jeszcze bardziej oklepany: "Czy bolało cię jak spadłaś z nieba? Bo takie anioły nie widzi się często."
Mimo, że ten tekst był wiele razy usłyszany przeze mnie, oczywiście nie do mnie, to jednak wzbudził we mnie instynkt przetrwania, adrenalina uderzyła we mnie szybkością światła i chciałam uciec z pokoju, obawiając się, że nie jestem bezpieczna, że ktoś coś wie.
-Wiesz co? Naprawdę nie mam ochoty na flirt.-powiedziałam zrezygnowana.
-Dlaczego?
-Bo wiem, że on i tak donikąd prowadzi.
-Nie mów od razu, że donikąd, bo skąd wiesz, co mam w głowie.-jego zadziorny uśmiech i promyczki w oczach były przerażająco wspaniałe dla mnie, i nie potrafiłam się powstrzymać przed uśmiechem.
-Wygrałeś.-zrzuciłam maskę, na co chłopak się zaśmiał i dotknął mojego ramienia.
-No, to co powiesz na pizzę? Prawdziwą pizzę z samym serem i pieczarkami?-spytał wiedząc ze spotkań, że jestem wegetarianką.
Pokiwałam głową na "tak".
-Ale później.-uparłam się, aby zostać do końca spotkania "popaprańców", którym sama także byłam.
Odstawiliśmy plastikowe kubki na stolik i poszliśmy do grupy młodzieży z problemami, usiedliśmy na krzesłach naprzeciwko siebie, a ja wróciłam do maski bez emocji.
-Co myślicie o "wolności"?-zapytał psychiatra.
-Jest nieosiągalna.-szepnęła wychudzona dziewczyna.
-Wcale, że nie jest nieosiągalna, kiedy skończę 18 lat i wyniosę się z mojego rodzinnego domu, będę wolnym człowiekiem.-oznajmił chłopak, który się tnie.
-Myślę, że wolność można osiągnąć tylko psychicznie.-powiedziała dziewczyna z depresją.
-Za to ja uważam, że wolność jest przereklamowana.-odezwał się Nick.
-To znaczy?-ciągnął temat psychiatra wpatrując się w Nicolas'a.
-Wydaje mi się, że tak naprawdę to nikt nie chce być wolny, bo jeśli było by się "wolnym", nie było by się wśród ludzi, a nikt nie chce być samotny.-wyjaśnił.-Wnioskuję z tego, że wolność jest przez społeczność mylona z niezależnością, bo sama "wolność" jest przeterminowana.
Brunet zerknął na mnie, a ja posłałam mu delikatny uśmiech. Podobało mi się, w jaki sposób myślał, nadawaliśmy na podobnych falach, co było okropne, a zarazem całkowicie mi odpowiadało. Pragnęłam, abym wraz z Nick'iem się bliżej poznali, polubiłam go.

*

Minął tydzień od nocy, która była męczarnią dla każdej kadetki, nawet dla mnie w pewnym stopniu, a uczniowie Akademii nadal patrzyli na mnie jakbym uderzyła tego chłopaka dosłownie przed chwilą. Byłam znudzona wszystkim co się działo. Nic się nie zmieniło ze strony chłopaków, chyba nawet bardziej mnie znielubili, nie żeby mi zależało na ich opinii. Dziewczyny widziały we mnie bohaterkę, a niektóre nawet chciały się ze mną zaprzyjaźnić, co kończyło się moim spojrzeniem: "Możesz się odsunąć ode mnie? Wchodzisz w moją przestrzeń." Byłam wykończona psychicznie i fizycznie wszystkim co się działo w Army Academy, nawet lekcjami; okazało się, że w trzeciej klasie będę mieć jeszcze WDŻ, czyli kolejna lekcja, z której nie mogę się wypisać a jest mi kompletnie zbędna, tak jak religia, gdyż nie wierzę w Boga czy jakieś Bóstwa. Mimo, że trudno mi było uwierzyć w całą tą historię o mnie i byciu aniołem stróżem to jednak miałam pewność, że nie jestem chora na schizofrenię. Niepokoiło mnie to, że nie widziałam się z "Dyrektorem" Nieba już od kilku tygodni i obawiałam się, że coś nadciąga.
-Ziemia do kadetki George!-wykrzyczał mi niemal do ucha były oficer, teraźniejszy nauczyciel lekcji w-fu, zabawne, prawda? Mamy tak dużo lekcji siłowych, rozciągających i tym podobnych, a mamy w-f, no, tym się różni, że na w-fie zawsze gramy w gry zespołowe.
Wyprostowałam się i spojrzałam na oficera Rey'a, który był całkowicie niegroźny, jednak dla samego faktu, trzeba było udawać jak to bardzo się go boimy, szczególnie dziewczęta, by chłopaki nie skarżyli się na nierówne traktowanie, jako, że Rey uwielbia denerwować kadetów-mężczyzn.
Otworzyłam szeroko oczy i spojrzałam na zainteresowanego mężczyznę.
-Proszę wybierać zawodników, kadetko George!-powtórzył głośno.
Stałam naprzeciwko grupki 2 klasistów, dziewczyn i chłopaków, obok mnie stała Daisy, która od razu wybrała swojego byłego chłopaka. Wskazałam na młodego mężczyznę, który miał mocno umięśnione nogi, następnie przekazałam mu wybieranie grupy zawodników. Mieliśmy grać w piłkę nożną, która najbardziej ze wszystkich gier zespołowych podobała mi się i czułam się całkiem dobrze wiedząc, że nie muszę nic innego robić, jak tylko kopać piłkę do bramki.

*

-Znowu to robisz.-komentował cicho Nick wpatrując się we mnie, ale jednocześnie zerkał na telewizor w pizzerii, gdzie wyświetlali wiadomości; zginęło 20 młodych ludzi, w zbiorowym samobójstwie, w Washington'ie, wiedziałam co to oznaczało i oczekiwałam aż Bóg zrobi zebranie Aniołów Stróżów i zacznie nas pytać wściekły i oburzony dlaczego nikt z nas temu nie zapobiegł.
-Co?-zapytałam obracając się w jego stronę.
-Zachowujesz się, jakbyś wiedziała więcej.-uśmiechnął się.
-Wydaje ci się, nie wiem nic więcej od ciebie.-skłamałam z uśmiechem.
Mężczyzna chwilę mierzył mnie wzrokiem, ale nie skomentował niczego, wiedziałam, że wie iż skłamałam, ale byłam pewna, iż nie ma zielonego pojęcia o czym wiem więcej. Wiedziałam więcej od niego, tylko tyle, że Bóg istnieje, ale wcale nie jest takim "super" za jakiego wszyscy go mają, przysłowie "Bóg stworzył nas na swój wizerunek" jest prawdziwe, facet popełnia błędy, przecież przywrócił mnie do życia i do tego dał mi miano "Anioł Stróż", to jak dostać pracę, mimo że się do tego człowiek nie nadaje. Wiedziałam od Nick'a więcej także to, jak wygląda świat naprawdę, że jest więcej Aniołów, które chodzą po Ziemi i opiekują się nami, a w zamian za to, mogą czasem się poczuć jak ludzie. Pragnęłam być już energią, chciałam umrzeć, a tym czasem żyłam i wiedziałam, że jeśli spróbuję popełnić samobójstwo ponownie, Bóg znów mnie przywróci, on zawsze będzie mnie przywracał do życia, dopóki sam nie uzna, że już się nie nadaję do życia; sęk w tym, że nie mogę się nie opiekować ludźmi, coś we mnie sprawia, że muszę ich powstrzymywać przed złymi rzeczami, które się dzieją. Mimo, że stałam się Aniołem Stróżem ludzi, to nadal mam człowieczeństwo w sobie, jestem egoistyczna i do tego popełniam błędy, dobra, mnóstwo błędów. Czuję się źle z samą myślą, że będę musiała żyć na Ziemi jako anioł, ale jednocześnie jako człowiek, bo rzeczywistość jest taka, że nadal będę się starzeć i mieć problemy z samą sobą, a to trochę za dużo.
Poczułam jak ktoś dotyka mojego policzka, więc szybko złapałam dłoń napastnika i otworzyłam oczy.
-Spokojnie..-szepnął Nicolas szczerząc się do mnie.
Puściłam jego dłoń z mocnego uścisku i złożyłam usta w niezadowolony dzióbek.
-Wolę nie wiedzieć co robiłeś.-mruknęłam podnosząc się z miejsca.-Muszę już iść do Akademii, bo za niecałą godzinę jest sprawdzanie czy każdy jest już w pokoju, a nie chcę skończyć bez prawa wyjścia z akademii.
Chłopak wstał w celu odprowadzenia mnie pod budynek szkolny.
-Nie możesz iść ze mną, to dwa kilometry przez las, nie chcę, aby szedł nocą przez las.-oznajmiłam idąc przez miasto obok Nick'a.
-Martwisz się o mnie?-zaśmiał się.-Jak miło.
-Nie, po prostu nie chcę, aby ci się coś stało, bo będzie na mnie.
-Zwróć uwagę na to, że w takim razie też będziesz szła sama przez ciemny las i też coś może ci się stać.
-Jestem dużą dziewczynką i sobie poradzę.-powiedziałam.
-A ja jestem dużym chłopcem i też sobie poradzę.-powtórzył z uśmiechem.
-Irytujesz mnie.-uśmiechnęłam się pod nosem.
-W dobry sposób.-rzekł otaczając mnie swoim lewym ramieniem.-Jutro niedziela, co ty na to, abyśmy poszli na prawdziwą randkę, tyle, że w południe?-zaproponował.
-Od spotkania, po randkę?-rzuciłam mu spłoszone spojrzenie.-Nie za szybko?
-Nie lubię spowalniania sytuacji, wolę szybko coś przeżyć i czasem to powtarzać.
Wyszczerzyłam się do samej siebie, a śmiech wydostawał się przez zamknięte usta.
-Chodzi tylko o randki, prawda?-zapytałam śmiejąc się.-Nie masz na myśli, że szybko kończysz?-patrzyłam w jego oczy, dając mu wyraźnie do zrozumienia, że chodzi mi o sytuacje podczas seksu.
Kiedy ja się śmiałam, chłopak przypalił "buraka", ale po chwili sam zaczął się śmiać.
-Nie, nie miałem na myśli szybkiego numerku.-wyszeptał mi na ucho, kiedy mijaliśmy ludzi, pod koniec miasta.
-Okay, mogę wyjść z Akademii jutro o 10, więc byłabym w centrum o około 11. Gdzie chcesz się spotkać? Jak mam się ubrać?-zapytałam wchodząc na dróżkę prowadzącą przez las do Army Academy.
-Ubierz się jak chcesz, a idziemy do kina a później na kolację u mnie, będę gotować ostre jedzenie, więc się przygotuj.-jego oczy przypominały mi, że nie każdy człowiek jest zły, jego dobroć była wymalowana w jego sympatycznych oczach.
-Czyli nie będzie ci przeszkadzać, jeśli założę jeansy?-chciałam się upewnić.
-Nie, dlaczego miałby mi to przeszkadzać?
-Nie wiem, po prostu większość ludzi wolą, aby kobiety nosiły szpilki i sukienki, tylko dlatego, że niby "ładniej" wyglądają..
Mężczyzna zatrzymał się i dotknął mojego polika całą swoją prawą dłonią.
-Nie jestem "większością ludności", okay? Wolę, aby każdy ubierał się tak jak chce, a nie tak, jak inni tego chcą. Lubię cię w jeansach, bo sama lubisz ten rodzaj ubioru, więc będę nawet zaszczycony, że nie będziesz udawać dla mnie kogoś kim nie jesteś.-powiedział, po czym mnie pocałował delikatnie w czoło, po chwili się oddalił ode mnie i ruszyliśmy przed siebie.
-Jesteś jedynym facetem, jakiego znam, który nie żąda od kobiet, by się zachowywały jak kobiety z lat 60, wiesz, kiedy to światem rządziła moda na garsonki u kobiet i charakter, który był niewinny i ciągle udający miłego, a kiedy kobieta miała jakieś zdanie to dostawała różne kary.
-W takim razie, obyś poznała więcej takich facetów jak ja, oprócz faktu, że umawialiby się z tobą, bo nie chcę się dzielić kimś tak niesamowitym.
Zmarszczyłam nos.
-Nie jestem niesamowita.-zaprzeczyłam jego komplementowi.-Mam wady.
-Każdy je ma.
-Ale ja mam więcej wad niż zalet.
-Nieprawda. Znam cię już trochę, prawie cztery tygodnie i mówię ci, jesteś o wiele lepsza niż myślisz.
Jego słowa wywołały u mnie łzy w oczach, dlatego musiałam wrócić do mojej maski, która odgradzała wszelkie uczucia. Stanęłam w miejscu i wyprostowałam się.
-Już sama dojdę.-uparłam się.-Idź.
Chłopak mierzył mnie bacznie, widziałam jak zaczął otwierać usta, by się mi przeciwstawić, ale nic nie wyleciało z jego buzi oprócz zapachu tytoniowego, który tak bardzo uwielbiałam.
-Wiesz, że możesz być ze mną szczera, prawda?-jego twarz stała się poważna.-Obiecuję ci, że cię nie zranię.
-Za dużo razy to słyszałam.-odsunęłam się od niego.-Nie chcę, abyś myślał, że coś źle zrobiłeś, to moja wina, jestem po prostu popaprana i tego się nie da naprawić, próbowałam.
-Grace.-złapał mnie mocno za ramiona i potrząsnął mną lekko.-Grace, nie mów nigdy przy mnie, że jesteś popaprana, bo nie jesteś, masz problemy, ale to nie robi z ciebie świrusa. Świrami są osoby, które nazywają innych ludzi świrami, rozumiesz? Kiedy ktoś kogoś ocenia, jest świrusem, szczególnie, kiedy nie ma prawa do tego i nie zna danej osoby.
-Nicolas..-zdjęłam jego dłonie z moich ramion i spojrzałam na niego spod maski.-To nie zmienia faktu, że chcę iść sama.
Chłopak pokiwał głową.
-Przyjdziesz jutro?-chciał się upewnić.
-Tak.-obiecałam.
Młody mężczyzna jeszcze kilka razy spojrzał na mnie zatroskany, ale w końcu odszedł ode mnie, w stronę miasta. Odwróciłam się od niego i ruszyłam w stronę budynku szkoły. Moja mina już nie przypominała skały, miałam wręcz wymalowany smutek, złość i niechęć do samej siebie, łzy w oczach wróżyły tylko to, że Nick dotarł do mnie, która jest wewnątrz, która jest zbyt wrażliwa i złamana, a kiedy się dotrze do tego małego "Bambie" to już nic nie powstrzyma drugiej mnie od płaczu, a maska tylko pogorszy stan. Starałam się powstrzymywać łzy i moją załamaną minę, kiedy przedostawałam się przez plac szkoły, korytarze szkoły, i chyba nawet mi się udało, by nikt nie zauważył mojego prawdziwego humoru. Weszłam do mojego jednoosobowego pokoju jak burza, zamknęłam drzwi na klucz, rzuciłam się na łóżko i zaczęłam cicho płakać w poduszkę, którą szczelnie przywarłam do moich ust.
Moje samopoczucie legło w gruzach, miałam chęć płakać, dopóki nie wypłaczę sobie gałek ocznych, ale wiedziałam, że jeśli będę kontynuować płacz, ktoś usłyszy i zwróci uwagę na to, a nie widziało mi się pokazać innym moją słabość.
Chciałam zaufać komuś i nie miałam nic przeciwko, by tą osobą był Nicolas, jednak moja chęć, by zostać zranioną była minimalna i obawiałam się zostać skrzywdzoną ponownie, a jego obietnice są puste, tak jak każdego innego człowieka, nawet jak moje. Nie chciałam, aby Nick wiedział o mnie za dużo, ludzie nie radzą sobie, kiedy wiedzą jak bardzo popaprana jestem, nie radzą sobie i opuszczają mnie, a ja nie chciałam, by nowy mężczyzna w moim życiu od razu mnie opuścił. Nie trudno było mi samą siebie rozszyfrować, zaczęłam się przywiązywać od niego i to mnie przerażało. Nie chciałam mieć złamanego serca po raz kolejny.



[...] I need to let you go.
Your eyes,
They shine so bright.
I wanna save their light.
I can't escape this now,
Unless you show me how.
[...] Don't get too close.
It's dark inside.
It's where my demons hide.
Muszę pozwolić dać ci odejść.
Twoje oczy,
Lśnią tak jasno.
Chcę ocalić ich światło.
Nie potrafię uciec,
Chyba, że pokażesz mi jak.
Nie podchodź zbyt blisko,
Jest tutaj ciemno w środku.
To miejsce, gdzie są ukryte moje demony.


2 komentarze:

  1. Na taki rozdział czekałam! ♥ Dobrze mieć coś takiego na poprawę humoru po ciężkim dniu :*

    OdpowiedzUsuń