wtorek, 3 czerwca 2014

28. Nie chcę cię znać.

-Spadaj...-wymamrotałam w poduszkę, kiedy Emily budziła mnie od piętnastu minut poprzez szturchanie mnie w ramię.
-Wstawaj, co będziesz robić? Spać?-zakpiła znowu wbijając swoje kościste palce w mój bok.-Już jest 14!
-No i co?! Może być 19, a ja nadal będę miała to w dupie.-mruknęłam.
-Grace!-poczułam jak dziewczyna wstaje z łóżka i ściąga gwałtownie ze mnie kołdrę.
Zimne powietrze otuliło moje ciało, a dreszcze pojawiły się szybciej niż mrugnęłam do samej siebie zaskoczona. Podniosłam się do pozycji siedzącej z głośnym westchnięciem i zwróciłam wzrok ku mojej zadowolonej z siebie kuzynce. Trzymała w rękach moją pościel, a na jej ustach gościł zuchwały uśmiech.
-I tak nie wyjdę z mojego pokoju.-burknęłam zakrywając nogi, poprzez naciąganie ogromnej koszulki na uda.
-Czemu nie?-położyła bety na materac i usiadła obok mnie.
-Nie mam ochoty.-odpowiedziałam, wpatrując się w telefon, który non-stop wibrował.
-Coś się stało?-to była kolejna osoba, która zadała mi to dziecinne pytanie.
-Tak i nie. Nieważne.-odwróciłam wzrok i spojrzałam na na blondynkę.
-Ważne skoro masz doła.
-Nieważne, bo to już nie ma znaczenia. Po prostu za dużo myślę.
-To przestań za dużo myśleć.
-I kto to powiedział.-zakpiłam.-Dziewczyna, która boi się wychodzić sama wieczorami z domu, a pakuje więcej niż niejeden kulturysta.
-Ej!-zaśmiałyśmy się.-Może masz rację, pouczam cię, a sama się do tego nie stosuję. No dobra, ale wiesz, że mam rację.
-Tak, tak, ale to nie jest takie proste.-uśmiechnęłam się sztucznie.
-Będzie dobrze.-położyła swoją dłoń na moim obojczyku i pogładziła go kciukiem.
-Wiem.-skłamałam, wiedząc, że wcale tak nie będzie, nie w przypadku Damiana i mnie.
Nie mam szczęścia do uczuć, a tym bardziej do sympatii. Nie mówię o miłości, bo miłość to coś, co mnie nigdy nie dotknie, nie pozwolę na to. Drake szuka sobie problemów, a Damian podchodzi zbyt poważnie do mojej osoby. Mężczyźni to jedna wielka katastrofa, z którą nie chcę mieć do czynienia. Chciałabym obudzić się pewnego dnia i nie czuć nic, tak jak kiedyś, ale to było marzenie, które nigdy nie spełni się, nie ma na to szans, szczególnie teraz, kiedy jestem kimś w roli Anioła, muszę przecież czuć, by pomóc ludziom w trudnych chwilach.
Kiedy ocknęłam się, Em już nie było, a drzwi były zamknięty. Położyłam się ponownie na łóżku, na brzuchu i okryłam ciepłą kołdrą. Wsłuchiwałam się w dzwoniący telefon, ale wzrok miałam skierowany w drugą stronę. Nie chciałam ulec chęci, by odebrać od Damiana, nie potrafiłam przemóc się i pogrążyć w tak mocnym uczuciu, nie chciałam uczuć, a blondyn sprawił, że zaczynałam. Pragnęłam, by chłopak dał mi spokój, a jednocześnie oczekiwałam, że będzie o mnie walczyć. Byłam niedojrzałą nastolatką, wiedziałam to, ale nie zmieniłam podejścia do tej sprawy, udawałam, że wszystko jest w jak najlepszym porządku, zasnęłam.

Nie byłam pewna powodu moich snów o ojcu, jego agresji, ale drzemka zmęczyła mnie bardziej, niż gdybym przebiegła maraton. Obudziłam się po 17, bez niczyjej pomocy. Podniosłam się z pozycji leżącej na brzuchu i usiadłam po turecku. Czułam się bezradnie, po krótkiej chwili dostrzegłam, że polik i oczy aż topią się we łzach, co zaskoczyło mnie niemiło. Nie płakałam od tygodni pomimo, że miałam ogromną potrzebę, a teraz wychodzi szydło z worka, bez mojej zgody rozpłakałam się śpiąc.
Byłam zdruzgotana wizytą ojca, tym, że nocował pod jednym dachem co ja, że miał dostęp do mojej osoby i, mimo, że nie zranił mnie fizycznie od prawie roku, nie oznaczało to, że nie mógł. Bałam się go, taka prawda, krzywdził mnie zarówno psychicznie, jak i fizycznie, niejednokrotnie. Na samo wspomnienie jego licznych uderzeń, zapragnęłam się ulotnić z mieszkania. Nie chciałam spotkać go ani jego laski, nie mogłam zdobyć się na odwagę, by zamienić z nimi choćby jedno słowo.
Podniosłam się ociężale z łóżka i podeszłam do szafy, z której wybrałam wytarte, jasne jeansy i białą, na długi rękaw bluzkę. Zdjęłam koszulkę i ubrałam ciuchy, czarną skórę oraz szare tenisówki. Podeszłam do małego stolika nocnego, który stał przy łóżku i podniosłam z niego telefon, który na szczęście przestał dzwonić i nie kusił mnie, by odebrać połączenia przychodzące, następnie schowałam go do kieszeni w spodniach. Podeszłam do okna, obok którego wisiało lustro i rozczesałam moje długie włosy ręką. Z niechęcią przyznałam, że zaczęły się falować od kiedy je zapuszczałam, nie podobało mi się to, same kołtuny na końcówkach i nic więcej.
Nie zastanawiając się kilka razy, wyszłam czym prędzej z domu. "Szczęście" mi dopisywało, nie wpadłam ani na kuzynkę, ani na siostrę, a tym bardziej na żadnego z innych osobników. Wiedziałam dokąd zmierzam, mimo, że nie chciałam tego przed samą przyznać. Miałam dość jego oskarżeń, które rozbrzmiewały się non-stop w mojej głowie. Pragnęłam ruszyć naprzód, ale nie potrafiłam, nie dopóki nie skończę sprawy z Drake'm.

*

-Otwórz te przeklęte drzwi, ty tchórzu!-wykrzyczałam wściekła pukając do dużej rezydencji.
Jedna z gosposi otworzyła drzwi i zaprosiła mnie do środka, jako, że znała mnie. Weszłam po zawiłych schodach na pierwsze piętro i od razu udałam się do pokoju szatyna.
-Zachowujesz się jak bachor! Wydzwaniasz do mnie i wielce się obrażasz, kiedy ja nic nie zrobiłaś, świrze! Nie rozmawiałam ani razu z tą twoją laską!-otworzyłam z hukiem jego drzwi i zastałam go leżącego na łóżku z laptopem na kolanach.
Chłopak natychmiastowo podniósł się z łóżka i uniósł wysoko na mnie wzrok.
-Kto cię wpuścił?!-zapytał nerwowo.-Z resztą to nie ma znaczenia, wyjdź.
-Nie! Dopóki nie wyjaśnisz mi jak do cholery mogłeś tak szybko uwierzyć w taką bzdurę.-założyłam dłonie na biodra i wpatrywałam się uparcie w równie nieustępliwego chłopaka.
Szatyn potarł swoje włosy ręką i usiadł na łóżku, następnie odkładając delikatnie komputer za siebie.
-Wierzę jej, Grace, będzie moją żoną, muszę jej ufać.-zaczął twardo.-Nie zrozum mnie źle, zależy mi na naszej znajomości, ale Kelly jest zbyt ważna dla mojej rodziny, ona nie pozwoli mi na naszą przyjaźń.
-Od kiedy ty taki pantofel się zrobiłeś?-zakpiłam.
-Wierzę, że opowiedziałaś jej historyjki, kiedy jeszcze byliśmy młodzi, o naszych wypadach na miasto i podrabianiu dowodów, piciu alkoholu. Zajmuję ojca miejsce w zarządzie banków, mój przyszły teść jest wysoko postawionym politykiem, zrozum, że nie mogę mieć kogoś takiego w moim towarzystwie jak..-przerwał, nie chcąc dokończyć.
-Kogoś takiego jak ja?-spytałam oschle.
-Tak.-westchnął zrezygnowany.
-Dam ci spokój, Drake, na twoje życzenie, ale ja zostaję przy swoim i jeśli choć trochę masz oleju w głowie sam się dowiesz, kto tak naprawdę naopowiadał twojej narzeczonej te nic niewarte wspomnienia.-odwróciłam się na pięcie i wyszłam z jego domu jak najszybciej.
Chciałam dać upust emocjom, ale nie potrafiłam. Zależało mi na Drake'u, był moim przyjacielem i mimo, że ostatni się kłóciliśmy, lubiłam go. Dzielnie wstrzymywałam łzy, które pragnęły się wydostać na światło dzienne.

*

Jakby to było mało, moje "szczęście" zaprowadziło mnie do jakiegoś ciemnego zaułka. Westchnęłam głęboko, nie lubiłam chodzić nocą po mieście, w którym nie znałam każdego zakątka. Miałam już się obracać, kiedy ujrzałam jak jacyś dwaj mężczyźni wymieniają się podejrzanymi wzrokami i podają sobie nawzajem pieniądze oraz jakiś pakunek. Wiedziałam, że nie trafiłam tutaj z byle jakiego powodu, wiedziałam, że miałam wkroczyć do "akcji", ale coś podpowiadało mi, że będę tego żałować.
Nic bardziej prawdziwego.
Podeszłam bliżej dwójki chłopaków, kiedy byłam wystarczająco blisko ujrzałam twarz blondyna, mojego Damiana oraz jakiegoś nieznanego mi innego chłopca, który wyglądał na młodszego nawet ode mnie. Widziałam jak spięli się na moją obecność, jednak z dwóch różnych powodów. Obcy chłopak pewnie pomyślał, że jestem z policji, a Damian widząc moją twarz zacisnął usta w cienką linię, a w oczach pojawiły się iskierki złości.
-Zapytałabym co się tu dzieje, ale znam odpowiedź.-burknęłam cicho, mierząc chłopaków.-Idź stąd, bo nie chcę cię jako świadka.-spojrzałam znudzona na małolata, który od razu uciekł po moich słowach.
Odwróciłam głowę w stronę niebieskookiego, który wyraźnie mi się przyglądał z nieciekawą miną. Przylgnęłam do chłodnej ściany i pozwoliłam, by sztywny nastrój, jak i cisza zapanowały między nami. Nie chciałam za dużo myśleć o całej tej sytuacji, ale nie pozwoliłam sobie, by zapomnieć, czułam się oszukana.
-To nie tak jak myślisz..-powoli zaczął, myśląc, że mnie jakoś udobrucha.
-Zamilcz.-mruknęłam niechętnie.-Nie mam ochoty na kłamstwa.
-Dowiedziałaś się wcześniej, niż miałem zamiar ci powiedzieć.-próbował się do mnie zbliżyć, ale poszłam w bok, nie pozwalając się mu dotknąć.
-Damian, rodzice wiedzą, że dilujesz?-spojrzałam na niego zawiedziona, a chłopak się nie odezwał.-No właśnie, tak myślałam. Nie byliby z ciebie dumni, wiesz?
-Nie wiesz nic o nich.-jego ton mógłby ciąć nawet diamenty.-Nie warz się nawet o nich mówić!
-Dobrze.-przystałam na jego rozkaz.-To powróćmy do mnie. Chciałeś mi powiedzieć, myślisz, że w to uwierzę?
-Chciałem, ale nie było czasu.-zarzekł się.
-Kiedy? Nie zauważyłeś, że czas zawsze się znajdzie?! Szczególnie na takie "coś"?!
-Dlaczego robisz z tego taką aferę?! Ja nie ćpam, tylko sprzedają!
-A, to w takim razie to jest spoko.-mierzyłam go od stup do głowy.
Blondyn był zdenerwowany, w sumie miał powód. Jego oczy błyskały gromami, a usta wyginały się w grymasie niezadowolenia.
-Naprawdę chcesz mnie wyprowadzić z równowagi?-zapytał.
Podniosłam brwi do góry i zmarszczyłam czoło.
-Co?-myślałam, że się przesłyszałam.-Co masz na myśli?
-Grace, dobre wiesz, co mam na myśli.-odpowiedział uśmiechając się kpiąco.
-Trzymaj się z dala ode mnie i żebym cię nie złapała ponownie na sprzedawaniu narkotyków, bo zadzwonię na policję.-powiedziałam na jednym wdechu i ruszyłam przed siebie.
Nie przeszłam nawet metra, a chłodna dłoń młodego barmana złapała mnie mocno za ramię i odwróciła do siebie. Nie widziałam w jego oczach złości, a jedynie rozbawienie.
-Nie zrobiłabyś tego.-zaśmiał się zuchwale.
-Chcesz mnie sprawdzić?-spytałam, nie wyrażając emocji w głosie ani na mimice twarzy jak to zwykłam robić.
-Nie.-uśmiechnął się i zbliżył usta do mojego ucha.-Ufam, że nieodebrane połączenia ode mnie oznaczają, że chcesz się ode mnie odsunąć, co od razu sprawia, że nachodzi mi jedna myśl: "Chce oddychać, bo brakuje jej tlenu w mojej obecności".-jego słowa były takie pewne siebie i tak bardzo trafiające w czuły punkt.
-Zdziwiłbyś się, gdybym powiedziała, że się mylisz?-także przysunęłam się do niego i zmusiłam samą siebie do miłego głosu, na jaki nie miałam ochoty.
-Owszem, bo wiesz co, Gracie? Ja jestem pewny, że właśnie o mnie myślisz, że myślisz o mnie kiedy wracasz ode mnie, kiedy idziesz do mnie, kiedy jesz, śpisz, a nawet pielęgnujesz.
Miałam ochotę go uderzyć, za sam fakt, że był tak blisko mnie, a to, że był tak blisko prawdy sprawiał, że miałam ochotę uciesz z dala od niego.
-A więc muszę cię zaskoczyć.-wyszeptałam.-Nie myślę o takich osobach jak ty za długo, czasem przychodzi czas, kiedy trzeba oderwać jemiołę od wierzby, by ta żyła i myślę, że to jest ten czas.
Usłyszałam jego przyspieszony oddech, kiedy sama nad swoim nie panowałam. Okłamałam go i wiedziałam, że on o tym wiedział, ale jednocześnie pragnęłam, by dał mi spokój, wolałam nie wpadać w kłopoty, nie w takie.
Blondyn odsunął się, złapał mnie za ramiona i spojrzał głęboko w oczy.
-Powiedz, że nie chcesz mnie znać, a puszczę cię wolno i nie zadzwonię nigdy więcej.-zażądał.-Wiedz jednak, że samotność zabija najszybciej.
To była kusząca propozycja, a jednocześnie taka bolesna. Nie kochałam go, ale czy na pewno nie chciałam go znać? Polubiłam go, myślałam nimi całymi dniami i nie wyobrażałam sobie tygodnia bez spotkania z nim, jego dotyku. Pragnęłam go, ale czy go kochałam, czy chciałam go porzucić? A to jest wyznanie, miał rację, umierałam w środku każdego dnia, wiedząc, że nie mam nikogo, że jestem sama, ale wtedy pojawił się Damian. Chłopak zdecydowanie należał do tych "lepszych" drani, którzy rozkochują w sobie dziewczyny i później zostawiają je, wiedziałam, że nie będę niczym innym dla niego jak kolejną zabawką. Błękitne oczy mężczyzny sprawiały, że drżałam i nie mogłam na to nic poradzić, pragnęłam go i nie chciałam opuścić.
-Nie chcę cię znać.-wyszeptałam, starając się wziąć się w garść w sobie i nie pozwolić łzom wyjść na wierzch.
Jak powiedział, tak zrobił, jego ramiona opuściły się a oczy odwróciły się w inną stronę. Wiedziałam, że go zraniłam, wiedziałam, że sama siebie skrzywdziłam, ale nic na to nie poradzę. Byłam zmuszona przez samą siebie, nie chciałam poczuć czegoś więcej i to wymagało dać sobie spokój z nim, choćbym nie wiem jak bardzo go potrzebowała, muszę zachować zimną krew.
Odwróciłam się na pięcie i ruszyłam przed siebie. Nie mogłam zrozumieć swojej logiki, pewność, że dobrze postąpiłam nie opuszczała mnie, ale coś w głowie mówiło cichutko, że będę żałować, że potrzebuję go jak ryba wody.
Nie wiem dokładnie, kiedy wybuchłam płaczem, ale nawet nie doszłam do domu a zalewałam się łzami. Znałam przyczynę i czułam, że właśnie to było potrzebne, te doświadczenie. Musiałam z niego zrezygnować, musiałam, bo zakochana ja, to nie ja, a tak zależało mi, by pozostać mną.
-Coś się stało?-spytała głupio Em, gdy weszłam do mieszkania, a wzrok wszystkim skierował się na mnie, czerwoną od płaczu.
Nie potrafiłam odpowiedzieć, zwyczajnie uciekłam po schodach do mojego pokoju, zakrywając twarz rękoma. Zamknęłam drzwi na klucz i zjechałam po nich na ziemię, gdzie wybuchłam niemym szlochem w poduszkę, którą złapałam zanim podwinęłam nogi pod piersi.
Żałowałam moich czynów, a jednocześnie była z siebie dumna, że miałam siłę, by zerwać. Prawda była taka, że jego dilowanie nie stanowiło dla mnie problemu, zwyczajnie potrzebowałam jakiegoś powodu by zerwać, a to napatoczyło się przypadkiem. Chciałam o nim zapomnieć, aczkolwiek nie spodziewałam się tego, nie potrafiłam podnieść swoich nadziei, bo wiedziałam, że się zawiodę. Nie można się opierać na ludziach, szczególnie na mężczyznach, oni pobawią się, następnie znudzą i wyrzucą jak zepsutą zabawkę, nie chciałam skończyć na śmietniku ze złamanym sercem, wolałam pożegnać się teraz, kiedy uczucia nie były za wielkie. Nie chciałam przyznać przed samą sobą, ale tak naprawdę moje uczucia już wzrastały do niego. Byłam głupia, że dałam się mu otumanić, ale przecież, kiedy miłość atakuje, nie możemy się przed nią obronić, nie da się. Docierało do mnie powoli, że przy nim czułam się inaczej, swobodniej i pomimo tego, że nie wyznałam mu moich problemów, z którymi się borykam na co dzień to i tak było mi z nim dobrze, przyjemnie. Z nim czułam się, jakbym w ogóle nie miała problemów. Nie potrafiłam oszukiwać samej siebie co do niego, chłopak zostawił by mnie przy innej okazji, zaraz po tym, gdyby się znudził.



The world is on fire and no one can save me but you.
It's strange what desire will make foolish people do.
I'll never dream that I'd meet somebody like you.
I'll never dream that I'd lose somebody like you.
[...] No I don't want to fall in love,
With you.
What a wicked game to play to make me feel this way.
What a wicked thing to do to let me dream of you.
What a wicked thing to say you'll never feel this way.
What a wicked thing to do to make me dream of you.
Świat stanął w ogniu i nikt nie może mnie uratować oprócz ciebie.
To osobliwe, do czego pożądanie może zmusić naiwnych ludzi.
Nigdy nie marzyłam, że spotkam kogoś takiego jak ty.
Nigdy nie marzyłam, że stracę kogoś takiego jak ty.
Nie, nie chcę się zakochać,
W tobie.
Co za nieznośna gra, która sprawia, że czuję w ten sposób.
Co za nieznośna rzecz, by sprawić, abym śniła o tobie.
Co za nieznośne słowa, by powiedzieć, że ty nigdy nie poczujesz tego samego.
Co za nieznośna rzeczy, bo sprawić, abym śniła o tobie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz