-Odkąd skończyłam 8 lat, idealnie opanowałam umiejętność chowania emocji i uczuć, i wiedziałam, że dzięki temu mam większe szanse na mniejsze zranienie.-powiedziałam pewnie siebie.
-Mimo swojej umiejętności, nadal zostajesz skrzywdzona.-skomentował psychiatra, na co wywróciłam oczami.
-Nie jestem skrzywdzona.-odparłam.
-Tak?-zwątpił.-To dlaczego masz zaszklone oczy?-spytał już poważniej.-Grace, nie musisz mnie okłamywać, możesz być ze mną szczera w 100%, a ja i tak cię nie ocenię. Tutaj możesz czuć się pewnie, nie powinnaś ukrywać swoich emocji, szczególnie tutaj. Nie chciałbym być w niemocy ci pomóc, a nie mogę być ci pomocny, jeśli będziesz ze mną nieszczera.-wpatrywał się we mnie swoimi dojrzałymi oczami.
-Wiem, że chcesz dla mnie dobrze, ale tylko dlatego, że ci płacę za rozmowy ze mną.-oznajmiłam zimno.
Mężczyzna o siwych włosach patrzył na mnie niewzruszony, po chwili westchnął.
-Grace, spotykam się z ludźmi, którzy mają problemy podobne jakie ty masz, rozmawiam z nimi, płacą mi za to - jednakże nie zgodzę się, że chcę dla was dobrze tylko dlatego, że mi płacą. Nikt o zdrowym umyśle nie chce, by ktokolwiek cierpiał.-powiedział do mnie z miną, która przypominała ból.
Patrzyłam na niego, mimowolnie ziewając i zakrywając usta prawą dłonią.
-Nikt nie ma współczucia, dopóki nie ucierpi.-mruknęłam.
-Masz rację.-przyznał.-Moje współczucie dla innych bierze się z tego, że moja matka, jak i siostra, cierpiały na zaburzenia afektywne, przez co cała rodzina cierpiała. Moja matka popełniła samobójstwo rok po tym jak mój ojciec odszedł od niej, miałem wtedy 20 lat, a moja siostra jest w szpitalu psychiatrycznym, kiedy próbowała dwa razy się zabić, ale z niepowodzeniem. Wiem co przechodzą osoby bliskie chorych, sam miałem depresję i zachowania maniakalne, kiedy byłem nastolatkiem, ale wyrosłem z tego, a więc także mam pewną wiedzę, co czują osoby chore. Grace, nie skreślaj mnie tylko dlatego, że mi płacisz za rozmowę.
-Zaburzenia afektywne?-zapytałam.
-Objawia się to często zmianami nastrojów, zachowania maniakalne i hipomaniakalne, epizody depresyjne.-odpowiedział.
-A ja mam tylko depresję i zaburzenia odżywiania?
-Wiem, że chcesz się ze mną drażnić.-uśmiechnął się.-Nie tylko, myślę, że masz problemy z okazywaniem uczuć, dlatego wystąpił u ciebie epizod samookaleczania oraz wymioty. Grace, twoja "umiejętność" duszenia w sobie emocji wcale nie jest taka pozytywna jak myślisz, to jest po prostu nie prawidłowe funkcjonowanie.
-Pozwól, że sama zadecyduję czy to jest prawidłowe czy nie. Ja się lepiej czuję, kiedy nie czuję.
-Nie czujesz się lepiej na dłuższą metę. Wymiotujesz, tniesz się - to nie minie, takie rozwiązanie zawsze będzie w twojej głowie, kiedy tylko poczujesz, że musisz coś poczuć lub odwrotnie, będziesz czuła za dużo. Musisz mi zaufać, abym mógł ci pomóc, a nie ufasz nikomu.
Patrzyłam na mężczyznę, który siedział swobodnie w fotelu i oddychał wyjątkowo spokojnie mówiąc mi, jak bardzo popaprana jestem.
-Nie ufam ci, nie ufam nikomu i mam dobry powód ku temu.-powiedziałam zirytowana nastawieniem psychiatry.
-Nie mówię, że nie masz powodu, ale nie każdy jest taki.-odparł ocierając czoło swoją lewą dłonią.
-Jaki? Niegodny zaufania? Raniący? Egoistyczny? Narcystyczny? Samolubny? A może masz na myśli, że nie każdemu zależy na tolerancji przez ludzi otaczających ich? Otóż z własnego doświadczenia wiem, że ludzie lubią być w kole zainteresowania, zrobią wszystko, by być "popularnym", zostawiają na tygodnie przyjaciół na lodzie, bo chcą poszaleć na imprezie i nie raczą napisać nawet głupiego sms'a.-wstałam ze sofy rozdrażniona.
Ubrałam kurtkę na plecy, wyjęłam z kieszeni od spodni 100 dolarów i wyszłam z gabinetu czym prędzej, słysząc ostatnie słowa psychiatry: "Grace wracaj, godzina jeszcze nie minęła." Nie wróciłam tam, nie potrafiłam. Potrzebowałam powietrza, bo tam już było go za mało, dusiłam się mimo, iż nie znajdowałam się w pomieszczeniu z samym dwutlenkiem węgla. Byłam na świeżym powietrzu, a jednak moje puca zachowywały się, jakby zapomniały jak się oddycha.
Ruszyłam przed siebie, mijałam ludzi, którzy się uśmiechali szeroko otoczeni ludźmi, którzy byli ważni dla nich, zastanawiałam się, dlaczego ja taka nie mogę być - szczęśliwa. Żałowałam, że nie miałam nikogo, komu ufałabym wystarczająco, aby rozmawiać z nim całkowicie szczerze, a ta osoba nie odwróciła się ode mnie, nie brała pieniędzy za rozmowy a także, sama rozmawiała ze mną ni ukrywając swoich problemów. Chciałam, aby ktokolwiek chciał być ze mną przyjaciółmi, jednak nie takimi, których bliska znajomość rozpadnie się po jakimś czasie, bo taka przyjaźń według mnie taka "przyjaźń" w ogóle się nie zaczęła.
*
-Kadecie George, może zechciałabyś poprowadzić dzisiejsze biegi, a następnie zajęcia rozciągające?-zapytała mnie sierżant Hunge, która uwielbiała brać kobiety-kadetki, aby prowadziły zajęcia fizyczne.
Uśmiechnęłam się do kobiety i kiwnęłam głową. Stanęłam obok opiekunki, na samym przodzie, a za mną w dwuosobowych parach ustawiły się za nami, po kilku sekundach zaczęliśmy wszyscy biec do przodu.
Zajęcia fizyczne nie poprawiały mi humoru, to świeże powietrze wpływało na mnie tak, że czułam się wolna, mimo że wiedziałam, iż wolność jest przereklamowana i kłamstwem, to jednak dawało mi to takie cudowne złudzenie, że będzie lepiej. Wybieramy między martwieniem się a byciem niezależnym, między byciem uwięzionym w przeszłości a byciem wolnym. Obawiałam się, że Jake będzie chciał ze mną rozmawiać na zajęciach z samoobrony, więc po lekcji z sierżantem Hunge poszłam na siłownie, by ćwiczyć kardio.
-Mimo swojej umiejętności, nadal zostajesz skrzywdzona.-skomentował psychiatra, na co wywróciłam oczami.
-Nie jestem skrzywdzona.-odparłam.
-Tak?-zwątpił.-To dlaczego masz zaszklone oczy?-spytał już poważniej.-Grace, nie musisz mnie okłamywać, możesz być ze mną szczera w 100%, a ja i tak cię nie ocenię. Tutaj możesz czuć się pewnie, nie powinnaś ukrywać swoich emocji, szczególnie tutaj. Nie chciałbym być w niemocy ci pomóc, a nie mogę być ci pomocny, jeśli będziesz ze mną nieszczera.-wpatrywał się we mnie swoimi dojrzałymi oczami.
-Wiem, że chcesz dla mnie dobrze, ale tylko dlatego, że ci płacę za rozmowy ze mną.-oznajmiłam zimno.
Mężczyzna o siwych włosach patrzył na mnie niewzruszony, po chwili westchnął.
-Grace, spotykam się z ludźmi, którzy mają problemy podobne jakie ty masz, rozmawiam z nimi, płacą mi za to - jednakże nie zgodzę się, że chcę dla was dobrze tylko dlatego, że mi płacą. Nikt o zdrowym umyśle nie chce, by ktokolwiek cierpiał.-powiedział do mnie z miną, która przypominała ból.
Patrzyłam na niego, mimowolnie ziewając i zakrywając usta prawą dłonią.
-Nikt nie ma współczucia, dopóki nie ucierpi.-mruknęłam.
-Masz rację.-przyznał.-Moje współczucie dla innych bierze się z tego, że moja matka, jak i siostra, cierpiały na zaburzenia afektywne, przez co cała rodzina cierpiała. Moja matka popełniła samobójstwo rok po tym jak mój ojciec odszedł od niej, miałem wtedy 20 lat, a moja siostra jest w szpitalu psychiatrycznym, kiedy próbowała dwa razy się zabić, ale z niepowodzeniem. Wiem co przechodzą osoby bliskie chorych, sam miałem depresję i zachowania maniakalne, kiedy byłem nastolatkiem, ale wyrosłem z tego, a więc także mam pewną wiedzę, co czują osoby chore. Grace, nie skreślaj mnie tylko dlatego, że mi płacisz za rozmowę.
-Zaburzenia afektywne?-zapytałam.
-Objawia się to często zmianami nastrojów, zachowania maniakalne i hipomaniakalne, epizody depresyjne.-odpowiedział.
-A ja mam tylko depresję i zaburzenia odżywiania?
-Wiem, że chcesz się ze mną drażnić.-uśmiechnął się.-Nie tylko, myślę, że masz problemy z okazywaniem uczuć, dlatego wystąpił u ciebie epizod samookaleczania oraz wymioty. Grace, twoja "umiejętność" duszenia w sobie emocji wcale nie jest taka pozytywna jak myślisz, to jest po prostu nie prawidłowe funkcjonowanie.
-Pozwól, że sama zadecyduję czy to jest prawidłowe czy nie. Ja się lepiej czuję, kiedy nie czuję.
-Nie czujesz się lepiej na dłuższą metę. Wymiotujesz, tniesz się - to nie minie, takie rozwiązanie zawsze będzie w twojej głowie, kiedy tylko poczujesz, że musisz coś poczuć lub odwrotnie, będziesz czuła za dużo. Musisz mi zaufać, abym mógł ci pomóc, a nie ufasz nikomu.
Patrzyłam na mężczyznę, który siedział swobodnie w fotelu i oddychał wyjątkowo spokojnie mówiąc mi, jak bardzo popaprana jestem.
-Nie ufam ci, nie ufam nikomu i mam dobry powód ku temu.-powiedziałam zirytowana nastawieniem psychiatry.
-Nie mówię, że nie masz powodu, ale nie każdy jest taki.-odparł ocierając czoło swoją lewą dłonią.
-Jaki? Niegodny zaufania? Raniący? Egoistyczny? Narcystyczny? Samolubny? A może masz na myśli, że nie każdemu zależy na tolerancji przez ludzi otaczających ich? Otóż z własnego doświadczenia wiem, że ludzie lubią być w kole zainteresowania, zrobią wszystko, by być "popularnym", zostawiają na tygodnie przyjaciół na lodzie, bo chcą poszaleć na imprezie i nie raczą napisać nawet głupiego sms'a.-wstałam ze sofy rozdrażniona.
Ubrałam kurtkę na plecy, wyjęłam z kieszeni od spodni 100 dolarów i wyszłam z gabinetu czym prędzej, słysząc ostatnie słowa psychiatry: "Grace wracaj, godzina jeszcze nie minęła." Nie wróciłam tam, nie potrafiłam. Potrzebowałam powietrza, bo tam już było go za mało, dusiłam się mimo, iż nie znajdowałam się w pomieszczeniu z samym dwutlenkiem węgla. Byłam na świeżym powietrzu, a jednak moje puca zachowywały się, jakby zapomniały jak się oddycha.
Ruszyłam przed siebie, mijałam ludzi, którzy się uśmiechali szeroko otoczeni ludźmi, którzy byli ważni dla nich, zastanawiałam się, dlaczego ja taka nie mogę być - szczęśliwa. Żałowałam, że nie miałam nikogo, komu ufałabym wystarczająco, aby rozmawiać z nim całkowicie szczerze, a ta osoba nie odwróciła się ode mnie, nie brała pieniędzy za rozmowy a także, sama rozmawiała ze mną ni ukrywając swoich problemów. Chciałam, aby ktokolwiek chciał być ze mną przyjaciółmi, jednak nie takimi, których bliska znajomość rozpadnie się po jakimś czasie, bo taka przyjaźń według mnie taka "przyjaźń" w ogóle się nie zaczęła.
*
-Kadecie George, może zechciałabyś poprowadzić dzisiejsze biegi, a następnie zajęcia rozciągające?-zapytała mnie sierżant Hunge, która uwielbiała brać kobiety-kadetki, aby prowadziły zajęcia fizyczne.
Uśmiechnęłam się do kobiety i kiwnęłam głową. Stanęłam obok opiekunki, na samym przodzie, a za mną w dwuosobowych parach ustawiły się za nami, po kilku sekundach zaczęliśmy wszyscy biec do przodu.
Zajęcia fizyczne nie poprawiały mi humoru, to świeże powietrze wpływało na mnie tak, że czułam się wolna, mimo że wiedziałam, iż wolność jest przereklamowana i kłamstwem, to jednak dawało mi to takie cudowne złudzenie, że będzie lepiej. Wybieramy między martwieniem się a byciem niezależnym, między byciem uwięzionym w przeszłości a byciem wolnym. Obawiałam się, że Jake będzie chciał ze mną rozmawiać na zajęciach z samoobrony, więc po lekcji z sierżantem Hunge poszłam na siłownie, by ćwiczyć kardio.
There was a time when my world was filled,
with darkness, darkness, darkness.
And I stopped dreaming now supposed to fill it up,
with something, something , something.
In your eyes I see the eyes of somebody I knew,
before long long long ago.
But I'm still trying to make my mind up,
Am I free or am I tied up?
I change shapes just to hide in this place,
but I'm still, I'm still an animal.
Nobody knows it but me when I slip yeah I slip.
I'm still an animal.
Był taki czas, kiedy mój świat był wypełniony,
ciemnością, ciemnością, ciemnością.
I przestałam marzyć, a teraz powinnam wypełnić tą dziurę,
Czymkolwiek, czymkolwiek, czymkolwiek.
W twoich oczach widzę kogoś, kogo znałam,
Dawno temu.
Ale nadal staram się myśleć pozytywnie.
Jestem wolna czy związana?
Zmieniam kształty, aby ukryć się w tym miejscu,
Ale nadal jestem zwierzęciem, nadal jestem zwierzęciem.
Nikt nie wie oprócz mnie, kiedy się potykam, tak, potykam się.
Nadal jestem zwierzęciem.
Hah chyba też potrzebuje psychiatry... uzależniłam się od tego bloga. xD
OdpowiedzUsuńEmily, ja czekam na rozdział na twoim blogu, dodawaj go szybciej, bo nie tylko ty masz słabość do opowiadań. :) Dziękuję za komentarz, bo jak zauważyłaś, nikt nie komentuje oprócz ciebie, co mnie bawi, jako, że jest 20 wejść dziennie.
OdpowiedzUsuń