wtorek, 17 czerwca 2014

31. Prze-Przeceniasz znaczenie tych słów. - Epilog części I.

-Nie rozumiem, co tutaj robisz?-otworzyłam drzwi od mojego domu i zastałam przemoczoną postać Drake'a.
-Mogę wejść?-spytał, ignorując moje pytanie.
Otworzyłam szerzej drzwi, by ogrzał się w cieple, które panowało w budynku. Mężczyzna wszedł i stanął obok mnie na korytarzu. Przez minutę w ciszy obserwowaliśmy się nawzajem, pierwszą osobą, która przerwała ciszę, byłam ja.
-To powiesz mi co tutaj robisz?
Brunet nabrał powietrza do ust i wypuścił je ze świstem przez nos.
-Przyszedłem, bo chciałem cię przeprosić. To wszystko Caroline, nie wiem co ją napadło, ale chciała cię upokorzyć, przedstawiła się twoim imieniem i nagadała głupot Kelly.-powiedział na jednym wdechu.
Mój wzrok zjechał na podłogę.
-Nie chcę już o tym rozmawiać.-oznajmiłam.-Powinieneś iść.
-Grace..-położył swoją dłoń na moim ramieniu, którą od razu strzęsłam.
Podniosłam spojrzenie na niego i od razu je wzmocniłam.
-Nie.-starałam się zabrzmieć twardo, kiedy w środku błagałam, by już się poddał, bo za chwilę wybuchnę łzami.
Byłam blisko szlochu przez wszystkie wydarzenia, które miały miejsce przez ostatnie miesiące, poddawałam się i obawiałam się, że jeszcze jedna przykrość mnie spotka, a rozsypię się na milion maleńkich kawałeczków i nic nie będzie w stanie mnie skleić.
-Wyjdź, Drake.-nalegałam, jednak ten tylko potrząsnął głowę w odmowie.
-Musimy pogadać.
-Nie rozumiesz, że naprawdę nie jestem na siłach?!
-Co się stało?-zapytał, domyślając się, że nie tylko on mnie zranił.
-Nic o czym chcę opowiadać.-burknęłam pod nosem.-Musisz już iść..
-Nie pójdę. Jesteś moją Gracie i jeśli ktoś cię skrzywdził, ja skrzywdzę go.
-Jesteś hipokrytą.-powiedziałam nerwowo.-Sam mnie osądziłeś pochopnie, a teraz masz czelność nazywać mnie "swoją Gracie"?!-mój oschły ton nawet mnie zaskoczył.-Wynoś się stąd, Drake!-wysyczałam.
Byłam na krawędzi, nogi zaczęły się chwiać i już jedną nogą zwisałam, a druga ledwo utrzymywała mój ciężar.
-Wiem, że nic nie wymaże tego, jak źle cię potraktowałem, ale proszę cię, nie odtrącaj mnie od razu. Przepraszam cię.-wyszeptał, po czym wtulił się w moje ciało.
Położył swoje dłonie na moich ramionach, jako, że był wyższy, chwilę stałam jak kołek ze zwisającymi rękoma wzdłuż ciała, następnie go objęłam wokół bioder. Nie wiem dokładnie kiedy, ale łzy zaczęły wypływać z oczu, ale samokontrola nie pozwoliła wypuścić szlochu z moich ust. Nigdy nie szlochałam, a kiedy jednak stawało się tak, to był znak, że byłam naprawdę załamana.
Dziwiłam się, że jeszcze nikt tutaj nie przyszedł skontrolować naszej dwójki, w końcu krzyczeliśmy, teraz nagle cisza, a może nie powinnam się dziwić? W końcu to moja rodzina.
-Drake..-odsunęłam się od niego i spojrzałam w jego ciemne oczy.-Wiesz, że jutro jadę, prawda?-kiwnął głowę.-Zawieziesz mnie na lotnisko?
-Nie mam żadnych planów, więc nie ma sprawy.-uśmiechnął się, jednak za chwilę zniknął na moje słowa.
-Ale wiesz, że nasze stosunki wcale się nie poprawiły..
-A co mam zrobić, żeby to uległo zmianie?
-Daj spokój sobie z Kelly i z tym wymuszonym małżeństwem, pieniądze to nie wszystko. Jesteś na świetnym uniwersytecie, dasz sobie radę w życiu.
Mężczyzna potrząsnął głową i zagryzł dolną wargę.
-Nie rozumiesz mnie, Grace. Nie mogę tego zrobić. Wiem, że poradziłbym sobie bez ojca pieniędzy, jestem tego pewien, ale już za głęboko w to wszedłem. Ojciec Kelly mnie ostrzegł, że jeśli zrobię jakiś nieprzychylny mu ruch, mogę się pożegnać z jakąkolwiek pracą. Ten facet jest politykiem, może wszystko, mam problem jeśli chodzi o to. Mogłem cię posłuchać, ale nie, wolałem zostać przy swoim. W dodatku teraz Kelly rządzi mną, jakbym był jakąś jej zabawką, czego innego mogłem się po niej spodziewać?
Westchnęłam głośno na jego słowa. Nie chciałam zaprzeczać jego słowom, że powinien mnie posłuchać, ale jego wyznanie wcale nie sprawiło, że poczułam się lepiej ze sobą. W głębi siebie cierpiałam ze swoich przeżyć, a teraz i jego smutek przelewał się i na mnie.
-Będzie dobrze, Drake.-zapewniłam go, wysyłając delikatny uśmiech, który odwzajemnił.
-Musi być.-przytaknął.

Po wczorajszym dniu, który spędziłam z moim przyjacielem pozostał uśmiech na moich ustach. Niby oglądanie dennych seriali i przedrzeźnianie aktorów to nic szczególnego, i nie zaprzeczę, że to jednak sama obecność sprawiała, że zapominałam o wszystkich żałosnych chwilach.
Usiadłam na fotelu w samolocie, zapięłam się i włożyłam słuchawki do uszu, by za chwilę usłyszeć moją ulubioną playlistę.
Starałam się zapomnieć, że właśnie lecę do Army Academy, gdzie spotkają mnie kolejne trudności, wolałam powspominać wszystkie momenty, które spędziłam z Drake'm w całej naszej znajomości. Nie kochałam go jak mężczyznę, a jak brata i na wspomnienie o naszych dwóch zbliżeniach w strefach intymnych, chciało mi się śmiać, co robiłam cicho.
Prychałam co jakiś czas pod nosem, co powodowało, że starsza kobieta, która siedziała obok wpatrywała się we mnie jak na umysłowo chorą.
Nie wiem co nam do głowy przyszło, żeby uprawiać razem seks, przecież to jest aż głupie, jesteśmy jak rodzeństwo, a kiedy rodzina uprawia seks to to jest kaziroctwo i w sumie tak się czułam, bardzo, bardzo niekomfortowo. Brunet zawsze był opiekuńczy i tak naprawdę to był pierwszy raz kiedy się pokłóciliśmy, o coś co nawet się nie wydarzyło, pokłóciliśmy się o nieporozumienie. Byliśmy przyjaciółmi, wręcz idealnymi, akceptowaliśmy się nawzajem, bo wiedzieliśmy, że i tak nie zmienimy się. Potrafiliśmy się zrozumieć.

Stanęłam przed moim łóżkiem i położyłam moją torbę z ciuchami obok siebie. Kiedy tylko weszłam na posesję Army Academy musiałam się wpisać na listę, że już przyjechałam. Byłam znudzona, wiedząc, że byłam jedną z pierwszych osób.
Wzięłam telefon do ręki i zobaczyłam kolejne nieodebrane połączenia od Daisy. Unikałam jej, nie odbierałam, nie dzwoniłam, chciałam ją wymazać ze swojej głowy, kiedy myślałam o niej, ukłucie w klatce piersiowej od razu się pojawiało. Nie potrafiłam zrozumieć jej zachowania, nawet nie chciałam. Nienawidziłam plotek, ani na swój temat, ani na innych, więc to całkiem zrozumiałe, że nie chciałam mieć z nią nic wspólnego.
Usłyszałam pukanie do moich drzwi, więc podeszłam do nich i je otworzyłam. Nawet nie zdążyłam dokładnie otworzyć drzwi, a już zapach wody kolońskiej spotkał moje nozdrza. Otworzyłam oczy i doznałam szoku.
-Jak wakacje?
Podniosłam lewą brew do góry i prychnęłam pod nosem.
Co on tu robił?!
-Nie sądzę, aby to była twoja sprawa.-mruknęłam niezadowolona.
Thomas wywrócił oczami na moje słowa i podrapał się po karku prawą ręką.
-Neandertalczyk mówił, że masz gościa.-oznajmił bez żadnego entuzjazmu.
Neandertalczyk.. Sam nim, kurwa, jesteś. Takim nickiem nazywają woźnego, gdyż prawie nigdy nie wychodzi ze swojego mieszkania, do którego nikt nie może wchodzić, a także jego wygląd nie jest najlepszy. Denerwuje mnie to jak ludzie szybko oceniają książkę po okładce, może i mężczyzna nie był przystojny, ale był bardziej przyjacielski niżeli zdecydowana większość tutejszych chłopaków oraz dziewczyn.
Nie skomentowałam jego wypowiedzi, nie zastanawiając się wyszłam z mojego akademiku, wypychając dłonią kadeta i zamykając drzwi na klucz. Minęłam go z wysoko podniesioną głową, przyspieszyłam w kroku, kiedy usłyszałam, że idzie za mną. Niestety nie było mi przeznaczone odpocząć przez chwilę od jego męczącej osoby, bo za chwilę dotrzymywał mi w kroku.
-Masz znajomych?-zakpił, ale nawet nie obdarzyłam go nawet krótkich spojrzeniem.-To dziwne, jak ktoś mógłby wytrzymywać z kimś tak zamkniętym w sobie. Chociaż.. Daisy..-ciągnął rozmowę.
-Zamknij się!-stając w miejscu i obracając się w jego stronę, wykrzyczałam na wspomnienie imienia jedynej dziewczyny, którą polubiłam, a nawet zwierzyłam się, naiwnie myśląc, że jest inna od reszty.-Nie wiesz nic o mnie, a jeśli chodzi o nią to..-przerwałam, widząc jego zaskoczoną minę.
Żałowałam mojego wybuchu, jednak nie zamierzałam przepraszać, sam mnie sprowokował.
-Po prostu się ode mnie odwal, okay?-to było pytanie retoryczne.
Nie czekając, by jego logiczne myślenie wróciło, odwróciłam się i biegiem puściłam się wzdłuż korytarzy do pokoju odwiedzin.
Nie chciałam się nawet zastanawiać kto i po co przyszedł, po prostu potrzebowałam odpocząć od ludzi z tej szkoły, już brakowało mi tlenu.
Kolejna rzecz, którą żałuję? To, że biegłam. Wpadłam do pokoju, jakby rozdawali za darmo talenty, których ja nie posiadam, a kiedy zauważyłam czarną czuprynę Nick'a, zachciało mi się momentalnie uciec stamtąd uprzednio wymiotując mu na nowe buty.
Tylko jego chorej osoby mi brakowało i, mimo że nie kochałam go, to mój puls przyspieszył na jego widok, to jak mnie potraktował wcale nie złagodziło sytuacji w mojej głowie.
Wyglądał lepiej, nabrał masy w ramionach, przyciął loki, ubrał się w luźne jeansy, które były trochę za nisko naciągnięte na tyłek oraz białą koszulkę polo. Podobał mi się w sensie seksualnym, ale wiedząc jaki z niego skurwysyn, odechciewało mi się na niego patrzeć, a co dopiero dzielić z nim te samo powietrze.
Odchrząknęłam, wiedząc, że wpatrywanie się w jego postać bez słowa przez 4 minuty to stanowczo za dużo.
-To.. Co tutaj robisz? Powinieneś być już w Waszyngtonie.-odezwałam się schrypnięta.
Jego oczy rozbłysły ciepłymi iskierkami, które tak bardzo mi się podobały.
-Przepraszam cię.-zaśmiałam się gardłowo na jego przeprosiny.
Obrzucił mnie niepewnym spojrzeniem.
-I co, oczekujesz czegoś? Nie licz na nic.-powiedziałam oschle.-A najlepiej będzie jak wyjdziesz.



Light me up a cigarette and put it in my mouth.
You're the only one that wants me around.
And I can think of a thousand reasons why,
I don't believe in you, I don't believe in you and I.
Light me up a cigarette and put it in my mouth.
You're the only one that wants me to die.
And I can think of a thousand reasons why,
I don't believe in you, I don't believe in you.
I'm not yours anymore.
I'm not yours anymore.
Odpal mi papierosa i włóż mi go do ust.
Jesteś jedyny, który mnie chce.
I mogę myśleć o tysiącu powodach dlaczego,
Nie wierzę w ciebie, nie wierzę w ciebie i mnie.
Odpal mi papierosa i włóż mi go do ust.
Jesteś jedynym, który chce mojej śmierci.
I mogę myśleć o tysiącu powodach dlaczego,
Nie wierzę w ciebie, nie wierzę w ciebie.
Nie jestem już twoja.
Nie jestem już twoja.


-Grace, przepraszam cię.-ponowił słowa, jakbym miała nagle wpaść mu w ramiona.
Zmniejszył przestrzeń między nami, by dzieliły nas tylko dwa kroki. Patrzył mi głęboko w oczy, łudząc się, że jestem na tyle głupia, by wrócić do niego.
Za dużo osób mnie ostatnimi czasami przepraszało.
-Prze-Przeceniasz znaczenie tych słów.-wyjąkałam nerwowo, cofając się.-Jeżeli ty nie wyjdziesz, ja wyjdę.
Nie czekałam na jego reakcję, zwyczajnie wyszłam. Na szczęście nie był na tyle głupi, by biec za mną.
Co on w ogóle sobie myślał przychodząc tutaj?! Ten rozdział przecież jest skończony! Chciał zaliczyć, zaliczył, niech da sobie spokój ze mną. 

Ledwo co usiadłam, a pukanie do drzwi ponownie rozbiegło się echem po moim pokoju. Jęknęłam w duchu i podniosłam się śpiąco na nogi. Podreptałam do nich i je otworzyłam. Zastałam zmęczoną minę Daisy i jej zapuchnięte, czerwone oczy oraz walizkę, którą trzymała w ręce. Odtworzyłam szerzej drzwi, by  mogła wejść, co zrobiła. Od razu postawiła walizkę przed drugim łóżkiem i odwróciła się do mnie.
Było jasne dla mnie, że będę miała współlokatorkę w tym roku, ale łudziłam się, że nie będzie to Daisy.
-Przepraszam cię.-wychlipiała, pociągając nosem.
Mimo, że ten widok mnie naprawdę załamał, byłam wzburzona.
-Ludzie!-wykrzyczałam wściekła.-Czemu non stop przepraszacie a nie staracie się przestać popełniać błędy?!
Widziałam po jej minie, że była zaskoczona moją nagłą wrogością i nie wie o co mi chodzi, zaczęła głośno szlochać. Położyła swoje dłonie na twarzy i zwyczajnie ryczała. Zapierałam się nogami i rękami, ale efekt końcowy był taki, że przytuliłam ją mocno, moje ręce jeździły po jej plecach i delikatnie nią kołysałam, czemu ona się poddawała bez wymówek.
Wiedziałam, że taki "hug" poprawia humor, ogólnie przytulenie kogoś uspokaja tą osobę, bo wszystkie emocje opadają, po prostu jesteśmy jak kluchy, które potrzebują ciepłej wody, by się ugotować. Robimy się wtedy cichsi, spokojniejsi i rozluźnieni. Miałam migrenę od dobrego tygodnia, a więc jej płacz tylko pogarszał sprawę.
-Daisy..-odsunęłam się od niej, na co ona podniosła na mnie wzrok smutno.
-Przepraszam cię, Gracie. Naprawdę nie chciałam nic mówić, ale zaczęłam rozmawiać z Jake'm i.. Wiesz, że czasem nie mogę się zamknąć i mówię za dużo, właśnie tak się stało.-chciała się usprawiedliwić.
-Wolałabym, aby nic ci się nie powiedziało, ale spoko i tak czuję się lepiej.-skłamałam.-Masz stare dane.-wolałam znowu schować się pod moją skorupę żółwia.-Już nawet nie chodzę na psychiatry.-wreszcie prawda, Grace!
-Och..-westchnęła.-Tak się cieszę.-posłała mi delikatny uśmiech, wycierając poliki od łez.
Posłałam jej sztuczny uśmiech i położyłam się na łóżku.
-Branoc.-szepnęłam, zamykając oczy.
Tak bardzo pragnęłam się nie obudzić jutro.


________________________


Szczerze? Nie sądzę, żeby była część II. Czuję jakbym spieprzyła to opowiadanie, w pierwszej wersji miało to kompletnie inaczej wyglądać. Nie zawsze mamy to co chcemy, racja? No, więc, nowi wchodzący na bloga zapraszam na bloga Love They Say, który jest na nowo prowadzony.
Historia opowiada o dwóch siostrach bliźniaczkach, które zostały rozdzielone po narodzinach, gdyż matka zmarła przy porodzie, ojciec nie miał pracy, więc zajął się tylko jedną z dziewczynek, a drugą oddał dziadków. Historia zaczyna się, kiedy mają po 16 lat i chodzą do high school w London'ie. Jednak najbardziej interesujące jest to, że jedna (ta co żyje z ojcem) wie, że ma siostrę bliźniaczkę, co o drugiej powiedzieć nie można. Francesca przeprowadza się z ojcem do London'u i zaczyna uczęszczać do tej samej szkoły co jej siostra, co wcale jej się nie podoba i unika jej jak ognia. Susanne tkwi w niewiedzy o telefonach do jej dziadków od ojca, który chce się z nią spotkać, nadal żyje swoim życiem towarzyskim. Koniec roku szkolnego kończy się ogłoszeniem wyników egzaminów, które zadecydują o tym, kto pojedzie na wymianę uczniowską do Francji. Kiedy dziewczyny natkną się na siebie? Jak zareagują na swoje osoby? Co wydarzy się podczas nowego roku szkolnego w obcym kraju?

3 komentarze:

  1. Szoku doznałam, jak zobaczyłam napis `epilog`. Nie możesz tego zrobić, błaaaagam. Jak to nawet II części nie będzie? Może jako wierny czytelnik zasługuje chociaż na kilka słów o tym jakby się to skończyło.
    Kochana, to było boskie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Szczerze? Wątpię, abyś chciała znać zakończenie, jakie miałam w głowie.. Otóż Grace umarłaby z własnej ręki i nawet "Bóg" nie ocalił by jej. Wolałam zakończyć to teraz niż pisać to nadal w taki sposób, bo nawet nie miałam pomysłu, jak i co zrobić. Grace non stop dostaje po "dupie" od życia za swoją dziecięcą naiwność i za dużą emocjonalność, więc nie widzę sensu w dalszym pisaniu. Mam naprawdę dość tego opowiadania, a raczej tego, że nie mam już weny na niego. Ale chcę zauważyć, że nie kończę mojej "kariery" (HA!) i piszę nadal. Pewnie we wrześniu założę nowego bloga, bo zaczynam nowy rozdział w życiu, bowiem idę do ogólniaka i moje odczucia aż będą się prosić, by wyjść na wierzch. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Życzę weny.
    I zapraszam do siebie:
    http://mine-hs.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń