Army Academy nie prezentowała się źle, jednakże nie zmieniało to faktu, że nie chciałam tutaj być. Ojciec chciał, abym nabrała ogłady, jakbym jeszcze nie miała.. To on nie potrafi sie zachować, stary alkoholik, który bije rodzinę i awanturuje się codziennie, były wojskowy. Śmiać mi się chce, że takiego kogoś mieli w szeregach.
Po całym terenie należącym do Army Academy oprowadzał mnie sam dyrektor, a chłopaków, których mijaliśmy podnosili prawą dłoń do czoła wyprostowani. Do terenu należącego do AA, należało: ogromne boisko do gry piłki nożnej, bieżnia, dwie siłownie, ogromny budynek z pokojami dla kadetów, jadalnia z mnóstwem krzeseł i stołów, kuchnia, do której nie można wchodzić i lasy, w których kadeci biegają codziennie kilka razy. Miałam być "kotem", co oznaczało, że dostanę największy wycisk jaki w życiu widziałam.
-Jesteś tutaj, kadetko George?-zapytał mężczyzna, który zarządzał tym miejscem.
-Tak?-spojrzałam niepewnie na starca.
Jego wzrok mówił mi, że coś powinnam dodać, ale za cholerę nie wiedziałam, więc tylko patrzyłam na niego zmieszana.
-Teraz ci podpowiem, ale nigdy więcej.-uprzedził.-Jeśli ktoś jest wyższy rangą od ciebie, nawet o rok, mówisz Sir na końcu, okay? I do tego przybrać formę godną tego.
Pokiwałam głową.
-Yes, sir!-nie chcąc zaśmiać mu się w twarz, szybko zrobiłam wyprostowaną sylwetkę i podniosłam rękę do czoła.
-Spocznij, kadecie George.-jego szorstki głos sprawiał, że chciałam stamtąd uciec.
Widziałam jak inni "spoczywali", więc nie trudno było mi skopiować to, obie ręce skrzyżowałam za plecami, ale tak, aby łokcie były widoczne i odstające od tułowia. Porucznik patrzył na mnie twardo.
-Pamiętasz drogę do swojego pokoju, w którym zostawiłaś bagaże?-zapytał.
-Tak, Sir.
-Więc idź tam i czekaj, aż ktoś zapuka do twoich drzwi, by wyjść na wieczorne bieganie, następnie kolację, a później, o 18 jest cisza nocna, więc będzie sprawdzanie pokoi, i abyś tam była, kadecie George.
*
Biegaliśmy 8 kilometrów, w uniformach o zielonych barwach, które był z bardzo nie wygodnego materiału. Ich miny, kiedy zobaczyli mnie, grubą laskę, która po przebiegnięciu kilometrów nie spociła się ani nie dostała zadyszki, były zachwycające. Dostałam aż 6 uniformów, które musiałam sama prać, jeśli się zabrudzą; nie musiałam zgadywać, by wiedzieć, że ojciec je kupił - jaki to on wielkoduszny. Miałam chęć wepchać mu te jego pieniądze głęboko w gardło, by je połknął i się zakrztusił nimi. Jak ktoś taki niemoralny może mieć przyjaciół?!
Patrzyłam w przestrzeń jedząc kolację sama przy stole. Jadalnia była pełna nastolatków i młodych dorosłych, większość to byli mężczyźni, odkąd tutaj byłam widziałam z 10 dziewczyn, gdy w tym samym czasie osób na kampusie było 300 wraz z opiekunami. Jestem tutaj trzy dni i ciągle na kolacje są warzywa, owsianka lub kanapki z jajkiem, śniadania wcale lepiej nie wyglądają, a obiady mimo, że są smaczne, ciągle są to mięsa, a ja jestem wegetarianką, więc wyobrazić sobie można jak bardzo niechętnie proszę o inne danie kucharki, które patrzą na mnie wilkiem. Jutro weekend, idę na miasto poszukać psychiatry i będę chodzić zawsze w soboty na sesje - super. Jestem tutaj trzeci dzień i ani raz nikt do mnie nie zagadał, aczkolwiek mogłam przysiąść, że nie raz złapałam ludzi patrzących na mnie ukradkiem. Nie wiedziałam czy ja mam sama zagadać do nich czy oni sami do mnie podejdą. Nie chciałam szukać przyjaciół, miałam nadzieję, że sami mnie wyrzucą, dlatego zawsze przy biegach ciągnę się z tyłu, bez poceń i bez zadyszki, ale nie mogę powiedzieć o sobie, że wykorzystuję wszystkie siły przy ćwiczeniach i biegach. Czekałam aż mnie Porucznik wezwie mnie do siebie i powie, żebym pakowała swoje rzeczy, ale nic takiego nie nastało. Kiedy każą robić pompki czy podciągnięcia jeszcze bardziej się nie spieszę, chyba nawet pokonałam rekord w najwolniejszym tempie. Uwielbiałam udawać, że nie potrafię robić szybciej.
Wiedziałam, że kiedy na mnie patrzyli, zastanawiali się co ja tutaj robię i gdyby zapytali, pewnie bym powiedziała im szczerze, że mój ojciec to despota, który uwielbia gnębić innych i myśli, że osobiście jest bez skazy.
Po skończonym posiłku, odniosłam tacę i talerz do kuchni. Powolnym krokiem wyszłam z jadali i przez trzy długie korytarze doszłam do mojego pokoju. Zamknęłam drzwi na klucz za sobą i usiadłam na moim łóżku. Chciałam się zaleźć w miejscu, gdzie mogłabym być sama, a może nawet gdzie miałabym przyjaciół. Nie było dla mnie proste bycie samotnikiem, chciałam mieć przyjaciół, takich, z którymi mogłabym porozmawiać i nie czuć się odrzuconą przez nich, kiedy wypowiedziałabym na głos moje problemy. Pragnę tylko zrozumienia i kogoś, kto będzie mnie kochał nie oczkując ode mnie zmienia się.
*
Jak zawsze pobudka o 6, bieg w grupie przez las, ja na końcu, powrót do szkoły, prysznic, przebranie się w moje ubrania, śniadanie i wyjście z kampusu na miasto, które było oddalone o dwa kilometry. Podeszłam na przystanek autobusowy, który jak się okazało miał być dopiero o 11, co było mi nie na rękę, jako, że o tej godzinie miałabym być już na wizycie. Przed 11, był tutaj o 8, a wtedy jeszcze byłam w lesie. Kiedy zastanawiałam się jak ma dostać się do miasta, inni młodzi ludzie z Army Academy mijali mnie jadąc w swoich samochodach. Zaczęłam iść wzdłuż drogi, aby powoli dostać się do miasta i po niecałych 20 minutach, kiedy doszłam do miasta, zaczęłam się cieszyć, że założyłam trampki a nie botki. Nie mogłam nazwać siebie wielką szczęściarą, biorąc pod uwagę fakt, że na zewnątrz było 7 stopni Celsjusza, a ja miałam na sobie tylko jeansy i za cienką kurtkę. Miałam wrażenie, że prędzej zamarznę niż znajdę ulicę, na której był gabinet psychiatry.
Idąc w miasto miałam chęć zniknąć z powierzchni Ziemi. Miasto Williston było dość duże, ludzi było jeszcze więcej, czułam się tutaj jak owad. Miasto jak miasto, prawda? Rzecz w tym, że wiele osób uważa, że są potrzebni do czegoś, że mają jakiś plan, mimo że tak naprawdę to mają pożyć z 70 lat a później zwyczajnie w ziemi ląduje. Ja mam zadanie chronić ludzi, ale co jeśli samo oddychanie wśród nich sprawia, że się stresuję i mam ogromną nadzieję, że nie będę musiała nikogo ratować?
Co jeśli na samą myśl, że jestem w miejscu, gdzie inni chcą być, a ja nie, chcę umrzeć, by ktoś inny mógł zająć moje miejsce? Co jeśli nie potrafię samą siebie przekonać, aby zostać tutaj, na świecie i wolałabym już być w glebie i umrzeć? Jak mam znaleźć sposób, by chcieć żyć? Jak mam od samej siebie zacząć wymagać chęci życia? Jak, do cholery, mam samą siebie przekonać, że mam po co żyć?
-Nie wiem.-spojrzał na mnie poważnie mój terapeuta.-Pewnego dnia poznasz ludzi, których polubisz i oni zaczną na ciebie wpływać. Zaczniesz się cieszyć życiem i nie będziesz chciała już umierać a nawet będzie ci się marzyło życie wieczne.
Zmrużyłam oczy wpatrując się w mężczyznę. Coś go odróżniało od John'a, coś sprawiało, że lubiłam jego ton głosu, a zapach papierosów, który wisiał w powietrzu w gabinecie, sprawiał, że moje samopoczucie się poprawiało. Jego zaczątki siwych włosów i kilkudniowy zarost dodawał uroku jego osobie.
Byłam tutaj już 40 minut i nie czułam tego, że za chwilę będę musiała wrócić do campusu.
-Wiesz, że możesz wykorzystać Army Academy jako miejsce, gdzie znajdziesz znajomych; gdzie pokażesz ojcu, że jesteś lepsza niż uważa.-zmienił temat.
Moja górna warga drgnęła, a źrenice się zwężyły.
-A już zaczynałam cię lubić.-mruknęłam do samej siebie, co wprowadziło psychiatrę w krótki śmiech.-Nie wiem co jest z tamtejszym społeczeństwem, ale sama do nich nie zagadam. Mierzą mnie wzrokiem, szepczą za moimi plecami o mnie i jeszcze nikt nie zagadał. Nie jestem typem człowieka, który sam zaczyna konwersację. Często gadam głupoty, a tym bardziej jak sama sie pierwsza odzywam. Często też wpadam w słowotoki, jak teraz, rzecz w tym, iż nie jestem osobą, z którą się gada i najwyraźniej oni o tym wiedzą.-westchnęłam głośno.
-Nie martw się, Grace, na pewno ktoś zagada do ciebie. Wątpię, aby nikomu nie zależało na takiej koleżance, jaką możesz zostać. Jesteś naprawdę dobrym człowiekiem, po przejściach więc nie każdy będzie zainteresowany, ale ktoś się znajdzie.-powiedział.
-Powiedz mi.. Czy to niesprawiedliwe, że uważam moje ojca za osobę, która zniszczyła moje życie, a raczej dzieciństwo?-spytałam.
-Nie, Grace, zachowanie twojego ojca jest niesprawiedliwe i mrożące krew w żyłach, dobrzy rodzice się tak nie zachowują. Twój ojciec nigdy nie powinien mieć dzieci.-był pewien swoich słów.
-Moja matka także nie powinna mieć dzieci, jest za słaba, by przeciwstawić się własnemu mężowi, to nie jest prawdziwa kobieta.
-Twoja matka się boi, że straci mężczyznę, to co innego. Kiedy kobieta obawia się utraty faceta, z którym była dużo lat, to tragedia; przywiązała się i obawia się, że sobie nie poradzi, jeśli puści go. Takie kobiety potrzebują terapii, taka prawda. Uzależnienie od kogoś i niewiara we własne siły, to tak jak depresja, tak samo groźne.
-Mój ojciec niszczy piękno w ludziach. We mnie zniszczył chęć do życia, w matce siłę, a moja siostra tnie się po udach, myśląc, że nie wiem.
-To jest zły człowiek, nie nam jest oceniać, ale nie można się powstrzymać przy takim typie, prawda?
-To jest potwór.-szepnęłam.-Najgorsze jest to, że nikt tego nie widzi; nikt nie wierzy, że on jest taki parszywy naprawdę - wszyscy myślą, że kłamię mówiąc, że jest okropnym człowiekiem. Ludzie uważają, że go nie doceniam, że nie wiem jakie mam szczęście, że w ogóle mam ojca, więc jeśli tak uważają, niech go biorą i nie oddają mi go z powrotem.
Po całym terenie należącym do Army Academy oprowadzał mnie sam dyrektor, a chłopaków, których mijaliśmy podnosili prawą dłoń do czoła wyprostowani. Do terenu należącego do AA, należało: ogromne boisko do gry piłki nożnej, bieżnia, dwie siłownie, ogromny budynek z pokojami dla kadetów, jadalnia z mnóstwem krzeseł i stołów, kuchnia, do której nie można wchodzić i lasy, w których kadeci biegają codziennie kilka razy. Miałam być "kotem", co oznaczało, że dostanę największy wycisk jaki w życiu widziałam.
-Jesteś tutaj, kadetko George?-zapytał mężczyzna, który zarządzał tym miejscem.
-Tak?-spojrzałam niepewnie na starca.
Jego wzrok mówił mi, że coś powinnam dodać, ale za cholerę nie wiedziałam, więc tylko patrzyłam na niego zmieszana.
-Teraz ci podpowiem, ale nigdy więcej.-uprzedził.-Jeśli ktoś jest wyższy rangą od ciebie, nawet o rok, mówisz Sir na końcu, okay? I do tego przybrać formę godną tego.
Pokiwałam głową.
-Yes, sir!-nie chcąc zaśmiać mu się w twarz, szybko zrobiłam wyprostowaną sylwetkę i podniosłam rękę do czoła.
-Spocznij, kadecie George.-jego szorstki głos sprawiał, że chciałam stamtąd uciec.
Widziałam jak inni "spoczywali", więc nie trudno było mi skopiować to, obie ręce skrzyżowałam za plecami, ale tak, aby łokcie były widoczne i odstające od tułowia. Porucznik patrzył na mnie twardo.
-Pamiętasz drogę do swojego pokoju, w którym zostawiłaś bagaże?-zapytał.
-Tak, Sir.
-Więc idź tam i czekaj, aż ktoś zapuka do twoich drzwi, by wyjść na wieczorne bieganie, następnie kolację, a później, o 18 jest cisza nocna, więc będzie sprawdzanie pokoi, i abyś tam była, kadecie George.
*
Biegaliśmy 8 kilometrów, w uniformach o zielonych barwach, które był z bardzo nie wygodnego materiału. Ich miny, kiedy zobaczyli mnie, grubą laskę, która po przebiegnięciu kilometrów nie spociła się ani nie dostała zadyszki, były zachwycające. Dostałam aż 6 uniformów, które musiałam sama prać, jeśli się zabrudzą; nie musiałam zgadywać, by wiedzieć, że ojciec je kupił - jaki to on wielkoduszny. Miałam chęć wepchać mu te jego pieniądze głęboko w gardło, by je połknął i się zakrztusił nimi. Jak ktoś taki niemoralny może mieć przyjaciół?!
Patrzyłam w przestrzeń jedząc kolację sama przy stole. Jadalnia była pełna nastolatków i młodych dorosłych, większość to byli mężczyźni, odkąd tutaj byłam widziałam z 10 dziewczyn, gdy w tym samym czasie osób na kampusie było 300 wraz z opiekunami. Jestem tutaj trzy dni i ciągle na kolacje są warzywa, owsianka lub kanapki z jajkiem, śniadania wcale lepiej nie wyglądają, a obiady mimo, że są smaczne, ciągle są to mięsa, a ja jestem wegetarianką, więc wyobrazić sobie można jak bardzo niechętnie proszę o inne danie kucharki, które patrzą na mnie wilkiem. Jutro weekend, idę na miasto poszukać psychiatry i będę chodzić zawsze w soboty na sesje - super. Jestem tutaj trzeci dzień i ani raz nikt do mnie nie zagadał, aczkolwiek mogłam przysiąść, że nie raz złapałam ludzi patrzących na mnie ukradkiem. Nie wiedziałam czy ja mam sama zagadać do nich czy oni sami do mnie podejdą. Nie chciałam szukać przyjaciół, miałam nadzieję, że sami mnie wyrzucą, dlatego zawsze przy biegach ciągnę się z tyłu, bez poceń i bez zadyszki, ale nie mogę powiedzieć o sobie, że wykorzystuję wszystkie siły przy ćwiczeniach i biegach. Czekałam aż mnie Porucznik wezwie mnie do siebie i powie, żebym pakowała swoje rzeczy, ale nic takiego nie nastało. Kiedy każą robić pompki czy podciągnięcia jeszcze bardziej się nie spieszę, chyba nawet pokonałam rekord w najwolniejszym tempie. Uwielbiałam udawać, że nie potrafię robić szybciej.
Wiedziałam, że kiedy na mnie patrzyli, zastanawiali się co ja tutaj robię i gdyby zapytali, pewnie bym powiedziała im szczerze, że mój ojciec to despota, który uwielbia gnębić innych i myśli, że osobiście jest bez skazy.
Po skończonym posiłku, odniosłam tacę i talerz do kuchni. Powolnym krokiem wyszłam z jadali i przez trzy długie korytarze doszłam do mojego pokoju. Zamknęłam drzwi na klucz za sobą i usiadłam na moim łóżku. Chciałam się zaleźć w miejscu, gdzie mogłabym być sama, a może nawet gdzie miałabym przyjaciół. Nie było dla mnie proste bycie samotnikiem, chciałam mieć przyjaciół, takich, z którymi mogłabym porozmawiać i nie czuć się odrzuconą przez nich, kiedy wypowiedziałabym na głos moje problemy. Pragnę tylko zrozumienia i kogoś, kto będzie mnie kochał nie oczkując ode mnie zmienia się.
*
Jak zawsze pobudka o 6, bieg w grupie przez las, ja na końcu, powrót do szkoły, prysznic, przebranie się w moje ubrania, śniadanie i wyjście z kampusu na miasto, które było oddalone o dwa kilometry. Podeszłam na przystanek autobusowy, który jak się okazało miał być dopiero o 11, co było mi nie na rękę, jako, że o tej godzinie miałabym być już na wizycie. Przed 11, był tutaj o 8, a wtedy jeszcze byłam w lesie. Kiedy zastanawiałam się jak ma dostać się do miasta, inni młodzi ludzie z Army Academy mijali mnie jadąc w swoich samochodach. Zaczęłam iść wzdłuż drogi, aby powoli dostać się do miasta i po niecałych 20 minutach, kiedy doszłam do miasta, zaczęłam się cieszyć, że założyłam trampki a nie botki. Nie mogłam nazwać siebie wielką szczęściarą, biorąc pod uwagę fakt, że na zewnątrz było 7 stopni Celsjusza, a ja miałam na sobie tylko jeansy i za cienką kurtkę. Miałam wrażenie, że prędzej zamarznę niż znajdę ulicę, na której był gabinet psychiatry.
Idąc w miasto miałam chęć zniknąć z powierzchni Ziemi. Miasto Williston było dość duże, ludzi było jeszcze więcej, czułam się tutaj jak owad. Miasto jak miasto, prawda? Rzecz w tym, że wiele osób uważa, że są potrzebni do czegoś, że mają jakiś plan, mimo że tak naprawdę to mają pożyć z 70 lat a później zwyczajnie w ziemi ląduje. Ja mam zadanie chronić ludzi, ale co jeśli samo oddychanie wśród nich sprawia, że się stresuję i mam ogromną nadzieję, że nie będę musiała nikogo ratować?
Co jeśli na samą myśl, że jestem w miejscu, gdzie inni chcą być, a ja nie, chcę umrzeć, by ktoś inny mógł zająć moje miejsce? Co jeśli nie potrafię samą siebie przekonać, aby zostać tutaj, na świecie i wolałabym już być w glebie i umrzeć? Jak mam znaleźć sposób, by chcieć żyć? Jak mam od samej siebie zacząć wymagać chęci życia? Jak, do cholery, mam samą siebie przekonać, że mam po co żyć?
-Nie wiem.-spojrzał na mnie poważnie mój terapeuta.-Pewnego dnia poznasz ludzi, których polubisz i oni zaczną na ciebie wpływać. Zaczniesz się cieszyć życiem i nie będziesz chciała już umierać a nawet będzie ci się marzyło życie wieczne.
Zmrużyłam oczy wpatrując się w mężczyznę. Coś go odróżniało od John'a, coś sprawiało, że lubiłam jego ton głosu, a zapach papierosów, który wisiał w powietrzu w gabinecie, sprawiał, że moje samopoczucie się poprawiało. Jego zaczątki siwych włosów i kilkudniowy zarost dodawał uroku jego osobie.
Byłam tutaj już 40 minut i nie czułam tego, że za chwilę będę musiała wrócić do campusu.
-Wiesz, że możesz wykorzystać Army Academy jako miejsce, gdzie znajdziesz znajomych; gdzie pokażesz ojcu, że jesteś lepsza niż uważa.-zmienił temat.
Moja górna warga drgnęła, a źrenice się zwężyły.
-A już zaczynałam cię lubić.-mruknęłam do samej siebie, co wprowadziło psychiatrę w krótki śmiech.-Nie wiem co jest z tamtejszym społeczeństwem, ale sama do nich nie zagadam. Mierzą mnie wzrokiem, szepczą za moimi plecami o mnie i jeszcze nikt nie zagadał. Nie jestem typem człowieka, który sam zaczyna konwersację. Często gadam głupoty, a tym bardziej jak sama sie pierwsza odzywam. Często też wpadam w słowotoki, jak teraz, rzecz w tym, iż nie jestem osobą, z którą się gada i najwyraźniej oni o tym wiedzą.-westchnęłam głośno.
-Nie martw się, Grace, na pewno ktoś zagada do ciebie. Wątpię, aby nikomu nie zależało na takiej koleżance, jaką możesz zostać. Jesteś naprawdę dobrym człowiekiem, po przejściach więc nie każdy będzie zainteresowany, ale ktoś się znajdzie.-powiedział.
-Powiedz mi.. Czy to niesprawiedliwe, że uważam moje ojca za osobę, która zniszczyła moje życie, a raczej dzieciństwo?-spytałam.
-Nie, Grace, zachowanie twojego ojca jest niesprawiedliwe i mrożące krew w żyłach, dobrzy rodzice się tak nie zachowują. Twój ojciec nigdy nie powinien mieć dzieci.-był pewien swoich słów.
-Moja matka także nie powinna mieć dzieci, jest za słaba, by przeciwstawić się własnemu mężowi, to nie jest prawdziwa kobieta.
-Twoja matka się boi, że straci mężczyznę, to co innego. Kiedy kobieta obawia się utraty faceta, z którym była dużo lat, to tragedia; przywiązała się i obawia się, że sobie nie poradzi, jeśli puści go. Takie kobiety potrzebują terapii, taka prawda. Uzależnienie od kogoś i niewiara we własne siły, to tak jak depresja, tak samo groźne.
-Mój ojciec niszczy piękno w ludziach. We mnie zniszczył chęć do życia, w matce siłę, a moja siostra tnie się po udach, myśląc, że nie wiem.
-To jest zły człowiek, nie nam jest oceniać, ale nie można się powstrzymać przy takim typie, prawda?
-To jest potwór.-szepnęłam.-Najgorsze jest to, że nikt tego nie widzi; nikt nie wierzy, że on jest taki parszywy naprawdę - wszyscy myślą, że kłamię mówiąc, że jest okropnym człowiekiem. Ludzie uważają, że go nie doceniam, że nie wiem jakie mam szczęście, że w ogóle mam ojca, więc jeśli tak uważają, niech go biorą i nie oddają mi go z powrotem.
And everyone is so kind,
With the lies that they tell themselves,
'Cause everyone is so blind,
To the truth that they're ugly inside.
When the mirror's laughing,
Time takes over,
You should know,
We're rotting away.
There's no,
Nothing left for me,
When all beauty's destroyed.
There's no,
Nothing left to see,
Once all beauty's destroyed.
I wszyscy są tacy uprzejmi,
Z kłamstwami, które sobie wmówili,
Bo wszyscy są ślepi,
Naprawdę oni są brzydcy w środku.
Kiedy lustro się śmieje,
Czas bierze górą,
Gnijemy.
Tutaj nie ma nic,
Nic dla mnie nie zostało,
Kiedy piękno jest zniszczone.
Tutaj nie ma nic,
Nic dla mnie, abym zobaczyła,
Kiedy piękno zostało zniszczone.
Inny.? Bo porusza zupełnie inny klimat. Jejku jak to opowiadanie wkręca. O i widzę, że dodałaś nowe postacie.
OdpowiedzUsuńPs. Skąd taki świetny szablon masz.? :D
Nie pamiętam dokładnie, są dwa takie blogi z szablonami: http://szablonownica.blogspot.com/ oraz http://wyimaginowana-grafika.blogspot.com/ , na którymś z nich znalazłam ten szablon. :)
OdpowiedzUsuń