niedziela, 1 czerwca 2014

27. [...] Mógł powiedzieć, że jestem piękna czy seksowna, ale nie delikatna, ten epitet, który niby miał określić mnie, uraził, czułam się, jakby to była obelga.

-Powiedz mi, że to żart.-spojrzałam niemrawo na kuzynkę.
Dziewczyna przyszła wczesnym rankiem i obudziła mnie, tylko po to, by oświecić mnie, że mój ojciec przyjedzie wcześniej, że to nie będzie, kiedy już wyjadę, przyjeżdża dziś, za półgodziny będzie tutaj.
-Nie żartuję.-uśmiechnęła się współczując mi, dobrze wiedziała, dlaczego matka się z nim rozwiodła; dlaczego ja go tak bardzo nienawidziłam.-Zostanę z tobą przez tydzień i też muszę wracać z Zain'em, by zaliczyć kolejne egzaminy.
-Czasem mam chęć cię uderzyć.-odreagowałam uderzając pięścią w poduszkę, która od razu zapadła się pod naciskiem.
-Czemu?-usiadła na moim łóżku blondynka.
-Za twoje studia.-westchnęłam.-Brakuje mi ciebie. Jesteś jedyna w naszej pojebanej rodzinie, z którą mogę pogadać, a jednocześnie nie oczekiwać, że za chwilę cała rodzina będzie znała każde moje słowo. A przez studia i Zain'a, nie mamy dla siebie czasu.
-Och, Bambie..
-Wiem, wiem, egoistka.-mruknęłam do samej siebie.
-Nie egoistka.-szybko zaprzeczyła.-Jesteś sama i szkoda mi ciebie. Wiesz.. W London'ie znajdzie się dla ciebie miejsce, w moim mieszkaniu.
-Nie, dzięki.-uśmiechnęłam się sztucznie.-Wolę nie wpadać na półnagiego Zain'a.
Dziewczyna dobrze wiedziała, co mam na myśli, wczoraj nie zauważyłam, że ktoś jest w łazience i weszłam do niej, kiedy brunet wycierał włosy na głowie, mając owinięte tylko biodra. To nie był pierwszy raz, kiedy zobaczyłam mężczyznę w takim momencie, aczkolwiek to był narzeczony Emily, nie chciałam go widzieć w takiej pozycji. Zain śmieje się z całej tej sytuacji, a ja jestem zwyczajnie zawstydzona tym zajściem.
-Nie jestem zazdrosna, ufam mojemu facetowi.-zapewniła.
-Czy coś mówię?-jęknęłam.
Na samo wspomnienie o nagich mężczyznach narzucił mi się na myśl Damian. Nie widziałam się z blondynem od dwóch tygodni, non-stop ktoś do mnie dzwonił, ale mam takie szczęście, że kiedy pochodziłam do telefonu, przestawał, numer zastrzeżony, oddzwonić nie mogłam. Mogłabym przyrzec, że to był blondyn, ale pewności nie miałam, nawet nie chciałam jej mieć, wolałam żyć w świadomości, że ktoś mylił numer.
-O czym myślisz?-wyrwała mnie z myśli kuzynka.
-Niczym.-zaprzeczyłam za szybko, na co zwróciłam uwagę dziewczyna.
-Yhm, już ci wierzę.-zaśmiała się.-Dobra, wstawaj, bierz prysznic i pomożesz mi przyszykować poczęstunek dla niego i jego nowej naiwnej baby.
-Możemy dodać tam tymianku? Niech go złapie grypa żołądkowa..
-Grace!-krzyknęła, w głowie chichocząc i wstała z łóżka.
-No co?-patrzyła na mnie oburzona.-Powiesz mi, że to zły pomysł?
Odpowiedzią dziewczyny było wyjście i trzaśnięcie drzwiami od mojego pokoju, ale nadal mogłam słyszeć w jej głowie dziki rechot z mojego pomysłu. Z ogromną niechęcią podniosłam się z łóżka i podeszłam do komody, z której wyciągnęłam siwe spodnie od dresu i brązową koszulkę z jakimiś napisami 3/4 rękaw. Przetarłam oczy prawą ręką i postawiłam krok ku szufladzie z bielizną, z której wzięłam czarny komplet. Nie myśląc wiele, wyszłam z pokoju i poszłam do wspólnej łazienki.

*

Nie uścisnęłam go, ani jego ręki, ani też jego nowej, młodej dziewczyny. Nie zawahałam się i od razu pokazywałam jak gardzę nimi. Nie odzywałam się do nich, zwyczajnie mierzyłam ich wzrokiem. Narzeczona mojego ojca była szatynką o szarych oczach, wyglądała na inteligentną, rówieśniczkę Emily, czasem wygląd myli.. Weszłam jej do głowy i ujrzałam niepochlebne wiadomości, dziewczyna była z Derekiem dla pieniędzy; była z nim, by idiota opłacał jej studia prawnicze. Zaśmiałam się kwaśno w myślach na samą myśl, że sprawiedliwość powoli dopada mojego ojca. Oczywiście, mogłabym wykorzystać moją "super moc" na ojcu, by dowiedzieć się jaki naprawdę jest, ale nie chciałam, obawiałam się, że mój sposób na niego się zmieni, a tego nie chciałam - było mi komfortowo, kiedy nienawidziłam go i miałam powód, wątpię, bym potrafiła go zrozumieć, gdyby wyszło, że żałuje swoich czynów.
Westchnęłam cicho i przewróciłam oczami, kiedy oboje udawali, że wszystko jest idealne poprzez żartowanie i śmianie się z Em i jej chłopakiem. Lena nie zeszła do nas, nie dziwiłam jej się, mówiła, że źle się czuje, choć byłam pewna, że to głupia wymówka, nie zmuszałam jej.
-Dlaczego się nie odzywasz?-wyrwał mnie do odpowiedzi Zain, na co moja kuzynka szturchnęła go lekko w bok.
-Nie lubię otwierać ust przy imbecylach, jeszcze zarażę się głupotą przez drogę kropelkową od nich.-odpowiedziałam przesłodzonym głosem.
-Bambie..-zwrócił mi uwagę ojciec.
-Nie "Bambie", a Grace, w sumie to dla ciebie panienka Grace.-wstałam od stołu.
-Co ci jest dziecko? Znowu masz gorsze dni?-wszedł w rozmowę brudnymi buciorami.
-Na samą myśl o tobie rzygać mi się chce!-wykrzyczałam, udając, że nie słyszałam jego pytania.
-Trochę szacunku!-prychnęła szatynka podnosząc się, jak i facet, który dał swoje plemniki, by mnie stworzyć.-To twój ojciec.
-Jak na swoją rasę za głośno szczekasz, suko!-spojrzałam wrogo na małolatę.
Zaskoczyłam wszystkich moim słownictwem, jednakże nie żałowałam wypowiedzianych słów. Byłam wyprowadzona z równowagi i nie potrafiłam wziąć się w garść. Pragnęłam znaleźć się gdzieś indziej, więc nie przebierając się z dresu od razu wyszłam z domu, tenisówki sznurując dopiero przed domem. Wiedziałam, gdzie chcę się znaleźć i nie miałam problemu przyznać tego przed samą sobą. Nie widziałam w tym nic złego, w końcu był kimś, z kim łatwo mi się przebywało.

*

-On nie ma prawa nazywać mnie tak, w sumie nawet nie wiem skąd się wzięło to głupie przezwisko.. "Bambie".. Szlag by je trafił.-mówiłam pełna agresji, którą wyładowywałam uderzając w worek treningowy, który wisiał w małym pokoju w kawalerce Damiana.
-"Bambie" to słodka nazwa, pewnie pochodzi ona od tego, że jesteś delikatna.-przytrzymywał siłą worek, co świetnie mu wychodziło.
-Delikatna?!-uderzyłam jeszcze mocniej w worek, tak mocno, że blondyn musiał bardziej się wysilić, by nie wypuścić worka.-Nigdy w życiu nie byłam delikatna dla niego, chyba, że kiedy byłam mała, naiwna, głupia. Miałam pieprzone 7 lat i już wtedy zrozumiałam z jakim człowiekiem mam do czynienia.
Złość, którą okazywałam była szczera, pulsująca życiem, świeża. Byłam wściekła, wyprowadzona z równowagi i nie potrafiłam przywrócić siebie do porządku. Damian polubił mnie taką, widziałam po jego uśmiechu i iskierkach w oczach, kiedy widział mnie wyżywającą się w rękawicach na worku treningowym. Mnie to trochę przerażało, że go to nie rusza, przecież mogłabym go pobić, wiedziałam, że młody mężczyzna ma siłę, przecież trzymał worek i nie drgnął ani razu, co oznaczało, że ma silne ręce.
-Mów co chcesz, Bambie, ale dla mnie zawsze będziesz delikatna.-kiedy wypowiedział te słowa, nie potrafiłam uderzyć po raz kolejny, opuściłam dłonie wzdłuż ciała.
Odsunęłam się o kilka kroków i zwróciłam wzrok ku niemu. Nie chciałam wierzyć w co usłyszałam, mógł powiedzieć, że jestem piękna czy seksowna, ale nie delikatna, ten epitet, który niby miał określić mnie, uraził, czułam się, jakby to była obelga.
-Nie..-spochmurniałam.
-Tak.-westchnął podchodząc do mnie.
-Nie.-nie ruszyłam się, stałam w tym samym miejscu, pozwalając, by Damian przeciągnął swoją ciepłą dłoń w dół mojej talii, zatrzymując rękę na moim biodrze.
-Tak.-wpatrywaliśmy się sobie nawzajem głęboko w oczy.
Czy wyda wam się to podejrzane, kiedy wyjawię, że znowu chciałam wkraść mu się do głowy? A zaskoczeni bylibyście, gdybym powiedziała, że nadal nie mogłam? Hmm.. Byłam z nim tak blisko z kilka powodów i głupio było mi się przyznać, ale jednym z nich była moja niemoc, by się wkraść do jego głowy, kiedy do innych mogłam bez problemowo.
-Jesteś delikatna i wrażliwa, ale ukrywasz to, wiedząc, że ludzie czyhają na twoje błędy i mają zamiar wygarnąć ci twoje.. Piękno.-widziałam w jego oczach troskę i ogniki radość.
Mimo, że nie mogłam "wejść" mu do głowy, widziałam w jego oczach, że nie żartował sobie ze mnie, że brał mnie poważnie, prawdopodobnie bardziej niż ja go.
Mlasnęłam, odsuwając się od niego z kpiącym uśmiechem.
-Damian, nie myśl za wiele.-szepnęłam i puściłam mu oczko.-To jak, kawa?-zmieniłam temat, na co blondyn wyciągnął z kieszeni paczkę z papierosami Red&White Original i wyciągnął w moją stronę.
-Zapytałam o kawę, nie papierosy, nie palę.-wyjaśniłam jak do idioty.
Młody mężczyzna odsunął paczkę ode mnie i sam wyciągnął jednego, po czym schował paczkę do prawej kieszeni dresów. Z drugiej kieszeni wyciągnął zapalniczkę i zapalił papierosa. Nie musiałam długo czekać, by chłopak wypuścił dym w moją stronę.
Kiedy tylko pomachałam ręką przed moim nosem, Damian uśmiechnął się zawadiacko i ruszył za mną do kuchni.
-Śmierdzisz fajkami..-mruknęłam, kiedy tylko błękitnooki usiadł obok mnie z kawą w dwóch kubkach.
-Wiem.-szepnął, skupiając wzrok na kawie z mlekiem.
Wyglądał tak samotnie. Zamyślone, zamglone oczy dodawały mu uroku, a jednocześnie sprawiały, że czułam się źle z jego powodu, że nie potrafię znaleźć języka w buzi. Miałam takie dni, kiedy zwyczajnie się bałam otworzyć usta, powiedzieć coś, bojąc się, że powiem coś niewłaściwego nieodpowiedniej osobie, a tego nie chciałam.
Walczyłam z samą sobą, ale w końcu wydusiłam z siebie.: "Coś się stało?"
Nie spuszczałam z niego wzroku, pilnowałam go jak pies właściciela, a może to złe porównanie? No dobrze, wpatrywałam się w niego jak sroka w gnat. Tak czy inaczej, obserwowałam go bacznie, zaczęłam lubić go, nie chciałam, by cierpiał.
-Nieważne.-ledwie usłyszałam jego słowa.
-Ważne.-zapewniłam.-Mów.
Chłopak leniwie podniósł wzrok na moją osobę i starał się uśmiechnąć, ale wyszedł mu zwyczajny grymas.
-Problemy w pracy.-wyjaśnił.
-Pracujesz jako barman i masz problemy w pracy?-chciałam się upewnić, a blondyn kiwnął głową.-Jakie?
-Nie pracuję jako barman, tylko jako barman, myślałem, że wiesz..-niespodziewanie zamilknął, jednak wzrok zaostrzył się.
-To co jeszcze robisz?-drążyłam temat.
Jak nazłość telefon zaczął dzwonić, nie mój. Odwróciłam wzrok od chłopaka i przeniosłam go na jego komórkę. Usłyszałam głębokie westchnięcie i po chwili zobaczyłam jak młody barman odbiera połączenie i odchodzi do innego pokoju. Nie lubię podsłuchiwać, więc i tym razem tego nie robiłam. Piłam ciepłą kawę z mlekiem sojowym i starałam się nie słuchać głośnych krzyków mężczyzny do telefonu. Mogłam usłyszeć pojedyncze wyrazy, jednak kiedy składałabym je w zdanie, brzmiałoby to jak najsuchszy suchar na świecie.
Uznałam to, za niesamowity żart, kiedy poczułam wibracje w mojej kieszeni od jeansów, wyjęłam komórkę i doznałam "szoku", kiedy ujrzałam na wyświetlaczu "Drake". Na samo wspomnienie o nim, grymas pojawił się na mojej twarzy. Delikatnie przejechałam prawą dłonią po czole zdenerwowana. Nie byłam pewna co robić, nie chciałam się już kłócić, aczkolwiek jaki był sens w naszej znajomości, skoro tak naprawdę żadne z nas nie kroiło się do niej?
-Halo?-odezwałam się cicho.
-Grace, to już jakaś przesada! Jak do cholery mogłaś coś takiego odwinąć?! -zaczął krzyczeć.
-O co ci chodzi, człowieku?!-sama podniosłam głos.
-Kelly mówi, że ma dość nieprzyjemności z tobą! Żeby nastawiać ją przeciwko mi?!
-Nie wiem o czym ty mówisz. Ogarnij się!
-Grace, jesteś rozwydrzonym dzieciakiem.-po tych słowach usłyszałam słynne piknięcie, co oznaczało, że rozmówca się rozłączył.
Nie miałam zielonego pojęcia o co mu chodziło. Nic nie zrobiłam, tak naprawdę to nawet nie rozmawiałam z Kelly, tylko ją widziałam! Raz, na przyjęciu zaręczynowym. Jak do chuja mogłam z nią gadać, nastawiać ją przeciwko mu, skoro ja nawet nie zamieniłam z nią ani słowa. Dziewczyna zmyśliła to, a ten idiota uwierzył.
Moja komórka gwałtownie i z hukiem poleciała na podłogę, ale jak zawsze trzymała się "zdrowo". Wyprostowałam sie na siedzeniu i wpatrywałam się przed siebie, nie wiem ile tak siedziałam, ale kiedy już się uspokoiłam i spostrzegłam, że głośna rozmowa Damiana minęła, odwróciłam się w stronę wejścia do kuchni. Blondyn wpatrywał się we mnie tymi błękitnymi oczami pełen zadumy. Nie wiedziałam jak zareagować, więc podniosłam się i schowałam telefon do kieszeni od spodni.
-Chyba będę się zbierać.-oznajmiłam niemrawo.
-Zostań.-patrzył na mnie.
-Nie mam ochoty.-szepnęłam wyciszona.
-Coś się stało?-chciał położyć dłoń na moim ramieniu, kiedy ubierałam trampki, jednak zwinnie się odsunęłam.
-Nie.-uśmiechnęłam się sztucznie, nie mając ochoty tłumaczyć całego zdarzenia.-Pogadamy kiedy indziej.
-Masz zamiar spędzić cały dzień z rodziną? Ojcem i jego laską?-upewniał się, wiedząc, że skłamałam, że świetnie się czuję.
-Kto powiedział, że idę do domu?-spytałam go, prostując się po skończeniu sznurowania obuwia.
-To gdzie idziesz?-zapytał ciekawy.
-Ty nie powiedziałeś mi jako kto dorabiasz na boku, to ja ci nie powiem, gdzie idę.-uśmiechnęła się sprytnie.
-Oj, Gracie.-wyszczerzył zęby w szerokim zawadiackim uśmiechu.-Nawet nie wiesz, jak bardzo cię lubię.
Nawet nie mrugnęłam, a usta chłopaka, w których mogłam poczuć smak nikotyny i dymu papierosowego, wylądowały na moich i złączyły się w namiętnym pocałunku. Jego dłonie znalazły się na mojej talii, jak i na prawym policzku, by zmniejszyć odległość między nami i pogłębić całusa. Mogłabym stać tak wieczność, moje ręce wplecione w jego włosy, wargi oddające się głębszej chwili, myślenie wyciszone, nic nie istniało oprócz mnie i niego, podobało mi się to, co czułam przy nim, a jednak musiałam to przerwać.
Odsunęłam się do tyłu, wyciągając dłonie z jego gęstych włosów i stanęłam prosto naprzeciwko niemu. Mężczyzna wpatrywał się we mnie niepewnie, to był pierwszy raz, kiedy blondyn poczuł się niekomfortowo w sytuacji. 
Może to, że zaprzestałam zbliżenia wprowadziło go w zakłopotanie? A może żałował, że wyznał mi, iż mnie lubi?
Damian nic nie mówił, a mnie nie dopisywał humor na rozmowy, więc nie czułam się wystarczająco "na siłach", by zacząć jakąś konwersację. Nasz związek, jeśli mogę to tak określić, zaczął być coraz trudniejszy, po obu stronach. Błękitnooki dawał mi dwuznaczne znaki, a ja - jak zawsze, jak można było się spodziewać - zaczynałam tracić zmysły przy nim, dlatego zdecydowałam się na drastyczne kroki, chciałam to zdusić w zarodku.
-Ja już pójdę..-bąknęłam pod nosem i wyszłam czym prędzej z mieszkania z kamienicy.
Nie zostałam zatrzymana przez niego i nie byłam zaskoczona tym, szczerze nawet nie było mi przykro; wolałam to, że został w apartamencie, bo dzięki temu wiedziałam, iż ma podobne zdanie co ja, że wszystko zaczyna się robić zbyt poważne.



[...] The air around me still feels like a cage.
And love is just a camouflage for what resembles rage again.
So if you love me let me go.
And run away before I know.
My heart is just too dark to care.
I can't destroy what isn't there.
Deliver me into my fate.
If I'm alone I cannot hate.
I don't deserve to have you.
My smile was taken long ago.
If I can change I hope I never know.
Powietrze, które otacza mnie, sprawia, że czuję się jak w klatce.
I miłość, która jest tylko kamuflażem dla złości.
Więc, jeśli mnie kochasz, pozwól mi odejść.
I ucieknij, zanim się tego dowiem.
Moje serce jest zbyt mroczne, by kochać.
Nie mogę zniszczyć czegoś, czego nie ma.
Wydaj mnie w ręce mojego przeznaczenia.
Jeśli jestem sam, nie mogę nienawidzić.
Nie zasługuję na ciebie.
Mój uśmiech zniknął dawno temu.
Jeśli mogę się zmienić, mam nadzieję, że nigdy się tego nie dowiem.


2 komentarze:

  1. Świetny gust muzyczny, a opowiadanie wciąga coraz mocniej. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Cieszę się, że gustujesz w podobnej muzyce. :)

    OdpowiedzUsuń