Nie byłam pewna czy minęła godzina, dzień, tydzień a może nawet miesiąc i czas już wracać do Army Academy. Nie żyłam zegarkiem ani kalendarzem, każde spojrzenie na godzinę odczuwałam jako szpilkę samotności. Czułam się zagubiona, samotna, czyli tak jak zazwyczaj, ale tym razem nie mogłam wyzbyć się tego uczucia. Pragnęłam ruszyć na przód, jednak domyślałam się, że to będzie o wiele trudniejsze niż po Nicku, za którym w ogóle nie tęskniłam. Chciałam zadzwonić do Daisy, ale w ostatniej chwili powstrzymałam się, wolałam nie zaprzątywać sobie głowy i nią. Pragnęłam chwili spokoju, aczkolwiek to było tylko marzenie, i to tak odległe, bowiem moja kuzynka nie dawała mi spokoju i non-stop się dobijała do moich drzwi. Całe dnie spędzałam na leżeniu w łóżku i spaniu, łzy nie leciały już, wydaje mi się, że koryta od rzek mokrej cieczy nadal są na polikach, lecz wysuszone. Zmęczona bezgłośnym szlochem, byłam wyprana z emocji, często tak bywało, nawet kiedy nie płakałam, to był mój talent przed "zmianą", za którym tak cholernie tęskniłam. Uwielbiałam być pozbawiona emocji, nie czuć przez chwili tego syfu, który w sobie od dziecka nosiłam.
Wiedziałam, że byłam "aniołem" nie bez przyczyny, jednak prawda była taka, że nie chciałam nim być, nawet jeśli ratowałam bezbronnych ludzi. Co ja gadam?! BEZBRONNYCH?! Co za bzdura..
Westchnęłam głośno i odwróciłam się na plecy, leżąc na podłodze.
Nie raz i nie dwa ludzie ranili mnie, może i nie te osoby, które ocaliłam, ale to nie zmienia faktu, że większość społeczności nie jest bezbronna a wręcz jest okrutna. Każdy człowiek ma w sobie coś, co rani innych, co więcej on bądź ona to wie i nic z tym nie robi. Może osoby, które uratowałam też były zranione przez takich ludzi, jacy mnie skrzywdzili?
Chciałam pogrążyć się w ciszy, która nastała w całym domu, ale nie było mi to dane. Po niecałych 2 minutach usłyszałam jak ktoś puka w moje okno. Podniosłam się na łokciach i spojrzałam na Lukas'a, który stał na balkonie z miną niewiniątka. Nie zwracając na niego uwagi, położyłam się ponownie. Nie wiem dokładnie jak on to zrobił, ale tak czy inaczej znalazł się u mnie w pokoju. Smętnie podniosłam się z podłogi i usiadłam obok Lukas'a, który rozsiadł się na moim niezaścielonym łóżku, które było i tak w lepszym porządku niż podłoga, która była zaśmiecona chusteczkami oraz brudnym praniem.
-Jak na anielice jesteś potężną bałaganiarą.-zaśmiał się widząc moje nerwowo zaciśnięte pięści.
-Jak na anioła jesteś imponująco irytujący.-odwzajemniłam spostrzeżenie.
Mężczyzna uśmiechnął się zaskoczony.
-W twoich ustach zabrzmiało to jak komplement.-wyszczerzył zęby w szerokim uśmiechu, co wybiło mnie z pantałyku.-A tak poza tym, jak tam twój humorek?-zmienił temat, a jego twarz przybrała poważnego wyrazu.
Posłałam mu wymowne spojrzenie.
-No tak, głupie pytanie. Może powinnaś z nim porozmawiać?
-Nie.-ucięłam.-A tak w temacie, Lukas, sam obiecałeś, że będziesz przypominać mi jak to płeć męska jest chujowa, a nie zachęcać mnie do kontaktów z nimi.
Blondyn przejechał zdezorientowany ręką po swoich gęstych włosach.
-Zapomniałem.-przyznał.
Westchnęłam zrezygnowana.
-Grace, weź się w garść.-zażądał.-Czeka na ciebie robota.
Podniosłam na niego wzrok.
-Co?-spytałam.
-Pstro.-zaśmiał się z mojego nieogarniętego nastroju.-Czas zacząć uczęszczać do psychiatry.
-I to jest moja robota?-pokręciłam niedowierzająco głową.
-Tak.-oświadczył.-Źle się czujesz i trzeba coś z tym zrobić, zanim wpadniesz na jakiś kiepski pomysł i zamiast innych ratować, będziemy musieli ocalić ciebie.
-Nie chcę pomocy.-szepnęłam, spuszczając wzrok.-Może już czas się poddać.
-Nawet tak nie mów. Polubiłem cię i nie zamierzam wysłuchiwać tych bzdur.-złapał mnie za ramiona i delikatnie potrząsnął.-Obudź się, Gracie, jesteś potrzebna temu światu, nawet nie widzisz jak bardzo się zmienia dzięki tobie i innym Aniołom Stróżom.
-Pierdolisz farmazony. Wcale to nie jest taka wielka różnica w jednostkach, jakby to przeliczyć to więcej i tak umiera.-burknęłam nadal nie podnosząc wzroku.
-Jeden człowiek uratowany powinien być dla ciebie jak alkohol dla alkoholika.-powiedział zdenerwowany.
-Ale nie jest.
-Widzę.-puścił mnie wolno i podniósł się z łóżka mierząc mnie wzrokiem.-Nie chcę osądzać Boga decyzji, ale wydaje mi się, że podjął jedną bardzo złą.
Chciałam zareagować na jego słowa, ale jedyne co mogłam z siebie wydusić to.: "Może."
Nie potrafiłam spojrzeć mu w oczy, ponieważ wiedziałam, iż to złamało by mnie, straciłabym ten obojętny ton i zadałabym samej sobie ból widząc jego cierpienie w oczach. Usłyszałam tylko otwierane drzwi balkonowe, a później ich zamknięcie. Lukas'a już nie było, kiedy podniosłam wzrok.
Czułam się naprawdę głupio, byłam taka dziecinna, zamiast wziąć się ogarnąć, ja postąpiłam jak najbardziej rozwydrzony bachor na świecie. Wiedziałam, że ostatnie dni były momentami, kiedy podejmowałam tylko te złe decyzje i nie mogłam się przemóc, by zacząć podejmować te dobre.
Znałam siebie dość dobrze i potrafiłam przyznać się do winy, gdy postępowałam naprawdę samolubnie, ślepo; i tak teraz, przyznaję przed samą sobą, że jestem naprawdę lekkomyślną osobą.
Podniosłam się anemicznie z miękkiego materaca i wzięłam w ręce szare legginsy, białą koszulkę i bieliznę. Otworzyłam drzwi i od razu podbiegłam do pustej łazienki, gdzie zamknęłam się. Odłożyłam ubrania na blat obok umywalki i lutra, po czym rozebrałam się z krótkich spodenek i kolorowego t-shirtu, które włożyłam do kosza na brudną bieliznę. Weszłam do wanny i zaczęłam napuszczać gorącej wody, do której dodałam płynu do kąpieli. Piana oraz ciepła woda otaczały moje ciało, mój umysł się wyciszał i wsłuchiwał się w nurt bezwonnej, jak i przeźroczystej cieczy. Chciałam się zanurzyć i nie wyjść na powierzchnię, raz na zawsze pożegnać się z oddychaniem na Ziemi, ale wiedziałam, że to była zbyt piękna myśl, moim zadaniem było tutaj gnić.
Przestań się użalać nad sobą jak zakompleksiona nastolatka i weź się w garść! - Zbeształam samą siebie w myślach.
Wzięłam głęboki oddech i zaczęłam nucić piosenkę Guns N' Roses - I used to love her, co jak co, ale uwielbiałam rock'a. Zwyczajnie zakochałam się w tym zespole, a ostatnimi miesiącami tylko ich muzyka dawała mi spokój na duszy.
Pragnęłam dorosnąć psychicznie, nie myśleć jak dziecko, zacząć poprawnie żyć i mimo, że w mojej rodzinie to niespotykane, by ktoś był całkowicie normalny to jednak liczyłam, że zapoczątkuję te pokolenie. Domyślałam się, że do tego nie dojdzie, ale czasem miło jest pomarzyć.
*
-Jak dla mnie jesteś emo. Non-stop sama, słuchasz rock'a i do tego zachowujesz się anty socjalnie.-moja siostra chciała wyładować na mnie swoje zdenerwowanie.
Otóż dowiedziała się, iż Jake nie może opiekować się dzieckiem razem z nią, że jego rodzice chcą dla niego przyszłości niż mieć dziecko w tak młodym wieku. Będzie jej płacił alimenty, ale nie chce nawet, by wysyłała mu zdjęć tego "bękarta" jak to określił jego ojciec. Nie byłam zaskoczona ich opinią, aczkolwiek nie zgadzałam się z nimi w pełni, jednakże to nie była moja sprawa, więc zostawiłam to tak jak było.
Mimo, że to nie był pierwszy raz, kiedy ktoś mnie tak nazwał, to jednak nigdy nie usłyszałam tak niepochlebnego słowa z ust mojej młodszej siostry. Zraniła mnie, ale moja wyprana z uczuć mimika twarzy nie pozwoliła sobie okazać zranienie, za co byłam samej sobie wdzięczna.
Odwróciłam się do niej twarzą i spojrzałam z góry.
-Fajnie, a może porozmawiamy o tym jak twój Jakie zostawił cię dla twojej byłej przyjaciółki?-odpłaciłam jej.
-Grace!-krzyknęła moje imię wściekła.
Złożyłam usta w linijkę i zamilkłam, nie chciałam się kłócić i już po sekundzie żałowałam swoich słów, to był czas do awantury, ani miejsce, a tym bardziej powód. Jęknęłam cicho i opadłam zrezygnowana na kanapę w salonie. Wyszłam z mojej brudnej nory po raz pierwszy od tygodnia i już mnie ktoś atakował, miałam ochotę wrócić do swojego pokoju, gdyby nie fakt, że miałam rozmowę o pracę w klubie nocnym jako jedna z barmanek. Miałam odwołać rozmowę kwalifikacyjną, jako, że załatwił mi ją Damian, ale nie potrafiłam, chciałam się z nim spotkać, chciałam go zobaczyć. Mężczyzna był moim słabym punktem i - niestety - nie umiałam zapomnieć o nim.
Włączyłam telewizor i zaczęłam przełączać kanały telewizyjne, w końcu trafiłam na jakiś serial brazylijski i Em poprosiła, bym zostawiła to. Odłożyłam pilota na stolik od kawy i rozsiadłam się wygodnie.
-O której jedziesz?-spytałam kuzynki.
-O 17, pewnie się już dzisiaj nie zobaczymy.-uśmiechnęła się kwaśno.
-A kiedy złożysz nam kolejną wizytę?
-Dopiero na przerwę świąteczną.-patrzyła z zaangażowaniem w telewizor.
Odchrząknęłam, widząc godzinę, zegarek w telefonie wskazywał już 16, więc musiałam podnieść się i iść przed siebie.
-A zawieziesz mnie?-zapytałam ją, kiedy stałam już przy drzwiach i miałam wyjść.
-Jasne.-poderwała się wesoło i złapała w biegu kluczyki od samochodu.
Podeszłyśmy do srebrnego jeep'a, po czym od razu wsiadłyśmy i wyjechałyśmy spod domu.
Od samego wejścia do baru zaczęłam się rozglądać za Damianem, którego - niestety albo, może i to dobrze - nie zauważyłam. Dorosły mężczyzna, założyciel klubu podszedł do mnie i wyciągnął dłoń, którą uścisnęłam.
-Damian mówił, że raczej nie będziesz chciała tej pracy, ale najwyraźniej się mylił.-uśmiechnął się, jednak ten uśmiech nie obejmował jego czarnych jak smoła oczu.-Stawka za godzinę jest 10$.
-Mało.-skomentowałam, na co mężczyzna wywrócił oczami.
-Mam dużo osób na to stanowisko, więc jeśli nie chcesz to nie zajmuj mi czasu.-już chciał się odwrócić do mnie plecami i iść.
-Nie powiedziałam, że nie chcę tej pracy.-mruknęłam oschle.
Brunet po 40 mierzył uważnie mnie swoimi ciemnymi ślepiami.
-Pracę już zaczynasz dzisiaj, o 18, to za niecałą godzinę.-oznajmił, patrząc na srebrny zegarek na prawej dłoni.
Mój szef odwrócił się na pięcie i poszedł do swojego gabinetu, zostawiając mnie na środku parkietu. Przy barze stało kilkoro osób mniej więcej w moim wieku, więc podeszłam do nich. Rozmawiali o czymś zacięcie, jednak kiedy przystanęłam obok nich, zamilkli i spojrzeli na mnie niepewnie.
-Nowa?-spytał jakiś wysoki, przystojny szatyn.
Kiwnęłam głową, a oni wznowili rozmowę.
-John mówił, że niedługo będzie dostawa.-powiedział ten sam chłopak.
-John?-zapytałam.
-No tak, szef.-uśmiechnęła się głupio blondynka.-Pracujesz tu i nawet nie wiesz jak się on nazywa?-zakpiła, a wszyscy ryknęli śmiechem.
-Zabawne.-burknęłam pod nosem.
-Och, mała.-dała mi kuksańca.-Głowa do góry.
-Yhm.-mruknęłam.-Jaka dostawa?
Moje pytanie wzbudziło w nich zdenerwowanie, wahali się nad odpowiedzią, patrzyli po sobie, aż w końcu ktoś wszedł do baru, Damian. Blondyn zwrócił wzrok na mnie, a ja wpatrywałam się w niego jak w ryta.
-Narkotyki, Gracie. W co ty się wpakowałaś? Miałaś się trzymać ode mnie z daleka.-mówił do mnie chłodno, przybliżając się.
Nie byłam gotowa zareagować, byłam obserwowana, a tym czasem ja zastanawiałam się czy powinnam go uściskać i powiedzieć jak bardzo żałuję zerwania z nim, czy jednak dać sobie spokój z tą wakacyjną pracą.
Niebieskooki podszedł do mnie tak blisko, że naparł na mnie swoim umięśnionym ciałem o mój biust. Chciałam się cofnąć, aczkolwiek lada od baru mi w tym przeszkadzała, chłopak uśmiechnął się pod nosem widząc moje roztargnienie. Odwrócił wzrok na swoich współpracowników, a oni widząc jego minę wyszli czym prędzej z pomieszczenia. Ponownie spojrzał na mnie, tym razem jednak w jego oczach widziałam nic poza rozczarowaniem.
-Miałaś dać sobie i mnie spokój.-powiedział cicho, wpatrując się w moje ciemne oczy.-Sama tego chciałaś.
-Może zmieniłam zdanie?-podniosłam wzrok na jego błękitne tęczówki.
-Nie możesz co chwila zmieniać zdania.-odsunął się ode mnie i spuścił wzrok.-Mieszasz sobie i mi w głowie, to do niczego dobrego nie doprowadzi.
Wiedziałam, że ma rację, że sama sobie przeczę, ale on właśnie tak na mnie działał; miałam swoje idee, a przez niego nabierałam wątpliwości co do nich.
-Może masz rację.-szepnęłam i także mój wzrok skierował się na buty.-Zachowuję się jak dziecko.-przyznałam.
-Nie powinnaś mieszać się w narkotyki, sama mnie zbeształaś.-czułam wiercące w mnie jego spojrzenie.-Chcesz w tak młodym wieku wylądować w pace?
-I kto to powiedział?!-podniosłam wzrok wzburzona.-Wcale nie jesteś taki ode mnie dużo starszy!
-Ale mnie nie złapią, a nawet jeśli to nie zatrzymają mnie na długo, Grace.-widziałam, że jest tego tak pewien jak blondynka, że ma blond włosy.
Westchnęłam głęboko.
-Dobra, niech będzie, dam sobie spokój z tą robotą i z tobą.-starałam się brzmieć jakbym była pozbawiona uczuć.
-Nie zwalaj tego na mnie.-powiedział błyskawicznie.-Po prostu ja staram się dotrzymać daną ci tajemnice, chciałaś, abym dał ci spokój, dałem ci to, więc proszę cię..
-A czy ja mówiłam, że to twoja wina?!-wtrąciłam się.-Nie! Sama nie wiem czego chcę, wyraźnie to widzę i nie musisz mi tego mówić. W jednej minucie widzę jak bardzo wpływasz na mnie i nie podoba mi się, jednakże w następnej minucie podobają mi się te emocje, które dostarczasz mi właśnie ty.
Młody mężczyzna zwyczajnie gapił się na mnie bez słowa. Minęły 3 minuty, zanim zrozumiałam, że on nic nie powie, w końcu zebrałam się w sobie i ruszyłam przed siebie do wyjścia z baru.
-Powiedz John'owi, że jednak nie chcę pracy.-rozkazałam i czym prędzej wyszłam.
Pragnęłam znaleźć się jak najdalej stąd, nie mogłam znieść samej myśli, że ktoś taki jak ja mógł się naiwnie zakochać, wiedząc, że związek ze mną nie ma sensu dla nikogo i to nie wypali. Byłam taka łatwowierna, myśląc, że ten chłopak jest inny, że to jest dla mnie znak, by ruszyć naprzód.
*
Czas mija szybko, kiedy ma się jakąś monotonię, aczkolwiek co jeśli człowiek leży całymi dniami i czyta jakieś amatorskie opowiadania i historyjki? A więc już wam mówię, zwyczajnie się nudzi, a czas leci tak powoli, że ma się chęć strzelić sobie w głowę.
Mimo, że się o mało nie zanudziłam na śmierć przez ostatni tydzień, nie mogłam wyjść z pokoju na dłużej niż do łazienki czy do kuchni po jedzenie i picie. Byłam w strasznym stanie, wychodziłam tylko nocą, kiedy każdy spał. Nie chciałam natknąć się na siostrę, która uważa mnie za totalnego dziwaka, czy na ojca bądź jego "narzeczoną", którzy nie sprawiali, bym się uśmiechała. Potrafiłam czytać w głowie, kiedy byli ode mnie oddaleni o 10 metrów, co ułatwiło mi sprawę i dowiedziałam się jak bardzo niedojrzała jestem, w tym samym momencie, kiedy mój ojciec powiedział, że z wielką ochotą przywaliłby mi z całej siły, na co jego kobieta zaśmiała się.
Jęknęłam znudzona, wczytując kolejną stronę internetową. Położyłam laptopa obok siebie na łóżko, a sama wstałam i podeszłam do okna, które po krótkiej chwili otworzyłam. Tęskniłam za Emily, z nią przynajmniej mogłam siedzieć, nic nie mówić, a ona nie myślała o mnie jak o wariatce. Byłam sama i po raz pierwszy dostrzegłam, że nie do końca z własnego wyboru. Może i odrzuciłam pierwsza Damiana, ale jeśli chodzi o siostrę czy ojca? Oni sami mnie odrzucili, już lata temu. Z matką rozmawiać nie potrafię, nigdy nie potrafiłam, więc dziwnie czułabym się dzwoniąc do niej, bo niby o czym miałabym z nią gadać? Nie mam nic do opowiedzenia, przecież nie będę z nią przeprowadzać konwersacji o blondynie, który jest dilerem czy o szkole, w której jestem nienawidzona , a może o tym, że usłyszałam w myślach u ojca, że obecnie chce mnie pobić? Tak, oryginalne tematy do rozmów.. Już słyszę jej reakcję: "Grace, zadzwoń do psychiatry, powiedz, że masz halucynacje po tych nowych tabletkach." Jedyne co oczekiwałam po Em było to, że nie myślała za dużo, zwyczajnie wysłuchała i później dwa razy o tym nie myślała, ufałam jej.
Lukas.. Hmm.. Z nim to jak z kobietą w ciąży, coś nie po jego myśli idzie i już się wkurwia na maksa. Anioł ma poważne problemy z gniewem.
Jak na złość, kiedy obróciłam się, zastałam mojego "opiekuna" na łóżku, leżącego do góry brzuchem, patrzącego w sufit. Niedużo myśląc, położyłam się obok niego.
-Przepraszam.-jęknęłam.-Nie powinnam drążyć tamtego tematu, wiem, że poszczęściło mi się, dlatego żyję, a bynajmniej jesteś tego zdania, ale to nie zmienia faktu, że nie czuję się dobrze.
-Nie.. To ja przepraszam, że naskoczyłem na ciebie. Bóg jest nieomylny, dał ci szansę na nowe życie, nie powinienem wątpić w jego inteligencję.
-Och przestań.-mruknęłam.-Każdy się myli, nawet taki Bóg, co do tego to nie mam wątpliwości.-puściłam mu oczko, kiedy spojrzał na mnie kątem oka.-Rzecz w tym, iż nie sądzę, że powinniśmy nadal ciągnąć naszą współpracę.
-Dlaczego?
-Ani ty się nie cieszysz, że musisz wisieć mi nad głową i obserwować mój każdy ruch, a ja tym bardziej się nie cieszę, że mam takiego ciebie za opiekuna.
-Grace, nie zrozum mnie źle, ale ty nie masz prawa decydować kto się tobą zajmuje, ja też nie.
-W takim razie dlaczego ten was Bóg nie może sprawować nade mną opieki?-zakpiłam.
-On ma ważniejsze rzeczy do roboty, a nie pilnowanie młodej anielicy, której w dupie się poprzewracało.
Nie skomentowałam, słyszałam po jego tonie jak bardzo go zdenerwowałam, nie chciałam pakować się w większe tarapaty niż aktualnie jestem. Podniosłam się z łóżka i stanęłam przy oknie, wpatrując się w dal, po chwili poczułam jego dłoń na moim prawym ramieniu.
-Przepraszam.-szepnął spokojnie.
-Jak to jest z Nim?-zapytałam.
-To znaczy?
-Jak on chce rozmawiać to ja muszę Tam być, ale kiedy ja chcę rozmawiać z nim, on nie ma czasu i wydaje się być odległy. Mimo, że go nie ma tutaj, nie odpowiada, czuję, że patrzy.
-Grace..-wyszeptał mi do ucha.-Zaczęłaś wierzyć.
-Co?-odskoczyłam od niego jak oparzona.-Nie wierzę w niego! On nie istnieje, mam halucynacje.
-Sama nie wierzysz w to co przed chwilą powiedziałaś.-zaśmiał się, widząc jak bardzo roztargniona jestem.
-Lukas, możesz zamilknąć na chwilę?-spojrzałam na niego poważnie, a on kiwnął głową i natychmiast cisza nastała w całym domu, czas jakby się zatrzymał, a moje myśli przebiegały opanowane po głowie.
Czy uwierzyłam w Niego? Po tylu próbach wmówienia sobie, że wymyślałam całą tą sprawę z nim, to jednak nie udało mi się. Może faktycznie byłam Aniołem Stróżem? W końcu jak wytłumaczyć czytanie w myślach, nadludzką szybkość, cofanie czasu ratując innych i do tego same posiadania innego Anioła Stróża jako mojego "nauczyciela"? Aaa, i jak mogłabym zapomnieć? Jeszcze moje "szczęście" do nieszczęść.
Nie wiem co miał do tego wszystkiego Damian, ale i on znalazł się w moich myślach, za nim tęskniłam najbardziej. Byłam taka głupia, myśląc, że zerwałam z nim w idealnym czasie, że akurat to był moment, w którym nie za dużo do niego czułam. Okłamywałam samą siebie przez tak długi okres, przecież ja za nim szalałam, on znajdował się w moich myślach nawet, kiedy kłóciłam się z innymi ludźmi.
-Chyba muszę gdzieś iść.-wyjąkałam, wyrywając się z transu.
*
-Wiem co mówiłam, ale Damian, chyba cię kocham. Wiem, że jestem niezdecydowaną osobą i chcę ci też powiedzieć, że wiem jak to wszystko brzmi. Przychodzę tutaj, mówiąc, że to ostatni raz, nie chcę się uwiązać do ciebie, a minutę po seksie już ci wyznaję miłość i w tym samym czasie ubieram się i chcę wyjść. Nie jestem skomplikowana, jestem zwyczajnie niemądra, ale tego nie zmienię, Damian.-szeptałam niezadowolona.
Stałam w drzwiach od jego sypialni, jeszcze w bieliźnie.
-Czego ode mnie oczekujesz?-zapytał, patrząc mi w oczy, siedząc w samych bokserkach na łóżku.
-Zadaj sobie pytanie, czy chcesz być z taką pojebaną osobą jak ja, która ucieka, kiedy tylko poczuje coś?-moje oczy zaszły łzami i pomimo, że wstrzymywałam je siłą woli, to i tak zaczęły spływać po polikach.
W chwili, kiedy chciałam je zetrzeć, błękitnooki znalazł się przy mnie i sam scałował je ze mnie.
-Niczego nie pragnę bardziej.-wymruczał mi do ucha, zagryzają delikatnie jego płatek.
_____________
Emily, mam nadzieję, że się ucieszysz na wieść, że zaczęłam poważnie myśleć nad powrotem na bloga "Love They Say". :) Jeszcze nie jestem całkowicie przekonana, aczkolwiek zaczęłam pisać kolejny rozdział, by zobaczyć czy jestem w stanie powrócić na niego w wielkim stylu. :) W najbliższych dniach powinnaś oczekiwać rozdziału.
Wiedziałam, że byłam "aniołem" nie bez przyczyny, jednak prawda była taka, że nie chciałam nim być, nawet jeśli ratowałam bezbronnych ludzi. Co ja gadam?! BEZBRONNYCH?! Co za bzdura..
Westchnęłam głośno i odwróciłam się na plecy, leżąc na podłodze.
Nie raz i nie dwa ludzie ranili mnie, może i nie te osoby, które ocaliłam, ale to nie zmienia faktu, że większość społeczności nie jest bezbronna a wręcz jest okrutna. Każdy człowiek ma w sobie coś, co rani innych, co więcej on bądź ona to wie i nic z tym nie robi. Może osoby, które uratowałam też były zranione przez takich ludzi, jacy mnie skrzywdzili?
Chciałam pogrążyć się w ciszy, która nastała w całym domu, ale nie było mi to dane. Po niecałych 2 minutach usłyszałam jak ktoś puka w moje okno. Podniosłam się na łokciach i spojrzałam na Lukas'a, który stał na balkonie z miną niewiniątka. Nie zwracając na niego uwagi, położyłam się ponownie. Nie wiem dokładnie jak on to zrobił, ale tak czy inaczej znalazł się u mnie w pokoju. Smętnie podniosłam się z podłogi i usiadłam obok Lukas'a, który rozsiadł się na moim niezaścielonym łóżku, które było i tak w lepszym porządku niż podłoga, która była zaśmiecona chusteczkami oraz brudnym praniem.
-Jak na anielice jesteś potężną bałaganiarą.-zaśmiał się widząc moje nerwowo zaciśnięte pięści.
-Jak na anioła jesteś imponująco irytujący.-odwzajemniłam spostrzeżenie.
Mężczyzna uśmiechnął się zaskoczony.
-W twoich ustach zabrzmiało to jak komplement.-wyszczerzył zęby w szerokim uśmiechu, co wybiło mnie z pantałyku.-A tak poza tym, jak tam twój humorek?-zmienił temat, a jego twarz przybrała poważnego wyrazu.
Posłałam mu wymowne spojrzenie.
-No tak, głupie pytanie. Może powinnaś z nim porozmawiać?
-Nie.-ucięłam.-A tak w temacie, Lukas, sam obiecałeś, że będziesz przypominać mi jak to płeć męska jest chujowa, a nie zachęcać mnie do kontaktów z nimi.
Blondyn przejechał zdezorientowany ręką po swoich gęstych włosach.
-Zapomniałem.-przyznał.
Westchnęłam zrezygnowana.
-Grace, weź się w garść.-zażądał.-Czeka na ciebie robota.
Podniosłam na niego wzrok.
-Co?-spytałam.
-Pstro.-zaśmiał się z mojego nieogarniętego nastroju.-Czas zacząć uczęszczać do psychiatry.
-I to jest moja robota?-pokręciłam niedowierzająco głową.
-Tak.-oświadczył.-Źle się czujesz i trzeba coś z tym zrobić, zanim wpadniesz na jakiś kiepski pomysł i zamiast innych ratować, będziemy musieli ocalić ciebie.
-Nie chcę pomocy.-szepnęłam, spuszczając wzrok.-Może już czas się poddać.
-Nawet tak nie mów. Polubiłem cię i nie zamierzam wysłuchiwać tych bzdur.-złapał mnie za ramiona i delikatnie potrząsnął.-Obudź się, Gracie, jesteś potrzebna temu światu, nawet nie widzisz jak bardzo się zmienia dzięki tobie i innym Aniołom Stróżom.
-Pierdolisz farmazony. Wcale to nie jest taka wielka różnica w jednostkach, jakby to przeliczyć to więcej i tak umiera.-burknęłam nadal nie podnosząc wzroku.
-Jeden człowiek uratowany powinien być dla ciebie jak alkohol dla alkoholika.-powiedział zdenerwowany.
-Ale nie jest.
-Widzę.-puścił mnie wolno i podniósł się z łóżka mierząc mnie wzrokiem.-Nie chcę osądzać Boga decyzji, ale wydaje mi się, że podjął jedną bardzo złą.
Chciałam zareagować na jego słowa, ale jedyne co mogłam z siebie wydusić to.: "Może."
Nie potrafiłam spojrzeć mu w oczy, ponieważ wiedziałam, iż to złamało by mnie, straciłabym ten obojętny ton i zadałabym samej sobie ból widząc jego cierpienie w oczach. Usłyszałam tylko otwierane drzwi balkonowe, a później ich zamknięcie. Lukas'a już nie było, kiedy podniosłam wzrok.
Czułam się naprawdę głupio, byłam taka dziecinna, zamiast wziąć się ogarnąć, ja postąpiłam jak najbardziej rozwydrzony bachor na świecie. Wiedziałam, że ostatnie dni były momentami, kiedy podejmowałam tylko te złe decyzje i nie mogłam się przemóc, by zacząć podejmować te dobre.
Znałam siebie dość dobrze i potrafiłam przyznać się do winy, gdy postępowałam naprawdę samolubnie, ślepo; i tak teraz, przyznaję przed samą sobą, że jestem naprawdę lekkomyślną osobą.
Podniosłam się anemicznie z miękkiego materaca i wzięłam w ręce szare legginsy, białą koszulkę i bieliznę. Otworzyłam drzwi i od razu podbiegłam do pustej łazienki, gdzie zamknęłam się. Odłożyłam ubrania na blat obok umywalki i lutra, po czym rozebrałam się z krótkich spodenek i kolorowego t-shirtu, które włożyłam do kosza na brudną bieliznę. Weszłam do wanny i zaczęłam napuszczać gorącej wody, do której dodałam płynu do kąpieli. Piana oraz ciepła woda otaczały moje ciało, mój umysł się wyciszał i wsłuchiwał się w nurt bezwonnej, jak i przeźroczystej cieczy. Chciałam się zanurzyć i nie wyjść na powierzchnię, raz na zawsze pożegnać się z oddychaniem na Ziemi, ale wiedziałam, że to była zbyt piękna myśl, moim zadaniem było tutaj gnić.
Przestań się użalać nad sobą jak zakompleksiona nastolatka i weź się w garść! - Zbeształam samą siebie w myślach.
Wzięłam głęboki oddech i zaczęłam nucić piosenkę Guns N' Roses - I used to love her, co jak co, ale uwielbiałam rock'a. Zwyczajnie zakochałam się w tym zespole, a ostatnimi miesiącami tylko ich muzyka dawała mi spokój na duszy.
Pragnęłam dorosnąć psychicznie, nie myśleć jak dziecko, zacząć poprawnie żyć i mimo, że w mojej rodzinie to niespotykane, by ktoś był całkowicie normalny to jednak liczyłam, że zapoczątkuję te pokolenie. Domyślałam się, że do tego nie dojdzie, ale czasem miło jest pomarzyć.
*
-Jak dla mnie jesteś emo. Non-stop sama, słuchasz rock'a i do tego zachowujesz się anty socjalnie.-moja siostra chciała wyładować na mnie swoje zdenerwowanie.
Otóż dowiedziała się, iż Jake nie może opiekować się dzieckiem razem z nią, że jego rodzice chcą dla niego przyszłości niż mieć dziecko w tak młodym wieku. Będzie jej płacił alimenty, ale nie chce nawet, by wysyłała mu zdjęć tego "bękarta" jak to określił jego ojciec. Nie byłam zaskoczona ich opinią, aczkolwiek nie zgadzałam się z nimi w pełni, jednakże to nie była moja sprawa, więc zostawiłam to tak jak było.
Mimo, że to nie był pierwszy raz, kiedy ktoś mnie tak nazwał, to jednak nigdy nie usłyszałam tak niepochlebnego słowa z ust mojej młodszej siostry. Zraniła mnie, ale moja wyprana z uczuć mimika twarzy nie pozwoliła sobie okazać zranienie, za co byłam samej sobie wdzięczna.
Odwróciłam się do niej twarzą i spojrzałam z góry.
-Fajnie, a może porozmawiamy o tym jak twój Jakie zostawił cię dla twojej byłej przyjaciółki?-odpłaciłam jej.
-Grace!-krzyknęła moje imię wściekła.
Złożyłam usta w linijkę i zamilkłam, nie chciałam się kłócić i już po sekundzie żałowałam swoich słów, to był czas do awantury, ani miejsce, a tym bardziej powód. Jęknęłam cicho i opadłam zrezygnowana na kanapę w salonie. Wyszłam z mojej brudnej nory po raz pierwszy od tygodnia i już mnie ktoś atakował, miałam ochotę wrócić do swojego pokoju, gdyby nie fakt, że miałam rozmowę o pracę w klubie nocnym jako jedna z barmanek. Miałam odwołać rozmowę kwalifikacyjną, jako, że załatwił mi ją Damian, ale nie potrafiłam, chciałam się z nim spotkać, chciałam go zobaczyć. Mężczyzna był moim słabym punktem i - niestety - nie umiałam zapomnieć o nim.
Włączyłam telewizor i zaczęłam przełączać kanały telewizyjne, w końcu trafiłam na jakiś serial brazylijski i Em poprosiła, bym zostawiła to. Odłożyłam pilota na stolik od kawy i rozsiadłam się wygodnie.
-O której jedziesz?-spytałam kuzynki.
-O 17, pewnie się już dzisiaj nie zobaczymy.-uśmiechnęła się kwaśno.
-A kiedy złożysz nam kolejną wizytę?
-Dopiero na przerwę świąteczną.-patrzyła z zaangażowaniem w telewizor.
Odchrząknęłam, widząc godzinę, zegarek w telefonie wskazywał już 16, więc musiałam podnieść się i iść przed siebie.
-A zawieziesz mnie?-zapytałam ją, kiedy stałam już przy drzwiach i miałam wyjść.
-Jasne.-poderwała się wesoło i złapała w biegu kluczyki od samochodu.
Podeszłyśmy do srebrnego jeep'a, po czym od razu wsiadłyśmy i wyjechałyśmy spod domu.
Od samego wejścia do baru zaczęłam się rozglądać za Damianem, którego - niestety albo, może i to dobrze - nie zauważyłam. Dorosły mężczyzna, założyciel klubu podszedł do mnie i wyciągnął dłoń, którą uścisnęłam.
-Damian mówił, że raczej nie będziesz chciała tej pracy, ale najwyraźniej się mylił.-uśmiechnął się, jednak ten uśmiech nie obejmował jego czarnych jak smoła oczu.-Stawka za godzinę jest 10$.
-Mało.-skomentowałam, na co mężczyzna wywrócił oczami.
-Mam dużo osób na to stanowisko, więc jeśli nie chcesz to nie zajmuj mi czasu.-już chciał się odwrócić do mnie plecami i iść.
-Nie powiedziałam, że nie chcę tej pracy.-mruknęłam oschle.
Brunet po 40 mierzył uważnie mnie swoimi ciemnymi ślepiami.
-Pracę już zaczynasz dzisiaj, o 18, to za niecałą godzinę.-oznajmił, patrząc na srebrny zegarek na prawej dłoni.
Mój szef odwrócił się na pięcie i poszedł do swojego gabinetu, zostawiając mnie na środku parkietu. Przy barze stało kilkoro osób mniej więcej w moim wieku, więc podeszłam do nich. Rozmawiali o czymś zacięcie, jednak kiedy przystanęłam obok nich, zamilkli i spojrzeli na mnie niepewnie.
-Nowa?-spytał jakiś wysoki, przystojny szatyn.
Kiwnęłam głową, a oni wznowili rozmowę.
-John mówił, że niedługo będzie dostawa.-powiedział ten sam chłopak.
-John?-zapytałam.
-No tak, szef.-uśmiechnęła się głupio blondynka.-Pracujesz tu i nawet nie wiesz jak się on nazywa?-zakpiła, a wszyscy ryknęli śmiechem.
-Zabawne.-burknęłam pod nosem.
-Och, mała.-dała mi kuksańca.-Głowa do góry.
-Yhm.-mruknęłam.-Jaka dostawa?
Moje pytanie wzbudziło w nich zdenerwowanie, wahali się nad odpowiedzią, patrzyli po sobie, aż w końcu ktoś wszedł do baru, Damian. Blondyn zwrócił wzrok na mnie, a ja wpatrywałam się w niego jak w ryta.
-Narkotyki, Gracie. W co ty się wpakowałaś? Miałaś się trzymać ode mnie z daleka.-mówił do mnie chłodno, przybliżając się.
Nie byłam gotowa zareagować, byłam obserwowana, a tym czasem ja zastanawiałam się czy powinnam go uściskać i powiedzieć jak bardzo żałuję zerwania z nim, czy jednak dać sobie spokój z tą wakacyjną pracą.
Niebieskooki podszedł do mnie tak blisko, że naparł na mnie swoim umięśnionym ciałem o mój biust. Chciałam się cofnąć, aczkolwiek lada od baru mi w tym przeszkadzała, chłopak uśmiechnął się pod nosem widząc moje roztargnienie. Odwrócił wzrok na swoich współpracowników, a oni widząc jego minę wyszli czym prędzej z pomieszczenia. Ponownie spojrzał na mnie, tym razem jednak w jego oczach widziałam nic poza rozczarowaniem.
-Miałaś dać sobie i mnie spokój.-powiedział cicho, wpatrując się w moje ciemne oczy.-Sama tego chciałaś.
-Może zmieniłam zdanie?-podniosłam wzrok na jego błękitne tęczówki.
-Nie możesz co chwila zmieniać zdania.-odsunął się ode mnie i spuścił wzrok.-Mieszasz sobie i mi w głowie, to do niczego dobrego nie doprowadzi.
Wiedziałam, że ma rację, że sama sobie przeczę, ale on właśnie tak na mnie działał; miałam swoje idee, a przez niego nabierałam wątpliwości co do nich.
-Może masz rację.-szepnęłam i także mój wzrok skierował się na buty.-Zachowuję się jak dziecko.-przyznałam.
-Nie powinnaś mieszać się w narkotyki, sama mnie zbeształaś.-czułam wiercące w mnie jego spojrzenie.-Chcesz w tak młodym wieku wylądować w pace?
-I kto to powiedział?!-podniosłam wzrok wzburzona.-Wcale nie jesteś taki ode mnie dużo starszy!
-Ale mnie nie złapią, a nawet jeśli to nie zatrzymają mnie na długo, Grace.-widziałam, że jest tego tak pewien jak blondynka, że ma blond włosy.
Westchnęłam głęboko.
-Dobra, niech będzie, dam sobie spokój z tą robotą i z tobą.-starałam się brzmieć jakbym była pozbawiona uczuć.
-Nie zwalaj tego na mnie.-powiedział błyskawicznie.-Po prostu ja staram się dotrzymać daną ci tajemnice, chciałaś, abym dał ci spokój, dałem ci to, więc proszę cię..
-A czy ja mówiłam, że to twoja wina?!-wtrąciłam się.-Nie! Sama nie wiem czego chcę, wyraźnie to widzę i nie musisz mi tego mówić. W jednej minucie widzę jak bardzo wpływasz na mnie i nie podoba mi się, jednakże w następnej minucie podobają mi się te emocje, które dostarczasz mi właśnie ty.
Młody mężczyzna zwyczajnie gapił się na mnie bez słowa. Minęły 3 minuty, zanim zrozumiałam, że on nic nie powie, w końcu zebrałam się w sobie i ruszyłam przed siebie do wyjścia z baru.
-Powiedz John'owi, że jednak nie chcę pracy.-rozkazałam i czym prędzej wyszłam.
Pragnęłam znaleźć się jak najdalej stąd, nie mogłam znieść samej myśli, że ktoś taki jak ja mógł się naiwnie zakochać, wiedząc, że związek ze mną nie ma sensu dla nikogo i to nie wypali. Byłam taka łatwowierna, myśląc, że ten chłopak jest inny, że to jest dla mnie znak, by ruszyć naprzód.
*
Czas mija szybko, kiedy ma się jakąś monotonię, aczkolwiek co jeśli człowiek leży całymi dniami i czyta jakieś amatorskie opowiadania i historyjki? A więc już wam mówię, zwyczajnie się nudzi, a czas leci tak powoli, że ma się chęć strzelić sobie w głowę.
Mimo, że się o mało nie zanudziłam na śmierć przez ostatni tydzień, nie mogłam wyjść z pokoju na dłużej niż do łazienki czy do kuchni po jedzenie i picie. Byłam w strasznym stanie, wychodziłam tylko nocą, kiedy każdy spał. Nie chciałam natknąć się na siostrę, która uważa mnie za totalnego dziwaka, czy na ojca bądź jego "narzeczoną", którzy nie sprawiali, bym się uśmiechała. Potrafiłam czytać w głowie, kiedy byli ode mnie oddaleni o 10 metrów, co ułatwiło mi sprawę i dowiedziałam się jak bardzo niedojrzała jestem, w tym samym momencie, kiedy mój ojciec powiedział, że z wielką ochotą przywaliłby mi z całej siły, na co jego kobieta zaśmiała się.
Jęknęłam znudzona, wczytując kolejną stronę internetową. Położyłam laptopa obok siebie na łóżko, a sama wstałam i podeszłam do okna, które po krótkiej chwili otworzyłam. Tęskniłam za Emily, z nią przynajmniej mogłam siedzieć, nic nie mówić, a ona nie myślała o mnie jak o wariatce. Byłam sama i po raz pierwszy dostrzegłam, że nie do końca z własnego wyboru. Może i odrzuciłam pierwsza Damiana, ale jeśli chodzi o siostrę czy ojca? Oni sami mnie odrzucili, już lata temu. Z matką rozmawiać nie potrafię, nigdy nie potrafiłam, więc dziwnie czułabym się dzwoniąc do niej, bo niby o czym miałabym z nią gadać? Nie mam nic do opowiedzenia, przecież nie będę z nią przeprowadzać konwersacji o blondynie, który jest dilerem czy o szkole, w której jestem nienawidzona , a może o tym, że usłyszałam w myślach u ojca, że obecnie chce mnie pobić? Tak, oryginalne tematy do rozmów.. Już słyszę jej reakcję: "Grace, zadzwoń do psychiatry, powiedz, że masz halucynacje po tych nowych tabletkach." Jedyne co oczekiwałam po Em było to, że nie myślała za dużo, zwyczajnie wysłuchała i później dwa razy o tym nie myślała, ufałam jej.
Lukas.. Hmm.. Z nim to jak z kobietą w ciąży, coś nie po jego myśli idzie i już się wkurwia na maksa. Anioł ma poważne problemy z gniewem.
Jak na złość, kiedy obróciłam się, zastałam mojego "opiekuna" na łóżku, leżącego do góry brzuchem, patrzącego w sufit. Niedużo myśląc, położyłam się obok niego.
-Przepraszam.-jęknęłam.-Nie powinnam drążyć tamtego tematu, wiem, że poszczęściło mi się, dlatego żyję, a bynajmniej jesteś tego zdania, ale to nie zmienia faktu, że nie czuję się dobrze.
-Nie.. To ja przepraszam, że naskoczyłem na ciebie. Bóg jest nieomylny, dał ci szansę na nowe życie, nie powinienem wątpić w jego inteligencję.
-Och przestań.-mruknęłam.-Każdy się myli, nawet taki Bóg, co do tego to nie mam wątpliwości.-puściłam mu oczko, kiedy spojrzał na mnie kątem oka.-Rzecz w tym, iż nie sądzę, że powinniśmy nadal ciągnąć naszą współpracę.
-Dlaczego?
-Ani ty się nie cieszysz, że musisz wisieć mi nad głową i obserwować mój każdy ruch, a ja tym bardziej się nie cieszę, że mam takiego ciebie za opiekuna.
-Grace, nie zrozum mnie źle, ale ty nie masz prawa decydować kto się tobą zajmuje, ja też nie.
-W takim razie dlaczego ten was Bóg nie może sprawować nade mną opieki?-zakpiłam.
-On ma ważniejsze rzeczy do roboty, a nie pilnowanie młodej anielicy, której w dupie się poprzewracało.
Nie skomentowałam, słyszałam po jego tonie jak bardzo go zdenerwowałam, nie chciałam pakować się w większe tarapaty niż aktualnie jestem. Podniosłam się z łóżka i stanęłam przy oknie, wpatrując się w dal, po chwili poczułam jego dłoń na moim prawym ramieniu.
-Przepraszam.-szepnął spokojnie.
-Jak to jest z Nim?-zapytałam.
-To znaczy?
-Jak on chce rozmawiać to ja muszę Tam być, ale kiedy ja chcę rozmawiać z nim, on nie ma czasu i wydaje się być odległy. Mimo, że go nie ma tutaj, nie odpowiada, czuję, że patrzy.
-Grace..-wyszeptał mi do ucha.-Zaczęłaś wierzyć.
-Co?-odskoczyłam od niego jak oparzona.-Nie wierzę w niego! On nie istnieje, mam halucynacje.
-Sama nie wierzysz w to co przed chwilą powiedziałaś.-zaśmiał się, widząc jak bardzo roztargniona jestem.
-Lukas, możesz zamilknąć na chwilę?-spojrzałam na niego poważnie, a on kiwnął głową i natychmiast cisza nastała w całym domu, czas jakby się zatrzymał, a moje myśli przebiegały opanowane po głowie.
Czy uwierzyłam w Niego? Po tylu próbach wmówienia sobie, że wymyślałam całą tą sprawę z nim, to jednak nie udało mi się. Może faktycznie byłam Aniołem Stróżem? W końcu jak wytłumaczyć czytanie w myślach, nadludzką szybkość, cofanie czasu ratując innych i do tego same posiadania innego Anioła Stróża jako mojego "nauczyciela"? Aaa, i jak mogłabym zapomnieć? Jeszcze moje "szczęście" do nieszczęść.
Nie wiem co miał do tego wszystkiego Damian, ale i on znalazł się w moich myślach, za nim tęskniłam najbardziej. Byłam taka głupia, myśląc, że zerwałam z nim w idealnym czasie, że akurat to był moment, w którym nie za dużo do niego czułam. Okłamywałam samą siebie przez tak długi okres, przecież ja za nim szalałam, on znajdował się w moich myślach nawet, kiedy kłóciłam się z innymi ludźmi.
-Chyba muszę gdzieś iść.-wyjąkałam, wyrywając się z transu.
*
-Wiem co mówiłam, ale Damian, chyba cię kocham. Wiem, że jestem niezdecydowaną osobą i chcę ci też powiedzieć, że wiem jak to wszystko brzmi. Przychodzę tutaj, mówiąc, że to ostatni raz, nie chcę się uwiązać do ciebie, a minutę po seksie już ci wyznaję miłość i w tym samym czasie ubieram się i chcę wyjść. Nie jestem skomplikowana, jestem zwyczajnie niemądra, ale tego nie zmienię, Damian.-szeptałam niezadowolona.
Stałam w drzwiach od jego sypialni, jeszcze w bieliźnie.
-Czego ode mnie oczekujesz?-zapytał, patrząc mi w oczy, siedząc w samych bokserkach na łóżku.
-Zadaj sobie pytanie, czy chcesz być z taką pojebaną osobą jak ja, która ucieka, kiedy tylko poczuje coś?-moje oczy zaszły łzami i pomimo, że wstrzymywałam je siłą woli, to i tak zaczęły spływać po polikach.
W chwili, kiedy chciałam je zetrzeć, błękitnooki znalazł się przy mnie i sam scałował je ze mnie.
-Niczego nie pragnę bardziej.-wymruczał mi do ucha, zagryzają delikatnie jego płatek.
When you feel you're alone,
Cut off from this cruel world.
Your instincts telling you to run.
Listen to your heart,
Those angel voices.
They'll sing to you.
They'll be your guide back home.
[...] When you've suffered enough,
And your spirit is breaking.
You're growing desperate from the fight.
Remember you're loved,
And you always will be.
This melody will bring,
You right back home.
When life leaves us blind.
Love keeps us kind.
Kiedy jesteś sam,
Odetnij się od tego okrutnego świata.
Twoje instynkty mówią ci, byś uciekał.
Posłuchaj swojego serca,
Tych anielskich głosów.
One zaśpiewają ci.
Przyprowadzą cię z powrotem do domu.
Kiedy wycierpiałeś wystarczająco,
I twój duch się załamuje.
Stajesz się zdesperowany przez walkę.
Pamiętaj, że jesteś kochany,
I, że zawsze będziesz.
Ta melodia przyprowadzi cię,
Z powrotem do domu.
Kiedy życie pozostawia nas ślepcami,
Miłość utrzymuje w nas dobroć.
_____________
Emily, mam nadzieję, że się ucieszysz na wieść, że zaczęłam poważnie myśleć nad powrotem na bloga "Love They Say". :) Jeszcze nie jestem całkowicie przekonana, aczkolwiek zaczęłam pisać kolejny rozdział, by zobaczyć czy jestem w stanie powrócić na niego w wielkim stylu. :) W najbliższych dniach powinnaś oczekiwać rozdziału.
Cudownie, że wróciłaś do Love They Say. Cudowny rozdział ↑↑ ♥ .
OdpowiedzUsuńDziękuję ci, Emily. :)
OdpowiedzUsuń