sobota, 17 maja 2014

23. Pieprz się sam.

Czy można być szczęśliwym będąc samemu? Chyba nie. Przecież to ludzie sprawiają, że nasze życie idzie naprzód. Ludzie potrafią zbrzydzić nam życie, jak i polepszyć humor. Będąc sam na sam, człowiek wariuje, stoi w miejscu bądź jest nieszczęśliwy. Niektórzy lubią samotność, ja także, jednak, kiedy za długo jestem sama, czuję się niechciana i mam chęć umrzeć bardziej niż zazwyczaj.
-Barman!-zawołałam.-Jeszcze jednego.-wskazałam na pusty kieliszek od drinka.
Mężczyzna wypełnił moje polecenie, a ja obserwowałam imprezę, która odbywała się w klubie. Nie jestem jedną z tych dziewczyn, które lubią dyskoteki, ale alkoholu nie pijam w domu, nienawidzę pić przy rodzinie, przed samą sobą. Mój ojciec jest alkoholikiem, sama nie lubię smaku tego napoju, ale pomaga zapomnieć, a to jest właśnie to czego potrzebuję teraz. Nie chcę pamiętać tego smutku jaki mnie otacza, który jest głęboko we mnie.
-Cześć.-podszedł do mnie młody mężczyzna o ciemnych włosach.-Postawić ci drinka?
Podniosłam delikatnie lewą brew i zmierzyłam go.
-Nie, dzięki.-odparłam przypatrując się jego ciemnym oczom, które miały w sobie głęboką pustkę.
-Czemu, mała?-podszedł bliżej i dotknął swoją prawą ręką mojego nagiego lewego ramienia.
-Bo nie jestem mała.-strzepałam jego dłoń.
-Ej, ej, spokojnie, mała, zrobimy to za zgodą bądź odmową.-ponownie chciał mnie dotknąć, ale odsunęłam się.
-Pieprz się sam.-syknęłam w jego stronę.
-Nie mów tak do mnie.-złapał mnie mocno za rękę.
Barman słysząc naszą rozmowę wtrącił się.-Pani prosiła byś się pieprzył sam, odsuń się od niej albo sam cię wyprowadzę.-mężczyźni mierzyli się ostro, ale po chwili natarczywy brunet ustąpił i odszedł ode mnie, by zacząć nagabywać jaką inną dziewczyną.
-Nie potrzebowałam pomocy.-mruknęłam podnosząc wzrok na barmana z blond włosami.
-Oczywiście.-uśmiechnął się nalewając mi kolejnego drinka.
Nie kłóciłam się z chłopakiem, nie miałam powodu, by to robić, nie byłam dziecinna, aby się kłócić o moje możliwości przywaleniu temu brunetowi.
Wzięłam do ręki drinka i upiłam łyka z niego, patrząc głęboko w oczy blondynowi. Młody barman przyciągnął moją uwagę, był przystojny, opiekuńczy względem całkowicie obcej dziewczyny oraz jego zielone oczy były pełne wyrazu, którego nie potrafiłam opisać.
-Damian..-szepnęłam wchodząc w jego głowę, jednak kiedy chłopak usłyszał swoje imię wytrącił mnie jakoś ze swojej głowy.
-Co?-zapytał zaskoczony.-Znamy się?-przypatrywał mi się.
-Nie.-ucięłam i wyciągnęłam szybko pieniądze za drinki.
-Na mój koszt.-powiedział nadal obserwując mnie.
-Dzięki.-szepnęłam i wyszłam z baru błyskawicznym krokiem.
Nie byłam pewna czy normalny człowiek może mnie "wyrzucić" z głowy, ale to właśnie się wydarzyło i byłam tym zszokowana. Jedyne co zobaczyła w jego głowie to drobne dane, które wcale nie były pomocne w razie odnalezienia go.
-To jak, mała, zabawimy się?-stanął przede mną brunet, który wcześniej już stanął mi na drodze.
-Odwal się i zajmij swoimi sprawami.-mruknęłam próbując go ominąć, jednak ten nadal stał naprzeciw mnie.
-To jest moja sprawa, żeby zanurzyć się w tobie.-jego słowa mnie zwyczajnie obrzydziły.
Nie wiedziałam co robię, czy w ogóle ja to robię, jeśli nie to kto, co się dzieje, po jego reakcji wywnioskowałam, że zaczęła go mocno boleć głowa. Mężczyzna złapał się za swoją czuprynę i runął w na chodnik.
-Co się dzieje?!-krzyknął wystraszony.
-Najwyraźniej dostajesz to, na co zasługujesz.-odpowiedziałam mu idąc przed siebie niewzruszona, jednak poczułam na sobie spojrzenie, więc odwróciłam się, aczkolwiek jedyne co zastałam to ciemny kąt, w którym nikogo nie było.

*

-Wyjeżdżasz? Na trzy miesiące do Europy?-spojrzałam zirytowana na matkę.
-No tak.-mówiła podekscytowana.-Zajmiesz się Leną pod moją nie obecność?
-Po co jedziesz?-nie odpowiedziałam jej, a zadałam pytanie.
-Moja matka odnalazła mojego brata i chce go ponownie przyjąć do rodziny, po tym jak się ujawnił ze swoją orientacją seksualną. To już 20 lat, kiedy nie odzywał się do nas, twoja babka czuje się winna.
-Uważasz, że twoja matka i brat są ważniejsi niż córki i przyszły wnuk? Wiesz, że dużo cię ominie? Mnie nie będzie, za dwa i pół miesiąca, kto się zajmie później nią?
-Ojciec powiedział, że przyjedzie na te dwa tygodnie.
-No to szerokiej drogi.-powiedziałam zrezygnowana, wstając od stołu odwróciłam od niej wzrok.
Zaskoczyła mnie jej wiadomość, że za dwa dni jej już nie będzie, że zostanę sama, kiedy nareszcie zaczęłyśmy się dogadywać. Zraniło mnie to, że jest taka chętna do wyjazdu.
-Wiesz, że potrzebuję tego. Muszę odpocząć od sytuacji z waszym ojcem, pobędę z rodziną i poprawi mi się humor.-chciała usprawiedliwić swoje decyzje.
-Yhm..-mruknęłam pod nosem i weszłam po schodach do swojego pokoju.
Nie byłam gotowa, by zostać sama, by zająć się Leną i jej ciążą. Nie potrafię się sobą zająć, taka prawda, a teraz mam zająć się siostrą.

*

-Powodzenia w rozmowie o pracę, kochanie.-pocałowała mnie mama żegnając się ze mną.-Nie zapominaj się uśmiechać.-szepnęła przytulając się do mnie.
Nie lubiłam się uśmiechać bez powodu, czasem nawet kiedy miałam powodu do szczerzenia się, nie robiłam tego, a Sierra wiedziała o tym.
-Yhm.-mruknęłam.-Zadzwoń, kiedy dojdziesz.
-Mamo, może obgadamy jeszcze sprawę dzidziusia?-Lena wpatrywała się maślanymi oczami w swój brzuch.
-Nie ma o czym rozmawiać.-ucięła ostro.-Nie jesteś gotowa na bycie matką.
Ruda kobieta wzięła w rękę swoją walizkę na kółkach i włożyła ją do taksówki, po czym wsiadła do niej machając do nas. Gdy tylko matka odjechała, Lena spojrzała na mnie błagalnie.
-Przekonasz ją, by zmieniła zdanie?-spytała.-Jake wróci do mnie tylko jeśli będziemy mieć dziecko..
Nie chciałam się kłócić z młodszą siostrą, zwyczajnie wywróciłam oczami i poszłam do domu. Wiedziałam, że blondynka jest w stanie zrobić wszystko dla chłopaka, ale to nie jest miłość, a zauroczenie, to mija, szybko. Odkąd pamiętam zawsze podchodziłam do związku, miłości, uczuć jak do kwiatków, albo przeżyją albo nie, nie ma straty, to tylko kwiaty. Mój sposób patrzenia na to wszystko wyniosłam z domu, nigdy mój ojciec nie zachował się romantycznie wobec swojej żony, zawsze był ostry i chłodny. Oboje zachowywali się jakby nie byli w związku, jakby zwyczajnie nie zależało im na sobie nawzajem. Jestem zdania, że miłość nie istnieje; że jest tylko w naszych głowach; że lubimy wierzyć w te bzdety, tylko po to, by lepiej się czuć.



When you're talkin to yourself. 
And nobody's home. 
You can fool yourself.
You came in this world alone. 
So nobody ever told you baby, 
How it was gonna be. 
So what'll happen to you baby. 
Guess we'll have to wait and see. 
[...] And I'm much too young. 
To let love break my heart. 
Young at heart but it's getting much too late.
To find ourselves so far apart.
Kiedy mówisz do samego siebie.
I nikogo nie ma w domu.
Możesz oszukiwać samego siebie,
Że przyszedłeś sam na ten świat.
A więc, nikt nie powiedział ci, kochanie,
Jak to będzie wyglądać.
Co ci się przydarzy, kochanie.
Myślę, że musimy poczekać i zobaczyć.
Jestem za młoda,
By pozwolić miłości złamać moje serce.
Młody w sercu, ale zaczyna się robić za późno,
By znaleźć swoją połówkę*.


*połówkę, w sensie 2 połówkę, często się mówi, że dusza jest rozdzielona w dwa ciała.

3 komentarze:

  1. Twoje blogi to moje uzależnienie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Twoje komentarze dają mi poczucie, że nie jestem totalnie do bani, bo przy najmniej mam 1 czytelnika. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. 37 yr old Librarian Estele Monroe, hailing from Listowel enjoys watching movies like Class Act and Drama. Took a trip to Longobards in Italy. Places of the Power (- A.D.) and drives a GM Futurliner. spojrz na to teraz

    OdpowiedzUsuń