-Cześć, Gracie.-spojrzał na mnie z góry blondyn o szczerym uśmiechu, wyszczerzając swoje pełne, białe uzębienie.
-Cześć, Damian.-jęknęłam zaskoczona.
-Wiedziałem, że wrócisz.-wyznał. śmiejąc się.
-Co? Wcale, że nie wróciłam.-chciałam jakąś wybrnąć z tej niekomfortowej sytuacji.
-To co tutaj robisz?-nie dowierzał, a jego dobry humor nie mijał, nawet kiedy kolejne krople deszczu spadały na nas i nasze twarze.
-Szczerze? Nie mam zielonego pojęcia. Chciałam się przejść i.. I wyszło tak, że tutaj doszłam.
-No dobra, nie jąkaj się już.-zachichotał.-Chodź, bo się przeziębisz.-wziął mnie pod ramię i zaprowadził do bloku.
-Skąd pomysł, że chcę wejść?-zapytałam, kiedy wchodziliśmy schodami na 3 piętro.
-Bo gdyby tak nie było, poszłabyś już.
Może miał rację, w sumie to nawet nie "może", a na pewno. Coś w nim było, takiego, co zapierało dech w piersiach, nie wygląd, a urok, tok mówienia, uśmiech. Mimo, że nie kochałam go, potrafiłam przyznać, że podobał mi się, nawet bardziej niż Nicholas, o którym chciałabym jak najszybciej zapomnieć.
-Mina ci zrzedła, coś się stało?-zauważył, otwierając drzwi do swojego mieszkania.
-Nie, nic się nie stało, a powinno?-podniosłam głowę i wpatrywałam się w jego błękitne tęczówki.
-Nie powinno. Takiej dziewczynie jak ty powinny się przytrafiać jedynie te dobre rzeczy.
-Kiepski tekst na podryw.-zaśmiałam się nerwowo.
-Myślę, że nie muszę cię podrywać, już jesteś moja.-chłopak zaśmiał się z mojej miny.
-Przestań być taki zuchwały!-dałam mu kuksańca w bok i rozsiadłam się na barowym krześle przy wysepce, w kuchni, gdzie mnie zaprowadził.
-Dobra, dobra!-podniósł dłonie w geście poddania się.-Herbaty?-spytał.
-Nie, ręcznik - tak.-pokazałam na siebie prawą ręką.
Blondyn przyjrzał się, a zadziorny uśmieszek wkradł mu się na twarz. Wyszedł z kuchni i po krótkiej chwili wrócił w samych bokserkach, wycierając się jednym ręcznikiem, a drugi podał mi.
-Żartujesz?-zmierzyłam go wzrokiem z szerokim półksiężycem na ustach.
Mężczyzna zbliżył się, oddychał ciepło w moje ucho i szepnął.: "Czemu tak myślisz?"
Jego ciepła buzia przy moim poliku sprawiła, że dostałam dreszczu, który przebiegł przez całe ciało. Wiedziałam, że Damian to zauważył, a nawet sprawiło mu to satysfakcję. Odsunął się odrobinę ode mnie, był nadal blisko mnie, tyle, że teraz był blisko moich ust, do których delikatnie przylegał. Nie całował mnie, ale był tak blisko, że jego miętowy, ciepły oddech uderzał w moje nozdrza. Nie wiem jak długo byliśmy w takiej pozycji, trwało to tak długo. Jego błękitne oczy wpatrywały się w moje brązowe bez żadnych skrupułów, co więcej, pozwalał mi spojrzeć w swoje i czułam, że był gotowy, bym spojrzała mu w umysł.
Nie chciałam tego robić, w końcu zaczął się stawał dla mnie kimś bliskim, ale jednocześnie powód przeciwko, był też powodem za. Nie chciałam, by osoba, która chce się zabawić moim kosztem, była dla mnie ważna. Nie myślałam o tym za długo, zwyczajnie weszłam mu do głowy, to co się stało, zaskoczyło mnie.
Nie widziałam nic, jakby młody mężczyzna nie miał wspomnień, nie mogłam nawet dostrzec jego imienia, tak jak kiedyś to zrobiłam. Byłam zmieszana, nie chciałam o tym myśleć ani chwili dłużej.
Wiedziałam, że chłopak czekał na mój ruch, więc odważyłam się i wpiłam się w jego usta. Nie czekałam długo, by odwzajemnił pocałunek, wsunął język do mojej jamy ustnej i zaczął się ta panoszyć, jakby to była jego stała miejscówka.
*
Czułam jego dłoń na moim lekko odstającym brzuchu, który był moją zmorą, ale nie potrafiłam otworzyć ust, by zabrał rękę. Zamknęłam oczy i starałam się uspokoić oddech. Zdecydowałam się, by nie mówić nikomu o moich problemach, zostawić to dla siebie, dostałam już po nosie w Williston i wystarcza mi te kilka pstryknięć. Dostałam nauczkę, nie wyjawię moich sekretów, będę sama dla siebie.
-O czym myślisz?-jak zawsze otworzył buzię pierwszy.
-Niczym.-nawet nie miałam siły spojrzeć na niego, mimo, że czułam jego wzrok na sobie.
-Na pewno?-przeniósł swoją prawą dłoń na moją pierś, nie mogłam nic innego począć niż otworzyć oczy.
-Jeszcze ci mało?-zaśmiałam się podnosząc się i siadając na materacu.
Chłopak nie puścił mojej pełnej, lewej piersi, tylko nadal ją pieścił z uśmiechem na ustach.
-Zawsze można zrobić powtórkę.-zaśmiał się.
-Nie mam ochoty.-zdjęłam jego dłoń i ruszyłam do łazienki, do której znałam idealnie drogę.
-Mogę dołączyć?-krzyknął za mną dławiąc się śmiechem.
Nie odpowiedziałam, wiedziałam, że Damian tylko się ze mną droczy. Chłopak pomimo, naszej krótkiej znajomości, dobrze wiedział, że romantyczne prysznice to nie moja działka, wiedział, co tutaj robiłam, zapominałam problemy, a mu to nie przeszkadzało.
Zamknęłam drzwi za sobą i weszłam pod prysznic. Nie lubiłam swojego ciała, ale bardziej nie przepadałam za mówieniem o tym ludziom. Każdy ma jakieś kompleksy, ja jestem z nich zbudowana, ale prawda jest taka, że kiedy powiesz komuś o swoich niepewnościach dotyczących ciała, oni cię wyśmieją, bądź specjalnie skomplementują. Nienawidziłam takich zachowań u ludzi, mimo, że były ludzkie i pocieszne. Czasem społeczeństwo dowiadując się o naszej niskiej samoocenie, dobijają nas nawet bardziej, wykorzystują nasze zwierzenia przeciwko nam, wszystko zależy na kogo trafisz. Nie mogłam wejść do głowy Domianowi, który z jakiegoś powodu był na mnie odporny i nie mogłam sprawdzić, czy był oceniającym mnie człowiekiem, czy takim, który pocieszy.
Wyszłam spod strumienia chłodnej wody i owinęłam się ręcznikiem, który leżał złożony na białej szafce. Uwielbiałam przebywać w kawalerce blondyna, było tutaj tak czysto, świeżo i bardzo domowo, czułam się tutaj dobrze. Czy to dziwne, że czułam się tutaj bardziej bezpieczna niż we własnym domu?
Wyszłam z łazienki i weszłam do sypialni, w której przebywał chłopak, siedział w bokserkach i serfował po internecie, nawet nie zauważył, kiedy weszłam do pokoju. Wzięłam z podłogi moją bieliznę, wytarte jeansy i czerwony t-shirt z nadrukami białych napisów w języku francuskim. Nie myśląc wiele, przebrałam się, nawet nie myśląc o Damianie, który siedział plecami do mnie.
-Jesteś naprawdę piękna.-poczułam jego oddech tuż przy moim uchu, przez co dostałam prawie zawału, nie wiedziałam, że mnie zauważył, a on tym czasem stał z tyłu.
-Odsuń się.-zażądałam, kiedy wciskałam się w jeansy, ale co było do przewidzenia, niebieskooki nawet o tym nie myślał.
-Ciii..-szepnął i złożył delikatny pocałunek na mojej szyi, przez co dostałam łaskotek, tak, kolejna rzecz, z której byłam "zbudowana", miałam je prawie wszędzie.
-Przestań, dopiero co się umyłam.-zaśmiałam się, kiedy chłopak ponownie złożył całusa na moim ciele, tym razem na obojczyku.
-To umyjesz się po raz kolejny.-odsunął moje włosy, by mieć lepszy widok na co całuje.
-Damian, dlaczego masz pisane imię przez "a" a nie "e"?-zmieniłam temat, obracając się do niego przodem, chłopak zaśmiał się na moje uniknięcie kolejnego stosunku.
-Moi rodzice pochodzą z Polski.-odpowiedział.-Ale jestem Amerykaninem.
-Nie musisz mi się tłumaczyć z obywatelstwa, wierzę, że nim jesteś, mówisz normalnie, bez akcentu.-zauważyłam.-Czy twoja propozycja z herbatą aktualna?
-Jasne.-posłał mi uśmiech i przepuścił mnie przodem.
-Gentleman się znalazł.-zakpiłam, idąc przed nim.
-Rodzice nauczyli mnie jak traktować kobiety, więc nie kpij.-mimo, że mówił poważne, słyszałam w jego tonie nutkę śmiechu oraz mogłabym przysiąść, że się uśmiecha.
-Deszcz w maju.-westchnęłam, zmieniając temat.
Mężczyzna od razu zwrócił wzrok ku oknu znad elektrycznego czajnika. Jego błękitne jak ocean oczy wpatrywały się w krople deszczu uderzające o szybę, prawie w ogóle nie mrugał, był taki spokojny.
-Uwielbiam deszcz.-ciągnęłam.-Niektórzy wielce narzekają na niego, że znowu zmokli, ale tak naprawdę to to oni wybrali taki moment na wyjście z domu.
-Gadasz jak najęta.-zauważył odwracając wzrok od okna, by spojrzeć na mnie, ale po chwili odwrócił się tyłem i zaczął robić herbatę z cytrynowym sokiem.
-Masz coś przeciwko?-podniosłam lewą brew wpatrując się w jego nagie plecy.
-Nie mam nic przeciwko, jeśli nie chcesz, żebym miał.-powiedział z uśmiechem obracając się z przygotowanymi kubkami.
-Chcę, żebyś miał swoje zdanie.-wyjaśniłam.
-W takim razie, nie mam nic przeciwko, byś gadała bez końca.-puścił do mnie oczko zalewając gorącą wodą napoje.
Zaśmiałam się na jego "podboje" i wzięłam od niego ciepły kubek. Czułam się wyjątkowo dobrze w jego towarzystwie, pomijając fakt, że nadal musiałam udawać normalną, śmiejącą się z wszystkiego nastolatkę, kiedy tak naprawdę miałam ochotę zacząć krzyczeć zdesperowana z bólu w klatce piersiowej, którą powodowała ogromna pustka, którą czułam od tygodni.
-Zamilkłaś.-zauważył wpatrując się we mnie, natychmiastowo uśmiechnęłam się sztucznie.
-Myślałam o szkole, wydaje mi się, że tęsknię za armią.-powiedziałam półprawdę.
-Naprawdę lubisz Army Academy?-zmierzył mnie.-Znam cię trochę i od razu dałaś się poznać od strony, że to ty rządzisz innymi, a nie inni tobą.
-Bo tak jest.-zaśmiałam się.
-To za czym tęsknisz? Chłopakiem? A może za wyciskiem fizycznym, czego tutaj nie możesz zaznać?
-Za chłopakiem raczej nie.-wyznałam.
-Dlaczego? Podobno w wojsku same "ciacha".-wymawiając ostatnie słowo zmienił głos na dziewczęcy, na co szczerze zachichotałam.
-Och, błagam.-przestałam się śmiać i tylko obdarzyłam go uśmiechem.-Nie patrzę na wygląd, ich zachowanie mrozi krew tak bardzo, że mam ochotę kogoś rozpierdolić.-wyznałam, a chłopak patrzył na mnie pytającym wzrokiem.-Kobiety traktują jako płeć słabszą, typowi imbecyle.
-Ale ty się stawiasz.-zgadł.
-Oczywiście!-zapiszczałam.-Żadem facet nie będzie wydawał mi komend, nie jestem psem.
Widziałam coś w jego oczach, coś na wyraz uznania, spodobało mi się to. Nie mogłam przestać się do niego uśmiechać, był taki otwarty na ludzi.
-Chyba muszę już iść.-powiedziałam odwracając wzrok i patrząc na zegarek w iphonie.
-Zostań jeszcze.-zbliżył się bliżej, by pocałować mnie w usta, ale się odsunęłam w mgnieniu oka, nie chciałam ponownie zanurzyć się w jego słodkich pocałunkach oraz błękitnych jak ocean oczach.
-Muszę iść.-wstałam z krzesła i szybko ubrałam niskie obuwie, tenisówki.
-Wpadnij kiedyś.-zaproponował odprowadzając mnie do drzwi.
-Na pewno.-obdarzyłam go kolejnym uśmiechem i wyszłam z jego mieszkania.
Kiedy tylko wyszłam z jego apartamentu, na moje usta, jak i oczy, wkradł się smutek. Byłam załamana wszystkim co się mi przydarzyło i tym, co miało się wydarzyć już niedługo.
*
Siedziałam cicho w swoim pokoju, zamknięte drzwi na klucz, słuchawki z grającym rockiem i punkiem na uszach. Wpatrywałam się w burzę, która szalała za niedomkniętym oknem, uspokajała mnie, a mimo to, wypłakiwałam sobie oczy, dusząc szloch w gardle.
W końcu zrozumiałam dlaczego byłam taka przybita i nie należało to do najprzyjemniejszych myśli. Od dziecka nienawidziłam zmian, a jednocześnie ich potrzebowałam. Wbrew mojej woli wszystko ulegało zmianom, najbardziej mnie bolało to, że nigdy nie byłam na nie gotowa. Coś się kończy i coś zaczyna, zawsze tak jest, tym razem nie było inaczej. Traciłamprzyjaciela przyjaciół, zyskiwałam jednego, którego nie darzyłam zaufaniem, podchodziłam do niego z dystansem i nieprzyjemne było to, że nie potrafiłam zbliżyć się do niego psychicznie, bałam się. Bałam się, że to kolejna osoba, która tylko czeka, by wbić mi nóż w plecy, aby mnie zabolało jak najbardziej. Chciałam zapomnieć o Drake'u, Daisy, Nick'u, a nie potrafiłam, non-stop miałam ich twarze przed oczyma, chwile, kiedy coś pękało we mnie, gdy ranili mnie. Nie ufam nikomu, nawet im nie zaufałam, ale wykształciło się między nami coś, co nazwać można "nicią porozumienia", a oni to spierdolili. Nie należę do osób, które wybaczają, zapominają i to był kolejny powód, by nienawidzić samej siebie.
______________
Emily, i inni, którzy nie komentują a nabijają wejścia, co myślisz o zaczęciu opisywać sytuacje, które sama się krępuję zacząć opisywać? Mam wstyd, co jeśli ktoś ze znajomych (boże, tylko nie rodzina) wejdzie i zobaczy, a tutaj - BUM - seks? :/ No nie wiem, nie wiem, ale coraz częściej się spotykam z opisami, choćby początków takich sytuacji, czuję się jak zakonnica nie robiąc tego samego. :) To jak?
-Cześć, Damian.-jęknęłam zaskoczona.
-Wiedziałem, że wrócisz.-wyznał. śmiejąc się.
-Co? Wcale, że nie wróciłam.-chciałam jakąś wybrnąć z tej niekomfortowej sytuacji.
-To co tutaj robisz?-nie dowierzał, a jego dobry humor nie mijał, nawet kiedy kolejne krople deszczu spadały na nas i nasze twarze.
-Szczerze? Nie mam zielonego pojęcia. Chciałam się przejść i.. I wyszło tak, że tutaj doszłam.
-No dobra, nie jąkaj się już.-zachichotał.-Chodź, bo się przeziębisz.-wziął mnie pod ramię i zaprowadził do bloku.
-Skąd pomysł, że chcę wejść?-zapytałam, kiedy wchodziliśmy schodami na 3 piętro.
-Bo gdyby tak nie było, poszłabyś już.
Może miał rację, w sumie to nawet nie "może", a na pewno. Coś w nim było, takiego, co zapierało dech w piersiach, nie wygląd, a urok, tok mówienia, uśmiech. Mimo, że nie kochałam go, potrafiłam przyznać, że podobał mi się, nawet bardziej niż Nicholas, o którym chciałabym jak najszybciej zapomnieć.
-Mina ci zrzedła, coś się stało?-zauważył, otwierając drzwi do swojego mieszkania.
-Nie, nic się nie stało, a powinno?-podniosłam głowę i wpatrywałam się w jego błękitne tęczówki.
-Nie powinno. Takiej dziewczynie jak ty powinny się przytrafiać jedynie te dobre rzeczy.
-Kiepski tekst na podryw.-zaśmiałam się nerwowo.
-Myślę, że nie muszę cię podrywać, już jesteś moja.-chłopak zaśmiał się z mojej miny.
-Przestań być taki zuchwały!-dałam mu kuksańca w bok i rozsiadłam się na barowym krześle przy wysepce, w kuchni, gdzie mnie zaprowadził.
-Dobra, dobra!-podniósł dłonie w geście poddania się.-Herbaty?-spytał.
-Nie, ręcznik - tak.-pokazałam na siebie prawą ręką.
Blondyn przyjrzał się, a zadziorny uśmieszek wkradł mu się na twarz. Wyszedł z kuchni i po krótkiej chwili wrócił w samych bokserkach, wycierając się jednym ręcznikiem, a drugi podał mi.
-Żartujesz?-zmierzyłam go wzrokiem z szerokim półksiężycem na ustach.
Mężczyzna zbliżył się, oddychał ciepło w moje ucho i szepnął.: "Czemu tak myślisz?"
Jego ciepła buzia przy moim poliku sprawiła, że dostałam dreszczu, który przebiegł przez całe ciało. Wiedziałam, że Damian to zauważył, a nawet sprawiło mu to satysfakcję. Odsunął się odrobinę ode mnie, był nadal blisko mnie, tyle, że teraz był blisko moich ust, do których delikatnie przylegał. Nie całował mnie, ale był tak blisko, że jego miętowy, ciepły oddech uderzał w moje nozdrza. Nie wiem jak długo byliśmy w takiej pozycji, trwało to tak długo. Jego błękitne oczy wpatrywały się w moje brązowe bez żadnych skrupułów, co więcej, pozwalał mi spojrzeć w swoje i czułam, że był gotowy, bym spojrzała mu w umysł.
Nie chciałam tego robić, w końcu zaczął się stawał dla mnie kimś bliskim, ale jednocześnie powód przeciwko, był też powodem za. Nie chciałam, by osoba, która chce się zabawić moim kosztem, była dla mnie ważna. Nie myślałam o tym za długo, zwyczajnie weszłam mu do głowy, to co się stało, zaskoczyło mnie.
Nie widziałam nic, jakby młody mężczyzna nie miał wspomnień, nie mogłam nawet dostrzec jego imienia, tak jak kiedyś to zrobiłam. Byłam zmieszana, nie chciałam o tym myśleć ani chwili dłużej.
Wiedziałam, że chłopak czekał na mój ruch, więc odważyłam się i wpiłam się w jego usta. Nie czekałam długo, by odwzajemnił pocałunek, wsunął język do mojej jamy ustnej i zaczął się ta panoszyć, jakby to była jego stała miejscówka.
*
Czułam jego dłoń na moim lekko odstającym brzuchu, który był moją zmorą, ale nie potrafiłam otworzyć ust, by zabrał rękę. Zamknęłam oczy i starałam się uspokoić oddech. Zdecydowałam się, by nie mówić nikomu o moich problemach, zostawić to dla siebie, dostałam już po nosie w Williston i wystarcza mi te kilka pstryknięć. Dostałam nauczkę, nie wyjawię moich sekretów, będę sama dla siebie.
-O czym myślisz?-jak zawsze otworzył buzię pierwszy.
-Niczym.-nawet nie miałam siły spojrzeć na niego, mimo, że czułam jego wzrok na sobie.
-Na pewno?-przeniósł swoją prawą dłoń na moją pierś, nie mogłam nic innego począć niż otworzyć oczy.
-Jeszcze ci mało?-zaśmiałam się podnosząc się i siadając na materacu.
Chłopak nie puścił mojej pełnej, lewej piersi, tylko nadal ją pieścił z uśmiechem na ustach.
-Zawsze można zrobić powtórkę.-zaśmiał się.
-Nie mam ochoty.-zdjęłam jego dłoń i ruszyłam do łazienki, do której znałam idealnie drogę.
-Mogę dołączyć?-krzyknął za mną dławiąc się śmiechem.
Nie odpowiedziałam, wiedziałam, że Damian tylko się ze mną droczy. Chłopak pomimo, naszej krótkiej znajomości, dobrze wiedział, że romantyczne prysznice to nie moja działka, wiedział, co tutaj robiłam, zapominałam problemy, a mu to nie przeszkadzało.
Zamknęłam drzwi za sobą i weszłam pod prysznic. Nie lubiłam swojego ciała, ale bardziej nie przepadałam za mówieniem o tym ludziom. Każdy ma jakieś kompleksy, ja jestem z nich zbudowana, ale prawda jest taka, że kiedy powiesz komuś o swoich niepewnościach dotyczących ciała, oni cię wyśmieją, bądź specjalnie skomplementują. Nienawidziłam takich zachowań u ludzi, mimo, że były ludzkie i pocieszne. Czasem społeczeństwo dowiadując się o naszej niskiej samoocenie, dobijają nas nawet bardziej, wykorzystują nasze zwierzenia przeciwko nam, wszystko zależy na kogo trafisz. Nie mogłam wejść do głowy Domianowi, który z jakiegoś powodu był na mnie odporny i nie mogłam sprawdzić, czy był oceniającym mnie człowiekiem, czy takim, który pocieszy.
Wyszłam spod strumienia chłodnej wody i owinęłam się ręcznikiem, który leżał złożony na białej szafce. Uwielbiałam przebywać w kawalerce blondyna, było tutaj tak czysto, świeżo i bardzo domowo, czułam się tutaj dobrze. Czy to dziwne, że czułam się tutaj bardziej bezpieczna niż we własnym domu?
Wyszłam z łazienki i weszłam do sypialni, w której przebywał chłopak, siedział w bokserkach i serfował po internecie, nawet nie zauważył, kiedy weszłam do pokoju. Wzięłam z podłogi moją bieliznę, wytarte jeansy i czerwony t-shirt z nadrukami białych napisów w języku francuskim. Nie myśląc wiele, przebrałam się, nawet nie myśląc o Damianie, który siedział plecami do mnie.
-Jesteś naprawdę piękna.-poczułam jego oddech tuż przy moim uchu, przez co dostałam prawie zawału, nie wiedziałam, że mnie zauważył, a on tym czasem stał z tyłu.
-Odsuń się.-zażądałam, kiedy wciskałam się w jeansy, ale co było do przewidzenia, niebieskooki nawet o tym nie myślał.
-Ciii..-szepnął i złożył delikatny pocałunek na mojej szyi, przez co dostałam łaskotek, tak, kolejna rzecz, z której byłam "zbudowana", miałam je prawie wszędzie.
-Przestań, dopiero co się umyłam.-zaśmiałam się, kiedy chłopak ponownie złożył całusa na moim ciele, tym razem na obojczyku.
-To umyjesz się po raz kolejny.-odsunął moje włosy, by mieć lepszy widok na co całuje.
-Damian, dlaczego masz pisane imię przez "a" a nie "e"?-zmieniłam temat, obracając się do niego przodem, chłopak zaśmiał się na moje uniknięcie kolejnego stosunku.
-Moi rodzice pochodzą z Polski.-odpowiedział.-Ale jestem Amerykaninem.
-Nie musisz mi się tłumaczyć z obywatelstwa, wierzę, że nim jesteś, mówisz normalnie, bez akcentu.-zauważyłam.-Czy twoja propozycja z herbatą aktualna?
-Jasne.-posłał mi uśmiech i przepuścił mnie przodem.
-Gentleman się znalazł.-zakpiłam, idąc przed nim.
-Rodzice nauczyli mnie jak traktować kobiety, więc nie kpij.-mimo, że mówił poważne, słyszałam w jego tonie nutkę śmiechu oraz mogłabym przysiąść, że się uśmiecha.
-Deszcz w maju.-westchnęłam, zmieniając temat.
Mężczyzna od razu zwrócił wzrok ku oknu znad elektrycznego czajnika. Jego błękitne jak ocean oczy wpatrywały się w krople deszczu uderzające o szybę, prawie w ogóle nie mrugał, był taki spokojny.
-Uwielbiam deszcz.-ciągnęłam.-Niektórzy wielce narzekają na niego, że znowu zmokli, ale tak naprawdę to to oni wybrali taki moment na wyjście z domu.
-Gadasz jak najęta.-zauważył odwracając wzrok od okna, by spojrzeć na mnie, ale po chwili odwrócił się tyłem i zaczął robić herbatę z cytrynowym sokiem.
-Masz coś przeciwko?-podniosłam lewą brew wpatrując się w jego nagie plecy.
-Nie mam nic przeciwko, jeśli nie chcesz, żebym miał.-powiedział z uśmiechem obracając się z przygotowanymi kubkami.
-Chcę, żebyś miał swoje zdanie.-wyjaśniłam.
-W takim razie, nie mam nic przeciwko, byś gadała bez końca.-puścił do mnie oczko zalewając gorącą wodą napoje.
Zaśmiałam się na jego "podboje" i wzięłam od niego ciepły kubek. Czułam się wyjątkowo dobrze w jego towarzystwie, pomijając fakt, że nadal musiałam udawać normalną, śmiejącą się z wszystkiego nastolatkę, kiedy tak naprawdę miałam ochotę zacząć krzyczeć zdesperowana z bólu w klatce piersiowej, którą powodowała ogromna pustka, którą czułam od tygodni.
-Zamilkłaś.-zauważył wpatrując się we mnie, natychmiastowo uśmiechnęłam się sztucznie.
-Myślałam o szkole, wydaje mi się, że tęsknię za armią.-powiedziałam półprawdę.
-Naprawdę lubisz Army Academy?-zmierzył mnie.-Znam cię trochę i od razu dałaś się poznać od strony, że to ty rządzisz innymi, a nie inni tobą.
-Bo tak jest.-zaśmiałam się.
-To za czym tęsknisz? Chłopakiem? A może za wyciskiem fizycznym, czego tutaj nie możesz zaznać?
-Za chłopakiem raczej nie.-wyznałam.
-Dlaczego? Podobno w wojsku same "ciacha".-wymawiając ostatnie słowo zmienił głos na dziewczęcy, na co szczerze zachichotałam.
-Och, błagam.-przestałam się śmiać i tylko obdarzyłam go uśmiechem.-Nie patrzę na wygląd, ich zachowanie mrozi krew tak bardzo, że mam ochotę kogoś rozpierdolić.-wyznałam, a chłopak patrzył na mnie pytającym wzrokiem.-Kobiety traktują jako płeć słabszą, typowi imbecyle.
-Ale ty się stawiasz.-zgadł.
-Oczywiście!-zapiszczałam.-Żadem facet nie będzie wydawał mi komend, nie jestem psem.
Widziałam coś w jego oczach, coś na wyraz uznania, spodobało mi się to. Nie mogłam przestać się do niego uśmiechać, był taki otwarty na ludzi.
-Chyba muszę już iść.-powiedziałam odwracając wzrok i patrząc na zegarek w iphonie.
-Zostań jeszcze.-zbliżył się bliżej, by pocałować mnie w usta, ale się odsunęłam w mgnieniu oka, nie chciałam ponownie zanurzyć się w jego słodkich pocałunkach oraz błękitnych jak ocean oczach.
-Muszę iść.-wstałam z krzesła i szybko ubrałam niskie obuwie, tenisówki.
-Wpadnij kiedyś.-zaproponował odprowadzając mnie do drzwi.
-Na pewno.-obdarzyłam go kolejnym uśmiechem i wyszłam z jego mieszkania.
Kiedy tylko wyszłam z jego apartamentu, na moje usta, jak i oczy, wkradł się smutek. Byłam załamana wszystkim co się mi przydarzyło i tym, co miało się wydarzyć już niedługo.
*
Siedziałam cicho w swoim pokoju, zamknięte drzwi na klucz, słuchawki z grającym rockiem i punkiem na uszach. Wpatrywałam się w burzę, która szalała za niedomkniętym oknem, uspokajała mnie, a mimo to, wypłakiwałam sobie oczy, dusząc szloch w gardle.
W końcu zrozumiałam dlaczego byłam taka przybita i nie należało to do najprzyjemniejszych myśli. Od dziecka nienawidziłam zmian, a jednocześnie ich potrzebowałam. Wbrew mojej woli wszystko ulegało zmianom, najbardziej mnie bolało to, że nigdy nie byłam na nie gotowa. Coś się kończy i coś zaczyna, zawsze tak jest, tym razem nie było inaczej. Traciłam
Life, it seems, will fade away.
Drifting further every day.
Getting lost within myself.
Nothing matters, no one else.
I have lost the will to live.
Simply nothing more to give.
There is nothing more for me.
Need the end to set me free.
Things not what they used to be.
Missing one inside of me.
Deathly lost, this can't be real.
Cannot stand this hell I feel.
Emptiness is filling me.
To the point of agony.
Growing darkness taking dawn.
I was me, but now he's gone.
No one but me can save myself, but it's too late.
Now I can't think, think why I should even try.
Yesterday seems as though it never existed.
Death greets me warm.
Now I will just say goodbye.
Wygląda, jakby życie miało odejść.
Każdego dnia odpływa coraz dalej.
Gubię się wewnątrz siebie.
Nic nie ma znaczenia, nikt się nie liczy .
Straciłem jakąkolwiek wolę.
Nie mam już nic do dodania.
I nie ma już nic dla mnie.
Potrzebuję końca, aby zesłał wyzwolenie.
Nic nie jest tym, czym było wcześniej.
Zniknął ten, który we mnie mieszkał.
Śmiertelnie zagubiony, nie, to nie może być realne,
Nie mogę znieść piekła, które czuję.
Wypełnia mnie pustka,
Prowadząca do agonii.
Rozszerzająca się ciemność przysłoniła świt.
Kiedyś to byłem ja, ale teraz go już nie ma.
Tylko ja mogę ocalić siebie, ale jest już za późno.
Nie mogę nawet myśleć,myśleć po co miałbym próbować.
Wydaje się, że wczoraj nigdy nie istniało.
A śmierć wita mnie ciepło.
I pozostało powiedzieć "żegnaj".
______________
Emily, i inni, którzy nie komentują a nabijają wejścia, co myślisz o zaczęciu opisywać sytuacje, które sama się krępuję zacząć opisywać? Mam wstyd, co jeśli ktoś ze znajomych (boże, tylko nie rodzina) wejdzie i zobaczy, a tutaj - BUM - seks? :/ No nie wiem, nie wiem, ale coraz częściej się spotykam z opisami, choćby początków takich sytuacji, czuję się jak zakonnica nie robiąc tego samego. :) To jak?
Co seks? Auuu to normalna sprawa. :D Jakbym doszła do takiego momentu w opowiadaniu spróbowałabym chociaż. Więc wierze w Ciebie. :)
OdpowiedzUsuńA co jeżeli ja nie wierzę w to, że podołam? :)
OdpowiedzUsuń"A musisz uwierzyć w siebie, bo wiara czyni cuda..."
OdpowiedzUsuń