piątek, 18 kwietnia 2014

18. Tęskniłem za tobą i twoją bezpośrednią szczerością.

Widziałam je stojące na skrzyżowaniu, szczerzące się do przejeżdżających i śmiejące się do samych siebie z przechodniów. Nic się nie zmieniły, ani w wyglądzie, anie w zachowaniu, a to, że trzymały ciągle ze sobą, nie zaskoczyło mnie. Często są takie wieloosobowe "przyjaźnie", gdzie tak naprawdę tylko dwie osoby siebie bardzo lubią i wzajemnie ufają a inni to zwyczajnie 5-te koła u wozu. Taka była właśnie nasza "przyjaźń", kiedy tutaj mieszkałam.
Nie rozpoznały mnie, kiedy je mijałam i chyba byłam wdzięczna za to. Nie chciałam przeżywać tego wszystkiego ponownie, nie chciałam zostać skrzywdzona przez nie ponownie.
-Grace!-krzyknęły za mną.
Myliłam się.. One rozpoznały mnie.
Przyspieszyłam w kroku, udając, że nie usłyszałam ich. Nie uznałabym tego za szczęście, że nie były natarczywe; że poddały się i nie goniły mnie. Poddały się, myśląc, że pomyliły osoby.
Szłam na spotkanie z Nim, musiałam go zobaczyć, dowiedzieć się co u niego.

*

-Wszystko w porządku?-zobaczyłam mojego dawnego przyjaciela, Drake'a.
-Potrzebowałam chwili dla siebie, żeby pomyśleć.-odpowiedziałam cicho, wspominając w duchu co się dzieje w moim nowym domu..
-Ja też.-wyznał, dosiadając się do mnie na huśtawce, na placu zabaw, który jako dzieci często odwiedzaliśmy.-Możemy być przez chwilę sami razem?-spytał.
Nie odpowiedziałam, lekko kiwnęłam głową.
-Wyglądasz, jakby coś cię martwiło.-zerknęłam na bruneta.
-Bo się martwię.-przyznał.-Moje przeznaczenie zbliża się szybciej niżbym chciał tego.
-To znaczy?
-Mam przejąć kierownictwo trzema bankami po ojcu, który niedługo przechodzi na emeryturę. Moi rodzice znaleźli mi żonę, mam się ożenić w ciągu najbliższych dwóch lat, z nią.-mówił chłodno.
-"Z nią"?-zacytowałam.-Dlaczego odbierają ci prawdo do wybrania żony samodzielnie i dlaczego w tak krótkim czasie ma nastać małżeństwo? Przecież dopiero masz 18 lat.
-Kelly jest córką jednego z ministrów w rządzie US. Ojciec z matką uważają, że to idealna okazja zaistnieć w rządzie, tym bardziej, że jesteśmy w tym samym wieku. Najgorsze jest to, że nawet jej jeszcze nie poznałem. Czuję się jakbym żył w XV wieku, kiedy to rodzice wybierają dzieciom partnerów.
-Nieciekawie ci się przydarzyło.-przyznałam.
-A co z tobą? Co u ciebie?-zmienił temat, wpatrując się we mnie.
-Oh, nic nowego. Zawsze to samo. Ludzie to egoistyczni faszyści, którzy tylko czekają, by wpoić ci swoje własne wierzenia, nie liczą się z twoimi uczuciami i przede wszystkim, nie są mili bez powodu, zawsze chcą coś w zamian.-oznajmiłam zirytowana wszystkim, co mi się przydarzyło.
-Tęskniłem za tobą i twoją bezpośrednią szczerością.-brunet szeroko uśmiechnął się do mnie, przy czym przytulił ciasno, jakbyśmy mieli za chwilę umrzeć i nigdy nie zobaczyć się ponownie.-Mam nadzieję, że nie opuścisz Chicago tak szybko jak kilka lat temu.
W mój umysł wtargnęło wspomnienie o dniu, w którym się przeprowadzałam, kiedy żegnałam się z nim. Drake nie był tylko moim przyjacielem, był kimś więcej. Mieliśmy po 15 i 13 lat, kiedy zrobiliśmy "to" i mimo naszego młodego wieku, nie żałowałam mojej straty dziewictwa, nadal nie żałuję; Drake był jednym z tych, którzy byli tego warci. Kiedy się żegnaliśmy, wyznaliśmy sobie miłość, takie dziecinne zachowanie, myśląc, że miłość coś zmieni.  Uczucie minęło i nie jestem pewna czy rozpaczam za tym prawdziwym zauroczeniem, czy może pragnę mieć Go ponownie bliżej niż przyjaciele się trzymają.



[...] I guess I have to warn you I might die for a day.
[...] I feel like the ghost in your tragedy.
[...] You found this spot on a wall and you just stared all day.
And it felt so comfortable until I made you look away.
And your eyes were crossed and glazed and in that moment you lost.
Maybe it's for the best that you're not here at all.
[...] I've got your warmth on my back.
And your tears in my blood.
And whatever it is, it is never enough.
Until I'm no longer human and you're no longer sane.
My face is hard with anger but I want you just the same.
You were right, it's easy to see.
Chyba muszę cię ostrzec, że mogę umrzeć za kilka dni.
Czuję się jak duch w twojej tragedii.
Znalazłeś to miejsce na ścianie i po prostu patrzyłeś na nie cały dzień.
I czułam się z tym komfortowo do czasu, kiedy sprawiłam, że odwróciłeś wzrok.
I twoje oczy przeszywające oraz zaszklone, w tym momencie coś straciłeś.
Może to dobrze, że cię tutaj nie ma.
Mam twoje ciepło na moich plecach.
I twoje łzy we własnej krwi.
I cokolwiek to jest, nie jest wystarczające.
Dopóki nie jestem już człowiekiem, ty nie jesteś już rozsądny.
Moja twarz jest ciężka ze złości, ale pragnę cię tak samo.
Miałeś rację, to jest łatwe do dostrzegnięcia.


1 komentarz: