sobota, 14 czerwca 2014

30. Nie możesz z nim być.

To całkowicie normalne, że nasze decyzje wpływają na naszą przyszłość, a także wpływają na nas. Przyzwyczaiłam się, że zawsze coś zawalę i, mimo że nie chcę, za każdym razem moich jakichkolwiek starań coś spierdolę. Muszę przyznać, że często to ja jestem tą, która sprawia, że wszystko się wali, jednak czasem to ktoś inny przyczynia się do takich krzywd.
-Damian..-szepnęłam mu do ucha, leżąc obok niego w bieliźnie.
-Hmm?-wymruczał sennie.
Uniesione żaluzje, pozwalały mi zobaczyć blask księżyca, który wisiał na niebie.
-Muszę już iść.-oznajmiłam.
Nie usłyszałam żadnej reakcji.
-Damian.-westchnęłam.-Obudź się..-po krótkiej chwili zaczęłam wstawać i naciągać jeansy na nogi.
-Nie idź.-wycharczał w poduszkę.-Jeszcze chwila.
Uśmiechnęłam się pod nosem, ubrałam do końca spodnie, po czym je zapięłam na guzik i położyłam się obok blondyna. Nie czekałam długo, by ten znalazł się nade mną i obdarowywał mnie pocałunkami.
-Może.. Zostaniesz.. Na.. Noc.-zaproponował, nie przerywając przyjemnej czynności.
Zaśmiałam się, następnie zepchnęłam go z siebie i wstałam na nogi. Odwróciłam na niego wzrok i zobaczyłam minę zbitego psiaka.
-Przestań.-jęknęłam.-Został tydzień i będę wyjeżdżać.
-No właśnie!-podniósł się i otoczył mnie ramionami.-Powinniśmy to wykorzystać.
-Myślę, że powinniśmy zacząć się przyzwyczajać, że nie mamy drugiej osoby w łóżku w nocy.
-Nie myśl.-zaśmiał się pod nosem i ucałował w czoło.
-Zachowujesz się jak w jakimś kiepskim, przereklamowanym romansidle.
-I co, nie lubisz tego?-nie patrzył na mnie, otulił mnie mocniej.
-Niezbyt.-przyznałam.
-No dobra, to co chcesz?-odsunął się odrobinę.
-Może trochę twojej inwencji twórczej?
-Aha, czyli ja mam coś wymyślić?-uśmiechnął się zadziornie, na co kiwnęłam głową, szczerząc się do niego.-Może spacer?
-Nie.
-No to jakiś film?
-Nie.
-Seks?
-Nie.
-Okay, poddaję się.
-Nudny jesteś.-skrytykowałam go.
-Ja?-uśmiechnął się chytrze.
-A kto inny?!-droczyłam się.
Po kilku sekundach leżałam na ziemi, a młody przystojniak łaskotał mnie, co sprawiało, że śmiałam się w niebo głosy.
Tak bardzo go polubiłam, czasem wydawało mi się, że wręcz darzyłam go większym uczuciem, może nawet miłością? Chciałabym z nim być na zawsze.
-Nadal uważasz mnie za nudziarza?-spytał, nie przestając się rechotać z mojego nieszczęścia.
-Klawisz!-wykrzyczałam z chichotem.
-No wiesz co!
Przestał, w jednej chwili wszystko zatrzymało się. Czas nie istniał, wszystko stanęło w miejscu, tylko ja zdawałam się być przytomna. W pokoju zapanowała jasność, a nade mną stanął nie kto inny jak Lukas. Jednakże mój Anioł Stróż nie wyglądał jak na co dzień, teraz u jego tyłu pleców wystawały białe skrzydła z pięknymi piórami. Wystawił do mnie dłoń, by pomóc mi wstać, co uczyniłam. Spojrzałam na niego z niepewnością.
Co on tutaj robił? Dlaczego wszystko straciło wigor?
-Nie możesz z nim być.-powiedział poważnie.
Mój uśmiech zniknął z twarzy, ustąpił, by na jego miejsce weszło rozczarowanie.
-Dlaczego tak mówisz?-zapytałam.
-To demon, Grace.-odpowiedział bez jakichkolwiek ostrzeżeń.
-To niemożliwe! Widziałabym, gdyby coś z nim było nie tak!
-Oczywiście, że wiesz to. Nie możesz czytać w jego myślach, czyli wytrąca cię z nim, demony to potrafią.
-Anioły też tak potrafią!-zaprzeczałam, nie potrafiłam przyjąć tego do wiadomości.
-Gracie, ja wiem, że jest ci trudno przyswoić to..
-Gówno wiesz, Luke!-przerwałam mu.-Nie wiesz nic!
-W takim razie, skoro mi nie wierzysz, przekonaj się sama.
Anioł potrząsnął głową, a wszystko wróciło do "normy". Zaskoczenie blondyna, że nie byłam między jego dłońmi była niemała, od razu się podniósł na nogi i spojrzał nerwowo po nas.
-Lukas.-wypowiedział imię z jadem moja niedoszła miłość.
-Damian, może wytłumaczysz naszej małej Grace kim jesteś naprawdę. I nie wciskaj jej kitu tylko o dilerce, bo to ściema.
Oboje założyli dłonie na swoje piersi i mierzyli się srogo wzrokiem.
-Co się dzieje?!-zapytałam ich.
Odwrócili się w moją stronę.
-Twój chłopak to Demon, a jako, że ty jesteś Aniołem, nie możesz z nim być!-wykrzyczał wściekle Lukas.-Pomijając fakt, że on jest tylko dlatego z tobą, bo może trzymać cię w niewiedzy!
-Nieprawda!
-A owszem, nie jedną tak urządziłeś! Choćby Nikki czy Jessy!
Nie słuchałam ich kłótni, wykorzystałam ten jedyny moment i weszłam do głowy blondyna. Widziałam po jego minie, że zorientował się co się dzieje, jednak było już za późno, drzwi zostały otwarte, weszłam mentalnie do jego głowy - w rzeczywistości runęłam na ziemi jak długa,.
Mnóstwo wspomnień z jego dzieciństwa, które było żałosne, smutne i bolesne. Powiedzieć, że rodzina go nienawidziła to stanowczo za mało. Chłopak był bity codziennie, potrafił nie dostawać jedzenia przez tydzień tylko dlatego, że przyszedł za późno do domu ze szkoły. Rodzice alkoholicy, rodzeństwo nie było lepiej traktowane. 
Był demonem, zwarł pakt z innym złym stworzeniem, stał się własnością Piekła na rzecz znalezienia prawdziwej miłości, którą i tak stracił po 10 latach, kiedy nadszedł moment zapłaty. Był romantykiem, miał dziecko, którego poszukiwał od 30 lat. Blondyn był naprawdę stary, czego nie można było po nim stwierdzić, najwyraźniej to wszystko tak już działa, nie starzejemy się. 
Nienawidził tego, kim się stał, ale nie miał wyboru jak pracować dla Lucyfera, z którym nigdy się nie widział. Był jednym z tych "złych" na Ziemi, i mimo że mu się to nie uśmiechało, nie miał nic do gadania, bo wyboru nie miał. Albo sprowadzanie ludzi na złą drogę, albo gnicie w celi w Piekle, będąc torturowanym bez przerwy na oddech. Jego pracą było dilerowanie narkotyków, jednak to zabijanie sprawiało mu największe trudności, aczkolwiek popełniał je. Zabił za dużo osób, głównie za to, bo inne demony mu nakazały to. W ciągu miesiąca zabijał ponad 30 niewinnych osób.
Jedyną prawdziwą atrakcję, którą miał z tutejszego życia to kobiety, jednak to anielice podobały mu się najbardziej. Pociągały go grzeczne kochanki, aż poznał mnie, coś się w nim zmieniło. Znał mnie i uważał mnie za kogoś ważniejszego, jednak nie nazywał tego miłością, a pożądaniem. Nie chciał mnie opuścić, co więcej, chciał przenieść się do Williston, by być ze mną. On się przywiązał, wiedząc, że ja nie jestem takim typem dziewczyny.
Połączenie zostało zerwane.
Nade mną był pochylony Lukas, podniosłam się bez niczyjej pomocy i rozejrzałam się.
-Poszedł.-oznajmił zadowolony z siebie.
-Co mu nagadałeś?!-wykrzyczałam do niego bliska płaczu.
-Prawdę. Powiedziałem mu, że widzimy to co najgorsze i kiedy się wybudzisz, będziesz chciała go zwyczajnie zabić.
-Idioto! Nie wiem jak ty, ale ja nie widzę tylko zła, widziałam w nim dobro! Jak możesz być Aniołem?! Jak możesz być tego bardziej godzien niż ja?!
To było na tyle, Anioł się ulotnił, zostawiając mnie samą z moimi szklistymi oczami, mokrymi polikami od łez i otwartymi ustami, z których wychodził głośny, żałosny szloch.
Zostałam porzucona przez jedynego, którego mogłam nazwać mianem "pierwszej, szczerej miłości", on nawet nie wiedział jak naiwny był myśląc, że zostawiłabym go.

*

Wspomnienia o blondynie nawiedzały mnie codziennie i ilekroć nie pojawiłabym się w apartamencie chłopaka, nie było go. Poszłam nawet do baru, w którym pracował, zapytałam kilka osób, a oni zawsze utrzymywali jedną odpowiedź. "Wyjechał, powiedział, że nie wróci."
Czułam jak rozpadam się na najdrobniejsze kawałeczki. Tęsknota za jego bliskością rozrywała mnie, nie potrafiłam zrozumieć tego nieustannego nieszczęścia, które ciągnęło się za mną od początku moich narodzin.



Oh ma douce souffrance.
Pourquoi s'acharner, tu r'commences.
Je ne suis qu'un être sans importance.
Sans lui je suis un peu "paro".
Je déambule seule dans le métro.
Une dernière danse.
Pour oublier ma peine immense.
Je veux m'enfuir, que tout recommence.
Oh ma douce souffrance.
Je remue le ciel, le jour, la nuit.
Je danse avec le vent, la pluie.
Un peu d'amour, un brin de miel.
Et je danse, danse, danse, danse, danse, danse, danse.
Et dans le bruit, je cours et j'ai peur.
Est-ce mon tour?
Vient la douleur...
Dans tout Paris, je m’abandonne.
Et je m'envole, vole, vole, vole, vole, vole, vole.
Que d’espérance...
Sur ce chemin en ton absence.
J'ai beau trimer, sans toi ma vie,
N'est qu'un décor qui brille, vide de sens.
Och, moja słodka udręko.
Walka nie ma sensu, a ty znów zaczynasz.
Jestem tylko bytem bez znaczenia.
Bez niego jestem nieco niespokojna.
Błąkam się samotnie w metrze.
Ostatni taniec.
Żeby zapomnieć o moim wielkim cierpieniu.
Chcę stąd uciec, wszystko zaczęło się od nowa.
Och, moja słodka udręko.
Mieszam niebo, dzień i noc.
Tańczę z wiatrem, z deszczem.
Trochę miłości, nieco miodu.
I tańczę, tańczę, tańczę, tańczę, tańczę, tańczę…
Biegnę wystraszona w zgiełku.
Czy to moja kolej?
Oto nadchodzi ból.
W całym Paryżu, porzucam siebie.
I lecę, lecę, lecę, lecę…
Nic tylko nadzieja.
Na tej drodze twojej nieobecności.
Staram się jak mogę, ale moje życie bez ciebie,
jest niczym innym, jak błyszczącym wystrojem wnętrza.


Byłam przyzwyczajona do mojego "szczęścia", a jednak zabolało mnie to wszystko, co się wydarzyło. Moja chęć wrócenia do Williston wzrosła, unikanie ludzi ponownie weszło mi w nawyk, a z Lukasem nie odzywałam się,co więcej, i on nie pojawiał się. Pragnęłam chwili odetchnienia, pewnie on także, za co byłam wdzięczna, przynajmniej nie musiałam się z nim użerać. I mimo, że to Anioł Stróż zaprzepaścił moją szansę na miłość, która była u mnie rzadko spotykana to nie winiłam go, w końcu miał za zadanie chronić mnie, a nie pozwalać mi spotykać się z demonem. To było dziwne, ale rozumiałam powody jego działań i, mimo że nie zgadzałam się z nimi, nie potrafiłam zignorować jego toku myślenia, nie byłam ignorantką.
Obudziły mnie ojca, jego narzeczone i mojej młodszej siostry krzyki, które były niemiłą niespodzianką. Myślałam, że te ostatnie dnie w Chicago spędzę w ciszy, ale przeliczyłam się. Jęknęłam pod nosem, przewróciłam się na brzuch i nałożyłam puchową poduszkę na głowę, by choć trochę zneutralizowała dźwięki dochodzące z parteru. Nie byłam pewna czy wina spoczywa na poduszce, jednakże wrzaski natężyły się. Podniosłam się dopiero, kiedy usłyszałam bite szkło. Użyłam mojej super szybkości, by narzucić na siebie długą, męską bluzkę i ruszyłam po schodach spokojnie.
Zastałam widok, który często miał miejsce w naszym starym domu w Nowym Jorku. Nie musiałam wchodzić do ich głów, by wiedzieć, że każdy jest wzburzony. Mojego ojca dziewczyna przejrzała na oczy i właśnie minęła mnie na schodach, by po chwili zbiec po nich ze swoją walizką, nawet się nie pożegnała i wybiegła z domu przez frontowe drzwi, trzaskając nimi. Zwróciłam wzrok na mojego ojca, który miał prawą rękę wysoko podniesioną i czekał na jakiś ruch blondynki, by uderzyć ją, jednak ona stała z niewzruszoną miną i założonymi rękoma na biuście. Westchnęłam cicho i poszłam do kuchni, by nalać sobie szklankę chłodnej wody z butelki, z lodówki. Zgrabnie minęłam kawałki rozbitego porcelanowego talerza w wejściu do kuchni i po minucie piłam przeźroczystą ciecz.
Byłam znudzona tym wszystkim, nie miałam z kim porozmawiać, a raczej nie miałam Go, by porozmawiać i wyrzucić z siebie frustrację. Od kilku dni wydzwaniał do mnie Drake, wiedziałam, że dowiedział się prawdy, ale był dla mnie już skończonym rozdziałem, uwierzył w coś, co było oczywistą ściemą.
-Jeżeli ją uderzysz to zbieraj manatki.-uprzedziłam go, wchodząc do salonu i siadając na sofie.
Włączyłam telewizor i zaczęłam przełączać kanały. Nie znalazłam niczego, co przyciągnęło moje oko, więc włączyłam na jakiś program na powitanie dnia. Zerknęłam kątem oka, jak ojciec prostuje rękę wzdłuż ciała i wychodzi z pokoju. Lena odetchnęła z ulgą i usiadła obok mnie.
-Dzięki.-szepnęła.
Puściłam jej podziękowanie mimo uszu i zajęłam się piciem kolejnej szklanki wody. Ostatnimi dniami moje problemy z odżywianiem przybrały na mocy, przez większość czasu jadłam tylko warzywa, a piłam wody więcej niż nie jeden dietetyk. Wiedziałam, że i tak nie schudnę, że stanęłam w miejscu, ale to nie zmieniało stanu rzeczy, musiałam jakoś odreagować i to był mój sposób na to. Jedni się tną, drudzy piją alkohol, trzeci wdają się w bójki, inni słuchają głośno muzyki, a jeszcze inni chodzą na zakupy - ja głodziłam i faszerowałam wodą.
-Grace, podjadasz w nocy, że nie możesz schudnąć?-ponownie odezwała się Lena.
-Nie podjadam.-odpowiedziałam.-Mam chujowy metabolizm.
Nawet nie musiałam spojrzeć na nią, by wiedzieć, że właśnie wywróciła oczami.
-Może powinnaś udać się do dietetyka.-zaproponowała.-W Williston na pewno są jacyś. Oni pomagają w zrzuceniu wagi, a wiem, że ty tego bardzo chcesz, więc..
Nie słuchałam już jej, pozwoliłam jej mówić. Ona nie rozumiała, a ja nie potrafiłam jej tego wyjaśnić.

2 komentarze:

  1. Cudo. :D
    Nie wiem czy Cię to jakkolwiek zainteresuje, ale niedługo wznawiam swą aktywność na blogu. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Interesuje mnie to! Właśnie się zastanawiałam czy mam napisać do ciebie, czy co, bo już zaczęłam tęsknić. :) A tak poza tym, jeżeli lubisz czytać opowiadania tak bardzo jak ja, polecam ci http://www.wattpad.com/ logowanie za darmo i masz dostęp do amatorskich opowiadań, ale niektóre są po prostu świetne, utrzymane na wysokim poziomie, że jestem pod wrażeniem. Obeznasz się tam szybko, wystarczy, że ustawisz język na "polski" i już. :)

    OdpowiedzUsuń