Obserwowałam spragniona - jak małe dziecko lizaka - jego osobę, kiedy on poznawał Kelly. Wiedziałam, że nie mam z nią szans, mimo, że Drake nie palił się do tego małżeństwa, znałam go dość dobrze i wiedziałam, że nie sprzeciwi się rodzicom - rodzicom, którzy za mną nie przepadają.
Młody mężczyzna poprawił kosmyk włosów blondynki, na co dziewczyna się uśmiechnęła szeroko. Widziałam w ich oczach zadowolenie, byłam niemal pewna, że do ślubu dojdzie, co więcej, będą ze sobą szczęśliwi.
Nie łudziłam się, że kiedykolwiek będę miała szczęście w miłości. Pogodziłam się z tym już dawno temu i nie było to kiedy trafiłam do "załogi aniołów stróży", a już mając 14 lat, kiedy zobaczyłam, że ludzie to kurwy. Nie można ufać ludziom, nawet samemu sobie, każdy zawodzi. Nie mówię, że sama jestem godna zaufania, bo nie jestem, może i nie mam długiego języka, więc sekretów nie wygaduję, jednakże często mówię za dużo o sobie, nie jestem egoistką, ale zapominam czasem, że mam do czynienia z ludźmi a nie maszynami, że inni też potrzebują uwagi. Jestem leniwa, więc jestem typem "zróbmy coś", nie lubię zaczynać pierwsza rozmowy, chyba, że znam idealnie daną osobę i nie boję się, że mnie odtrąci. Nie wybaczam za drugim razem, kiedy poczuję się skrzywdzona, moja największa wada oraz drugą w największej kolejności wada, moja duma - nie przepraszam pierwsza, oczywiście są wyjątki, aczkolwiek rzadko. Moją największą zaletą jest to, że kiedy mi zależy, to mi zależy i naprawdę się wkręcam w dane "coś" lub "kogoś" i jestem najlepsza, perfekcyjna, jednak żebym się czymś lub kimś zainteresowała, potrzeba cudu.
-Cześć, Lukas.-podszedł do mnie blondyn o nieprzeciętnej twarz.
-Yhm.-mruknęłam, nadal wpatrując się w dwójkę ludzi flirtujących ze sobą.
-Co cię sprowadza na to przyjęcie?-próbował zacząć rozmowę.
-Niechęć rodziców przyszłego pana młodego do mnie.-oznajmiłam poważnie.
Chłopak się roześmiał, przez co spojrzał na mnie i na niego Drake. Nie chcąc pokazać brunetowi, że obserwuję go, odwróciłam się do Lukasa i zaczęłam sama chichotać.
Od dziecka wiem, że byłabym świetną aktorką, po prostu umiem grać, potrafię okazać emocje z takim przekonaniem, że nawet geniusz by się na to nabrał.
-Czym się zajmujesz?-przejęłam rozmowę.
-Jestem asystentem Drake'a.-wyznał.-A ty?
-Jeszcze się uczę.
-Na kogo?
-Jestem w szkole wojskowej, 3 klasa, przedostatnia. A czym zajmujesz się, kiedy pracujesz u Drake'a?-udawałam prawdziwe zainteresowanie, wiedząc, że brunet przygląda się mojej osobie, zerkając w moją stronę, co chwilę.
-Załatwiam różne papiery, umawiam na różne konferencje, zarządzam kalendarzem.
-Czyli jesteś sekretarką?-zaśmiałam się.
-Tak, można to tak nazwać, ale zarobki są dobre, więc nie narzekam.-szczerzył swoje białe zęby.-Umówisz się ze mną?-spytał.
-Muszę się zastanowić.-szepnęłam mu na ucho, co sprawiło, że oblał się rumieńcem.
Mężczyzna miał 20 lat, a wydawał się być gorszy w tych kwestiach niż ja. Lukas wydawał się być naprawdę miły, ale jednocześnie przeciętny. Przeciętność nigdy nie była pożądaną cechą w moim guście wobec ludzi.
-Przynieść ci coś do picia?-spytał.
-Mógłbyś.-odparłam uśmiechając się.
Chłopak kiwnął głowę i odszedł ode mnie. Odetchnęłam zmęczona, miałam ochotę wykorzystać, że poszedł i uciec z tego "świetnego" przyjęcia.
Po jaką cholerę zaprosił mnie tutaj Drake?
Pech chciał, żeby Drake zaprosił Caroline i Marry na swoje przyjęcie zaręczynowe, a one mnie zobaczyły i rozpoznały, następnie podeszły do mojej osoby.
-Wiedziałam, że cię widziałam.-odezwała się pierwsza Marry, tym głosem, który od dziecka miała, dźwięczny oraz wyróżniający się akcent.
-Wołałyśmy cię tydzień temu, nie słyszałaś?-Caroline od zawsze miała w sobie podejrzliwość, zawsze i do każdego.
Caroline była osobą, którą nie udawało się oszukać łatwymi sposobami, za to Marry potrafiła być tak naiwna - jak ja podczas zawierania znajomości. Dziewczyny uzupełniały się, ich przyjaźń była nie do rozłączenia. Potrafiły się dogadać ze sobą nawet po największej sprzeczce.
-Nie słyszałam.-skłamałam, udając rozkojarzoną.
Caroline prychnęła pod nosem przyglądając się mi.
-Schudłaś?-spytała Marry.
-Nie, po prostu ta sukienka ma gorset, który mam chęć z siebie zedrzeć.-mruknęłam, na co zachichotała brunetka.
-Rozumiem cię, tak samo miewam, kiedy moi rodzice urządzają przyjęcia i nie mam innego wyjścia jak założyć gorset.-przyznała się.
-Jeżeli ktoś nie lubi gorsetu, niech go nie nosi.-Caroline przyuważyła blondyna, z którym wcześniej rozmawiałam i zaczęła się głupio szczerzyć.
-Przyniosłem ci szampana, w sumie to go wyszarpałem.-powiedział do mnie podając mi kieliszek.
-"Wyszarpałeś"?-zacytowałam go.
-No tak, białe wino się skończyło, została jedna butelka, rozumiesz to?
-Jak może zabraknąć białego wina na takim przyjęciu?-skomentowała zaskoczona Marry.
-Przecież rodzina Zen jest bogata, jak mogli kupić za mało szampana?-Caroline czuła, że musiała coś wtrącić.
-Fajnie.-spojrzałam na kieliszek białego wina z bąbelkami i wzięłam łyk.
Zwróciłam wzrok ku Drake'owi, brunet wreszcie był wolny, a ja miałam niesamowitą ochotę przypomnieć jego rodzicom o mojej obecności. Przechyliłam kieliszek i cały szampan znalazł się w moich ustach, połknęłam napój, wręczyłam kieliszek Lukas'owi i odeszłam od trójki młodzieży, by po chwili powitać Drake'a oraz jego rodziców.
-Cześć Drake, słyszałam, że białe wino ci wyszło.-uwielbiałam mówić slangiem oraz rynsztokiem w obecności rodziców przyjaciela, którzy byli "uczuleni" na takie zachowanie.
-"Wyszło"?-spojrzała na mnie pani Zen.-Wyjść to można z mieszkania, białe wino się kończy, co i tak jest nieprawdą.
-To interesujące, skoro Lukas powiedział, że skończyło się. Albo popracujcie nad szczerością u pracowników, albo kupujcie więcej gorzały.
-Boże, dziecko, wysławiaj się jak przystało.-kobietę wyraźnie zirytowało moje zachowanie, za to, Drake się śmiał cicho.
Matka bruneta po skończeniu swojego zdania, poszła w stronę barku. Pan Zen nigdy nie okazywał mi swojej niechęci, jeśli chodzi o moją przyjaźń z jego synem, jednakże kiedy tylko zaczęliśmy się spotykać, on nagle zrobił się wrogi i mówił, że nie jestem wystarczająca dla Drake'a, że on musi poślubić kogoś, z kim będzie mu lepiej a nie gorzej - wyszło na jego i nie zamierzam się kłócić o tą kwestię.
Wystarczyło, że małżonka odeszła od naszych osób, a i on pognał za nią, jakby miała za chwilę zacząć się palić. Odwróciłam się w stronę bruneta, który szczerzył się niemiłosiernie do mnie.
-Uwielbiasz ich denerwować.-odezwał się.
-Owszem, to chyba moje hobby, tęskniłam za tym.-zaśmiałam się.-A więc, jaka jest Kelly?-zmieniłam temat.
-Kelly ma podobne nastawienie do mnie codo tego małżeństwa, ale spróbujemy, może jednak coś z tego wyjdzie. Ogólnie jest sympatyczna i ambitna, uczy się w szkole prawniczej w Washington'ie, przyjechała tutaj tylko, by mnie poznać.
Widziałam w jego oczach iskierki szczęścia, co pozwoliło mi odetchnąć z ulgą.
Przynajmniej nie trafił na jakąś wredną sukę. - Przeszło mi przez myśl.
-A więc powodzenia.-powiedziałam szczerze.
-Mam nadzieję, że wyjdzie nam, bo ojciec od razu powiedział, że albo to małżeństwo, albo wydziedzicza mnie, co równa się, jego banki w rękach Rachel bądź nie rodziny, co żadna opcja nie jest pomalowana na kolorowo.
-Czyli weźmiesz ślub z nią tylko dla pieniędzy?-zakpiłam.-Gdzie podział się prawdziwy Drake?
-To nie jest tak, że podoba mi się ten pomysł.-chciał się wytłumaczyć.
Nasze spojrzenia nabrały ostrości i chłodu, wiedziałam, że brunet nie miał ochoty drążyć tego tematu, a tym bardziej przyznać się, że nie przeszkadza mu myśl, że będzie nadal ciągnął bogate życie.
-Ale też nie jest tak, że będziesz się zapierać rękoma i nogami.-mruknęłam.
Nie chciałam ciągnąć z nim tej głupiej rozmowy, więc odeszłam od jego osoby i podeszłam do Lukas'a, który przez cały czas obserwował mnie jak wierny pies, co schlebiało mi. Nie myśląc wiele, pocałowałam go w usta z języczkiem, po chwili odsunęłam się od niego. Blondyn uśmiechnął się szeroko.
-Czyli umówisz się ze mną?-chciał potwierdzić.
-Czemu nie?-zaśmiałam się.-Drake da ci mój numer, ja muszę już iść.-pożegnałam się z nim pocałunkiem w policzek.
Pomachałam dłonią do dwóch dziewczyn, które dawniej były moimi przyjaciółkami, teraz wyglądały jakby chciały mnie zabić za pocałunek z przystojniakiem, u którego one nie mają szans. Nie żegnając się z Drake'm, wyszłam z jego domu. Wsiadłam do taksówki i pojechałam do domu.
Weszłam cicho do budynku, który powinnam nazywać domem, jednakże wstrzymywałam się jako, że nie czułam się tutaj wystarczająco komfortowo. Delikatnie wspięłam się po schodach do mojego pokoju, gdzie zamknęłam drzwi i zaświeciłam światło od razu, kiedy weszłam do niego. Podeszłam do łóżka z fioletową pościelą i runęłam jak kołek drewna na materac.
Nie miałam nastroju na myślenie, na analizowanie moich działań ani innych osób, nie potrafiłam się przemóc, aby pokazać jakiekolwiek emocje, po prostu leżałam na łóżku i patrzyłam w śnieżnobiały sufit. Byłam zmęczona, ale niesenna, to było zmęczenie, które nie mogło zostać wyleczone przez sen, by najmniej nie taki, w jaki popadają wszyscy ludzie co noc. Byłam wykończona życiem, jak co dzień, najgorsza była ta niemoc porozmawiania z kimś o tym co czuję, co robię i jak zamierzam działać. Byłam sama, co gorsze, nie chciałam tego zmieniać. Wiedziałam, że lepiej jest mi samej, aczkolwiek nie czułam się, jakby to była prawda. Potrzebowałam kogoś, ale wiedziałam, że liczyć mogę jedynie na siebie, w sumie, to nawet nie na siebie. Nie ufam sobie od dłuższego czasu, szczególnie od czasu, kiedy moje własne emocje targnęły na moje życie. To jest trauma, mimo że sama sobie to wyrządziłam, planowałam to kilka tygodni, to jednak sama siebie przeraziłam. Każda osoba, która próbuje się zabić, nie chce zabić siebie, a ten ból, pustkę, którą odczuwa - ze mną nie było inaczej. Kiedy wspomnienia z tej nocy przychodzą do mnie późnym wieczorem, chcę płakać, to boli samą mnie, mam odczucie, jakbym miała już taka popaprana zostać na zawsze. Nie mam nikogo, nawet Daisy nie dzwoniła do mnie, co było dla mnie odczuwalne, a to sprawiało, że czułam się jak desperatka, chcąc porozmawiać z nią, pomimo naszej kłótni, tęskniłam za nią.
Drake nie był już sobą, zmienił się, czego mogłam się spodziewać, jednakże jego okłamywanie samego siebie jest takie łudzące, że może nie zmienił się, że jedynie się zgubił.
Usłyszałam dźwięk przychodzącej wiadomości w telefonie, więc wyciągnęłam komórkę i spojrzałam na zawartość.
-To ty wyjechałaś. Nie powinnaś oczekiwać ode mnie, że będę zawsze taki sam, sama się nie zmieniłaś, a może powinnaś? - Jego sms był agresywny mimo, że nie nie dawł wykrzykników czy caps'a. Wiedział, że dotrze do mnie ta wiadomość, że jego słowa wywołają między nami chłód jaki jeszcze nigdy nie nastał. Zdenerwowana wcisnęłam opcję, by odpisać.
-Nie miałam innego wyjścia jak wyjechać, idioto. A co do zmienienia siebie, wątpię, aby kiedykolwiek to nastąpiło. Nie udaję nikogo kim nie jestem, wiem czego chcę i co sprawia, że mam chęć kogoś uderzyć. Tworzysz wokół siebie problemy, mam wrażenie, że lubisz to zamieszanie dookoła siebie.
Byłam wściekła i chciałam wtargnąć w jego myśli, równie agresywnie jak i on w moje.
Nie musiałam długo czekać na odpowiedź.
-Nie tworzę problemów, nie stworzyłem ciebie, Grace. Zajmij się sobą. Mam dość twojego wtrącania się.
Nie odpisałam na jego kolejną zaczepkę, nie potrafiłam kłócić się przez telefon, uznawałam to za tchórzostwo - kiedy ktoś ma coś mi do powiedzenia, niech powie mi to w twarz. Jeżeli Drake chce, abym się zajęła samą sobą, zrobię to, nie zamierzam się naprzykrzać komuś.
Młody mężczyzna poprawił kosmyk włosów blondynki, na co dziewczyna się uśmiechnęła szeroko. Widziałam w ich oczach zadowolenie, byłam niemal pewna, że do ślubu dojdzie, co więcej, będą ze sobą szczęśliwi.
Nie łudziłam się, że kiedykolwiek będę miała szczęście w miłości. Pogodziłam się z tym już dawno temu i nie było to kiedy trafiłam do "załogi aniołów stróży", a już mając 14 lat, kiedy zobaczyłam, że ludzie to kurwy. Nie można ufać ludziom, nawet samemu sobie, każdy zawodzi. Nie mówię, że sama jestem godna zaufania, bo nie jestem, może i nie mam długiego języka, więc sekretów nie wygaduję, jednakże często mówię za dużo o sobie, nie jestem egoistką, ale zapominam czasem, że mam do czynienia z ludźmi a nie maszynami, że inni też potrzebują uwagi. Jestem leniwa, więc jestem typem "zróbmy coś", nie lubię zaczynać pierwsza rozmowy, chyba, że znam idealnie daną osobę i nie boję się, że mnie odtrąci. Nie wybaczam za drugim razem, kiedy poczuję się skrzywdzona, moja największa wada oraz drugą w największej kolejności wada, moja duma - nie przepraszam pierwsza, oczywiście są wyjątki, aczkolwiek rzadko. Moją największą zaletą jest to, że kiedy mi zależy, to mi zależy i naprawdę się wkręcam w dane "coś" lub "kogoś" i jestem najlepsza, perfekcyjna, jednak żebym się czymś lub kimś zainteresowała, potrzeba cudu.
-Cześć, Lukas.-podszedł do mnie blondyn o nieprzeciętnej twarz.
-Yhm.-mruknęłam, nadal wpatrując się w dwójkę ludzi flirtujących ze sobą.
-Co cię sprowadza na to przyjęcie?-próbował zacząć rozmowę.
-Niechęć rodziców przyszłego pana młodego do mnie.-oznajmiłam poważnie.
Chłopak się roześmiał, przez co spojrzał na mnie i na niego Drake. Nie chcąc pokazać brunetowi, że obserwuję go, odwróciłam się do Lukasa i zaczęłam sama chichotać.
Od dziecka wiem, że byłabym świetną aktorką, po prostu umiem grać, potrafię okazać emocje z takim przekonaniem, że nawet geniusz by się na to nabrał.
-Czym się zajmujesz?-przejęłam rozmowę.
-Jestem asystentem Drake'a.-wyznał.-A ty?
-Jeszcze się uczę.
-Na kogo?
-Jestem w szkole wojskowej, 3 klasa, przedostatnia. A czym zajmujesz się, kiedy pracujesz u Drake'a?-udawałam prawdziwe zainteresowanie, wiedząc, że brunet przygląda się mojej osobie, zerkając w moją stronę, co chwilę.
-Załatwiam różne papiery, umawiam na różne konferencje, zarządzam kalendarzem.
-Czyli jesteś sekretarką?-zaśmiałam się.
-Tak, można to tak nazwać, ale zarobki są dobre, więc nie narzekam.-szczerzył swoje białe zęby.-Umówisz się ze mną?-spytał.
-Muszę się zastanowić.-szepnęłam mu na ucho, co sprawiło, że oblał się rumieńcem.
Mężczyzna miał 20 lat, a wydawał się być gorszy w tych kwestiach niż ja. Lukas wydawał się być naprawdę miły, ale jednocześnie przeciętny. Przeciętność nigdy nie była pożądaną cechą w moim guście wobec ludzi.
-Przynieść ci coś do picia?-spytał.
-Mógłbyś.-odparłam uśmiechając się.
Chłopak kiwnął głowę i odszedł ode mnie. Odetchnęłam zmęczona, miałam ochotę wykorzystać, że poszedł i uciec z tego "świetnego" przyjęcia.
Po jaką cholerę zaprosił mnie tutaj Drake?
Pech chciał, żeby Drake zaprosił Caroline i Marry na swoje przyjęcie zaręczynowe, a one mnie zobaczyły i rozpoznały, następnie podeszły do mojej osoby.
-Wiedziałam, że cię widziałam.-odezwała się pierwsza Marry, tym głosem, który od dziecka miała, dźwięczny oraz wyróżniający się akcent.
-Wołałyśmy cię tydzień temu, nie słyszałaś?-Caroline od zawsze miała w sobie podejrzliwość, zawsze i do każdego.
Caroline była osobą, którą nie udawało się oszukać łatwymi sposobami, za to Marry potrafiła być tak naiwna - jak ja podczas zawierania znajomości. Dziewczyny uzupełniały się, ich przyjaźń była nie do rozłączenia. Potrafiły się dogadać ze sobą nawet po największej sprzeczce.
-Nie słyszałam.-skłamałam, udając rozkojarzoną.
Caroline prychnęła pod nosem przyglądając się mi.
-Schudłaś?-spytała Marry.
-Nie, po prostu ta sukienka ma gorset, który mam chęć z siebie zedrzeć.-mruknęłam, na co zachichotała brunetka.
-Rozumiem cię, tak samo miewam, kiedy moi rodzice urządzają przyjęcia i nie mam innego wyjścia jak założyć gorset.-przyznała się.
-Jeżeli ktoś nie lubi gorsetu, niech go nie nosi.-Caroline przyuważyła blondyna, z którym wcześniej rozmawiałam i zaczęła się głupio szczerzyć.
-Przyniosłem ci szampana, w sumie to go wyszarpałem.-powiedział do mnie podając mi kieliszek.
-"Wyszarpałeś"?-zacytowałam go.
-No tak, białe wino się skończyło, została jedna butelka, rozumiesz to?
-Jak może zabraknąć białego wina na takim przyjęciu?-skomentowała zaskoczona Marry.
-Przecież rodzina Zen jest bogata, jak mogli kupić za mało szampana?-Caroline czuła, że musiała coś wtrącić.
-Fajnie.-spojrzałam na kieliszek białego wina z bąbelkami i wzięłam łyk.
Zwróciłam wzrok ku Drake'owi, brunet wreszcie był wolny, a ja miałam niesamowitą ochotę przypomnieć jego rodzicom o mojej obecności. Przechyliłam kieliszek i cały szampan znalazł się w moich ustach, połknęłam napój, wręczyłam kieliszek Lukas'owi i odeszłam od trójki młodzieży, by po chwili powitać Drake'a oraz jego rodziców.
-Cześć Drake, słyszałam, że białe wino ci wyszło.-uwielbiałam mówić slangiem oraz rynsztokiem w obecności rodziców przyjaciela, którzy byli "uczuleni" na takie zachowanie.
-"Wyszło"?-spojrzała na mnie pani Zen.-Wyjść to można z mieszkania, białe wino się kończy, co i tak jest nieprawdą.
-To interesujące, skoro Lukas powiedział, że skończyło się. Albo popracujcie nad szczerością u pracowników, albo kupujcie więcej gorzały.
-Boże, dziecko, wysławiaj się jak przystało.-kobietę wyraźnie zirytowało moje zachowanie, za to, Drake się śmiał cicho.
Matka bruneta po skończeniu swojego zdania, poszła w stronę barku. Pan Zen nigdy nie okazywał mi swojej niechęci, jeśli chodzi o moją przyjaźń z jego synem, jednakże kiedy tylko zaczęliśmy się spotykać, on nagle zrobił się wrogi i mówił, że nie jestem wystarczająca dla Drake'a, że on musi poślubić kogoś, z kim będzie mu lepiej a nie gorzej - wyszło na jego i nie zamierzam się kłócić o tą kwestię.
Wystarczyło, że małżonka odeszła od naszych osób, a i on pognał za nią, jakby miała za chwilę zacząć się palić. Odwróciłam się w stronę bruneta, który szczerzył się niemiłosiernie do mnie.
-Uwielbiasz ich denerwować.-odezwał się.
-Owszem, to chyba moje hobby, tęskniłam za tym.-zaśmiałam się.-A więc, jaka jest Kelly?-zmieniłam temat.
-Kelly ma podobne nastawienie do mnie codo tego małżeństwa, ale spróbujemy, może jednak coś z tego wyjdzie. Ogólnie jest sympatyczna i ambitna, uczy się w szkole prawniczej w Washington'ie, przyjechała tutaj tylko, by mnie poznać.
Widziałam w jego oczach iskierki szczęścia, co pozwoliło mi odetchnąć z ulgą.
Przynajmniej nie trafił na jakąś wredną sukę. - Przeszło mi przez myśl.
-A więc powodzenia.-powiedziałam szczerze.
-Mam nadzieję, że wyjdzie nam, bo ojciec od razu powiedział, że albo to małżeństwo, albo wydziedzicza mnie, co równa się, jego banki w rękach Rachel bądź nie rodziny, co żadna opcja nie jest pomalowana na kolorowo.
-Czyli weźmiesz ślub z nią tylko dla pieniędzy?-zakpiłam.-Gdzie podział się prawdziwy Drake?
-To nie jest tak, że podoba mi się ten pomysł.-chciał się wytłumaczyć.
Nasze spojrzenia nabrały ostrości i chłodu, wiedziałam, że brunet nie miał ochoty drążyć tego tematu, a tym bardziej przyznać się, że nie przeszkadza mu myśl, że będzie nadal ciągnął bogate życie.
-Ale też nie jest tak, że będziesz się zapierać rękoma i nogami.-mruknęłam.
Nie chciałam ciągnąć z nim tej głupiej rozmowy, więc odeszłam od jego osoby i podeszłam do Lukas'a, który przez cały czas obserwował mnie jak wierny pies, co schlebiało mi. Nie myśląc wiele, pocałowałam go w usta z języczkiem, po chwili odsunęłam się od niego. Blondyn uśmiechnął się szeroko.
-Czyli umówisz się ze mną?-chciał potwierdzić.
-Czemu nie?-zaśmiałam się.-Drake da ci mój numer, ja muszę już iść.-pożegnałam się z nim pocałunkiem w policzek.
Pomachałam dłonią do dwóch dziewczyn, które dawniej były moimi przyjaciółkami, teraz wyglądały jakby chciały mnie zabić za pocałunek z przystojniakiem, u którego one nie mają szans. Nie żegnając się z Drake'm, wyszłam z jego domu. Wsiadłam do taksówki i pojechałam do domu.
Weszłam cicho do budynku, który powinnam nazywać domem, jednakże wstrzymywałam się jako, że nie czułam się tutaj wystarczająco komfortowo. Delikatnie wspięłam się po schodach do mojego pokoju, gdzie zamknęłam drzwi i zaświeciłam światło od razu, kiedy weszłam do niego. Podeszłam do łóżka z fioletową pościelą i runęłam jak kołek drewna na materac.
Nie miałam nastroju na myślenie, na analizowanie moich działań ani innych osób, nie potrafiłam się przemóc, aby pokazać jakiekolwiek emocje, po prostu leżałam na łóżku i patrzyłam w śnieżnobiały sufit. Byłam zmęczona, ale niesenna, to było zmęczenie, które nie mogło zostać wyleczone przez sen, by najmniej nie taki, w jaki popadają wszyscy ludzie co noc. Byłam wykończona życiem, jak co dzień, najgorsza była ta niemoc porozmawiania z kimś o tym co czuję, co robię i jak zamierzam działać. Byłam sama, co gorsze, nie chciałam tego zmieniać. Wiedziałam, że lepiej jest mi samej, aczkolwiek nie czułam się, jakby to była prawda. Potrzebowałam kogoś, ale wiedziałam, że liczyć mogę jedynie na siebie, w sumie, to nawet nie na siebie. Nie ufam sobie od dłuższego czasu, szczególnie od czasu, kiedy moje własne emocje targnęły na moje życie. To jest trauma, mimo że sama sobie to wyrządziłam, planowałam to kilka tygodni, to jednak sama siebie przeraziłam. Każda osoba, która próbuje się zabić, nie chce zabić siebie, a ten ból, pustkę, którą odczuwa - ze mną nie było inaczej. Kiedy wspomnienia z tej nocy przychodzą do mnie późnym wieczorem, chcę płakać, to boli samą mnie, mam odczucie, jakbym miała już taka popaprana zostać na zawsze. Nie mam nikogo, nawet Daisy nie dzwoniła do mnie, co było dla mnie odczuwalne, a to sprawiało, że czułam się jak desperatka, chcąc porozmawiać z nią, pomimo naszej kłótni, tęskniłam za nią.
Drake nie był już sobą, zmienił się, czego mogłam się spodziewać, jednakże jego okłamywanie samego siebie jest takie łudzące, że może nie zmienił się, że jedynie się zgubił.
Usłyszałam dźwięk przychodzącej wiadomości w telefonie, więc wyciągnęłam komórkę i spojrzałam na zawartość.
-To ty wyjechałaś. Nie powinnaś oczekiwać ode mnie, że będę zawsze taki sam, sama się nie zmieniłaś, a może powinnaś? - Jego sms był agresywny mimo, że nie nie dawł wykrzykników czy caps'a. Wiedział, że dotrze do mnie ta wiadomość, że jego słowa wywołają między nami chłód jaki jeszcze nigdy nie nastał. Zdenerwowana wcisnęłam opcję, by odpisać.
-Nie miałam innego wyjścia jak wyjechać, idioto. A co do zmienienia siebie, wątpię, aby kiedykolwiek to nastąpiło. Nie udaję nikogo kim nie jestem, wiem czego chcę i co sprawia, że mam chęć kogoś uderzyć. Tworzysz wokół siebie problemy, mam wrażenie, że lubisz to zamieszanie dookoła siebie.
Byłam wściekła i chciałam wtargnąć w jego myśli, równie agresywnie jak i on w moje.
Nie musiałam długo czekać na odpowiedź.
-Nie tworzę problemów, nie stworzyłem ciebie, Grace. Zajmij się sobą. Mam dość twojego wtrącania się.
Nie odpisałam na jego kolejną zaczepkę, nie potrafiłam kłócić się przez telefon, uznawałam to za tchórzostwo - kiedy ktoś ma coś mi do powiedzenia, niech powie mi to w twarz. Jeżeli Drake chce, abym się zajęła samą sobą, zrobię to, nie zamierzam się naprzykrzać komuś.
If I'm a bad person, you don't like me.
Well, I guess I'll make my own way.
It's a circle, a mean cycle.
I can't excite you anymore.
Where's your gavel? Your jury?
What's my offense this time?
You're not a judge but if you're gonna judge me,
Well, sentence me to another life.
Don't wanna hear your sad songs.
I don't wanna feel your pain,
When you swear it's all my fault.
'Cause you know we're not the same.
[...] The friends who stuck together.
We wrote our names in blood.
[...] Well, you treat me just like another stranger.
Well, it's nice to meet you, sir.
I guess I'll go, I best be on my way out.
Gdybym była złą osobą, nie lubiłbyś mnie.
Myślę, że już pójdę i stworzę własną drogę.
To jest okrąg, mam na myśli błędne koło.
Nie mogę dłużej cię zabawiać.
Gdzie twój młotek sędziego? Gdzie ława przysięgłych?
Jaka tym razem jest moja zbrodnia?
Nie jesteś sędzią, ale jeśli zamierzasz mnie osądzać,
Skaż mnie na inne życie.
Nie chcę już słuchać twych smutnych piosenek.
Nie chcę czuć twojego bólu,
Kiedy mówisz, że to wszystko to moja wina.
Dobrze wiesz, że nie jesteśmy tacy sami.
Przyjaciele, którzy trzymali się razem.
Pisaliśmy swoje imiona krwią.
Traktujesz mnie jak kolejnego nieznajomego.
No więc, miło mi cię poznać, sir.
Myślę, że już pójdę, będzie mi lepiej na mojej własnej drodze.
O.O - czytałam to z oczami jak spodki. WOW. super. Dziwny ten Lukas. ^^
OdpowiedzUsuńDziwny? :)
OdpowiedzUsuńNo jakoś na razie nie przypadł mi do gustu. Zobaczymy jak to się potoczy.
OdpowiedzUsuń